Karl Bryullov/Wikipedia
Złupienie Rzymu w roku 455

Silingowie: ze Śląska do Hiszpanii. Wielka odyseja Wandalów do Afryki i Rzymu

Słyszeli o nich wszyscy. Niestety na ogół źle. Nieczęsto się zdarza, by nazwa etniczna przełożyła się na określenie bezmyślnego niszczenia i barbarzyństwa, do tego utrwalając się w języku i kulturze na kilkanaście stuleci. Wandale - w odniesieniu do ludu przyjęła się wprawdzie nieco dostojniejsza forma Wandalowie - na karty historii Europy wmaszerowali ze Śląska. Mało tego. Możliwe, że jednemu z plemion tego ludu Śląsk zawdzięcza swoją nazwę.

Silingowie. Tak się nazywali. Wczesne dzieje tego plemienia do dziś pozostają tajemnicze. W II wieku po Chrystusie wspomina o nim geograf Ptolemeusz z Aleksandrii. Z kolei o Nahanarwalach pisze rzymski historyk Tacyt. Jego młodsi o prawie dwa tysiące lat koledzy po fachu zgadują teraz i być może nie bez racji: Nahanarwalowie to chyba Silingowie. Ich rozumowanie jest w skrócie takie: według Tacyta na ziemiach Nahanarwalów miał znajdować się święty gaj, prastare i uświęcone miejsce kultowe; może więc chodzić o górę Ślężę, której sława i sacrum przetrwały wszystkie wędrówki ludów i inne dziejowe zawieruchy; z kolei nazwa Ślęży i w związku z tym Śląska - Silesii pochodzić może od Silingów. Czy Nahanarwalowie - Silingowie zamieszkiwali cały dzisiejszy Śląsk, od Jeleniej Góry po Mysłowice? Oczywiście nie. W czasach Tacyta i Ptolemeusza większość terenów Śląska porastała nieprzebyta puszcza. Osadnictwo ludu (ludów?) kultury przeworskiej, (które można ostrożnie utożsamiać z Wandalami, a ściślej Silingami, rozwijało się głównie po obu brzegach rzeki Odry, rok za rokiem i dekada za dekadą rozszerzając Siling-isk land (starogermański kraj Silingów) w górę rzeki oraz ku dalekim jeszcze grzbietom Sudetów. Do czasu.

Na Zachód, Ślązaku!

Najazd na Europę Hunów, budzących grozę koczowników z Wielkiego Stepu, wywołuje wpierw niepokój, a następnie panikę także u starożytnych mieszkańców Śląska. Wandalowie, czyli także Silingowie, ruszają na zachód, ku granicom Imperium Rzymskiego (zaczynając od prowincji Recji, którą najeżdżają w 401 roku). Wydaje się zresztą, że nie wszyscy.

Niektórzy badacze twierdzą, że w rodzinnych domostwach pozostało dostatecznie wielu Silingów, żeby znalazło to odbicie w łacińskiej nazwie Śląska (Silesia) - pisze historyk Peter Heather.

Emigranci podtrzymują ponoć nie tylko kontakty ze swymi ziomkami, którzy pozostali w ojczystych stronach, a i roszczenia do ojcowizny. Niemniej Praślązacy - tak ich nazwijmy - twardo maszerują na zachód, przez Germanie i Galę, zatrzymując się dopiero w Hiszpanii. Dalej już tylko morze. Czyżby aż tak bardzo wystraszyli się tych Hunów? Wydaje się, że nie do końca. Emigrując w granice Cesarstwa Rzymskiego, Wandalowie poznają bogaty, cywilizowany, dobrze zagospodarowany kraj. Ziemię obiecaną. Pragną jej też dla siebie i są gotowi ją sobie wywalczyć. W Hiszpanii początkowo im się to udaje. Silingom przypada w udziale spory szmat podbitego przez Wandalów Półwyspu Pirenejskiego - jego południowa część, prowincja Betyka. To obecna Andaluzja, z tak znanymi dziś miastami, jak Kordoba i Hispalis (obecna Sewilla). Swoją nazwę zawdzięcza Andaluzja właśnie Wandalom.

Jednak słodki sen o śląskiej Hiszpanii szybko przemija. Nie są w stanie sprostać konfrontacji z germańska konkurencją, o wiele silniejszymi Wizygotami.

W latach 416-418 Silingom i Alanom tak przetrzepano skórę, że zdziesiątkowani porzucili swoje niezależne prowincje i przyłączyli się do Hasdingów - pisze Heather.

Silingowie przestali istnieć jako plemię - ocenia ten historyk. Mówi wręcz o ich unicestwieniu, choć to już spora przesada. Ocaleli z pogromu Silingowie, których niedobitki były zapewne liczne, przyłączyły się do Hasdingów, wydatnie powiększając potencjał krewniaków. Ten już niebawem miał dać o sobie znać.

Śląsk żąda dostępu do morza

Odyseja Wandalów trwała. W roku 425 zdobyli dwa hiszpańskie porty - rzeczny w Hispalis i morski w Kartagenie. Zdobyli lub zaczęli budować własne statki i przystąpili do procederu, który dziś nazwalibyśmy piractwem. Wyprawili się przez morze na Baleary i do afrykańskiej już Mauretanii. Afrykańskie klimaty tak widać przypadły do gustu królowi Wandalów Gejzerykowi, że zamarzyła mu się zamorska wyprawa na naprawdę dużą skalę. Wielki morski desant całego jego narodu w Afryce. Jak wymyślił, tak i zrobił. Rozprawiwszy się na pożegnanie z armią króla Swebów Hermigara, załadował poddanych na statki i przeprawił się wraz z nimi na drugi brzeg Cieśniny Gibraltarskiej. Na mauretańskie piaski schodzili z pokładów także przygarnięci przez Hasdingów i asymilujący się wśród nich Silingowie.

Jednak tradycja to potężna siła. Całkiem więc możliwe, że Silingowie wciąż ją podtrzymywali, gdy pod wodzą Gejzeryka podbijali Afrykę Północną. Mieczem i traktatami, Wandalowie w ciągu kilkunastu lat, do 442 roku, wywalczyli sobie własne, suwerenne, afrykańskie królestwo, wykrojone z rzymskich prowincji Afryka Prokonsularna, Bizancjum, Numidia i Trypolitania. Leżało na terenach dzisiejszej Tunezji. Wielu z osiedlających się w nim Wandalów o silińskim rodowodzie, patrząc na grzbiety Dorsalu, mogło mieć jeszcze w pamięci wyniosłą Ślężę i rysujące się w oddali wierzchołki Sudetów. Czy ewentualne porównania wypadały na korzyść nowej czy starej ojczyzny, tego się niestety nie dowiemy. Bogata rzymska Afryka ze swoim śródziemnomorskim klimatem na pewno była atrakcyjnym miejscem do życia dla poddanych Gejzeryka.

Za Śląska do Rzymu?

Czy któryś z Silingów, który wyruszył ze Śląska na przełomie IV i V wieku, dożył niszczącego najazdu Wandalów na Rzym w roku 455, któremu zawdzięczają swoje poczesne, choć nieszczególnie zaszczytne miejsce w słownikach? Trudno orzec, choć nie jest to niemożliwe. Śląskie, zaprawione w wieloletnich bojach, krzepkie dziadki, zaiste mogły budzić postrach na ulicach stolicy upokorzonego imperium.

W latach 30. VI wieku po Chrystusie afrykańskie państwo Wandalów upadło, podbite przez wojska bizantyjskiego cesarza Justyniana. Wandalowie, którzy po tej klęsce pozostali w Afryce Północnej, z czasem zapomnieli o swym pochodzeniu i zintegrowali się całkowicie z lokalną ludnością. Jednak odlegli potomkowie przybyszy ze Śląska z całą pewnością nadal żyją w słonecznej Tunezji.