Szczególnie trudno odpowiedzieć na to drugie pytanie. Ziętek to postać złożona, pełna paradoksów, a jego biografia – opisana m.in. naukowo przez Jana Walczaka, zaś w zbeletryzowanej formie piórem Krzysztofa Lewandowskiego – nie daje się łatwo zamknąć w prostym schemacie „dobrego gospodarza”. Na ile więc autentyczna jest kreacja aktorska Mariana Dziędziela – znakomita przecież i dla ogółu odbiorców przekonująca, o czym świadczą chociażby liczne internetowe komentarze – w oddaniu jednego z najważniejszych Ślązaków XX wieku?
Serialowa wizja: wojewoda bliski ludziom, ale…
W „Ołowianych dzieciach” Jerzy Ziętek jest jednym z nielicznych przedstawicieli aparatu władzy, którzy nie tylko nie blokują działań dr Jolanty Wadowskiej-Król, ale wręcz starają się jej pomóc. Serialowa narracja podkreśla jego śląskość, przywiązanie do regionu i niechęć do biurokratycznego betonowania problemów. Zarazem jednak widzimy go jako człowieka nieufnego i ostrożnego. I to jest pierwszy dysonans. Nie chodzi o to, że taki nie był – owszem, był, począwszy od najtrudniejszych chwil kariery w okresie stalinowskim, aż po lata 70. Tylko że nie wobec wszystkich. Gdy ktoś już zasłużył na jego zaufanie albo gdy Ziętek po prostu sprawdził, z kim ma do czynienia – wtedy ufał takiej osobie bez zastrzeżeń. Potwierdzają to liczne wspomnienia o nim. Tymczasem z serialowym Ziętkiem nie do końca tak jest – o czym za chwilę.
Ile Jorga w Jorgu?
Marian Dziędziel w wywiadach podkreślał, że starał się oddać „śląskość i charakter” Ziętka, a nie tworzyć polityczny portret. Jak mówił: „To był jeden z najsłynniejszych Ślązaków, człowiek, który znał ludzi i ich sprawy”.
Ziętek z „Ołowianych dzieci” ma w sobie wiele z legendarnego Jorga. Używanie godki, oddane przez scenarzystów z lekką wirtuozerią – Ziętek godo z prostymi ludźmi, w śląskim towarzystwie, na urzędowych spotkaniach ma wymowę „hybrydową”, a przy oficjalnych okazjach mówi czystszą polszczyzną, choć z akcentem. Widzimy na ekranie legendarną krykę – laskę, której używał nie tylko do podpierania się, ale i gestykulacji, a nawet tłuczenia w to czy tamto, gdy się rozsierdził.
Tusza serialowego wojewody, choć pokaźna, nie utrudnia mu poruszania się. Tymczasem pod koniec kariery Jorga – a akcja „Ołowianych dzieci” toczy się u jej zmierzchu – już nie do końca tak było. Np. Ziętek raczej nie wszedłby na schody między sektorami Spodka, by porozmawiać z profesorką. Zmęczyłoby go to niepotrzebnie; znaleźliby wygodniejsze miejsce. Zapewne zdecydowały tu inne względy niż historyczna wierność – kadr tego ujęcia wyglądał efektownie i o to zapewne chodziło.
Skoro już jednak jesteśmy przy tej rozmowie: Ziętek, poinformowany o sytuacji w Szopienicach w 1974 roku i mając do czynienia z tą konkretną, dobrze mu znaną osobą, nie zachowałby się z tak nieufną rezerwą. Powtórzmy: Ziętek nie był łatwowierny i sprawdzał wiarygodność ludzi, których dobrze nie znał, zanim obdarzał ich zaufaniem. Ale w tym przypadku miał do czynienia z osobą mu zaufaną.
Ziętek podobnie zachowuje się także w dalszych scenach filmu. Poza scenami absolutnie wiarygodnymi i mającymi jakieś tam historyczne wzorce – jeżeli nie dosłowne, to przynajmniej w nastroju (jak targanie Grudnia za policzek, nazywanie go ciulem i obawy, że ten zniszczy wszystko na Śląsku, co Jorg zbudował) – są też sceny ukazujące Ziętka jako asekuranta. I to jest anachronizm. On rzeczywiście mógł tak się zachowywać, ale 20–25 lat wcześniej. W 1974 roku mógł już mieć na to wywalone. I to zupełnie zasłużenie: w związku z wiekiem, życiowymi doświadczeniami, dorobkiem, pozycją, a i śląską życiową filozofią włącznie.
W filmie ma wywalone dopiero, łowiąc ryby na emeryturze. Za wcześnie skądinąd, bo ta scena ma miejsce jeszcze w 1974 roku.
Rok robi różnicę
A dlaczego Ziętek odszedł na emeryturę? Łączenie tego z wizytą Breżniewa jest efektownym i nośnym dramaturgicznie zabiegiem scenarzystów, jednak historycy zajmujący się Ziętkiem nie wskazują na ten akurat moment. Ziętek zresztą, mimo iż w 1974 roku zdradzał pewne symptomy świadomości zbliżającego się końca jego rządów, daleki był jeszcze od kapitulacji. Do której zmuszono go dopiero w 1975 roku, przy okazji ogólnopolskiej reformy administracyjnej. Ziętek nie zrezygnował łatwo i nie poddał się wtedy bez walki – tak jak w serialu – po hecy z Breżniewem. Z relacji i ustaleń historyków jednoznacznie wynika coś wręcz przeciwnego: że walczył długo, niemal do końca. Spakował się w Urzędzie dopiero w 1975 roku – zatem inaczej niż w serialu.
Między prawdą a potrzebą opowieści
Czy takie rozmiajnie się z hstorczna prawda należy oceniać źle? Zależy, jak patrzeć. Na pewno warto mieć tego świadomość, ale kino – także to na małych ekranach – ma swoje prawa. Dramaturgii „Ołowianych dzieci” całe to uproszczenie, będące jakby podaniem Ziętka w pigułce, wyszło nawet na dobre. Wpisuje się to też w żywy nadal wizerunek człowieka, który mimo iż był prominentem opresyjnego systemu, często potrafił działać na rzecz zwykłych ludzi i kierować się ich dobrem.
Serial „Ołowiane dzieci” nie jest przecież dokumentem – to dramat oparty na faktach. Dlatego twórcy pozwolili sobie na uproszczenia i idealizację. Można więc powiedzieć, że serialowy Ziętek jest wierny duchowi, ale nie zawsze literze historii.
Może Cię zainteresować:

