Nysa

Dariusz Zalega: Przyjeżdżali za chlebem i schronić się przed wojną. Śląsk od wieków chętnie przyjmował imigrantów

Dariusz Zalega: Przyjeżdżali za chlebem i schronić się przed wojną. Śląsk od wieków chętnie przyjmował imigrantów

autor artykułu

Dariusz Zalega

Na Górny Śląsk od dawna ściągano za robotą i to z najróżniejszych krajów, choć uciekano też stąd za lepszymi płacami. Jak to było z tymi, co przyjeżdżali dawniej za chlebem na Śląsk?

W 1704 roku wrocławski przemysłowiec Jerzy von Giesche otrzymał od cesarza Austrii przywilej na 20 lat na korzystanie z odkrytych złóż galmanu między Bytomiem a Tarnowskimi Górami. Ponieważ jednak tarnogórskie górnictwo w tym czasie podupadło, toteż brakowało odpowiednich robotników. Giesche sprowadził więc z Olkusza 24 rodziny górnicze, które już najprawdopodobniej tu zostały. To tylko jeden z przykładów tego, jak wymogi gospodarki wpływały na sprowadzanie na Górny Śląsk ludzi z ościennych regionów. Z tym zjawiskiem mamy już do czynienia we wcześniejszych czasach.

Czas specjalistów

Ordunek Gorny księcia Jana Opolskiego z 1528 roku, regulujący kwestię górnictwa, głosił w 49 artykule: „Poniewasz na naszych Gorach Niemieczki, Czeski y Polski Lud Gwarcy y Robotnicy sąm, narządzuiemy, aby Bormistrz był takowy, coby oboiętną Mowę dobrze umiał”. Sugeruje to napływ górniczych specjalistów z innych krajów. Górnictwo rozwijające się wówczas na Śląsku, w Czechach i Siedmiogrodzie tworzyło spory i dobrze płatny rynek pracy dla gwarków, obeznanych z najnowszymi zdobyczami technologii. Dalekie wpływy potwierdza też pierwszy artykuł Ordunku: „Gdyż starym Gornikom Ordunek z Pamięći wyszedł, tedy oto z Frankreichu, Ordunek narządzamy aby każdy podle niego śię zachował”. Frankreichu czyli Frankonii.

Szywałd

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Śląski chłop musiał uciekać ze wsi przed pazernym magnatem z wysokiego zamku

Autor: Dariusz Zalega

10/06/2022

Czasem ta imigracja mogła mieć i inne podłoże. Bunt kopaczy w 1534 roku w Tarnowskich Górach mógł mieć też podłoże religijne. W Niemczech rozwijał się wówczas anabaptyzm, radykalny ruch religijno-społeczny, którego przedstawiciele – uciekający przed prześladowaniami, mieli chronić się także w tym rejonie. Na Górnym Śląsku mogli też znaleźć schronienie uczestnicy wielkiej wojny chłopskiej w Niemczech (1524-1526) - jednego z największych buntów chłopskich Europy. Jak widać motywy wyjazdu za chlebem i z przyczyn religijno-politycznych już wtedy się przenikały.

Wojny w XVII wieku doprowadziły do zdziesiątkowania ludność śląskiej. Potem doszły do tego migracje religijne, a kraj opuściło wielu fachowców: gwarków i rzemieślników. Pustki osadnicze wypełniali m.in. katolicy przybyli z ziem polskich. Zmiany przyszły wraz ze zdobyciem Śląska przez Prusy.

Dla podatków i rekrutów

Kolonizacja fryderycjańska prowadzona przez Prusy, czyli zakładanie nowych osad, miała aspekt finansowy. Z 1773 roku pochodzi deklaracja Hohenzollernów popierająca ruch kolonizacyjny na Śląsku. Zachętą miała być premia państwową w wysokości 150 talarów za nowe osiedla. Choć w promowaniu kolonizacji brała także udział śląska szlachta, to przykładowo tzw. osiedla leśne zakładane były niemalże wyłącznie przez państwo, a osadzano ludzi zajmujących się wyrębem lasów, flisaków, węglarzy. Wśród osadników byli Niemcy, Polacy, ale też Czesi.

W latach 1740-1806 osiedliło się na Śląsku ok. 60 tys. nowych kolonistów, powstało aż 446 nowych osiedli. A to oznaczało wpływy z podatków, gospodarki leśnej, ale i rekruta (pobór do pruskiej armii powodował jednak masowe ucieczki młodych Ślązaków za granicę).

W 1769 roku zaczęło obowiązywać prawo górnicze dla Śląska ustanowione przez króla Prus Fryderyka II. Wtedy też powstała kopalnia „Emanuelssegen” (Błogosławieństwo Emanuela), od imienia syna księcia Friedericha, ówczesnego pana na Pszczynie. Z Westfalii sprowadzono wówczas dwóch sztygarów i dwóch górników. Ale w całej „kopalni” pracowało wówczas 11 osób, a ludność miejscowa nie cisnęła się jeszcze do roboty pod ziemią. Nieco osób przybyło także na Górny Śląsk w początkach XIX wieku z Nowego Śląska, krótkotrwałego nabytku Prus po rozbiorach Polski, czyli z późniejszego Zagłębia Dąbrowskiego.

Polskie oddziały wkraczające do Katowic

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Znamy dwie wersje historii Śląska. Spróbujmy wskazać tę prawdziwą

Autor: Dariusz Zalega

03/06/2022

W imię taniej roboty

Prawdziwy boom na zatrudnianie obcokrajowców rozpoczął się jednak w drugiej połowie XIX wieku, gdy z kopyta ruszyła industrializacja regionu. Tym razem jednak szukano już głównie pracowników niewykwalifikowanych. Takich właśnie brakowało z powodu Ostfluchtu, czyli emigracji Ślązaków na zachód za lepszymi płacami. A poza tymi pracownicy z zagranicy byli kierowani do najgorszych płac, no i też słabo opłacani. Na początku lat 90. zezwolono na zatrudnianie polskich robotników sezonowych z Kongresówki (zabór rosyjski) i Galicji (zabór austriacki) w czterech wschodnich prowincjach Prus. By zapobiec ich ewentualnemu osiedlaniu się zezwalano na zatrudnianie tylko osób samotnych i to w określonych miesiącach. Podobne przepisy dotyczyły Czechów. Większość pracowników sezonowych wchłonęło jednak rolnictwo, zagrożone z kolei landsfluchtem (ucieczką ze wsi, ale co ciekawe – parę lat wcześniej to rolnicy np. z kluczborskiego emigrowali do sezonowej pracy w Kongresówce). W literaturze niemieckiej o robotnikach obcych pisano jako o tzw. wentylu bezpieczeństwa – przyjmowani byli w czasach koniunktury i zwalniani, gdy tylko zaczęła się ona psuć.

W 1898 roku w bytomskich kopalniach pracowały nawet dzieci z zaboru rosyjskiego, na co skarżyły się miejscowe robotnice. Pograniczne kopalnie „Cecilie” i „Bleischarely” zatrudniały 1400 kobiet i mężczyzn codziennie przekraczających granicę

Napływ polskich robotników wywołał obawy nacjonalistycznych kręgów niemieckich, straszących „polonizacją Śląska”. Z tego powodu w 1899 roku wprowadzono w Prusach tzw. Karenzzeit – okresy w których nie wolno było zatrudniać polskich robotników z zagranicy. Wszyscy musieli wyjeżdżać na 6 tygodni – zazwyczaj od 20 grudnia odo 1 lutego. Wkrótce objęło to także robotników czeskich i litewskich. Wywołało to wielki sprzeciw śląskich fabrykantów. Karenzzeit stał się wkrótce fikcją, gdyż landraci udzielali przemysłowcom zgody na zatrudnianie nawet w okresie zakazów. Przykładowo, gdy w 1900 roku z kopalni w Chropaczowie za lepszą pracą wyjechała na zachód część rodzimych górników, zatrudniono tam 550 robotników z Galicji. W 1906 roku zezwolono przedsiębiorcom na zatrudnianie robotników obcych bez ograniczeń, ale musieli oni być zaopatrzeni w tzw. karty legitymacyjne.

Perła

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Największy strajk w śląskiej kopalni. Z tej historii Kutz czerpał garściami

Autor: Dariusz Zalega

11/11/2022

Polacy, Ukraińcy, Czesi, Włosi

W 1911 r. ogólna liczba robotników sezonowych w Prusach wywodzących się z Rosji, w tym głównie z Kongresówki, wynosiła 204 tysięcy - ale tylko niewielka ich część pracowała w śląskim przemyśle. Pracowników z Austrii – głównie Polaków, Ukraińców i Czechów – było aż 357 tysięcy osób. A ponadto sporo w śląskim przemyśle było np. Włochów. W 1912 roku zarządzono z kolei zwolnienie i deportację z okręgu przemysłowego na Śląsku wszystkich robotników żydowskich – zazwyczaj wywodzących się z Galicji.

Najwyższy udział cudzoziemców (Polaków, Ukraińców, Rosjan i Włochów) wśród załóg kopalń zazwyczaj był w zakładach przygranicznych, np. w kopalni „Myslowitz” stanowili oni 38% stanu załogi w 1909 roku. W zdecydowanej większości przedsiębiorstw liczba cudzoziemskich robotników nie przekraczała 10 proc. Po masowych zwolnieniach w śląskich kopalniach po wielkim strajku w 1913 roku kopalnie okręgu katowickiego zatrudniły 1488 cudzoziemców, a królewskohuckiego – 1297, głównie jednak Ukraińców. Nie było więc masowego zalewu regionu polskimi pracownikami z zagranicy, a i tak mieli oni niewielkie możliwości osiedlenia się na Śląsku.

Warto jednak wspomnieć, że ściągano także tańszych pracowników np. z ubożejącego Zagłębia wałbrzyskiego. W 1907 roku dyrektor kopalni w Murckach ściągnął sześciu górników z Waldenburgu (Wałbrzycha). Jak cytował wspomnienia jednego z miejscowych górników prof. Józef Chałasiński, dyrektor „myślał iże górnośląscy górnicy są lynie i nie chcą dużo pracować, lecz się pomylił, bo jego ludzi ani tego nie zrobili co my”.

Warto więc pamiętać, że korzenie nas wszystkich są bardzo, ale to bardzo zróżnicowane. A grzebiąc w genealogiach można natknąć się na różnych przodków: tak spod Lwowa, jak i Olkusza.

Niemiecka Republika Demokratyczna

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Ślązacy w NRD budowali „nowe" Niemcy. To mało znana historia

Autor: Dariusz Zalega

08/07/2022