Jak zestarzała się wystawa stała "Górny Śląsk na przestrzeni dziejów" w Muzeum Śląskim? Dobrze czy źle? Ocenia Roman Balczarek

W 2026 roku mija 11 lat od otwarcia ekspozycji poświęconej historii regionu w Muzeum Śląskim w Katowicach. Pierwszy raz widziałem ją na świeżo w 2017 roku i od tego czasu wracam tam regularnie. Tuż pod koniec 2025 roku odwiedziłem ją ponownie, tym razem aby sprawdzić, jak zniosła upływ czasu i czy nadal odpowiada na potrzeby współczesnego społeczeństwa śląskiego.

We wtorek 16 grudnia 2025 r. zabrałem swoją dziewczynę pierwszy raz do Katowic. Pochodzi z Dolnego Śląska i choć w naszym regionie bywa regularnie, tak stolicę województwa dotychczas omijała. Datę wybrałem przypadkiem, ale muszę przyznać – było to niezapomniane pierwsze spotkanie z miastem. Zaraz po wyjściu z dworca zawyły syreny, upamiętniając górników zamordowanych podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”, przy czym jednocześnie odbywało się kilka imprez barbórkowych, w związku z czym po Rynku biegały dzieci w czako i kaskach górniczych, z usmarowanymi węglem twarzami. Człowiek tego nie planował, co innego siedziało mu w głowie, ale wyszły Katowice zarazem kutzowe, jak i bercikowe.

Pojechaliśmy zwiedzać między innymi Muzeum Historii Katowic oraz Muzeum Śląskie. To pierwsze – standardowo. Mieszkania burżuazji i drobnomieszczaństwa przełomu wieków – super. Piętro poświęcone dziejom samego miasta – przytłaczające, przeładowane informacjami i atakujące wyskakującymi zewsząd multimediami. To też już klasyka.

W Muzeum Śląskim czekało na nas Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów. Wystawę odsłonięto w czerwcu 2015 roku w atmosferze niemałych kontrowersji. Zaczęło się trzy lata wcześniej, gdy scenariusz autorstwa Leszka Jodlińskiego doprowadził do jego dymisji. Powód? Rzekome pominięcie czasów przed 1742 rokiem (pierwotna koncepcja miała startować od majestatycznej makiety maszyny parowej zainstalowanej pod Tarnowskimi Górami w 1788 r.), skupienie się na rewolucji przemysłowej oraz zbyt duże oddanie pola magnaterii. Ostatecznie wstęgę przecięła już nowa dyrektor Alicja Knast.

Finalna ekspozycja marginalizuje jednak historię sprzed wojen śląskich, pomija wiele wydarzeń z XIX wieku, a najbardziej skupia się na polskiej perspektywie XX stulecia. Nie oddaje hołdu magnatom, ale – szczerze mówiąc – mało komu w ogóle. Może i dobrze.

Całość zrecenzowała swego czasu na łamach „Dziennika Zachodniego” Teresa Semik, wywołując gorącą dyskusję. Z wciąż dostępnym tekstem polecam się zapoznać (choć się pod nim nie podpisuję), a tymczasem chciałbym pochylić się nad czymś innym. Mianowicie: jak zestarzała się ta narracja? W końcu Górny Śląsk w 2026 roku nie leży w rękach tego samego społeczeństwa, co dziesięć lat wcześniej. Wiele się zmieniło: zakwitła śląska wiosna, przeszło upalne lato, a teraz tkwimy w jesieni przeplatającej różne pogody. Jednocześnie, mając u boku osobę z zewnątrz, miałem okazję zobaczyć, co ekspozycja mówi komuś spoza naszej bańki.

Górny Śląsk w średniowieczu nie istnieje

Tak samo jak w 2016 roku, jedna sala załatwia kilkadziesiąt tysięcy lat prehistorii, starożytność oraz wieki średnie. Nie ma mapy z miastami, makiet tychże miejsc i w sumie niczego sensownego poza miniaturą rotundy cieszyńskiej. Uroczej, ale czy wystarczającej?

Brakuje też informacji o wojnie trzydziestoletniej, chałupniczym górnictwie, handlu, kolonizacji czy lokacjach na prawie niemieckim. Nowożytność z kolei reprezentuje jedno pałacowe wnętrze, które zbiorczo komunikuje: w XVIII wieku były tu już Prusy, ruszyła maszyna parowa, Górnoślązacy orali pola, a pod nimi leżały kruszce. No i była jakaś szlachta. Styknie, lecimy do XIX wieku.

Nie zestarzało się to dobrze. Rozumiem, że wytłumaczenie przynależności państwowej Śląska oraz jego struktury administracyjnej od XIII do XVIII wieku nie jest łatwe, ale tu nie podjęto nawet próby. Z drugiej strony mam wrażenie, że okres rozbicia dzielnicowego i później okres państw stanowych jest nadal tak samo spowity mgłą nieświadomości, jak dekadę temu. Chociaż Jan Lubos dzielnie przypomina nam o zawiłościach historii. W przeciwieństwie do dalszych elementów wystawy, nie żyjemy tu w specjalnie dużym rozdźwięku pomiędzy ówczesną a dzisiejszą wiedzą. Niemniej: touché.

W hutach i kuźniach wykuto Górny Śląsk

Idąc przez kolejne sale poświęcone epoce pary, widzimy dość kompleksowe ukazanie haseł związanych z regionem, które jednak bywają czasem niejasne bez kontekstu. Gdy trafiamy do familoków, oglądamy instrumenty muzyczne zamknięte w klatkach. Dopóki Moja nie spytała, o co chodzi, nie zdawałem sobie sprawy z hermetyczności tego przekazu. Gołębiarsko-króliczo-muzyczne hobby poza Górnym Śląskiem znane raczej nie jest, a instalacja, choć bardzo estetyczna, pozostaje zrozumiała wyłącznie dla lokalsów.

W 2015 roku pominięto również fakt, że Górny Śląsk była areną starć nacjonalizmów. Brakuje należytego miejsca dla liderów ruchów narodowych. Wprawdzie w podpisach na planszach przewijają się gdzieniegdzie Miarka czy Lompa, ale czuć unikanie tematu. Nie ma w jednym rzędzie zestawionych polskich, śląskich i niemieckich działaczy narodowych. A szkoda, bo wydaje mi się, że teraz bardziej tego potrzebujemy. Należałoby sprawiedliwie pokazać, że polscy byli najproduktywniejsi, niemieccy najbardziej skuteczni, a śląscy – też istnieli.

Nacjonalizmy pojawiają się w narracji dopiero w dobie plebiscytu i powstań, ale przecież nie narodziły się one nagle w XX wieku.

Ślabikŏrz i godka

W momencie otwarcia muzeum alfabet ślabikŏrzowy był nowinką, a literatura regionalna nie była tak żywa, jak dziś. Nie ukazały się jeszcze "Zasady pisowni" prof. Jaroszewicza, przez Sejm nie przeszła ustawa językowa, nie było w dyskontach reklam po naszymu. W 2026 roku realia są inne, więc śladowa obecność godki na wystawie staje się odczuwalna.

Mam wrażenie, że te 10 lat temu zorganizowanie ekspozycji uwydatniającej słowiański dialekt śląski (oraz język, który się z niego wyłonił) zostałoby odebrane jako podtrzymywanie przaśnej wizji regionu. Placówka miała być ostoją nowoczesności oraz przemysłu – i tak rzeczywiście się stało. Jednak dziś śląski powoli zyskuje na prestiżu, którego nigdy nie posiadał, a Muzeum mogłoby to zaakcentować, pokazując, że mowy tej bynajmniej nie wymyślili Kulik z Twardochem.

Plebiscyt

W 2019 roku ukazała się monografia profesora Ryszarda Kaczmarka Powstania Śląskie 1919–1920–1921. Nieznana wojna polsko-niemiecka, będąca kamieniem milowym w badaniach nad konfliktem. Książka obaliła wiele mitów i oparła interpretację na faktach, a nie na z góry założonej tezie. Siłą rzeczy zdezaktualizowała ona to i owo w gablotach, ale jednocześnie ta część – kampania plebiscytowa, przebieg głosowania, dylematy zwykłych ludzi oraz ulica podzielona granicą – jest nadal najlepszą prezentacją tego tematu na Górnym Śląsku. Mam nadzieję, że modernizacja tego nie zmieni. Ten fragment w mojej ocenie nie zestarzał się ani trochę.

Zgoda

II wojna światowa została zrealizowana sprawnie i nie wydaje mi się, aby źle ukazywała przeszłość. Jednak zeszłoroczni Nasi Chłopcy sugerują, że w społeczeństwie wciąż tkwi potrzeba wytłumaczenia jak krowie na rowie, dlaczego i w jaki sposób Ślązacy trafiali do armii III Rzeszy. Niestety, choć osobiście uważam ten temat za dobrze podjęty w muzeum, zapotrzebowanie na proste odpowiedzi jest silniejsze niż starania historyków i kustoszy.

Niemniej, to okres tuż powojenny stanowi moim zdaniem najbardziej intrygujący fragment całej ekspozycji. Fragment bramy do obozu na Zgodzie – najpierw niemieckiego nazistowskiego koncentracyjnego, a później polskiego komunistycznego obozu pracy (w teorii, bo w praktyce nadal koncentracyjnego) – robi piorunujące wrażenie. Brama jest nieoznaczona, można ją minąć i nawet nie zauważyć. Dokładnie tak, jak wyglądało to w Świętochłowicach w 2015 roku. Dopiero od dwóch lat teren ten jest pełnoprawnym miejscem pamięci, ale stawał się nim stopniowo. Dlatego muzealna brama działała na mnie najmocniej właśnie przez to niedopowiedzenie. Ponownie jednak: dziś jesteśmy w innym punkcie. Wraz z rosnącą świadomością represji komunistycznych wystawa nie powinna bać się mówić o nich głośniej.

Śląsk, ale nie Ślązacy

Przez niemal 900 lat, które ilustruje wystawa, widzimy tak naprawdę historię Śląska, a nie Ślązaków. Perspektywa maluczkich i życia codziennego zagęszcza się stopniowo od końca XIX wieku, przez plebiscyt, ale dopiero czasy Polski Ludowej oddają głos ludziom do tego stopnia, że czujemy, iż hajmat to coś więcej niż tylko miejsce na mapie. Widzimy, jak żyliśmy wcale nie tak dawno, przeciwko czemu protestowano, skąd wybuchły strajki i jak kopalnia „Wujek” stała się symbolem stanu wojennego.

I choć szczerze podobała mi się cała wystawa, to im dalej szliśmy, tym wyraźniej czułem, że chciałbym tak poczuć epokę we wcześniejszych sektorach, jak udało się to zrobić w części o PRL-u. Moja, której szkolna edukacja historyczna odbywała się w trybie trzykrotnego "od faraonów dokąd zdążymy" (przez co raz udało się zacząć nauczycielowi II wojnę światową, a PRL-u nigdy), nie czuła się najlepiej w zawiłościach politycznych Górnego Śląska lat 80. Jednak w kontekście społecznym, gdy głos zabierali aktorzy Teatru Śląskiego, wcielający się w prostych ludzi, odnalazła się w pełni. Ale mniejsza z tym, to nie miała być recenzja.

Wystawa stała w Muzeum Śląskim jest plastycznie przepiękna, nie przytłacza i hasłowo pokazuje region w miarę dobrze, jak na realia 2015 roku. Ale Górny Śląsk zmienia się i robi to gibko, chociaż nie tak drapko, jakbyśmy sobie tego życzyli.

Ekspozycja stała się podwójnym obiektem muzealnym. Po pierwsze – jako zbiór artefaktów. Po drugie – jako pamiątka po aferze z odwołaniem dyrektora oraz relikt poprzedniej dekady, pokazujący, jakiego Śląska wtedy potrzebowaliśmy. Dziś potrzeby są jednak inne, a i stan wiedzy uległ zmianie. Flagowa wystawa regionu, chociaż wciąż piękna, jest już nieco zakurzona.

Wystawa Nasi chłopcy, Muzeum Gdańska

Może Cię zainteresować:

Ślązak recenzuje głośną wystawę "Nasi chłopcy" w Muzeum Gdańska. Łukasz Zimnoch o tym, czego zabrakło na ekspozycji

Autor: Łukasz Zimnoch

28/12/2025

Muzeum gornoslaskie ratingen 10

Może Cię zainteresować:

Dlaczego potrzebujemy pomostu między Śląskiem a Niemcami. Pisze: Roman Balczarek

Autor: Roman Balczarek

27/12/2025

Orszak Trzech Króli w Tarnowskich Górach

Może Cię zainteresować:

Orszaki w Święto Trzech Króli 2026 w województwie śląskim. W jakich miastach odbędą się wydarzenia?

Autor: Urszula Ważna

03/01/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama