Legenda u Roździeńskiego
Najstarsza znana wersja legendy o chłopie Rybce pochodzi z 1612 roku, a jej autorem jest hutnik i poeta Walenty Roździeński. W swoim dziele Officina ferraria przedstawia on historię odnalezienia srebra w sposób następujący: w okolicach roku 1512 pochodzący ze wsi Tarnowice (dziś Stare Tarnowice, dzielnica Tarnowskich Gór) chłop nazwiskiem Rybka wyruszył na poszukiwania bydła, które to mu uciekło. Powodem eskapady miały być warunki atmosferyczne, a konkretnie burza, która spłoszyła zwierzynę. I tak szukając bydła w okolicach dzisiejszego Rynku, Rybka spostrzegł wyrwane drzewo, a w wykrocie pod korzeniami znalazł bryłę kruszcu. Wieść gminna szybko się rozniosła, dowiedzieli się o tym panowie feudalni oraz gwarkowie ziemi bytomskiej, w związku z czym rozpoczęła się gorączka srebra. I tyle z legendy u Roździeńskiego.
Nie wiemy, jakie dokładnie były losy publikacji Officiny ferraria. Do dziś zachował się jeden jedyny egzemplarz, odkryty w 1929 roku w Gnieźnie. Nie udało się znaleźć żadnej wzmianki o Roździeńskim i jego dziele u XIX-wiecznych historyków, lecz co poniektórzy zdawali się korzystać z tych samych informacji co poeta. Trudno dziś orzec, czy w obiegu funkcjonowały niezachowane egzemplarze dzieła Roździeńskiego, czy może korzystano z niezależnej, lokalnej relacji i podania.
Najlepsi historycy podchodzili do legendy o Rybce z dużą ostrożnością. Chociaż poeta niewątpliwie oparł się na lokalnym micie, to cały przebieg akcji był ewidentną adaptacją legendy o założeniu alpejskiego miasta Schwaz. Tam rzekomo w 1409 roku pasterka pilnująca bydła miała zobaczyć, jak przestraszony burzą byk zaczął się bardzo wiercić i ryć rogiem w ziemi, wydobywając przy tym srebro. Oczywiście, niektórzy mogą powiedzieć, że bydło naturalnie wykazuje właściwości radiestezyjne, jednak zapewne w dużej mierze mamy tu do czynienia z adaptacją legendy. Ta opowieść na pewno zresztą łatwo trafiła na Górny Śląsk, ponieważ wszelkie miasta wolności górniczej w Europie były ze sobą relatywnie dobrze skomunikowane, a gwarkowie pracujący jednego dnia w Schwaz, przenosili się następnie do gór Rudawych, by docelowo trafić do Olkusza czy Tarnowskich Gór. Nie wiemy jednak, czy to Roździeński bezpośrednio zaadaptował legendę, czy już wcześniej we wsi Stare Tarnowice oddolnie połączono ze sobą obcy mit i ubarwiono nim faktyczną historię odnalezienia srebra.
Legendy ciąg dalszy
Najstarszy pełnoprawny historyk górnictwa górnośląskiego nazwiskiem Abt, w swoim dziele z 1786 roku nie pisze nic o chłopie Rybce. Dopiero geograf Johann Georg Knie w 1831 r. wspomina o legendzie, pisząc lakonicznie, że w 1512 roku chłop Rybka wyorał srebro. I chociaż data wydaje się wskazywać na znajomość Roździeńskiego, musimy zaznaczyć, że z motywu ucieczki i burzy przeszliśmy do zwykłej czynności rolnej – chłop po prostu orał.
Następnie, w drugiej połowie XIX wieku, kronikarz tarnogórski Carl Winkler odnotowuje legendę. Ponownie chłop Rybka orze sam, ale zmienia się w niej data na rok 1490. Jest to obecnie najczęściej spotykana data odkrycia srebra przez chłopa Rybkę, natomiast z punktu widzenia historyków jest ona wątpliwa. Zdecydowanie przesuwa odkrycie na zbyt wczesny okres, dając 20 lat przestoju między znaleziskiem a pierwszymi pracami górniczymi. Ponadto nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak dokładnie i skąd tę datę Winkler wziął.
Najbardziej fantazyjny opis legendy pochodzi od Karla Franza Mainki z 1927 roku. Datuje on moment odkrycia najdokładniej ze wszystkich, mianowicie na niedzielę 18 maja 1519 roku. Na jakiej podstawie? Nie wiemy. To jednak nie koniec rewelacji. W tej wersji legendy nie ma już krowy, jest za to syn chłopa Rybki i opowieść o tym, jak podczas wspólnego spaceru obaj mężczyźni zauważyli w lesie mieniące się srebrne kamyczki, a następnego dnia – czyli w poniedziałek 19 maja – mieli odkopać srebro.
To, co łączy wszystkie dotychczasowe wersje legendy, to opieranie się na lokalnym podaniu, silnie zakorzenionym w społeczności wsi Stare Tarnowice, oraz dosyć luźne podejście do szczegółów. Ale to nadal tylko legendy, bez pokrycia w rzeczywistości.
Rybka z Krową wykopali srebro?
Dotychczasowi kronikarze przekazywali opowieść o Rybce raczej w kategorii wydarzeń, które naprawdę miały miejsce, choć zaznaczali, że to podanie.
O wiele poważniej spróbował do tego podejść historyk Józef Piernikarczyk w latach 30. XX wieku. Przeglądając dawne księgi górnicze Tarnowskich Gór, odkrył, że w pierwszej dekadzie istnienia miasta działało dwóch gwarków o nazwisku Rybka. Skłoniło go to do sformułowania wniosku, że chłop Rybka mógł być postacią znacznie bardziej historyczną, niż sądzili jego poprzednicy. Ponadto poszedł za ciosem i założył, że Rybka był gwarkiem, zaś jego kopacz nazywał się Krowa i to właśnie tenże Krowa wykopał srebro.
Trzeba zaznaczyć, że to już fantazja historyka amatora, jednak działania Piernikarczyka pokazują pewną tendencję – w XX wieku zaczęto myśleć coraz poważniej na temat tej legendarnej postaci.
Zwrot akcji
W latach 80. XX wieku historyk Bernard Szczech odnalazł w archiwach urbarz wolnych chłopów ziemi bytomskiej, który wydatował na lata 1490–1510. I w tymże urbarzu, w wykazie dotyczącym wsi Tarnowice, wymieniono jako głowę gospodarstwa Jana Rypkę. I od razu poszła fama, że tak oto legenda na naszych oczach stała się prawdą i to najprawdziwszą. W końcu zgadzały się daty.
Oczywiście, uważny czytelnik powie, że to, iż legendę przypisano do faktycznie istniejącego człowieka, nie świadczy jeszcze o tym, że wydarzyła się naprawdę. Nie znaczy to nawet, że Rybka odnalazł srebro – wystarczy, że przypisano mu odkrycie dokonane przez kogoś zupełnie innego. A może to jednak on sam to zrobił? Problem w tym, że dotychczas nikt nie dokonał w pełni krytycznego omówienia urbarza, a on mocno zmienia naszą perspektywę.
Sprawa się rypła
Różnice w pisowni nazwiska próbowano tłumaczyć tym, że nowożytny dokument powstawał w czasach pisowni chwiejnej, poza tym głoski "p" i "b" są do siebie podobne, a cały urbarz spisano z zastosowaniem raczej czeskiej ortografii, a nie polskiej (choć tu przypomnijmy, że w XVI wieku nie było jeszcze kodyfikacji ani jednej, ani drugiej). Nie zwrócono natomiast uwagi na system zapisu wolnych chłopów.
Niektórzy pojawiają się tam wymienieni z imienia oraz ze swojego dziedzicznego przydomka (np. Jakub Białek). Inni mają zapisane wyłącznie imię (np. Woytek, Garnek, Pierdiwol). Trzecia grupa to osoby z zapisanym imieniem oraz zawodem, jak Jan Molenda (młynarz) czy Ignek zahradnik (rolnik/ogrodnik). Ponadto jest jeszcze czwarta grupa, w której odnotowuje się, że na danym gruncie jest nieużytek rolny, gospodarstwo jest niezamieszkane, ewentualnie głową rodziny jest kobieta (nosząca najpewniej przydomek po zmarłym mężu). Z kolei u zaledwie dwóch postaci pojawia się pełen zestaw "imię + przydomek + zawód" (np. Jakub Gnida zahradnik oraz Woytek Wiechen soltis). W związku z tym musimy zastanowić się, kim był Jan Rypka.
Zakładając, że jest to nazwisko związane faktycznie z żyjątkiem wodnym, zapisane jedynie przez oboczność dźwięczną-bezdźwięczną, to "Jan Rybka" byłby przydomkiem pokroju Lisa czy Barana, które również odnajdujemy w urbarzu. Ale jeżeli założymy, że ten chłop to "Jan, z zawodu rypka", to zaczyna się robić niezwykle ciekawie.
Słowo "rypka" pochodziłoby od czasownika rypać, a ten z kolei od prasłowiańskiego rypati (obecnie polskie "ryć"). Oznacza to więc, że urbarz odnotowuje wolnego chłopa Jana, z zawodu kopacza. I jeżeli Jan był kopaczem, to nagle opowieść o tym, że to właśnie on znalazł srebro, zaczyna nabierać sensu, pra?
Co nam to wszystko mówi
Podsumujmy obieg tej legendy. Hipoteza o Janie-kopaczu wydaje się logiczna i umocowana w źródłach, ale wymaga wyjaśnienia, dlaczego w jednym wieku jest "Jan Rypka", a później "chłop Rybka". Tłumaczyć to możemy zatarciem dawnego, śląskiego i możliwie potocznego określenia na tego, kto rypie/ryje. Ze względu na bliskość fonetyczną z "rybą", ustne podanie i wersja Roździeńskiego po prostu zmieniły tożsamość chłopa.
Nie oznacza to oczywiście, że cała legenda wydarzyła się w sposób dosłowny. Dalej pozostajemy przy problemie, że Roździeński – niczym rasowy poeta – dużo ubarwił, a inni kronikarze, nie mając dostępu do urbarza chłopów, w ogóle nie proponowali takiej teorii (choć Piernikarczyk widział w Rybce górnika, było to raczej historyczne przeczucie, a nie udokumentowane śledztwo).
Przy obecnym stanie wiedzy nie da się ustalić niczego więcej, choć zapewne wszyscy byśmy tego chcieli. Niemniej, trwający właśnie rok 500-lecia miasta sprawił nam dość zaskakujący prezent w postaci tej hipotezy.
Może Cię zainteresować:
Cały region gwarków w jednej aplikacji. Powstał interaktywny przewodnik po UNESCO
Może Cię zainteresować:
