Mówisz dr Brehmer, Kieślowski, Tokarczuk – myślisz Görbersdorf/Sokołowsko. Śląski pierwowzór szwajcarskiego Davos. Tego z „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna. Po latach zapomnienia to byłe sanatorium chorób płucnych wychodzi z cienia wielkiej góry – tak jak tytuł piosenki Budki Suflera, w której Krzysztof Cugowski w pierwszych słowa wyśpiewuje: „Ona przychodzi chytrze, bez ostrzeżeń i gróźb”. W przypadku Sokołowska była to gruźlica.
Postacie zarówno u Manna jak i w „Empuzjonie” Tokarczuk są fikcyjne. Ale w Katowicach przy ulicy Mariackiej 1 mieszkał prawdziwy Hans Castorp i Mieczysław Wojnicz. Rewident Anton Fitzek zmarł w sanatorium dr Brehmera 6 kwietnia 1900 w wieku 35 lat.
Ale nie zmarł bezpotomnie, gdyż inaczej – przekładany również na język polski - jego prawnuk Sebastian Fitzek nie pisałby thrillerów psychologicznych. Z tarnogórskich Opatowic pochodził bratanek Antona Fitzka, nauczyciel i pisarz Rudolf Fitzek.
Marie von Colomb i Sokołowsko
Tarnogórzanką jest również Alicja Kosiba – Lesiak, aktywna uczestniczka pochodu Gwarków, która w wydanej obecnie publikacji „Tragiczna historia Marie von Colomb. Zapomniana założycielka sanatorium w Görbersdorfie”, będącej rezultatem jej dociekliwych badań, wydobywa z cienia zapomnienia i przemilczania tytułową kobietę.
Celowo piszę kobieta, a nie postać, gdyż jak ujmuje to autorka: Przywracając pamięć o Marie von Colomb, nie zmieniamy historii uzdrowiska. Uzupełniamy ją o wymiar organizacyjny, społeczny i kobiecy, który przez lata pozostawał niedostatecznie widoczny. Życie Marie jest świadectwem napięcia między zdeterminowaną jednostką a system społecznym, który nie przewidywał dla kobiet miejsca na uczelniach ani w zawodzie lekarza. Panna Colomb jak kilka innych kobiet tamtych czasów, pionierek, próbowała zdobywać wiedzę, zawód i uznanie. Jej los ma rys tragiczny. Nie dlatego, że jej plany spaliły na panewce, przegrała na linii edukacyjnej i zawodowej z mężczyznami. Lecz dlatego, że wyprzedziła moment historyczny, w którym jej działania mogłyby zostać w pełni zaakceptowane”.
Bez Marie von Colomb nie byłoby sanatorium w Sokołowsku, czyli pierwsze zdanie tego tekstu nie mogłoby powstać.
Nie byłoby również powodu dla konferencji, która miała miejsce parę dni temu w Sokołowsku i którą tak opisała jej uczestniczka i prelegentka Alicja Kosiba – Lesiak:
„Przypuszczam, że wiedza o tym, jak daleko poza Dolny Śląsk docierały w XIX wieku informacje o metodach leczenia stosowanych w Sokołowsku, dawnym Görbersdorfie, nie była przez lata powszechnie znana. Tym większe było moje zdziwienie, gdy podczas środowej konferencji można było wysłuchać wystąpień pokazujących, jak szeroki zasięg miały idee i dokonania doktora Hermanna Brehmera.
Okazją do zorganizowania konferencji była przypadająca w 2026 roku 200. rocznica urodzin tego wybitnego lekarza. Obchody odbyły się 30 września bieżącego roku w niewielkiej wsi położonej w pobliżu Wałbrzycha i Mieroszowa. Całą konferencję, a właściwie jej bogaty program, nazwałabym WYDARZENIEM – przez dużą literę „W”.
Na zaproszenie Towarzystwa na rzecz Dolnego Śląska im. dr. Hermanna Brehmera przybyli przedstawiciele świata nauki, kultury i medycyny, a także starosta wałbrzyski, konsul Republiki Federalnej Niemiec, laureatka Nagrody Nobla Olga Tokarczuk. Goście z Polski, Szwajcarii, Niemiec i Grecji przedstawili wykłady interesujące, a niejednokrotnie także zaskakujące treścią.
Można było uświadomić sobie, słuchając kolejnych wystąpień, jak daleko sięgało oddziaływanie metod terapeutycznych Brehmera. W różnych krajach powstawały ośrodki lecznicze inspirowane sanatorium brehmerowskim i sięgające nawet poza Europę Nie ograniczało się ono przecież do Sokołowska ani nawet do Europy. Było w tym coś z idei „Lux ex Silesia” – Światła ze Śląska. Lekarz ten bowiem urodził się, uczył, pracował o ostatecznie spoczął na zawsze w tym regionie.
Mogę dodać od siebie jeszcze jeden przykład. W 1880 roku w amerykańskiej prasie ukazała się reklama sanatorium Brehmera w Görbersdorfie. Zachęcano w niej do całorocznego leczenia, podkreślając między innymi, że efekty kuracji zimowej nie ustępują rezultatom leczenia letniego. Na jego wzór powstawały inne ośrodki tego typu także poza Europą, między innymi w Kalifornii.
Heilanstalt für Lungenkranke Brehmer, czyli „Brehmerowski Zakład Leczniczy dla Chorych naPpłuca” z biegiem lat znacznie się rozrósł. Przyjmował od kilkuset do nawet tysiąca pacjentów rocznie. Lekarze różnych narodowości i z różnych państw, również z Polski, inicjowali podobny typ leczenia gruźlicy zwanej wówczas białą śmiercią.
Szczególny jadłospis
W programie konferencji wśród wielu poważnych znalazł się temat, który na tle medycznych i historycznych wystąpień wydawał się nieco lżejszy: „Jadłospis w sanatorium Hermanna Brehmera”. Doktor Grzegorz Sobel miał zresztą bardzo praktyczny dalszy ciąg. W popołudniowej bowiem części konferencji, uczestnicy mogli zakosztować obiadu przygotowanego według opracowanego przez doktora menu na bazie zaleceń dietetycznych Brehmera. Wiedzę historyczną można więc było poznać również… poprzez smak.
Drugą część wydarzenia wypełnił koncert muzyki kameralnej na instrumenty smyczkowe, z utworami kompozytorów XIX wieku. Szczególnym momentem było odczytanie fragmentów „Empuzjonu” Olgi Tokarczuk – po polsku przez samą autorkę, a po niemiecku przez Grzegorza Tokarczuka.
Wśród kolejnych mówców znalazł się Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika „Polityka”, urodzony w Sokołowsku. Jego obecność była przypomnieniem, że ta niewielka miejscowość miała i nadal ma niezwykłą siłę przyciągania ludzi związanych z kulturą, nauką i życiem publicznym.
Głównym
organizatorem konferencji, a zarazem przewodniczącym Towarzystwa na
rzecz Dolnego Śląska, był doktor Roman Rutkowski, wykładowca
Politechniki Wrocławskiej i architekt. To on jako pierwszą
prelegentkę przedstawił właśnie mnie. Rzucona niejako na głęboką
wodę przedstawiłam kilka szczegółów, które nie znalazły się w
mojej książce „Tragiczna
historia Marie von Colomb. Zapomniana założycielka sanatorium w
Görbersdorfie”.
Mówiłam o Mariannie vel Marie momentami wręcz, zdaję sobie
sprawę, egzaltowanie. Lecz trudno pozostać było obojętną wobec
historii kobiety, która w połowie XIX wieku postawiła swój
intelekt, determinację, pozycję i własne finanse na szalę walki o
równość kobiet w dostępie do edukacji i możliwość wykonywania
zawodu lekarza na równi z mężczyznami. Jedna z pierwszych
europejskich emancypantek osiągnęła bardzo wiele, ale wszystko to
straciła napotkawszy bariery stawiane wtedy przed kobietami przez
warunki społeczne.
Wykłady o architekturze i urbanistyce
uzdrowiskowej, rekonstrukcji grobowca, metodach leczenia gruźlicy
przed odkryciem prątków gruźlicy przez Roberta Kocha i po,
naukowcach i lekarzach tamtych czasów i inne. Moim osobistym
doznaniem, które wywołało głębokie emocje, były krótkie
rozmowy z twórcami różnych dziedzin. Nie mogę tu nie wspomnieć
pisarki i noblistki Olgi Tokarczuk, reżyserki i twórczyni filmów
Gosi Kozery-Topińskiej, artystki plastyczki Bożenny Biskupskiej,
doktor n. med. Moniki Rutkowskiej i innych. Moje osobiste wzruszenie
dwukrotnie wzbudziły oklaski publiczności: pierwsze po mojej
wypowiedzi nt książki a drugie, zaskakujące po wypowiedzi
redaktora Jerzego Baczyńskiego. Wspomniał lekturę mojej publikacji
bardzo życzliwie i merytorycznie, a słuchacze spontanicznie
zaakcentowali moje nazwisko wypowiedziane przez Redaktora.
I właśnie ta różnorodność była, moim zdaniem, największą wartością konferencji. Historia Hermanna Brehmera stała się punktem wyjścia do opowieści o medycynie, architekturze, kulturze, literaturze, codziennym życiu sanatorium, a także o ludziach, którzy tworzyli historię tego miejsca, tutaj, na Śląsku.
Sokołowsko,
niewielka miejscowość, okazało się na jeden dzień miejscem
spotkania bardzo różnych światów. A przede wszystkim
– miejscem,
w którym można było przekonać się, że historia lokalna wcale
nie musi być historią małą”.
Może Cię zainteresować:

