Wafelek, który rozpalił Islandczyków. Rozdział książki "Sekrety Śląska Cieszyńskiego", autorstwa Tomasza Wolffa

Historia o tym, jak wafelek Prince Polo, produkowany w zakładach Olza w Cieszynie, zrobił furorę na Islandii, to jedna z części nowej książki "Sekrety Śląska Cieszyńskiego", z serii "Sekretów" wydawnictwa Księży Młyn. W książce Tomasza Wolffa nie brakuje fascynujących, zagadkowych, ciekawych i zaskakujących faktów z historii Śląska Cieszyńskiego. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Księży Młyn.

Sekrety Slaska Cieszynskiego ksiazka

Publikujemy jeden rozdział książki "Sekrety Śląska Cieszyńskiego", autorstwa Tomasza Wolffa. Książkę można kupić za pośrednictwem strony wydawnictwa Księży Młyn.

Wafelek, który rozpalił Islandczyków

Całe pokolenie Islandczyków wyrosło na dwóch rzeczach – amerykańskiej Coca-Coli i polskim Prince Polo – powiedział 11 marca 1999 roku Ólafur Ragnar Grímsson, premier Islandii, w czasie pobytu w Polsce. Szef rządu nie doprecyzował, że popularny wafelek jest sprzedawany na wyspie tak samo długo, jak w Polsce, gdzie się narodził, czyli od 1955 roku. Po raz pierwszy został wypieczony w Zakładach Przemysłu Cukierniczego „Olza” w Cieszynie i – mimo kilku zmian własnościowych – tak już pozostało. Nie mógł też wiedzieć, że w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku historia będzie kontynuowana.

Wszystko zaczęło się w 1924 roku, kiedy przy ulicy Liburnia powstała Fabryka Wafli, Keksów i Herbatników. Jej założycielami byli bracia Brunon i Wilhelm Schramkowie. Wiadomo, że nie było to ich pierwsze tego typu przedsięwzięcie – na początku lat 20. założyli w domu swojej babci przy ulicy Głębokiej 42 cukiernię. Po II wojnie światowej fabryka została znacjonalizowana i otrzymała nazwę Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Olza”.

Z wielu ust w Cieszynie można usłyszeć historię o tym, jak nad Olzę dotarły swego czasu śledzie, które stały się głównym składnikiem słynnych kanapek cieszyńskich (choć są też głosy, które mówią, że były przygotowywane dużo wcześniej, bo już po II wojnie światowej). Ryby przybyły z Islandii, na którą władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w ramach wymiany handlowej wysyłały drewno, wódkę oraz właśnie wypiekane w Cieszynie wafle. Pojawienie się na wyspie Prince Polo było nie lada gratką dla wszystkich mieszkańców, gdyż w latach 50. XX wieku obowiązywał zakaz importu słodyczy mający na celu ochronę lokalnego biznesu. Polacy wykazali się jednak kreatywnością i wafle w dokumentach handlowych nazwali…biszkoptami, które były zupełnie odmienną kategorią handlową. Nie zachowały się dokumenty, które dałyby odpowiedź na pytanie, dlaczego wybór padł akurat na „Olzę” i Prince Polo, a nie np. „Wedla” i jego produkty. Faktem pozostaje natomiast, że postawienie na batonik znad Olzy okazało się strzałem w dziesiątkę.

Z perspektywy lat można śmiało napisać, że Prince Polo stało się jednym z niewielu produktów, którym udało się zawładnąć wyobraźnią Islandczyków. Chwyciło do tego stopnia, że kolejne ich pokolenia nie wyobrażały sobie życia bez słodkiej przekąski. Przez długie lata batonik był jedyną importowaną słodkością. Do tego stopnia, że w latach 70., kiedy przypadł szczyt popularności, statystyczny Islandczyk zjadał rocznie kilogram wafelków. Prince Polo do dziś jest popularną czekoladową przekąską w Islandii.

Produkcja jednego wafla zajmuje trzy kwadranse albo – jak lubią mówić pracownicy „Olzy” – godzinę lekcyjną. W dużym skrócie wygląda to tak: wypiek listka, smarowanie go pysznym kakaowym kremem, krojenie korpusu, oblewanie czekoladą, chłodzenie oraz pakowanie. Dziennie zakład zużywa do produkcji m.in. silos mąki oraz cysternę czekolady; niektóre dzieci pracowników śmieją się, że cysterny przewożą nie mleko, ale… czekoladę właśnie. Ulubionym przysmakiem, zarówno Polaków, jak i Islandczyków, jest smak klasyczny, w charakterystycznym złotym opakowaniu. Z tą różnicą, że wyspiarze najbardziej zajadają się wariantem 35 g, a Polacy tym większym, XXL.

Droga z południa Polski na Islandię jest dość długa. Z Cieszyna wafelki są transportowane do Gdańska, a następnie przepakowywane na transportowiec. Rejs do stolicy kraju, Rejkiawiku, trwa osiem dni. W długiej historii dostaw zostały one zakłócone tylko raz – w 1982 roku. Chodziło jednak nie tyle o wstrzymanie produkcji nad Olzą, co o zawieszenie eksportu. Po wprowadzeniu w grudniu 1981 roku w Polsce stanu wojennego po pewnym czasie zapasy przysmaku na wyspie się wyczerpały, o czym zresztą donosiła prasa. Na pierwszej stronie informował o tym najbardziej poczytny dziennik na Islandii, ukazujący się od 1913 roku, „Morgunblaðið”.

Głośno zrobiło się także kilkanaście lat później, w 1995 roku, kiedy cieszyńska fabryka odeszła od charakterystycznego złotego papierka, zmieniając design opakowania i logo. Nowe, złote opakowanie stało się nawet przyczynkiem do stworzenia pierwszej profesjonalnej kampanii marketingowej w historii Prince Polo na Islandii. We wspomnianym dzienniku „Morgunblaðið” pojawiły się reklamy, w których przekonywano, że Prince Polo jest w nowym i lepszym opakowaniu. Bardziej zaawansowane metody produkcji miały zapewnić świeży smak. Wcześniej ogłoszenia pojawiały się sporadycznie. Na przykład w 1974 roku reklama ograniczała się do kilku zdań: Najlepiej sprzedające się ciastko z kawałkami czekolady na Islandii od lat. Pyszny posiłek o wysokiej wartości odżywczej. Produkt, którego nie przegapi żadna branża.

Reklama Prince Polo w prasie islandzkiej
Reklama Prince Polo w prasie islandzkiej

Mimo zmiany opakowania, jak można przeczytać w marcu 1995 roku, Prince Polo pozostawało nieformalnym narodowym przysmakiem Islandczyków. Tygodniowe spożycie wynosiło 3,5 t, co dawało rocznie 182 t. Gazeta wyliczała, że w sumie Islandczycy spożywają 3 tys. t słodyczy w skali roku, zatem udział wafelka z Cieszyna wynosił 7%. Niektórzy wysyłali batoniki za granicę, czasami razem z… suszoną wołowiną.

Szerokim echem odbiła się także kampania reklamowa, skierowana do polskiego odbiorcy w 2014 roku. Jej motywem przewodnim była właśnie Islandia. W pierwszym kadrze widać charakterystyczny dla tego kraju krajobraz – drewniany dom na tle postrzępionego wybrzeża, a w nim młodą parę oczekującą potomka. Gunnar od dziecka miał w sobie to coś. Tak jak Islandia, w której przyszedł na świat – mówi lektor. – Jego dzieciństwo wypełniało Prince Polo, elfy i gryzące swetry. Prince Polo było obecne w życiu Islandczyków od zawsze. I gdyby jako pierwsi dolecieli na Księżyc, najpierw uczciliby to Prince Polo – słyszymy dalej. W końcowej scenie Gunnar łapie stopa z wypisanym na tabliczce Poland. Wszystko dlatego, że dowiedział się, iż batonik, który wydawał mu się na wskroś islandzki, okazał się produktem wypiekanym w Polsce. Dlatego postanowił ją odwiedzić, a krótką relację zawiera kolejny film dostępny na YouTubie. Mężczyzna w średnim wieku, który wygrał casting na udział w reklamie, mówił w nim z uśmiechem, że Polacy mają wszędzie daleko. Przekonywał, że w Rejkiawiku jak gdzieś idzie, to wychodzi i już wchodzi. Mimo dużych odległości dziarski Islandczyk dotarł do Cieszyna, by zobaczyć zakład, w którym powstaje jego ulubiony wafelek.

Kilkudziesięcioletnia obecność Prince Polo na islandzkim rynku sprawiła, że stało się ono także częścią kultury. Batonik pojawia się w filmach i serialach i wcale nie ma mowy o lokowaniu produktu, trafił także do literatury wysokich lotów. Wszystko za sprawą Halldóra Kiljana Laxnessa, laureata literackiej Nagrody Nobla w 1955 roku. W wydanej w 1978 roku powieści Duszpasterstwo koło lodowca akcja rozgrywa się w małej wiosce. Na miejsce przybywa główny bohater. Miejscowi witają go słowami: Zaraz zostanie podana kawa. I Prince Polo, rzecz jasna, a Laxness pisze potem tak:

Zasadniczo jest to niemała pochwała moralności naszego narodu, jeśli się tylko zważy, że kiedy stał się bogaty i nie mógł już zliczyć swoich pieniędzy, to nie brał przykładu z bogatych nacji, spożywających na co dzień różnorakie pieczyste i pasztety, w niedzielę zaś pieprznie przyrządzone pawie, zapijane winem z korzeniami, lecz właśnie wafelkami Prince Polo postanowił powetować sobie wielowiekowe spożywanie „czarnego fiuta” i mięsa z wielorybów.

Batonik stanowił także inspirację do założenia kapeli, która została nazwana Prinspóló.

W 2024 roku cieszyński zakład obchodził 100-lecie istnienia. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem było ustanowienie rekordu Polski w produkcji największego czekoladowego wafla Prince Polo. Wielkie pieczenie miało miejsce 15 czerwca na Rynku w Cieszynie podczas Święta Trzech Braci. Całość zajęła półtorej godziny. W efekcie powstał wafel długi na blisko 7 m i szeroki na 1,8 m. Ważył 400 kg. Pracowało nad nim 10 pracowników fabryki, która obecnie należy do międzynarodowego koncernu Mondelez International. Tak upieczony wafel został podzielony na 8,5 tys. porcji i rozdany uczestniczącym w Święcie Trzech Braci Cieszyniakom i przyjezdnym.

Mural na 100-lecie fabryki „Olza” na ścianie zakładów Mondelez - Tomasz Wolff "Głos
Mural na 100-lecie fabryki „Olza” na ścianie zakładów Mondelez - Tomasz Wolff "Głos

Dziś około 70% produkcji zakładu nad Olzą stanowi Prince Polo, sprzedawane w Polsce, na Islandii oraz w Stanach Zjednoczonych; swego czasu popularnym rynkiem zbytu był Bliski Wschód. Reszta to inne wafelki, które rozchodzą się w znakomitej większości europejskich krajów pod różnymi nazwami.

Kraft Jacobs Suchard przejął „Olzę”, 2011 r.
Kraft Jacobs Suchard przejął „Olzę”, 2011 r.
Mural prince polo cieszyn

Może Cię zainteresować:

Fabryka Prince Polo w Cieszynie będzie obchodzić 100-lecie działalności. Z tej okazji powstał wielki mural na ścianie zakładu

Autor: Katarzyna Pachelska

02/11/2023

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w Cieszynie

Może Cię zainteresować:

„Kuchenne Rewolucje” wracają do Cieszyna. Magda Gessler w Winiarni u Czecha

Autor: Tomasz Borówka

28/05/2026

Centrum Handlowe Belg Katowice

Może Cię zainteresować:

Wspomnienie o "Belgu". Powiew zachodniej nowoczesności w Katowicach lat 90. Fragment książki Michała Bulsy "Sekrety Katowic część 2"

Autor: Redakcja

17/08/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama