Osiedle Podgórze w Cieszynie, zwane potocznie Banotówką (od nazwy wzgórza, na którym je zbudowano) powstawało w latach 70. i 80. XX wieku, choć są tam też budynki nowsze. Leży w odległości około 2 kilometrów w linii prostej od Rynku. To największe osiedle w mieście, w szczytowym okresie zamieszkiwane przez prawie 8 tysięcy osób. Architektura nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych miast. To mieszanka bloków niskich i wyższych (bez wieżowców), nie bardzo spójnych ze sobą stylistycznie, ale też nie jakoś rażąco do siebie niepasujących.

Jeśli wybierzecie się tam z centrum piechotą, łatwo zrozumiecie, skąd oficjalna nazwa osiedla. Trzeba się wspiąć pod niezłą górę.
Geneza z dobrymi założeniami, wykonanie – niekoniecznie
Założenia osiedla, które budowano w latach 1979-1988, były z pozoru słuszne – budynki wielorodzinne wkomponowane w zieleń, z niezbędną infrastrukturą wszelkiego typu. Rzeczywistość jednak dała rezultat nieco inny. Wprawniejsze oko łatwo wychwyci, które budynki są starsze, bardziej „ludzkie”, a które nowsze, z czasów kiedy państwo już powoli bankrutowało, więc skala zaczynała mieć priorytet nad szeroko pojętą jakością życia, bo wówczas za te same pieniądze można było „upchnąć” więcej ludzi. Powstało też tam kilka nowych budynków, już w tym wieku, ale to jest widoczne natychmiast, a ich standard znacznie wyższy (co do estetyki zdania są podzielone).

Na osiedlu zlokalizowano przedszkole, na jego obrzeżach zaś dwie szkoły podstawowe. Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej „Cieszynianka”, która administruje większością budynków na Banotówce oraz częścią infrastruktury, mieści też salę widowiskowo-konferencyjną. Na osiedlu jest apteka, kilka sklepów małych i większych, punkty usługowe, w tym gastronomiczne. Podgórze uchodzi za jedno z dwóch najlepiej skomunikowanych osiedli w Cieszynie, dzięki czemu nie ma problemu z dostaniem się zarówno do śródmieścia, jak i takich miejsc, jak szpital czy przychodnie.

Kierunek – ku naturze!
Podgórze zaczęło degradować niemal od ukończenia budowy do pierwszej dekady XXI wieku. Przez ten czas dokonywano niewielkich inwestycji, ograniczając się jedynie do bieżących napraw w budynkach, powoli je modernizując, w miarę możliwości finansowych. Przełom to druga dekada obecnego stulecia, kiedy rozpoczęły się poważniejsze inwestycje „w teren”.

To, co m. in. zrobiono, to:
- kompleksowe modernizacje placów zabaw;
- modernizacje lub budowa nowych obiektów rekreacyjnych i sportowych, w tym:
- boisk do gier zespołowych,
- siłowni na powietrzu,
- stołów to tenisa (ping-pong),
- bulodromów (do gry w bule);

- utworzenie zamkniętego wybiegu dla psów;
- wybudowanie tężni solankowej;
- utworzenie specjalnych stref zieleni, w tym:
- ogrodu ziołowego,
- kącika dla motyli,
- łąk kwietnych;
a także remonty części alejek, ogrodzeń, montaż nowych i wymiana starych ławek, koszy na śmieci i innej, tzw. małej architektury.

To, co przykuwa uwagę, to wyraźnie oddzielone strefy zieleni utrzymywanej (koszonej) i pozostawionej naturze. To odwrót od trendu, który nakazywał kosić wszystko i dążyć do idealnego „dywanu” z trawy. To, co widać na Podgórzu, zdaje się być bliskie idealnemu balansowi między tym, co „dzikie”, a co przeznaczone wprost dla ludzi.

Jak w ośrodku wczasowym
Kiedy pierwszy raz znajdziemy się na Podgórzu, możemy odnieść wrażenie, że to bardziej jakiś były ośrodek wczasowy wielkiego zakładu pracy z czasów PRL, niż osiedle mieszkaniowe. Wśród bloków jest mnóstwo drzew, często iglastych, w dodatku nieregularnie nasadzonych, co potęguje wrażenie małej ingerencji człowieka, choć to przecież człowiek je zasadził. Budynki, szczególnie dzięki wymieszaniu architektury niskiej i nieco wyższej oraz rozległym balkonom, przywodzą na myśl domy wczasowe kopalń czy hut w nadmorskich miejscowościach.

Wzdłuż alejek także jest ogrom roślinności. To gęste żywopłoty, tuje a nawet specjalnie stworzone ogródki, z roślinnością niespotykaną tak po prostu na osiedlach. Wrażenie robią też parkingi, których część (niestety jeszcze nie wszystkie) oddzielone są od budynków grubymi i wysokimi ścianami roślinności w postaci żywopłotów lub gęsto nasadzonych drzew i krzewów. Pomysł wydaje się prosty do wykonania, niedrogi, przez co genialny i daje do myślenia, dlaczego nie robi się tak na większości innych osiedli, na których mieszkamy.

W dniu, w którym byliśmy na miejscu, odbywał się akurat festyn osiedlowy, zorganizowany przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Cieszynianka”. Jeden z placów (chyba parking) między dwoma blokami ugościł scenę dla muzyków oraz liczne stoliki i ławki oraz stoiska z małą gastronomią – zarówno dla prywatnych przedsiębiorców jak i kół gospodyń i innych lokalnych wystawców. Zmieściła się też trampolina dla najmłodszych. Wszystkie miejsca były zajęte, a oprócz tego okoliczne trawniki i ławki przy alejkach. Widać było dużą integrację miejscowej ludności, nie zaobserwowaliśmy też żadnych niesnasek. Co warte odnotowania – muzyka przestała grać punktualnie o 22:00, czyli o godzinie, którą zwykliśmy określać jako początek ciszy nocnej. A więc da się!

Nie ideał, ale kierunek właściwy
Jako, że autor ze swą towarzyszką byli na Banotówce tylko gośćmi i to zaledwie dwa dni, zdajemy sobie sprawę z tego, że dobre wrażenie, jakie osiedle na nas wywarło może być zafałszowanym obrazem rzeczywistości. Zapewne nie jest to miejsce idealne, co nawet widać gołym okiem. Wciąż są tam obszary zagospodarowane gorzej, z dziurawymi drogami, zdezelowanymi altankami na śmieci, które walają się poza nimi, parkingiem pełnym samochodów, które dawno już nie jechały samodzielnie i powinny trafić na złom.

Są też zapewne problemy, których nie sposób było zauważyć gołym okiem w tak krótkim czasie, zaś czytelnik, który tam mieszka, może się właśnie denerwuje czytając powyższy tekst, gdyż istnieje być może tam problem, którym nikt się nie zajmuje, a o którym my nie wiemy. To zrozumiałe. Jednak mimo tej świadomości – nasze wrażenia są bardzo pozytywne. Wszak nie chodzi o szukanie ideału, ale o dążenie do niego. Zaś na Podgórzu chyba udało im się obrać właściwy kierunek.

Ktoś powie, że nie możemy przecież w Sosnowcu, Katowicach czy Rudzie Śląskiej oczekiwać takich widoków z okna, jak w Beskidach, bo nie mieszkamy w górach. Ale przecież nie w panoramie rzecz, ale w tym, żeby stanąć na balkonie, rozejrzeć się wokół i nabrać chęci, by wyjść przed blok. Ile takich miejsc znacie na Górnym Śląsku albo w Zagłębiu Dąbrowskim i okolicach?

Materiał dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Za jego treść odpowiedzialność ponosi redakcja.

Może Cię zainteresować: