Materiał powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem WRAZIDLOK z okazji 500-lecia miasta Tarnowskie Góry.
Kto był w Tarnowskich Górach, ten wie, że miasto nie ma rozległej zabudowy ciągłej, pełnych przepychu wnętrz kościołów czy nawet okazałych budynków z okresu gorączki srebra. Tarnowskie Góry to nie Kutna Hora, gdzie znajdowała się mennica praska, a pieniądze z górnictwa lokowano w kościołach i zabudowie miejskiej. Tarnowskie Góry to nawet nie Olkusz, czyli najważniejsze małopolskie miasto wolności górniczej. Tarnowskie Góry to po prostu Tarnowskie Góry, czyli miasteczko, któremu udało się uniknąć kompletnej recesji i zubożenia w XIX wieku, oraz ośrodek, który odbił się od dna w XVIII stuleciu i jakoś tak przetrwał na rozruchu maszyn parowych kolejne dziesięciolecia.
A mimo to, gdy czytamy o tym, jak wyglądały początki miasta, o pierwszej gorączce srebra, kiedy to ściągała ona górników z całej Europy, trudno nie zacząć się zastanawiać, gdzie to wszystko się podziało:
- Gdzie jest zegar na domu burmistrza z 1560 roku?
- Co się stało z łaźniami miejskimi z lat 40. XVI wieku?
- Dlaczego przestano sypać szlakę i utwardzać ulice?
- Czemu zanikło oświetlenie miejskie i gdzie przepadły te wszystkie pieniądze, które zarobili kopacze na rzecz swoich gwarków?
Odpowiedzi jest co najmniej kilka:
Wojny, zarazy, pożary i protestantyzm
W Małym katechizmie Marcin Luter pisał, że człowiek winien się bać Boga i miłować Go, „abyśmy żyli w czystości i skromności tak w słowach, jak i w uczynkach”. Słowa te napisał trzy lata po nadaniu aktu wolności górniczej. Jego tezy trafiały na podatny grunt, między innymi do Jerzego Pobożnego von Ansbach, który to – tak się składa – był jednym z ojców założycieli miasta.
Tarnowskie Góry stały się więc pierwszym górnośląskim miastem protestanckim, a co za tym idzie, trudno oczekiwać przepychu w kościołach z XVI wieku, bowiem stawiano wtedy na skromność. Teoretycznie uwaga ta powinna się tyczyć również najbogatszych mieszczan, ale w to trudno mi uwierzyć. Wydaje mi się, że możemy założyć, iż domy w mieście były kiedyś bardziej okazałe, a wyposażenie przystawało do zarobków gwarków.
Jednakże w ciągu kolejnych stuleci miasto nie miało szczęścia. Wojna trzydziestoletnia kilkukrotnie je złupiła. Do tego doszły wielokrotne pożary (ostatecznie tylko jedna jedyna drewniana chata przetrwała trzy wielkie pożary miasta z XVIII wieku i została rozebrana w latach 50. XX wieku), szkody górnicze, epidemie oraz kryzys finansowy. Czego nie skradziono i co nie spłonęło, wyprzedano. Miasto zbiedniało, ale jest jedno miejsce, które pozostało świadectwem dawnego przepychu.
Wrochemowie - ród, na którego polach odkryto srebro
Mój promotor, profesor Tomasz Przerwa, zajmujący się tematyką śląskich miast wolności górniczej, a konkretnie to Srebrną Górą na Dolnym Śląsku, powiedział mi kiedyś, że aby znaleźć pieniądze ze srebra, należy zastanowić się, gdzie trafiał kapitał. A dokładniej: czy ostateczni inwestorzy przebywali na miejscu, czy jednak mieszkali gdzie indziej, a w mieście mieli tylko kopalnie. Idąc tym tropem, a więc tropem udziałowców, należy wspomnieć o rodzinie Wrochemów.
Była to lokalna arystokracja, która od XV wieku władała wsią Tarnowice. To właśnie na jej polach odkryto srebro, a później założono miasto. W 1528 roku Piotr Wrochem zawarł ugodę, która gwarantowała mu 2,5 proc. wydobywanego ołowiu na terenie miasta i jednocześnie 35 złotych reńskich rocznie za dzierżawę gruntów na czas trwania wydobycia kruszcu. Rok później sprzedał tereny pod miasto za cenę jednej trzeciej z niektórych jego dochodów. W 1529 roku, za 45 florenów rocznie wypłacanych z kasy księcia opolskiego, zgodził się sprzedawać górnikom drewno ze swoich lasów w korzystnej cenie, a jednocześnie zezwalać im na fedrowanie w Tarnowicach po odprowadzeniu podatków. Gdy w 1541 roku Tarnowskie Góry uzyskały po długich staraniach udział w zyskach z wag miejskich (ważono na nich urobek z kopalni, a uzyskane sumy były niemałe), zastrzeżono, że 2/3 dochodu z wag ma być dzielone między Wrochema i właścicieli ziemi bytomskiej. Słowem, chłopina głodem nie przymierał.
Siedzibą rodową Wrochemów był początkowo gród rycerski typu motte z XIV wieku. Składał się on z drewnianej wieży obronnej (donżonu) na sztucznie usypanym pagórku, dwóch fos, systemu ogrodzenia oraz mieszkalnego palatium, również drewnianego. Utrzymanie kompleksu najpewniej nie wiązało się z bezpośrednimi dotacjami księcia opolskiego, lecz gródek musiał utrzymać się sam z dochodów ze wsi. I o ile pierwsi rycerze w Tarnowicach jeszcze trudnili się służbą w drużynach innych książąt, tak Wrochemowie żyli już najpewniej tylko z zarządzania wsią.
Zamek w Tarnowicach
Badania archeologiczne pozostałości po gródku rycerskim pozwoliły ustalić, że pierwotny kompleks spłonął gdzieś w pierwszej połowie XVI wieku i stanowisko to zostało w tamtym czasie porzucone. Wrochemowie wybudowali nową siedzibę na drugim końcu wsi, tym razem jako pełnoprawny zamek. Murowany, podpiwniczony, trójskrzydłowy z otwartym dziedzińcem, dwoma kondygnacjami, drewnianym poddaszem oraz z murowanym donżonem (wieżą obronną) i murami wzmocnionymi na wypadek ostrzału armatniego. Przeskok między drewnianym średniowieczem a murowanym renesansem jest ogromny. I chyba jest najlepszym dowodem na to, jak dobre interesy zrobił Piotr Wrochem.
Z oryginalnego wyposażenia zamku nie zachowało się nic i nawet nie wiemy, jak się ono straciło. Czy zostało skradzione przez Szwedów w czasie wojny, czy może było wyprzedawane przez pokolenia kolejnych właścicieli, a może coś z niego ocalało do 1945 roku, kiedy to zamek został złupiony przez okoliczną ludność? Nie mamy nawet jak zakładać, co znajdowało się w oryginalnych wnętrzach, ale sądząc po rozmachu samej bryły, w środku musiał on imponować prawdziwym dworskim przepychem.
Dziś zamek możemy zwiedzać, a został on poddany rekonstrukcji przez pana Rajnera Smolorza, który w opustoszałe ruiny tchnął nowe życie.
Natomiast pozostałości po pierwszym średniowiecznym grodzie rycerskim, w tym zarys dawnej fosy i kopiec po gródku, możemy oglądać o każdej porze dnia i nocy, jest to bowiem otwarty skwer tuż obok nowego kościoła św. Marcina w Starych Tarnowicach. Kto wie, może kiedyś uda się chociaż częściowo zrekonstruować gród lub postawić jego makietę. Póki co, zostaje nam udać się na wycieczkę do jedynego pełnoprawnego zamku ziemi tarnogórskiej.
Może Cię zainteresować:
Historia Tarnowskich Gór bez tajemnic? Sprawdź się w naszym quizie
Może Cię zainteresować:
