Tarnowskie Góry w PRL

Dlaczego Tarnowskie Góry to śląskie peryferyjne centrum lokalnej inteligencji? "Wmówiliśmy sobie, że jesteśmy nim"

Blisko siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców. Powierzchnia większa od Zabrza i Bytomia, ale jednocześnie malutkie miasteczko. Wszyscy się znają, wszyscy mają ze sobą koneksje, bądź dramy. Lokalna inteligencja żyje na uboczu aglomeracji, ale wmówiliśmy sobie, że to my jesteśmy centrum. I w sumie zawsze tak było.

Tarnogórski rynek, jeden z bardziej urokliwych na Górnym Śląsku. Niedzielny letni gwar unosi się w powietrzu, kamienice skąpane w golden hour, a na płycie tłumy. Pan z czterema identycznymi psami siedzi na schodkach ratusza. Gryfny Kafyj pełen klientów i naprawdę dobrej kawy. Wszyscy się w tej kawiarni znają i klachajům. Kilka grupek komentuje co aktualnie wydarzyło się w życiu miasta, a ja biorę aktywny udział w tym. Typowy małomiasteczkowy swing, ale jest w nim coś więcej niż tylko urok małej społeczności. Pisałem już o absurdach Tarnowskich Gór i ten tekst będzie bardziej o ich fenomenie.

W Tarnowskich Górach sama ludność, czy w zasadzie liczebność jest specyficzna. Jest to naprawdę zaskakujące jak iluzoryczne jest te sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców. Jakimś cudem stare miasto (dziś dzielnica Śródmieście-Centrum) zachowało swoją miasteczkowość, gdy w Tarnowskich Górach mieszkało kilkanaście tysięcy mieszkańców. I nie było to jakoś bardzo dawno, bo mówimy o dwudziestoleciu międzywojennym. W ciągu ostatnich stu lat miasto zmieniło się. Rozrosło, zaludniło, rozbudowało, ale społeczność ma dalej ten sam charakter. Zapomnij o anonimowości. Jeśli mieszkasz tu więcej niż jedno pokolenie to brat twojej wychowawczyni w liceum odbierał twój poród, a sama wychowawczyni uczyła też twoją matkę, a wasi dziadkowie mieszkali w jednej kamienicy. Ale też, jeśli chcesz działać to miasto ma ku temu przestrzeń. Tarnowskie Góry to też miasteczko z silną lokalną inteligencją i jest to czym było zawsze.

Tarnowskie Góry w PRL

Może Cię zainteresować:

Tarnowskie Góry jak zupa pomidorowa: lubią wszyscy. To miasto wygląda dobrze nawet na zdjęciach z PRL

Autor: Redakcja

24/08/2022

Polisystemy miasta

Teorię polisystemów literackich zawdzięczamy izraelskiemu kulturoznawcy i teoretykowi literatury Itamarowi Ewen-Zoharowi. Dotyczyła ona wprawdzie kwestii tłumaczeń literatury i tożsamości języka, ale teoria ładnie przekłada na inne obszary kultury i tożsamości. Polisystem zakłada istnienie pewnego złożonego systemu komunikacji międzyludzkiej, znanych tropów i nawarstwiających się dzieł, które ostatecznie kreują tożsamość. Polisystem jest też tak złożony, że powoli ewoluuje, a co za tym idzie, trudno go zmienić bez zmiany użytkowników. Jest też bardzo podświadomy. Upraszczając jest to główna przyczyna, dla której miasto zachowało swój niezwykły charakter. Nasza tożsamość trwa i ludzie do niej dołączają, podtrzymując ją, bądź izolują się wypadając poza nawias. Miasto wyróżniało się w XIX wieku i w pierwszej połowie XX, gdy rodziła się jego aktualna mentalność. Miasto Gwarków odeszło na rzecz Miasteczka Inteligentów. Dzięki teoriom Evena-Zohara i samej historii możemy szukać przyczyn fenomenu, bo tożsamość miasta to prawdziwa kapsuła czasu.

Rok 1945 przyniósł miastu relatywnie małe zmiany ludnościowe. Oczywiście w kontekście górnośląskim, bo przesiedlenia też dotknęły tarnogórzan, a w obozie lasowickim Polacy robili to czego nawet Niemcy w Lassowitz Arbeitslager nie robili. Nie mniej miasto przetrwało w dostatecznie dużej części, żeby nie zatracić charakteru. Polisystem działa tak, że im mniejszy jest (bazowe kilkanaście tysięcy mieszkańców) i im bardziej hermetyczny jest (jesteśmy ostatnim miastem aglomeracji na północ) to niezależnie od wielkich machinacji i narracji nie zmieni się nagle. Dlatego też narracja socjalistycznego kultu robotnika prostego nie zaszkodziła dawnej tożsamości.

Na Tarnowskie Góry miała spaść bomba atomowa

Może Cię zainteresować:

Atak nuklearny na Tarnowskie Góry. Na miasto miała spaść bomba atomowa

Autor: Tomasz Borówka

14/03/2022

Nie ma jak to Bergmankowi

Przenieśmy się dwieście lat wstecz. Małe Tarnowskie Góry skutecznie prowadzą w wyścigu górnośląskich miast skupiając całą nową inteligencję, urzędy i serce rewolucji przemysłowej. Jeszcze prowadzą, ale złapią zadyszkę w latach 80. I skończą się przemysłowo w 1913. Ale zacznijmy od początku.

Rewolucja przemysłowa tej części Europy zaczęła się wraz z odkryciem złóż srebra w Bobrownikach w 1784 roku. Potem przyszła maszyna parowa, huta i tak dalej. Niemniej charakter samego górnictwa przypominał bardziej ten nowożytny, a nie nowy industrialny jak w kopalniach węgla typu Guido. Cały przemysł był dookoła Tarnowskich Gór, nie w nich samych. Większość klasy stricte robotniczej mieszkała w Reptach, Bobrowniach. Stolarzowicach (wtedy część ziemi tarnogórskiej) czy Strzybnicy. Nie w mieście. Jedynie Huta żelaza podeszła do miasta i przy jego granicy działała w latach 1858-1902.

Miasto żyło z transportu i kolei od połowy XIX wieku. Wiemy jak ta branża generuje urzędników, a i sami maszyniści nie mogli być byle kim. Maszynista musiał potrafić kierować lokomotywą i ją naprawić w razie konieczności. Za punktualność odpowiadał finansowo. Jednak przed epoką kolei żelaznych, sześć tarnogórskich rodzin żyło ze spedycji kruszców na trasie kopalnie dookoła miasta-huta Fryderyka w Strzybnicy. Sześć rodzin i kilkudziesięciu/ponad stu pracowników. Dorastający w latach 60. XIX wieku Karl Franz Mainka opowiada o tej spedycji jako ważnej części miasta.

Do 1860 na rynku mieścił się Główny Urząd Górniczy w Królestwie Pruskim. Był zasadzie to najważniejszy urząd na Śląsku w czasie rewolucji przemysłowej. Kres jego istnieniu przyniosły jednak zmiany polityki królestwa. Model zaproponowany jeszcze za życia Fryderyka Wielkiego z państwowym przemysłem ustąpił pełnej prywatyzacji i wkroczeniu w pruski kapitalizm. Urząd przestał działać w 1860, ale już w 1870 w mieście powstała pewna bardzo ważna placówka.

Hameryka

Może Cię zainteresować:

Jak zwindykowałem Ślązaka w Teksasie. Wymyśliła go znana amerykańska gra komputerowa

Autor: Roman Balczarek

26/08/2022

Tarnowitz to było przede wszystkim miasto szkół. Szkoła Górnicza, Seminarium Nauczycielskie, Królewskie Gimnazjum Realne. Mówimy tu o bardzo ważnych szkołach w kontekście całej Rejencji Opolskiej czy nawet Europy. Szkoła Górnicza kształtowała elitarną kadrę sztygarów i zarządców, a model kształcenia Rudolfa von Carnalla niósł nową myśl edukacji. Każdy kierownik kopalni czy choćby sztygar musiał mieć za sobą praktykę rębacza, ślepra i hajera. Absolwenci tejże placówki robili potem karierę nie tylko w Prusach, ale i w sąsiednich krajach.

Królewskie Gimnazjum Realne, założone w 1870, było jednym z dwóch Gimnazjów Realnych w Rejencji (drugie było w Nysie) i jedynym z patronatem królewskim. Szkoła Paula Wosidlo wydała na świat twórcę stali nierdzewnej, wynalazcę szpuli i taśmy magnetofonowej, światowej klasy patologa czy kilku pisarzy. Co ciekawe nadal odkrywamy kolejnych absolwentów Gimnazjum, którzy sporo osiągnęli w życiu. A wspomniana wcześniej szkoła górnicza wydała Fryderyka Wilhelma Grundmana i Franza Tiele-Winklera, którzy to są ojcami Katowic.

Oprócz urzędu górniczego przy mieście ulokowano główny zarząd dóbr rodziny Henckel von Donnersmack, a tarnogórski urząd pocztowy miał najpierw przywilej królewski, a potem cesarski. Nie każde śląskie miasto to miało.

W sferze usługowo-handlowej tarnogórzanie też nie próżnowali. Zagęszczenie sklepów z konfekcją przekraczało potrzeby społeczności samego miasta, a sklepy kolonialne oferowały największe rarytasy (Mainka wspomina dostęp do pomarańczy w latach 60. XIX wieku). Z kolei niejaki Johann Sedlaczek założył w 1811 pierwsza restaurację na Górnym Śląsku.

To, co jednak najlepszy obraz społeczności mi dało, to wspomnienia Karla Franza Mainki i gazety tarnogórskie. Mainka opisuje, że w mieście co rusz odbywały się festyny i nie dało się wtedy przejść ulicami ze względu na tłumy. Na dzisiejszym placu Żwirki i Wigury ustawiano karuzele już od połowy XIX wieku, a w budynku przy placu mieściła się pierwsza na Górnym Śląsku sala teatralna. Orkiestry grały w niej regularnie, a gdy tylko pogoda pozwalała to co tydzień były koncerty plenerowe.

Sama prasa mnie jednak najbardziej zdziwiła. Tarnowitzer Zeitung i Wochenblatt były mało zainteresowane losami miasta. Preferowały pisanie o tym co wydarzyło się na świecie, nawet w najodleglejszych krajach i drukowały powieści w odcinkach. Widać, że były skierowane do inteligencji, a nie proletariatu. Były to też jedyne lokalne gazety, bo prasa polskojęzyczna w kontekście Tarnowskich Gór była już regionalna, jak Katolik. Kres temu przyniósł dopiero sanacyjny szmatławiec Gajdzika- Gazeta Tarnogórska w latach 30. XX wieku.

Mam nadzieję, że ta nieco przydługa wyliczanka nakreśliła narodziny tożsamości miasta. Ono od zawsze kumulowało lokalną inteligencję tworząc ten polisystem, który dziś sobie dalej trwa. Sama inteligencja zrzeszała się z kolei w Bractwie Strzeleckim czy pierwszej loży masońskiej na Górnym Śląsku. Srebrne miasto. Miasto Gwarków. Mimo że te określenia są poprawne, to prawdziwe serce społeczności bardziej oddaje Miasteczko Inteligenckie.

Lokalna inteligencja będąc trochę na uboczu aglomeracji stworzyła sobie więc własne centrum kulturowe nie przystające do wyglądu miasta. Zaczęlismy patrzeć trochę z góry na innych, choć to reszta patrzy na nas jak na peryferia. I to dalej trwa mając swoje dobre i słabe strony.

Młode Tarnowskie Góry

Wydaje mi się, że siła głosu młodych i różnych oddolnych inicjatyw wyróżnia miasto. Boję się zrobić błąd prawdziwego Szkota, ale nie widzę, żeby w miastach ościennych była taka przestrzeń dla inicjatyw. Możemy w zasadzie zaczynać od Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, którzy to w latach 50. XX wieku, będąc jeszcze młodymi ludźmi doprowadzili do udostępnienia podziemi, budowy Kopalni Zabytkowej czy muzeum miejskiego. Kilkadziesiąt lat później będąc już własnym legacy squad doprowadzili do wpisu na listę dziedzictwa UNESCO. Miłośnicy działali oczywiście w czasach forowania kultu pracy robotnika prostego, ale ta narracja, w gruncie rzeczy obca tożsamości miasta, nie zmieniła jego charakteru. Dlatego też przywołałem teorie polisystemów, żeby wyjaśnić, że taka wersja historii nie zmieni tożsamości w hermetycznej społeczności. Ale niezależnie od akcentów narracji jednego nie można jej odmówić.

Tarnowskie Góry to miasto cholernie zainteresowane własną historią. Nie licząc wydarzeń takich jak pochód historyczny, Barbórka w środku lata czy imprezy z okazji nadania herbu to rynek historyków i popytu na ich dzieła jest naprawdę spory. Miasto nie dość, że ma obszerniejszą historię niż Opole i Racibórz razem wzięte, to potrafi ją sprzedać i zakomunikować. Jasne, że często mówimy o nieznanych przez większość mieszkańców postaciach czy miejscach, ale ogólny poziom wiedzy naprawdę jest dobry. I te zainteresowanie historią i lokalnością przekłada się na przestrzeń działania.

Żywe Projekty

Open Stage Pralnia dla młodych artystów. Jedyna przestrzeń tego typu w województwie. Grupa fotograficzna Dokument Projektu archiwizująca każde Gwarki. Kilkanaście stowarzyszeń co roku organizujących różne wydarzenia. Oddolne festiwale jak Żywe Srebro, Święto Pary i TG Slow-Day. Odgórne jak Gwarki, Barbórka w środku lata i Industriada. Miasto ma przestrzeń i działające struktury pozwalające na realizację wielu projektów. Ale te są robione przez tarnogórzan dla tarnogórzan. Rzadko któryś z tych projektów jest adresowany dla ludzi spoza bańki. TG zamyka się i izoluje się. Nawet w Gwarki, bo te nie są reklamowane w całym województwie czy nawet sąsiednich miastach. Powtarzam: peryferie stworzyły własne centrum i nie są zainteresowane innymi.

Niestety nie każdy artysta potrafi we własnym mieście znaleźć coś dla siebie. Wielu muzyków spotyka się ze szklanym sufitem, gdy nie potrafią się wybić we własnym mieście, a w sąsiednich miejscowościach grają i często są zapraszani.

Kamienice w Tarnowskich Górach: ul. ks. Wajdy 5 i 7

Może Cię zainteresować:

Tarnowskie Góry śladem historii. Zobaczcie najpiękniejsze secesyjne (i nie tylko) kamienice Srebrnego Miasta

Autor: Urszula Gołkowska

24/04/2022

Wolne Miasto Górnicze Góry Tarnowskie fascynują mnie. Od strony socjologicznej to nie jest kolejne małe miasteczko czy średnie miasto. Dzięki aglomeracji fenomen działa jeszcze mocnej, bo prawdziwe centrum życia jest tuż obok nas, choć sami tworzymy sobie własne lokalne centrum.

Ten eseistyczny strumień świadomości to efekt regularnych spotykań na kawie z moim kolegą, wykładowcą Uniwersytetu Śląskiego. Całe wakacje minęły nam na dyskusjach nad charakterem miasta i jego mieszkańców. To dzięki tym rozmowom naprawdę doceniłem miasto wiedząc, że tu na pewno jest moje miejsce.