arc/Wikipedia-Jacek Halicki (collage)
Jedyną realna alternatywą dla mniejszości niemieckiej jest współpraca ze Ślonzakami - pisze Tomasz Kamusella

Tomasz Kamusella: O niezaistnieniu mniejszościowego systemu oświaty z niemieckim językiem wykładowym w postkomunistycznej Polsce

Mniejszość Niemiecka (MN) w demokratycznej Polsce osiągnęła już wszystko, na co zezwala wola etnicznej większości. Czyli, reasumując, uznanie jej istnienia oraz lekcje niemieckiego jako języka ojczystego (nie więcej niż trzy godziny w tygodniu). Dla polskich nacjonalistów to i tak zbyt wiele. Ceną za te „ustępstwa” jest wspieranie przez elity MN stopniowej likwidacji tej mniejszości. Jedyną realną alternatywą jest współpraca ze Ślonzakami - pisze Tomasz Kamusella (University of St Andrews) w odpowiedzi na artykuł 35 lat Traktatów polsko-niemieckich. Dlaczego Niemcy w Polsce potrzebują nowego otwarcia w edukacji językowej? Rafała Bartka, przewodniczącego Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce.

O niezaistnieniu mniejszościowego systemu oświaty z niemieckim językiem wykładowym w postkomunistycznej Polsce

Mniejszość Niemiecka (MN) w demokratycznej Polsce osiągnęła już wszystko na co zezwala wola etnicznej większości. Czyli, reasumując, uznanie jej istnienia oraz lekcje niemieckiego jako języka ojczystego (nie więcej niż trzy godziny w tygodniu). Dla polskich nacjonalistów to i tak zbyt wiele. Ceną za te „ustępstwa” jest wspieranie przez elity MN stopniowej likwidacji tej mniejszości. Jedyną realna alternatywą jest współpraca ze Ślonzakami.

Szkolnictwo z mniejszościowym językiem wykładowym

Trzy i pół dekady temu, w roku 1991, podpisano polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Dał on podstawę do formalnego uznania Mniejszości Niemieckiej (MN) w Polsce. Istnieniu jej zaprzeczano przez cały okres PRL, od momentu zakończenia czystki etnicznej („transferu”) Niemców z powojennej Polski w roku 1952. Na Konferencji w Poczdamie (1945), Alianci przesunęli granice tego państwa 250 kilometrów na zachód. Stąd, dzisiejsza Polska w jednej trzeciej składa się z ziem, które do 1945 roku były częścią Niemiec.

Redakcja Ślązaga poświęciła tematowi traktatu duży komentarz, w kontekście ciągłego niezaistnienia systemu edukacji mniejszościowej dla polskich Niemców. Redakcja kończy swój tekst mglistym apelem o jakościową zmianę:

„Niezrozumiałym […] pozostaje fakt, że po 36 latach od momentu przemian demokratycznych w Polsce i w rocznicę 35-lecia Traktatu […] brakuje działań i instytucjonalnych rozwiązań, które pozwoliłyby spojrzeć perspektywicznie na problematykę edukacji językowej mniejszości.”

Wezwanie te interpretuję jako prośbę o ustanowienie mniejszościowego systemu edukacyjnego z niemieckim językiem wykładowym, od przedszkola, poprzez podstawówkę i szkołę średnią aż po uniwersytet. Pomysł to nie nowy.

Taki system oświaty mniejszościowej z polszczyzną jako językiem wykładowym istnieje od powojnia w Litwie. W kraju tym mniejszość polska liczy sobie tyle członków co niemiecka w Polsce. Odmiennie od Polski, w Litwie etniczni Polacy dysponują siecią ponad 70 szkół różnego stopnia, gdzie nauczanie jest prowadzone w języku polskim. A w roku 2007 otwarto polskojęzyczny uniwersytet w Vilniusie (Wilnie) dla tej mniejszości.

Odmiennie sprawy mają się w Polsce, gdzie nie ma ani jednej mniejszościowej szkoły z niemieckim językiem wykładowym.

Jak nie zbudowano niemieckojęzycznej oświaty mniejszościowej

W drugiej połowie lat 90tych XX wieku pracowałem na Uniwersytecie Opolskim, a równolegle w opolskim Urzędzie Wojewódzkim, a potem w Urzędzie Marszałkowskim. Zajmując stanowiska Pełnomocnika Wojewody do Spraw Integracji Europejskiej oraz Doradcy Marszałka do Spraw Współpracy z Zagranicą miałem stały kontakt roboczy z liderami MN. Ponadto naukowo zajmowałem się językowymi prawami mniejszości oraz historią polityki językowej w Europie Środkowej.

Wielokrotnie podnosiłem na konferencjach z udziałem tychże liderów oraz na spotkaniach w urzędzie sprawę konieczności odnowienia międzygeneracyjnego przekazu języka niemieckiego w rodzinach i społecznościach lokalnych. Najlepszym instrumentem ku osiągnieciu tego celu było ustanowienie szkolnictwa mniejszościowego z niemieckim językiem wykładowym. Raz za razem przytaczałem przykład mniejszości polskiej w Litwie.

Argumenty te zbywano, twierdząc, że ważniejsze jest inwestowanie dotacji otrzymywanych od rządu Niemiec (w wysokości kilkudziesięciu milionów DM rocznie) w budowaniu wodociągów oraz kanalizacji w mniejszościowych wioskach pod Opolem. Wskazywałem, że to myślenie krótkowzroczne, bowiem za pokolenie (czyli lat 30) mniejszość niemiecka zaniknie jako grupa ludności niemieckojęzycznej. Wtedy na emeryturę przechodziła cała generacja członków MN, którzy zdążyli jeszcze ukończyć podstawówkę w Niemczech przed zmianą granic w 1945 roku. Wielu było pełnych zapału i jako woluntariusze chcieli uczyć niemieckiego w szkołach.

Lecz władze MN robiły wszystko aby ignorować taki oddolny aktywizm. Po śmierci założyciela TSKN (Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców) Johanna Krolla w roku 2000, zarząd tego towarzystwa i innych organizacji MN składa się z osób urodzonych po II wojnie światowej. W większości nie nabyły one niemczyzny od rodziców, bo za komunizmu nie tylko używanie niemieckiego było zakazane, ale także karalne.

Dlatego zainteresowanie odnowieniem oświaty z niemieckim językiem wykładowym było i jest nikłe wśród liderów MN. W roku 1994 Danuta Berlińska odeszła ze stanowiska Pełnomocnika Wojewody Opolskiego do Spraw Mniejszości Narodowych. W 1998 proponowano mi objęcie tego wakującego stanowiska, którego zadania faktycznie koncentrowały się na MN. Odmówiłem, bowiem dysponuję jedynie bierną znajomością języka niemieckiego. A ponadto liderzy MN woleli skupiać się na rozwoju infrastruktury niż kultury czy języka.

Polski nacjonalizm nade wszystko

Takie nastawienie nie tylko zadowalało polskich nacjonalistów etnicznych, lecz także dawało im „argument” do twierdzenia, że tak „naprawdę” MN nie istnieje. Że to żadni Niemcy tylko tacy Volkswagendeutsche. To popularny pejoratyw z przełomu lat 80tych i 90tych XX wieku. Wedle jego logiki osoby określające się jako Niemcy w Polsce to byli etniczni Polacy („autochtoni”), którzy koniunkturalnie przedkładali dobrobyt zachodnioniemiecki nad polską gospodarką bezustannego niedostatku.

Ponadto, skupienie MN na wkopywaniu dotacji z Niemiec w ziemię pod postacią rur kanalizacyjnych i wodociągowych stworzyło nieoczywistą platformę do współpracy między tą mniejszością a polskimi nacjonalistami. Na przykład w roku 2004, etnonacjonalista polski Jerzy Czerwiński zwołał konferencję, na której skrytykował pewną książkę. Wspomniano w niej, że Bundestag, w instrumencie ratyfikacyjnym Układu PRL-RFN (1970) zaznaczył, iż potwierdzenie przebiegu powojennej granicy polsko-niemieckiej nie będzie obowiązywało zjednoczonych Niemiec. Obecny lider MN Ryszard Galla, od razu przyłączył się do krytyki dezawuując stanowisko własnej ojczyzny etnicznej – Niemiec jak i autora książki: „Spalić to! […] Definitywnie odcinamy się od tej publikacji, bo to, co znalazło się w niej jest brzydkie i wstrętne”.

Co więcej, tradycyjnie pojmowany katolicyzm wyrósł na ideologiczną spójnię takiego współdziałania między MN a polskimi nacjonalistami. Współpraca ta zaczęła szwankować dopiero w roku 2021, kiedy PiS ograniczył nauczanie języka niemieckiego jako mniejszościowego z trzech do jednej godziny w tygodniu. Zwycięstwo obozu demokratycznego nad PiS w wyborach parlamentarnych z roku 2023 odmieniło tą decyzję na korzyść MN. Z drugiej strony, nacjonaliści mogli odetchnąć z ulgą, bo po raz pierwszy od upadku komunizmu w roku 1989, MN utraciła swojego ostatniego przedstawiciela w polskim parlamencie.

Ślonski to nie niemiecki?

Za PRL-u Niemcy górnoślonscy nie mogli mówić po niemiecku. Stąd powstaje pytanie w jakim języku rozmawiali i rozmawiają do tej pory. W Polsce uważa się, powszechnie, że jak niemiecki był zakazany, to rzecz naturalna, iż zaczęli oni mówić po polsku. Jednak ci co znają specyfikę regionu, wiedzą, że Niemcy z Górnego Ślonska w domu i w swoich społecznościach w przeważającej mierze mówią po ślonsku. Od powojnia język ślonski pozostaje ich mową dnia codziennego.

Niemcy używają ślonszczyzny do zaznaczania swej nie-polskości, a Ślonzacy do definiowania własnej—ślonskiej—tożsamości etnicznej (narodowej). Do niedawna polskie elity narodowe utrzymywały, że ślonski to część języka polskiego. Lecz w doświadczeniu codziennym Polacy przybywający do Górnego Ślonska uważają ślonszczyznę albo za dialekt niemiecki, albo za „popsutą” polszczyznę.

W roku 2009, po zapoznaniu się z moimi publikacjami anglojęzycznymi na temat grup etnicznych i narodowych we Ślonsku, napisali do mnie badacze z Osaka University. Pracowałem już wtedy na Trinity College Dublin, lecz udało mi się ich skontaktować z TSKN. Dzięki temu, w następnym roku przeprowadzili oni najszersze jak dotychczas badania ankietowe wśród członków MN. I okazało się, że ślonski to język najczęściej używany w społecznościach lokalnych MN.

Ten fakt, wraz z brakiem odnowienia międzygeneracyjnego przekazu niemczyzny w Górnym Ślonsku, nie przekonał TSKN do pogłębionej refleksji na temat przyszłości MN. Zamiast pracy u podstaw postawiono na intensyfikację współpracy z polskimi nacjonalistami. Wraz z nimi TSKN poczęła atakować działania na rzecz oficjalnego uznania języka śląskiego za język regionalny w Polsce.

Przyszłość?

Po straconych 35 latach i po setkach milionów dotacji z Berlina i Warszawy wkopanych w ziemię, nie ma już żadnej szansy na odtworzenie międzygeneracyjnego przekazu niemczyzny wśród społeczności MN w Górnym Ślonsku. Pomimo trwającej niechęci do współpracy ze Ślonzakami, niektórzy młodsi liderzy TSKN zaczęli przemyśliwać o oficjalnym nauczaniu języka śląskiego w szkołach górnoślonskich. A w roku 2025 Norbert Rasch zaproponował uznać ślonski za drugi język MN, co z kolei wzburzyło działaczy ślonskich.

Lecz to sensowne podejście. Po pierwsze, promuje wielojęzyczność na bazie takiej rzeczywistości społeczno-językowej jaką ona jest w dzisiejszym Górnym Ślonsku. Po drugie, formalizacja nauczania w szkołach czytania i pisania po ślonsku wśród MN wzmocniłaby zarówno poczucie narodowej jak i regionalnej odrębności. Tym samym zapobiegłoby to ostatecznej polonizacji MN i jej zaniku, jak sobie tego gorąco życzą polscy etnonacjonaliści. Po trzecie, współpraca z MN wzmocniłaby pozycję negocjacyjną Ślonzokōw dążących do uznania śląskiego za język i do wprowadzenia jego nauczania do szkół. Po czwarte, współpraca taka dałaby asumpt do odnowienia tradycyjnej przecież znajomości niemczyzny pośród Ślonzakōw.

Tomasz Kamusella
St Andrews, Szotlandyjo
February 2026

Deutsch AG

Może Cię zainteresować:

35 lat Traktatów polsko-niemieckich. Dlaczego Niemcy w Polsce potrzebują nowego otwarcia w edukacji językowej?

Autor: Redakcja

22/02/2026

Jezyk slaski marsz autonomii

Może Cię zainteresować:

Niemcy vs. Ślązacy. Język śląski miałby zostać językiem mniejszości niemieckiej? Śląskie stowarzyszenia protestują

Autor: Maciej Poloczek

26/02/2025

Barbara nowacka

Może Cię zainteresować:

Język niemiecki dla uczniów z mniejszości po staremu. Od września 2024 MEN przywróci 3 godziny tygodniowo

Autor: Szymon Karpe

03/01/2024