100 lat temu Ukraińców też na Śląsku witano z otwartymi ramionami

Wojennych uchodźców zza naszej wschodniej granicy witamy z otwartymi ramionami, ale to nie pierwsza śląsko-ukraińska historia. Jak było ponad 100 lat temu?

Wojennych uchodźców zza naszej wschodniej granicy witamy z otwartymi ramionami, ale to nie pierwsza śląsko-ukraińska historia. Jak było ponad 100 lat temu?

autor artykułu

Dariusz Zalega

Fenomenalna jest akcja pomocy dla ukraińskich uchodźców na Śląsku. Ba, padają nawet – akurat w tej sprawie, bariery polityczne, gdy pomoc zbierana jest w biurach tak posłanki Barbary Dziuk z PiS, jak i Wandy Nowickiej z Lewicy. Cofnijmy się jednak ponad sto lat wstecz, przypominając zupełnie zapomniany epizod śląsko-ukraińskiej historii.

Ponad 100 lat temu pracowało na Śląsku kilkanaście tysięcy ukraińskich górników. W śląskich kopalniach było ich więcej niż Polaków z ziem dawnej Rzeczypospolitej. Wypada jednak uściślić pewną sprawę: na początku XX wieku dopiero budziła się ukraińska świadomość narodowa, a ludzi „szufladkowano” narodowo poprzez używany język lub religię. Stąd też władze niemieckie pisały o Rutenianach, jako o ukraińskich i greckokatolickich mieszkańcach wschodniej Galicji austriackiej, których zaczęto ściągać na Górny Śląsk.

Nowi pracownicy jak „wentyl bezpieczeństwa”

Skąd się tutaj wzięli? Odpowiedź jest prosta i zrozumiała nawet w naszych czasach. Złe warunki pracy i niższe płace wypychały śląskich robotników na zachód Niemiec. Bieda wyganiała z kolei mieszkańców rosyjskiej Kongresówki i Galicji na Śląsk. A na tym wszystkim zarabiali śląscy fabrykanci. „Pracodawcom chodzi tylko o osiągnięcie dywidend. Tylko dlatego chcą ściągnąć tanią siłę roboczą” – skarżono się wówczas w piśmie „Górnoślązak”.

Na początku lat 90. XIX wieku zezwolono na zatrudnianie polskich robotników sezonowych z zaboru rosyjskiego i austriackiej Galicji w czterech wschodnich prowincjach Prus, czyli także na Śląsku. By zapobiec ich ewentualnemu osiedlaniu się zezwalano na ściąganie tylko osób samotnych i to w określonych miesiącach. Większość pracowników wchłonęło początkowo rolnictwo, zagrożone landsfluchtem, czyli ucieczką miejscowych robotników rolnych ze wsi za lepszym zżyciem na zachodzie. Wkrótce jednak i śląski przemysł zaczął szukać tanich rąk do pracy.

Flaga Śląska i flaga Ukrainy

Może Cię zainteresować:

Żółto-niebieskie Śląsk i Ukraina. Łączy nas historia, czyli o władcach, handlu i technologii

Autor: Tomasz Borówka

07/03/2022

W 1898 roku strajkujące kobiety z kopalni „Neue Helene” (pow. bytomski) żaliły się w liście do cesarza Niemiec, że dyrekcja zatrudnia nawet niepełnoletnie dzieci z zaboru rosyjskiego, zwalniając miejscowe robotnice, które żądały skrócenia czasu pracy. Gdy na przełomie wieków z kopalni w Chropaczowie część rodzimych górników wyjechała na Zachód, zatrudniono tam 550 robotników z Galicji. W literaturze niemieckiej o zagranicznych robotnikach pisano wówczas jako o tzw. wentylu bezpieczeństwa – przyjmowani byli w czasach koniunktury i zwalniani, gdy tylko zaczęła się ona psuć. Zagranicznych pracowników wykorzystywano przy tym w najcięższych pracach i byli o wiele gorzej opłacani – znany to także wielu z nas los imigranta.

Przyjeżdżały całe ukraińskie wioski. Razem z kapłanami

Napływ polskich robotników wywołał jednak obawy nacjonalistycznych kręgów niemieckich, straszących „polonizacją Śląska”. Z tego powodu w 1899 roku wprowadzono w Prusach tzw. Karenzzeit – okresy, w których nie wolno było zatrudniać polskich pracowników z zagranicy. Wszyscy musieli wracać do domu na 6 tygodni – zazwyczaj od 20 grudnia do 1 lutego. Wywołało to jednak sprzeciw śląskich fabrykantów. Górnośląski Związek Przemysłowców Górniczo-Hutniczych wielokrotnie interweniował w tej sprawie w Berlinie – bo pracodawcy potrzebowali taniej siły roboczej także w okresie Karenzzeit. Lokalne władze udzielały więc przemysłowcom zgody na zatrudnianie nawet w okresie zakazów.

W 1905 roku prezydent rejencji opolskiej wpadł na odkrywczy pomysł i zwrócił się do Związku Przemysłowców: „Rutenianie podlegają tylko ogólnym przepisom kontrolnym, lecz nie specjalnym postanowieniom odnoszącym się do zatrudniania obcych polskich robotników sezonowych. Przyjęcie ich w miejsce robotników polskich leżałoby więc nie tylko w narodowym, ale i we własnym interesie zarządów kopalń”. Szybko ruszył nabór we wschodniej Galicji. Zaczęli przyjeżdżać mieszkańcy całych ukraińskich wiosek, często ze swoimi kapłanami. Efekt? Po czasie zaczęła ponoć doskwierać fabrykantom... większa liczba greckokatolickich niż katolickich świąt religijnych.

Już pod koniec 1905 roku na Śląsku pracowało prawie 4 tysiące Ukraińców, z czego zdecydowana większość w górnictwie. Rok później było ich trzykrotnie więcej, a przedsiębiorcom zezwolono na zatrudnianie obcokrajowców bez ograniczeń. W 1907 roku wśród 17 tysięcy ukraińskich pracowników zaobserwowano ciekawe zjawisko. Otóż zdecydowanie mniej Ukraińców niż Polaków pracowało w śląskim rolnictwie, za to już wkrótce było ich więcej niż polskich robotników w przemyśle Śląska, a wkrótce i w górnictwie.

Pocztowka czarno biala bytom

Może Cię zainteresować:

Sto lat temu tramwaj ofiarował Ślązakom więcej życia. Nowoczesność otwierała oczy Górnego Śląska. To była rewolucja

Autor: Dariusz Zalega

18/03/2022

Ukraińców więcej niż Polaków

W szczycie, w 1911 roku, pracowało na Górnym Śląsku 31 tysięcy Ukraińców, a 18 tysięcy z nich było górnikami. Dodajmy, że wszystkich zatrudnionych tu polskich obcokrajowców było wówczas 19 tysięcy. Najwyższy udział cudzoziemców (Polaków, Ukraińców, Rosjan i Włochów) wśród załóg kopalń zazwyczaj był w zakładach przygranicznych, np. w kopalni „Myslowitz” stanowili oni jedną trzecią stanu załogi. W zdecydowanej większości przedsiębiorstw liczba cudzoziemskich robotników nie przekraczała jednak 10 procent.

Czy polscy imigranci „polonizowali” Śląsk? Memoriał Związku Przemysłowców do władz pruskich stwierdzał kategorycznie, że Polacy przybywający do przemysłu wcale nie myślą o osiedleniu się w regionie, a przeciwnie – „Polacy zapoznają się z Niemcami i stają się najlepszymi 'Kulturtragerami' na ziemiach polskich”. W końcu ci imigranci przybywali z terenów na niższym poziomie kulturowym, więc to raczej oni ulegali swoistej germanizacji. I tak samo zresztą ukraińscy pracownicy nie „ukrainizowali” naszego regionu.

Niestety, niewiele wiadomo, jakie stosunki panowały miedzy ukraińskimi pracownikami a ludnością regionu. Można przypuszczać, że z powodu bariery językowej imigranci z Ukrainy zamykali się w swoim świecie (podobnie, jak polscy robotnicy z Wielkopolski w Westfalii). Tych relacji nie polepszał zapewne fakt, że czasem wykorzystywano ich w roli łamistrajków. Przykładowo po masowych zwolnieniach w śląskich kopalniach po strajkach w 1912 roku kopalnie okręgu katowickiego zatrudniły 1488 cudzoziemców, a królewskohuckiego – 1297, głównie właśnie Ukraińców. Tylko parę lat pobytu tej dużej ukraińskiej społeczności było też poza tym zbyt krótkim okresem, by mogły zrodzić się jakieś trwalsze relacje społeczne z autochtonami.

Co się więc stało z rzeszą ukraińskich robotników w czasie pierwszej wojny światowej? Prawdopodobnie objął ich pobór do armii austriackiej. Zniknęli. Także z kart historii Śląska.