Mała Panew kajakiem 1 stycznia?
Pierwsze zdumienia związane z moim pomysłem na noworoczną aktywność, pojawiły się wśród znajomych pytających o sylwestrowe plany. Już samo po prostu idziemy spać zdawało się brzmieć raczej nietypowo. A po dodaniu jutro rano jedziemy na spływ kajakowy, były już tylko niezbyt wyszukane eufemizmy i wątpliwości. Śnieg, mróz i lodowata woda. Przecież to nie może się udać.
1 stycznia 2025, godzina 9:30. Na miejscu zbiórki, w niewielkiej miejscowości Kielcza w Opolskiem, pojawiają się kolejni uczestnicy wydarzenia. Łącznie, na nie-letni spływ kajakowy zdecydowało się kilkanaście osób w różnym wieku.
Noworoczny spływ z Kajaki Żyłka
Taką noworoczną atrakcję zagwarantowały Kajaki Żyłka. Organizatorzy na noworoczny spływ zdecydowali się po raz pierwszy. Wybór padł na ich bestsellerową trasę Krupski Młyn - Kielcza. Co do zasady, w sezonie letnim taki odcinek Małej Panwi amatorzy są w stanie pokonać w około 2 godziny.
Cała zabawa rozpoczęła się od krótkiego wprowadzenia. Każdy ze śmiałków miał już na swoim koncie przygodę kajakową w ciepłym wydaniu. Byli i tacy, którym zdarzyło się pływać zimą.
Po omówieniu spraw organizacyjnych, podzieleni na grupy, zostaliśmy przetransportowani na miejsce startu, do miejscowości Krupski Młyn w Śląskiem. Tam poszczególne pary (a także ci, którzy zdecydowali się na spływ solo) umieściły niezbędny ekwipunek w kajakach. Organizatorzy opowiedzieli nieco o stosunkowo łatwej trasie, a obecny na miejscu ratownik WOPR - o ewentualnych zagrożeniach. Dalej rozgrzewka, wyposażenie (kapoki i wiosła) i wreszcie wodowanie.
Wodowanie i trasa
Jak wpakować się do kajaka zimą? Tak samo jak latem. Organizatorzy, wyposażeni w wodery, zadbali, by usadowienie przebiegło komfortowo i przede wszystkim - sucho. Na spływ w takich warunkach, oprócz kilku warstw odzieży, zaczynając od bielizny termoaktywnej, przez bluzy techniczne i polary, po wiatroszczelne i wodoodporne warstwy wierzchnie (wcale nie pro, wielu śmiałków płynęło po prostu w ciuchach narciarskich lub trekkingowych), warto wyposażyć się także w izolującą podkładkę na krzesełko (mata turystyczna lub poduszka). Do tego wodoszczelna torba na ewentualny prowiant, i w drogę.
Do pokonania było niespełna 8 kilometrów rzecznej trasy. Mała Panew, na tym śląsko-opolskim odcinku, jest raczej spokojna. Łagodne serpentyny, delikatny prąd i odpowiednia głębokość, pozwalająca na sprawne przemieszczanie się kompozytowych łódek.
A chwila przerwy od wiosłowania i swobodne dryfowanie, wśród uśpionej roślinności i zimowej ciszy doliny Małej Panwi to doświadczenie absolutnie egzotyczne. Ostatecznie, oglądanie fragmentów Obszaru Natura 2000 pod śnieżną pierzynką, w dodatku z perspektywy kajakowej - to coś, czego nie doświadcza się często.
Ekipa z Kajaki-Żyłka, przed rozpoczęciem noworocznego spływu, dokładnie sprawdziła wybraną trasę. Ewentualne nowości w postaci przeszkód generowane są głównie przez lokalne bobry. Podczas przygody, tylko na początku trasy pojawiła się świeżo powalona niespodzianka (konar). Oczywiście, w dalszych fragmentach, było trochę momentów, w których z uwagi na znajdujące się pod wodą drzewa, należało po prostu trochę przyspieszyć. Nie zabrakło również kilku rozgałęzień (wtedy nie ma czasu na zastanowienie, trzeba wybrać - prawa lub lewa) i ciaśniejszych fragmentów koryta.
W towarzystwie śniegu
Czy było zimno? Radary pogodowe wskazywały na temperaturę oscylującą w granicach 0 stopni Celsjusza. Dynamiczne wiosłowanie i mała kolizja z konarem spowodowały, że do mojej dwójki nalało się trochę wody. Chłód, tylko przez chwilę - dokuczał dłoniom w lekkich rękawiczkach. Wszystko z powodu letnich odruchów i niezbyt rozsądnego odepchnięcia się od lodowatej i mokrej gałęzi. Mimo wszystko, nieco wyższe tętno zadbało o odpowiednie krążenie. Podczas takiego spływu pracują głównie mięśnie pleców, barki i ręce. Zachowując dobre tempo jest naprawdę ciepło. Może z wyjątkiem lekko oblanych wodą ud. Ale uwaga, takie odczucia docierają do głowy dopiero po wyjściu z kajaka (tu również bez obaw, bo choć trasa skończyła się pod zaśnieżonym mostem, samo wyjście na ląd było łatwe). Niektórzy uczestnicy zwrócili uwagę na wychłodzone stopy. Dzięki dobremu zabezpieczeniu tej części ciała - osobiście uniknęłam takiego uczucia.
Podczas niespełna dwugodzinnej przygody, ogólny komfort termiczny oceniam jako mocne 8/10.
A co ze zmęczeniem? Grupa zdecydowała, że spływ robimy na raz, bez przerwy. Wielu uczestników miało ze sobą prowiant. Ja zjadłam po drodze jedynie banana i napiłam się wody. Termos z gorącą herbatą i kanapk przepłynęły się razem z nami. Trasa nie była męcząca, żaden ze śmiałków nie dopłynął do mety strudzony czy wycieńczony.
Ognisko i grochówka
Po spływie na chętnych czekały oczywiście gorące napoje i tradycyjna grochówka. A wszystko to przy klimatycznym ognisku, w pobliżu zaparkowanych z rana samochodów. Organizatorzy otoczyli opieką każdego uczestnika zimowej przygody. Co ważne, w spływie, oprócz ekipy z Żyłki, wziął udział także wykwalifikowany ratownik WOPR. Całość wypadła dużo lepiej niż zakładała większość.
Dla czytelników, którzy zastanawiają się czy takie przeżycie w ogóle ma sens - moja odpowiedź brzmi: tak. Warto podkreślić, że po udanym spływie noworocznym firma jest otwarta na organizowanie kolejnych takich wydarzeń jeszcze przed nadejściem ciepłego sezonu. Szczegółowa oferta Żyłka Kajaki dostępna jest na stronie internetowej.


