- Dlaczego prof. Migalski zdecydował się na publiczne wyznanie? – Szczera historia, która pchnęła setki osób do natychmiastowych badań profilaktycznych.
- Profilaktyka nie ma wieku – Dlaczego chowanie głowy w piasek i odkładanie kolonoskopii to najgorszy możliwy wybór.
- Trudna konfrontacja ze statystyką – Jak zmiana rokowań wyznaczyła całkowicie nowy, niezwykły cel w walce z chorobą.
- Zjawisko „odwróconej lupy” – Jak diagnoza nowotworu w jeden dzień czyści dawne spory i zmienia widzenie codzienności.
- Słowa, które naprawdę pomagają – Dlaczego popularne „będzie dobrze” bywa dla chorych ciężarem i jak mądrze wspierać bliskich.
Marek Migalski, prof. Uniwersytetu Śląskiego, znany z ostrych i bezkompromisowych sądów na temat sytuacji politycznej w Polsce, nie ukrywa, że od ponad roku jest pacjentem onkologicznym, choruje na raka jelita grubego. Przed operacją w listopadzie 2025 r. zamieścił na swoim profilu na Facebooku zdjęcie ze szpitalnego łóżka z wyznaniem, na co choruje i dlaczego się tam znalazł.
Migalski nie kryje, że zmaga się z nowotworem złośliwym
W rozmowie wideo z cyklu Ślązaq mówi, że zdecydował się na publiczne wyznanie o swojej chorobie nie po to, by szukać współczucia, ale by pchnąć innych do badań. Jego apel przyniósł realny skutek. Jak sam podkreśla, diagnoza nie jest wyrokiem, ale jedyną szansą na uratowanie życia, a ucieczka przed badaniami to najgorszy możliwy wybór.
- To było to drugie, co chciałem zrobić – dać ludziom sygnał, że tego po pierwsze nie można się wstydzić, a po drugie, że trzeba się badać - mówi Marek Migalski. - Dostałem mnóstwo informacji, że ludzie poszli do lekarza dzięki temu. Co było jeszcze ważniejsze, w kilkudziesięciu przypadkach otrzymałem wieści o treści: poszedłem/poszłam i wykryto raka.
O swojej prawie rocznej (zakończonej 6 miesiącami chemioterapii) batalii z nowotworem napisał szczerą książkę "W nowych onkolicznościach. Walka i życie z chorobą nowotworową", która ukazała się pod koniec września nakładem katowickiego Wydawnictwa Sonia Draga.
- Książka musiała być szczera, bo inaczej ludzie mogliby nie uwierzyć w to, że to zagrożenie naprawdę jest realne i śmiertelne. Trzeba iść się zbadać, poddać się monitorowaniu, diagnozie i nie bać się jej, bo tylko ta diagnoza może nam uratować życie. Chowanie głowy w piasek jest polityką podobno skuteczną w przypadku strusi, natomiast w przypadku ludzi raczej nie - dodaje Migalski.
Profesor otwarcie mówi o kalkulacji śmiertelności, braku złudzeń i o dylemacie jedynaka. Jego największą motywacją do walki nie są wielkie osiągnięcia naukowo-polityczne, lecz chęć oszczędzenia traumy 88-letniej mamie.
- Gdy po operacji wycięcia nowotworu przyszły wyniki badań histopatologicznych, okazało się, że stopień złośliwości guza jest większy niż sądzili lekarze. Wyszło też, że mam przerzuty do węzłów chłonnych - opowiada o tym trudnym początku grudnia Marek Migalski. - Moje szanse na przeżycie 5 lat spadły według statystyk z 80 proc. do 50 proc. i zaczęło się robić fifty-fifty. Ja jestem jedynakiem i moja mama jest sama, ma 88 lat. Kiedyś zażartowałem, że mama ma większe szanse przeżycia pięciu lat niż ja. Nie wyobrażam sobie tego, żeby mama mnie pochowała, bo to jest chyba najgorsze doświadczenie życiowe. Jednym z moich obecnych celów jest to, żeby nie umrzeć przed mamą, żeby nie narazić jej na to doświadczenie - dodaje.
Jak rozmawiać z chorym i dlaczego zwrot „będzie dobrze” bywa ciężarem
Wielu z nas w kontakcie z osobami dotkniętymi ciężką chorobą sięga po wyuczone schematy i banały.
Migalski zwraca uwagę na pułapki komunikacyjne otoczenia. Sformułowanie „będzie dobrze”, choć wypowiadane w dobrej wierze, potrafi budzić opór u kogoś, kto walczy z trudnymi rokowaniami. Profesor apeluje o większą łagodność, wyrozumiałość dla zmiennych nastrojów pacjentów oraz o zmianę języka wsparcia.
- Miałem bardzo ambiwalentne uczucia, jak do mnie ludzie pisali: "Panie Marku, będzie dobrze". Myślałem sobie wtedy: skąd wiesz, skoro nie masz bladego pojęcia, jakie mam diagnozy i co wykazał ostatni tomograf. Mam taką radę do wszystkich tych, którzy towarzyszą osobom chorym: mówcie "Mam nadzieję, że będzie dobrze" albo "Życzę ci jak najlepiej". Natomiast nie mówcie, że "będzie dobrze", bo po prostu nie macie bladego pojęcia. W chorobie nowotworowej jest ciągle obecna ta świadomość śmierci. Bliscy powinni to uwzględniać i nie obrażać się na nastroje chorych, tylko po prostu być wobec nich łagodniejszymi - nawołuje Marek Migalski
Może Cię zainteresować:

