22 lipca 1961 roku, wczesnym rankiem, na szosie między Katowicami a Częstochową sunęła kolumna czarnych wołg. W jednej z nich siedział człowiek, którego znał wtedy cały świat – Jurij Aleksiejewicz Gagarin, pierwszy w historii kosmonauta. Dzień wcześniej fetowany na Śląsku jak bohater z innej planety, teraz jechał w stronę miejsca, o którym nikt nie wspomina w opowieściach o jego polskiej wizycie. A jednak to właśnie tam – na lotnisku Aeroklubu Częstochowskiego w Rudnikach – pożegnano go przed odlotem do Zielonej Góry.
Dziś niemal nikt o tym nie pamięta.
Śląsk żegna bohatera kosmosu
Gagarin przybył na Śląsk 21 lipca. Triumfalny objazd miast, tłumy na ulicach, akademia na katowickim Torkacie – wszystko to zapisało się w lokalnej pamięci. Zdjęcia Gagarina pośród tłumw na ulicach Katowic, Chorzowa czy Zabrza krążą do dziś w publikacjach i archiwach.
Ale Katowice w 1961 roku miał yjeden zasadniczy problem: nie posiadały lotniska zdolnego przyjąć większy samolot. Zaś w przypadku Gagarina chodziło o pasażrskiego Iła-14. Port lotniczy na Muchowcu już nie funkcjonował. Dlatego gdy przyszło do organizacji odlotu sowieckiego gościa, zapadła decyzja: trzeba jechać do Rudnik, pod Częstochowę. Czemu nie zdecydowano się na wojskowe lotnisko w Mierzęcicach (którego na rana razie jeszcze nie wykorzystywano w celach cywilnych – port lotniczy w Pyrzowicach dopiero miał powstać)? Zapewne zdecydował tu fakt, że tam, na terenie wojskowym, nie można by zorganizować masowej fety na cześć gościa.
Około godziny 7 rano kolumna ruszyła z Katowic na północ.
Częstochowa szykuje się na święto
W Częstochowie o wizycie wiedziano od kilku dni. „Gazeta Częstochowska” zapowiadała ją z rozmachem, jako że wizyta Gagarina połącozna była z obchodami PRL-owskiego państwowego Święta Odrodzenia Polski (którym była rocznica manifestu PKWN z 1944 roku):
„22 lipca o godzinie 7.30 na lotnisku Aeroklubu Częstochowskiego w Rudnikach nastąpi pożegnanie pierwszego kosmonauty Jurija Gagarina przez społeczeństwo Częstochowy. Po pożegnaniu – wielki festyn…”
Plan dnia wyglądał jak skrzyżowanie akademii państwowej z dożynkami i piknikiem lotniczym. Miały być pokazy samolotów, występy zespołów artystycznych, 200-osobowa orkiestra górnicza z kopalni „Walenty Wawel”, a na koniec zabawa taneczna. MPK uruchomiło specjalne autobusyz Czestochowy już od 5.30 rano.
Wszystko po to, by choć przez chwilę zobaczyć człowieka, który trzy miesiące wcześniej okrążył Ziemię.
Burza oklasków, kwiaty, uściski
Gagarin nie przyjechał punktualnie. Kiedy pojawił się wreszcie na lotnisku, była godzina 9.00. Ale tłum z mejsca zareagował tak, jak reagowały tłumy wszędzie, gdzie się pojawiał – owacją, ściskaniem, próbami podejścia jak najbliżej. Lokalna prasa opisywała to z charakterystyczną dla epoki egzaltacją:
„Wybuchła burza oklasków i owacji na cześć radzieckiego kosmonauty. (…) Uściskom i pocałunkom nie było końca.”
Na trybunie honorowej stanęli przedstawiciele władz z Katowic i Częstochowy, z pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR Edwardem Gierkiem na czele. Gagarina na ziemi częstochowskiej powitał pierwszy sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR Stanisław Jędras, po nim przemówił Prezydium WRN w Katowicach (odpowiednik wojewody na ówczesnym etapie PRL-u) Ryszard Nieszporek. Na niektórych spośród rzadkich fotografii z uroczystości dostrzec można też Zdzisława Grudnia. Przemówienia, nie odbiegając od standardów gomułkowskiej Polski, pełne były frazesów o „wspaniałych osiągnięciach narodu polskiego w budownictwie socjalistycznym” i „niezatartej pamięci o wizycie bohatera kosmosu”.
Na tle drętwych aparatczyków Gagarin zaprezentował się o wiele naturalniej. Na mowy odpowiadał w tonie oficjalnym, lecz także Rudniki zobaczyły jego słynny uśmiech –w tamtych latach był znany w całym świecie:
„Wizyta w Polsce, a szczególnie na Śląsku, przejawy niezwykłej gościnności i serdeczności, są wzruszające i pozostaną na zawsze w mojej pamięci.”
Kordony pękają, samolot startuje
Gdy kosmonauta skierował się do samolotu, tłum ruszył za nim. O ile nie był to całkowicie wyreżyserowany spektakl, kordony milicji autentycznie nie wytrzymały. Ludzie otoczyli Gagarina gęstym szpalerem, próbując jeszcze raz dotknąć, zobaczyć, zrobić zdjęcie. Maszyna Gagarina wystartowała o 9.45:
Ostatnie pozdrowienie i samolot unosi się w powietrze. Jeszcze długo wzrok ludzi śledził malejącą coraz bardziej sylwetkę samolotu.
I to był koniec wizyty, która w Częstochowie miała być wielkim wydarzeniem, a z historii zniknęła niemal całkowicie.
65 lat później: całkowita niepamięć
W przeciwieństwie do śląskich miast, które Gagarin odwiedził dzień wcześniej, Rudniki nie miały „momentu chwały” utrwalonego w setkach zdjęć, kronikach filmowych czy wspomnieniach mieszkańców. To była wizyta techniczna – pożegnanie, nie triumf.
Śląsk pamięta entuzjazm, tłumy, akademię na Torkacie. Częstochowa pamięta raczej festyny z okazji Święta Odrodzenia niż krótką wizytę kosmonauty.
A jednak to właśnie lotnisko Aeroklubu Częstochowskiego jest jednym z niewielu czysto lotniczych miejsc w Polsce, które odwiedził Gagarin. Na lotnisku w Babimoście pod Zieloną Górą, na którym wylądował wtedy Ił-14 wiozący kosmonautę, znajduje się tablica upamiętniająca ten fakt i nadanie Gagarinowi tytułu honorowego pilota stacjonujacej tam wwczas jednostki lotniczej. W Rudnikach nie ma nie tylko tablicy czy obelisku, ale choćby nawet lokalnej legendy. Zostały tylko wycinki z „Gazety Częstochowskiej”, kilka fotografii i wspomnienie, które – choć zapomniane – wciąż jest warte opowiedzenia. Bo to historia o tym, jak pierwszy człowiek w kosmosie żegnany był nie w porcie lotniczym wuelkiej metropolii, lecz na skromnym lotnisku aeroklubu pod Częstochową.
Może Cię zainteresować:
Czerwone gwiazdy nad Śląskiem cz. 1. Sputnik, Planetarium i „Po prostu” Polska Gomułki
Może Cię zainteresować:
