Śmierć Lecha Szarańca, o której poinformował Teatr Śląski, w jakiś sposób zamyka epokę w śląskim muzealnictwie i regionalistyce. Był jedną z tych osób, które nie tylko badały historię, ale ją współtworzyły – poprzez instytucje, publikacje, inicjatywy i codzienną obecność w życiu miasta.
Historyk, muzealnik, autor licznych książek o Katowicach i Górnym Śląsku, wieloletni dyrektor Muzeum Śląskiego i bez mała człowiek instytucja. Jego dorobek to fundament, na którym kolejne pokolenia badaczy nadal budują swoją i naszą wiedzę o regionie.
Dyrektor, autor, popularyzator
W latach 1991–1999 kierował Muzeum Śląskim – w jednym z najtrudniejszych momentów jego historii. To w dużej mierze dzięki jego determinacji instytucja przetrwała okres transformacji, a jej zbiory zostały zabezpieczone i uporządkowane. Lech Szaraniec był jednym z tych, którzy konsekwentnie przypominali, że Śląsk zasługuje na muzeum z prawdziwego zdarzenia – nowoczesne, ambitne, zakorzenione w tożsamości regionu. To on zainicjował powołanie Komitetu Budowy Nowego Gmachu Muzeum Śląskiego w 1999 roku
Był autorem wielu książek i przewodników, m.in. o historii Katowic, Nikiszowca, Giszowca czy śląskich instytucji kultury. Jego publikacje wyróżniały się klarownością, rzetelnością i ogromną dbałością o źródła. Pisał tak, jak mówił – z pasją, ale bez patosu, konkretnie i precyzyjnie; nieraz z wyczuwalną miłością do przedmiotu, który opisuje, ale bez jego idealizacji.
Ligocianin z krwi i kości
Choć kojarzono go z wielkimi instytucjami, na co dzień był po prostu panem Lechem z Ligoty. Mieszkańcy dzielnicy widywali go często – spacerującego, za stolikiem w cukierni przy kawie, przystającego na krótką rozmowę.
Dla młodszych historyków czy regionalistów spotkanie z nim na ulicy niemal zawsze miało w sobie to coś. Zatrzymywał się, przywitał, pytał, co piszą, nad czym pracują. Zaskakiwał znajomością ich publikacji. Potrafił pochwalić i doradzić: „To jest dobre”; „Tu bym jeszcze sprawdził w...”; „A wie pan, też kiedyś o tym myślałem i wreszcie ktoś się za to bierze”.
Nie rywalizował z młodszymi – przeciwnie, cieszył się, że przejmują pałeczkę, że badają ścieżki, którymi on sam kiedyś podążał. W jego słowach nie było protekcjonalności, tylko autentyczna radość, że śląska historia ma nowych opiekunów.
Dobra pamięć
W świecie, w którym spory o śląską tożsamość potrafią być ostre, Szaraniec wydawał się głosem spokoju i rozsądku. Nie budował murów – proponwał raczej mosty. Łączył środowiska, instytucje, pokolenia. Umiał mówić o Śląsku. Pozostawił po sobie książki, które będą czytane jeszcze długo; ważną regionalna instytucję, które dzięki niemu przetrwała i rozwinęła się; pokolenia badaczy, którym dodał odwagi. I dobrą pamięć.
Śląsk stracił dziś jednego ze swoich najważniejszych opowiadaczy. Ale jego opowieści, mądre i merytoryczne, te wydrukowane i te zapamiętane z rozmów na ulicach Ligoty – będą wracać jeszcze długo.
Może Cię zainteresować:

