Machina ruszyła, a mieszkańcy Tarnowskich Gór mogą oddawać głosy do końca lipca. Zwycięzcę (bądź zwyciężczynię) poznamy podczas tegorocznych Gwarków, we wrześniu, i przyznaję, że czekam z niecierpliwością na wyniki. Pokażą nam one, czy ostatecznie wygra najbardziej rozpoznawalne nazwisko, czy jednak zostanie nagrodzona szerzej nieznana w mieście postać, ale za to o kolosalnych zasługach. Działalność lokalna, wiedza i historia stają w szranki z mitologią, propagandą i celebryckim blichtrem.
Z metodologicznego punktu widzenia plebiscyt nie jest oczywiście żadnym badaniem socjologicznym. Nie mam jednak wątpliwości, że w przyszłości będzie przywoływany jako dowód na poziom świadomości lokalnej i regionalnej współczesnych Górnoślązaków. Oraz na poziom zaangażowania w samorządowe konkursy. Nie wiadomo tylko w jakim kontekście będą pojawiać się wyniki.
Krótki przegląd nominowanych do miana Tarnogórzanina 500-lecia
Łącznie nominowanych jest 17 osób, a kandydatury podzielono na dwie kategorie:
- postacie żyjące,
- postacie historyczne.
W tej pierwszej puli głosy można oddać na jedną z dwóch osób:
- profesora Jana Miodka (którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba),
- Zbigniewa Pawlaka – prezesa Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, społecznika, głównego architekta wpisu na listę UNESCO i niestrudzonego popularyzatora wiedzy o dawnym śląskim przemyśle.
Kategoria historyczna to z kolei prawdziwy kalejdoskop. Znajdziemy w niej:
- niedawno zmarłą polonistkę i senatorkę Marię Pańczyk-Pozdziej;
- urzędnika i twórcę szkoły górniczej;
- kompozytorkę i działaczkę ruchu kościelnego;
- polskiego działacza plebiscytowego;
- dwie nauczycielki,
- dwóch burmistrzów,
- historyka-społecznika,
- a także aż sześciu odkrywców, wynalazców i naukowców.
No i Sobieskiego.
Wybór jest więc spory i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Oczywiście, zestawienie to wywołało pewne poruszenie w związku z proweniencją nominowanych. Trzeba to jednak powiedzieć wprost: wciskanie tych postaci na siłę w dzisiejsze, narodowe szufladki mija się z celem. Po większości z tych postaci nie zachowały się żadne twarde deklaracje, a my i tak nie mamy pojęcia, jak naprawdę się czuli i jak odnaleźliby się we współczesnym świecie. To, co powinno się liczyć w plebiscycie, to ich realne osiągnięcia.
A te osiągnięcia możemy podzielić na dwie zasadnicze kategorie:
- ludzi działających na rzecz miasta,
- tych stąd pochodzących, którzy przyłożyli rękę do rozwoju całej ludzkości (i nie, nie jest to powiedziane na wyrost).
Szczerze mówiąc, trudno o cięższy wybór – to trochę tak, jakby zapytać ojca, która z jego córek jest najładniejsza.
Burmistrz dwóch kadencji wyprowadził miasto z prowincji
Jeśli spojrzymy na społeczników i gospodarzy, to w gronie postaci takich jak Józef Piernikarczyk, Fryderyk Antes czy Jan Bondkowski, na pierwszy plan wysuwa się Richard Otte, burmistrz dwóch kadencji z lat 1902–1921. Kiedy przejmował władzę, zastał miasto prowincjonalne, z ogromną zadyszką na tle pędzącego Górnego Śląska. W 1902 roku w Tarnowskich Górach chyba nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że Bytom, Gliwice i Katowice dawno zostawiły ich w tyle. Zgadza się, że miasto miało wcześniej swój złoty, choć krótki okres, gdy przemysł i decyzyjna administracja przyciągały tu wybitne umysły, faktycznie zarządzające kawałem śląskiej ziemi. Tyle że na początku XX wieku był to już łabędzi śpiew przeszłości.
Burmistrz Otte zmienił wszystko. Z zapyziałego miasteczka wyczarował przestrzeń nawet urokliwą. Będąc wizjonerem i głównym architektem miejskiej odnowy, nie tylko zainicjował zmyślną rozbudowę i nowe plany urbanistyczne, ale też patronował powstaniu fenomenu na skalę globalną: pierwszego na świecie parku założonego na zrewitalizowanych szkodach górniczych. Budował szkoły, modernizował szpitale i przytułki. Rozplanował przestrzeń miasta, dążył do elektryfikacji, przeprowadził miasto przez restrukturyzację i likwidację górnictwa, a nadto przetrwał kryzys Wielkiej Wojny.
Kartofle, podróże i taśma magnetofonowa
Zacznijmy od przeglądu naukowców, bo dziwnym trafem – i w zagadkach odmętów historii – Tarnowskie Góry naprawdę wydały na świat kilkoro wybitnych badaczy.
Na pierwszy ogień: Wilhelm Ferdinand Elsner, urodzony w mieście 28 stycznia 1786 roku. Założył pod Tarnowskimi Górami pierwszą w Prusach fabrykę cementu, walczył w wojnach napoleońskich, przez lata służył Ślązakom jako urzędnik, a ponadto wyhodował pierwszą na świecie odporną na choroby odmianę kartofla. Tak, dzieło Elsnera nie dość, że do dziś zapewnia nam ukochane gumiklyjzy i całą rzeszę innych klusek, to jeszcze uchroniło Europę przed widmem głodu i nawrotem ziemniaczanej zarazy.
Po drugie Erich Przybyllok, względnie Eryk Przybylok. Jeden z najważniejszych geodetów i astronomów pierwszej połowy XX wieku. W latach 1911–1913 brał udział w ekspedycji na Antarktydę, a jej badaniu poświęcił resztę życia.
Po trzecie: Hans Joachim von Braunmühl, urodzony na podmiejskim folwarku Karluszowiec. Wspólnie z Walterem Weberem opracował i udoskonalił metodę wysokoczęstotliwościowego podkładu. To rozwiązanie radykalnie poprawiło jakość nagrań dźwiękowych, stało się globalnym standardem i wprost wyznaczyło fundamenty nowoczesnego zapisu dźwięku na taśmie magnetofonowej.
I wreszcie po czwarte Max Mauermann. Urodzony w 1868 roku w Tarnowskich Górach, z wykształcenia chemik. Po początkach kariery na Śląsku wyemigrował do Austrii, by ostatecznie przejąć kierownictwo w tamtejszych hutach. W 1912 roku odniósł sukces, z którego owoców korzystamy dziś w każdej kuchni – jako pierwszy na świecie opracował technologię wytwarzania stali nierdzewnej. Pech chciał, że w urzędzie patentowym o krok wyprzedziła go niemiecka konkurencja. W efekcie ten wynalazca musiał do końca swoich dni udowadniać w sądach, kto był pierwszy. Walka była długa, ale Mauermann ostatecznie ją wygrał, udowadniając swoje pierwszeństwo.
Pionier badań nad ludzkim mózgiem
Chyba najważniejsze nazwisko wśród nominowanych, nieporównywalnie zasłużone w skali całego globu. Carl Wernicke to neurolog i psychiatra, który zapisał się na kartach historii m jako pionier badań nad ludzkim mózgiem.
Zlokalizował w korze mózgowej obszar odpowiedzialnego za rozumienie mowy (znanego do dziś na całym świecie jako ośrodek Wernickego) oraz szczegółowe opisanie afazji czuciowej, a jego nazwiskiem określa się powszechnie m.in. groźną encefalopatię.
Był naukowcem o tak gigantycznym autorytecie, że na gruncie badawczym polemizował z nim sam Zygmunt Freud, z kolei jego asystentem był Alois Alzheimer. Zresztą co tu dużo nie mówić, każdy z nas ma w głowie ośrodek Wernickego.
No i Sobieski...
Jasne, możemy się śmiać, że ktoś zgłosił króla Jana III Sobieskiego, który spał pod miastem raptem dwie noce, uznając, że zasługuje on na miano Tarnogórzanina z racji swoich królewskich osiągnięć. Ale wyśmiewanie tego mija się z celem (zresztą sam doszedłem do tego dopiero po czasie). To, że komukolwiek wpadło do głowy zgłoszenie Sobieskiego, jest najlepszym dowodem na to, jak wspierana politycznie od blisko stu lat narracja o „polskim epizodzie” potrafi wygrać z faktycznymi wydarzeniami. Nawet jeśli ta kandydatura bawi, jedno jest pewne: Sobieski jest i będzie w mieście bardziej rozpoznawalny niż Wernicke, Otte i Piernikarczyk razem wzięci.
Wizyty króla przez lata w mieście nie upamiętniano, choć o niej pamiętano. Jednak propaganda XX wieku pilnie potrzebowała symbolu polskości w Tarnowskich Górach. A że miasto powstało za czasów Korony Czeskiej i po raz pierwszy znalazło się w granicach Polski dopiero w 1922 roku (natomiast ziemia, na której je założono, już od XIII wieku była czeskim lennem), to trudno było o lepszy symbol. Nie ma się zresztą co oszukiwać: skrzydła husarii na pochodzie zawsze robią wrażenie.
Plebiscyt - bardziej zabawa niż merytoryczny konkurs
Plebiscyt nigdy nie miał być surowym wyborem dokonanym przez naukową kapitułę – to przede wszystkim zabawa angażująca mieszkańców. To oni zgłaszali nominowanych i to oni wybiorą zwycięzcę.
Gdyby chcieć dokonać wyboru wyłącznie przez pryzmat ścisłych kryteriów, i tak rozbiłoby się to o dylemat: czy chcemy docenić lokalnego działacza, czy produkt eksportowy na kraj i świat? Taki profesor Miodek czy doktor Wernicke (choć o różnym pochodzeniu – rodzice profesora przyjechali tu z Polski, psychiatra po matce był autochtonem) większość życia spędzili przecież poza Tarnowskimi Górami. Z drugiej strony pamiętajmy, że nikt z nas nie ma w głowie ośrodka Ottego czy Bondkowskiego.
Głosowanie zapewne obnaży fakt, że wciąż z trudem mobilizujemy się do wspólnej zabawy, a dyskusja zamknie się w hermetycznych bańkach. Prawdziwa gra zacznie się jednak dopiero po ogłoszeniu wyników. To wtedy zobaczymy, jaką narrację do nich dopiszemy. Bo jak uczy nas lista nominowanych – na końcu i tak wygrywa ten, kto opowie lepszą historię.
Może Cię zainteresować:

