Ruch Radzionków Widzew Łódź 1998

Rozbili Widzew Łódź 5:0 i przeszli do historii. Oto legendarna drużyna Ruchu Radzionków

Nokaut! To nieprawdopodobna historia - komentował na żywo Janusz Basałaj, kiedy Józef Żymańczyk strzelił gola na 3:0 dla Ruchu Radzionków. Cała Polska przecierała oczy ze zdziwienia i pytała, jak beniaminek mógł tak wysoko ograć niedawnego mistrza, czyli Widzew Łódź. - Atmosfera w szatni zawsze była niezwykła i dzięki temu odnosiliśmy sukcesy - wyjaśnia Marian "Ecik" Janoszka. Co słychać u piłkarzy z legendarnej jedenastki Cidrów?

Piątek, 24 lipca 1998 roku, był niezwykle upalny. W szatniach budynku klubowego Ruchu Radzionków panował zaduch, a piłkarze Widzewa Łódź przy otwartych drzwiach i na ciasnym korytarzu wydawali się niezwykle pewni siebie. Mieli do tego prawo, w końcu jako niedawni mistrzowie Polski (1996/96 i 1996/97) przyjechali na mecz z debiutującym w pierwszej lidze zespołem z niewielkiego miasta na Górnym Śląsku.

Kiedy sędziowie i piłkarze wyszli z tunelu, na murawie panowała krzątanina. Kręcili się tam fotoreporterzy i operatorzy kamer, przed których obiektywami puchar i żółto-czarny bukiet kwiatów za awans odebrał Marian "Ecik" Janoszka. Około dziesięciu tysięcy ludzi na trybunach skandowało: "GKS! GKS! GKS!".

Rozpoczęcie meczu przeciągało się o kolejne długie minuty, arbiter Mirosław Milewski musiał nawet wymownym gestem przegonić z boiska niesforną reporterkę Canal Plus, aż wreszcie na gwizdek od środka boiska zaczęli Rafał Jarosz i Józef Żymańczyk.

- Muszą się cofnąć, sprowokować zawodników Widzewa do gry w ataku pozycyjnym i próbować kontrować - doradzał Edward Lorens, który komentował ten mecz wraz z Januszem Basałajem i bardzo szybko przekonał się, że był w błędzie.
Beczki cydru

Może Cię zainteresować:

Śląskie miasto, które słynie z cydru. Sami sobie tę legendę wymyśliliśmy

Autor: Patryk Osadnik

19/03/2022

W dwunastej minucie piłkę z rzutu wolnego w pole karne posłał Wojciech Myszor, a doskoczył do niej sam Marian Janoszka, który słynął z genialnej gry głową. Sławomir Olszewski zdołał sparować strzał "Ecika", ale z dobitką Rafała Jarosza nie miał szans. Sensacja. 1:0 dla Ruchu Radzionków.

Mecz był bardzo dynamiczny i już minutę później, tym razem rzeczywiście po kontrze, w polu karnym z piłką znów znalazł się Rafał Jarosz. Faul. - Rzut karny! - wskazał sędzia. - Ecik! Ecik! Ecik! - wrzały trybuny, choć Marian Janoszka nie zdążył jeszcze nawet ustawić piłki na jedenastym metrze. Bramkarz rzucił się w prawo, on strzelił w jego lewo. 2:0.

- Nokaut! To nieprawdopodobna historia. 3:0 prowadzi Ruch Radzionków w szesnastej minucie meczu. Józef Żymańczyk - łapał się za głowę w kabinie komentatorskiej Janusz Basałaj chwilę później.

Piłkarze Cidrów ani przez chwilę nie grali cofnięci. Wręcz przeciwnie - napierali na bramkę Widzewa Łódź. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy piłka odbiła się od poprzeczki, a głową umieścił ją w siatce "Ecik". 4:0. Wynik 5:0 w 71. minucie ustalił Tomasz Fornalik.

Jakub Kamiński

Może Cię zainteresować:

Z Szombierek Bytom do Bundesligi. Jak chłopak ze Śląska zadziwił piłkarską Europę

Autor: Patryk Osadnik

18/03/2022

"Nie wiedzieli nawet, jak trafić na stadion i pytali ludzi o drogę"

W drodze do szatni Mariana Janoszkę zatrzymała wspomniana już reporterka Canal Plus. - Czy trzy punkty są już pewne dla pana drużyny? - zapytała. - Myślę, że tak - odpowiedział ze spokojem "Ecik". Wówczas podkreślał, a dziś tylko potwierdza te słowa, że niedawni mistrzowie Polski zlekceważyli zawodników Ruchu Radzionków.

- Przyjechali tutaj własnymi samochodami, nie wiedzieli nawet, jak trafić na stadion i pytali ludzi o drogę. Zdobyliśmy gola na 1:0, później od razu na 2:0, niósł nas doping kibiców… - opowiada "Ecik".

Jak wspomina, w przerwie nie było jednak luzu. - Przed startem ligi mieliśmy w głowach to, aby nie było blamażu w pierwszym meczu. Piłkarze Widzewa w każdej chwili mogli się podnieść, a my potknąć. Musieliśmy być skupieni do samego końca.

- W zasadzie przygotowywaliśmy się tak samo, jak do każdego innego meczu. Emocje? Były, ale wydaje mi się, że każdy dusił je w sobie. Nie myślałem o tym, że może być blamaż, że gramy z niedawnym mistrzem Polski. Może i lepiej, że zaczęliśmy od Widzewa Łódź, który najwidoczniej nas zlekceważył. Gdybyśmy debiutowali z inną, bardziej zdeterminowaną drużyną, mogłoby być dużo ciężej - uważa Roman Cegiełka, który na boisko wszedł w 74. minucie.

- Ciężko powiedzieć, jakie emocje panowały na ławce rezerwowych, kiedy zdobywaliśmy kolejne bramki. To wszystko działo się niezwykle szybko. Za to po meczu była ogromna radość - wspomina. Piłkarze i działacze świętowali w klubowej kawiarence. Spędzali tutaj dużo czasu, przychodzili nawet z żonami. Czuli się jak w rodzinie.

- Było co świętować - uśmiecha się Marian Janoszka. - Atmosfera w szatni zawsze była niezwykła i dzięki temu odnosiliśmy sukcesy - wyjaśnia. - Nikt się nie wywyższał, każdy czuł się jak u siebie. Nieważne kto przychodził, wszyscy powtarzali, że atmosfera jest fenomenalna. Spotykaliśmy się w wolnym czasie, po meczu szliśmy na piwo, jeździliśmy na grzyby… - potwierdza Roman Cegiełka.

Ligowa tabela przez wiele lat wisiała w budynku klubowym

Wycięta z "Przeglądu Sportowego" po inauguracji sezonu 1998/99 tabela pierwszej ligi z Ruchem Radzionków na czele przez lata wisiała w nieistniejącym już budynku klubowym, przypominając legendarną drużynę, która zmiażdżyła Widzew Łódź 5:0. Co dziś słychać u piłkarzy, którzy wystąpili wówczas na boisku?

  • Marian Janoszka w meczu z Widzewem Łódź zdobył dwa gole, choć miał już wówczas na liczniku 37 lat. Był u schyłku kariery, ale z piłką nożną nie rozstał się do dziś. Pracuje w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Wspiera z trybun Ruch Radzionków i... Ruch Chorzów, gdzie gra jego syn Łukasz Janoszka.
  • Roman Cegiełka na boisko wszedł dopiero w 74. minucie, kiedy cała Polska przecierała oczy ze zdziwienia, bo na ekranach telewizorów wyświetlał się już wynik 5:0. W Cidrach spędził w sumie osiem sezonów. Później długo grał jeszcze w piłkę. Pracował m.in. w Szombierkach Bytom, a obecnie jest trenerem młodzieży w Slavii Ruda Śląska.
  • Rafał Jarosz 24 lipca 1998 roku na listę strzelców wpisał się jako pierwszy, choć nikt nie przypuszczał nawet, jak ten mecz się skończy. Po tym, jak zakończył swoją przygodę z Radzionkowem, grał m.in. w Odrze Wodzisław Śląski i Podbeskidziu Bielsko-Biała. Po zawodowej karierze piłkarskiej podjął się pracy w górnictwie, a dokładnie w KWK Knurów-Szczygłowice.
  • Józef Żymańczyk to jedna z najbarwniejszych postaci tamtej szatni, choć Ruch był tylko krótkim przystankiem na jego drodze. Najwięcej minut rozegrał w Odrze Opole, której herb wytatuował sobie nawet na ramieniu. Karierę sportową przerwał mu zarobkowy wyjazd do Kanady, a piłkę na trawie łączył z halową, w której nawet reprezentował Polskę. W meczu z Widzewem wpisał się na listę strzelców jako trzeci. Można go spotkać za kierownicą taksówki na ulicach Opola.
  • Wojciech Myszor do drużyny żółto-czarnych dołączył w sezonie 1997/98 i od razu stał się ostoją defensywy. Później występował jeszcze w Odrze Wodzisław Śląski i Ruchu Chorzów. Kolejne lata spędził w mieście, z którego się wywodzi, reprezentując GTS Bojszowy. Obecnie jest skautem w Everest FMA. Jego syn, Jakub Myszor, zadebiutował niedawno w pierwszym zespole Cracovii.
  • Marek Szymiński był kolejnym podstawowym obrońcą Ruchu, z którym wywalczył awans do pierwszej ligi. Karierę piłkarską zakończył w Rozwoju Katowice, a obecnie jest trenerem Akademii Piłkarskiej GKS-u Katowice. Jego syn, Przemysław Szymiński, reprezentuje za to Frosinone Calcio w Serie B.
Ratownicy CSRG3

Może Cię zainteresować:

Ratownictwo górnicze na Śląsku i w Zagłębiu. Od ponad wieku idą po żywych. I zawsze ryzykują własnym życiem

Autor: Michał Wroński

22/04/2022

  • Tomasz Fornalik przypieczętował wynik meczu z Widzewem Łódź, zdobywając gola na 5:0. Z Cidrów wrócił do Ruchu Chorzów, z którym był związany przez większość swojej kariery piłkarskiej, po której zaczął karierę trenerską. Obecnie jest asystentem trenera Piasta Gliwice, czyli swojego brata Waldemara Fornalika.
  • Dariusz Koseła w meczu z Widzewem wszedł na boisko dopiero w 85. minucie. Do drużyny Ruchu Radzionków dołączył po wielu latach gry w Górniku Zabrze. Wcześniej, jako rezerwowy, zdobył srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku. W Cidrach spędził w sumie sześć sezonów. W międzyczasie wyjechał grać w Niemczech. Obecnie jest trenerem w Akademii Górnika Zabrze.
  • Robert Sierka spędził w Ruchu Radzionków pięć sezonów. Grał później w Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski, GKS-ie Katowice oraz Piaście Gliwice. Choć ma 47 lat, to jest wciąż aktywnym zawodnikiem i asystentem trenera Ostoi Żelisławice.
  • Damian Galeja mecz z Widzewem zaczął na ławce rezerwowych, a wszedł z niej w 65. minucie. Po kilku latach gry w Radzionkowie trafił do Polonii Bytom, grał w Szczakowiance Jaworzno, wrócił do Radzionkowa i znów do Bytomia. Jest koordynatorem ds. szkoleniowych w Śląskim Związku Piłki Nożnej.
  • Andrzej Wróblewski do Radzionkowa trafił u schyłku swojej kariery piłkarskiej. Miał już za sobą wtedy siedemnaście kolejnych sezonów w barwach Rakowa Częstochowa, z którym zresztą był później nadal związany jako trener. Obecnie jest trenerem Liswarty Krzepice.
  • Dariusz Klytta dopiero debiutował w meczu o punkty dla Cidrów, ale zachował czyste konto. Wcześniej odszedł z Górnika Zabrze, między którego słupkami nie dostawał w ostatnim sezonie zbyt wielu szans na grę. W Radzionkowie stał się jednak podstawowym bramkarzem. Później występował jeszcze w GKS-ie Katowice, a po piłkarskiej karierze został trenerem bramkarzy. Pracował m.in. w ŁTS-ie Łabędy oraz Czarnych Pyskowice.
  • Grzegorz Bonk w Ruchu Radzionków na poziomie pierwszej ligi rozegrał zaledwie jeden sezon, po którym wrócił do Górnika Zabrze. Grał m.in. w Ruchu Chorzów, GKS-ie Katowice, Energetyku ROW Rybnik. Na jakiś czas wrócił do drużyny żółto-czarnych, a na wypożyczeniu znalazł się nawet w… Gracji. Niestety nie wiemy, gdzie doprowadziły go ścieżki kariery.
  • Czesław Wrześniewski w barwach Ruchu rozegrał aż dwanaście sezonów, a w pierwszej lidze 72 mecze. Później występował w ŁTS-ie Łabędy oraz Tęczy Wielowieś, gdzie zakończył karierę.
  • Andrzej Płatek jako trener wprowadził Ruch Radzionków na salony. Choć pochodził z Krakowa, to większość swojej zawodowej kariery spędził na Górnym Śląsku. Jako drugi trener zdobywał z Górnikiem Zabrze mistrzostwa Polski. Kilka lat spędził w... Afryce! Zmarł w 2017 roku po ciężkiej chorobie. Miał 70 lat.
Rocz wybuch KWK Halemba miw 32

Może Cię zainteresować:

Śląsk znów w żałobie. Górnicza śmierć nie daje się przeboleć. O kobietach, które w kopalniach straciły mężów i o dzieciach, które straciły ojców

Autor: Teresa Semik

23/04/2022

W ostatniej kolejce Cidry odebrały Lechowi Poznań Ligę Mistrzów

Zwycięstwo 5:0 z Widzewem Łódź stało się miejską legendą. Każdy mieszkaniec Radzionkowa dobrze wie o tym, że nawet w najdalszej części kraju znajdzie się ktoś, kto pamięta Mariana "Ecika" Janoszkę i całą jedenastkę z 24 lipca 1998 roku.

Nie była to jednak wyłącznie kwestia szczęścia. Cidry zajęły w sezonie 1998/99 najwyższe miejsce spośród drużyn z Górnego Śląska - szóste. W ostatniej kolejce zawodnicy trenera Andrzeja Płatka rozgromili Lech Poznań 4:1, odbierając jego piłkarzom szansę na występ w Lidze Mistrzów.

Z pierwszą ligą Ruch Radzionków pożegnał się po trzech sezonach.