W sierpniu 2024 roku w Rudzie Śląskiej zapanowalo poruszenie: na Kolaniji pojawiły się szyldy jak z PRL-u, stare samochody, a nawet furmanka. Ekipa Netflixa kręciła tu sceny, które w serialu „Ołowiane dzieci” miały udawać Szopienice sprzed pół wieku. Dlaczego właśnie tu? I dlaczego nie dało się nakręcić serialu w prawdziwych Szopienicach?
Bo Szopienice się zmieniły
Problem z Szopienicami polega na tym, że Śląsk z lat 70. nie istnieje już tam fizycznie. Nie ma już nie tylko szopienickiej huty, ale i Targowiska, nie ma familoków, podwórek z komórkami i chlywikami, ani też ulic, po których chodziła dr Wadowska‑Król.
„Główne miejsca z historii zniknęły. Byliśmy oczywiście na wizji w Szopienicach, ale liczba zmian, które zaszły przez ostatnie pół wieku, utrudniła nam sprawę.” – przyznaje Kamil Iwanicki, ekspert od Górnego Śląska, który wyszukiwał lokacje dla serialu.
Jak tłumaczy Iwanicki, współczesne Szopienice są zbyt „nowe”, by mogły zagrać lata 70. Nawet jeśli pojedynczy familok wygląda jak dawniej, to np. obok stoi nowy blok, w tle widać Biedronkę, okna są plastikowe, dachy wymienione, elewacje ocieplone, a podwórka wybetonowane.
Co więcej, serial potrzebował ciągłości przestrzeni, a nie jednego budynku. Dlatego Szopienice musiały zostać „zagrane” przez inne miasta. Dlatego twórcy musieli stworzyć Śląsk z epoki z fragmentów kilku miast: Katowic, Świętochłowic, Zabrza, Gliwic, Mikołowa oraz Rudy Śląskiej. O tej ostatniej mówi się jakoś ciszej niż o innych lokacjach, w ktorych kręcono głośny już serial. Dlatego jednak teraz właśnie do niej zajrzyjmy. Na pewno na to zasługuje!
Rudzka Kolanijo zatrzymała czas
To, co wyróżnia Rudę Śląską, to autentyczność. Nie muzealna, nie sztucznie odtworzona, ale żywa — taka, która wynika z historii miasta. Kolanijo i inne rudzkie kolonie nie straciły swojego charakteru. Ani nie zniszczyły ich modernizacje, ani nie zostały „wygładzone” pod współczesne standardy. Dlatego mogły zagrać świat, który w innych miejscach zniknął.
Najważniejszą rudzką lokacją okazała się Kolanijo – robotnicza kolonia w okolicach ulic Orzegowskiej, Wincentego, Wandy i Kilińskiego, na pograniczu Orzegowa, Starego Osiedla i Kuźnicy Rudzkiej. To miejsce, które wygląda tak, jak gdyby PRL nigdy się stąd nie wyniósł.
Wciąż stoją tu ceglane familoki, są podwórza z zielenią, zachowały się stare układy uliczek, a także detale architektoniczne, których nie ruszył żaden „remont termomodernizacyjny”.
To właśnie dlatego filmowcy wybrali Kolanijo. Tu nie trzeba było cyfrowo usuwać nowoczesnych elewacji, plastikowych okien czy marketów w tle. Tu wystarczyło dodać szyldy z epoki, zaparkować stare auta i wprowadzić statystów w odpowiednich kostiumach. I tak Kolanijo stała się serialowymi Szopienicami.
Druga rudzka lokacja: ogród na Frynie
Zdjęcia powstawały również w Nowym Bytomiu, w ogrodzie Śląskiego Teatru Impresaryjnego na Frynie. To miejsce o zupełnie innym charakterze niż Kolanijo – bardziej mieszczańskie, uporządkowane, z zielenią i architekturą, która pozwalała odtworzyć sceny bardziej „publiczne”, fragmenty życia społecznego, miejsca plenerowych imprez – właśnie takich, jak festyn, podczas którego poznajemy bohaterkę jako kobietę zarazem asertywną, jak i w każdej sytuacjigotowej do niesienia pomocy.
Jak widzimy, Ruda Śląska nie była jedynie „tłem z familokami”, ale pełnoprawnym elementem filmowej układanki.
Ruda Śląska zagrała śląską pamięć
Na ekranie nie pokazano jednego miasta. Pokazano Śląsk jako mozaikę – złożoną z kolonii, podwórek, ulic i zakładów, które przetrwały w różnych miejscach regionu. Ruda Śląska stała jednym z najważniejszych elementów tej mozaiki. Bo to tam, na Kolaniji, można było jeszcze znaleźć Śląsk, którego już nie ma – ten z czasów dr Wadowskiej‑Król.
„Ołowiane dzieci” to nie tylko serial o ołowicy ma Śląsku i cywilnej odwadze kobiety, ale także opowieść o świecie, który zniknął i który udało się odtworzyć z fragmentów. Ruda Śląska okazała się jednym z tych, które przetrwały najwierniej.