Johann Martin Pohlmann. Cyrkiel, który wykreślił Śląsk przed węglową rewolucją

Johann Martin Pohlmann, pruski urzędnik i architekt, w XVIII wieku wykreślił na Śląsku jedne z najbardziej niezwykłych osad przemysłowych w Europie. Jego geometryczne projekty – Jedlice, Kup, Ozimek czy Zagwiździe – powstały na polecenie króla i miały służyć hutniczej rewolucji. Dziś wiele z nich znika, a ślad po bezkompromisowej wizji Pohlmanna walczy o przetrwanie wśród współczesnej zabudowy.

Johann Martin Pohlmann i jego projekty

Nie nosił beretu francuskiego artysty i nie czekał na natchnienie. Johann Martin Pohlmann był z krwi i kości wysokim urzędnikiem państwowym. Na polecenie pruskiego króla zamieniał dzikie, śląskie lasy w geometryczne, rygorystycznie zaplanowane osiedla, które miały jeden nadrzędny cel: produkować żelazo i pompować pieniądze do monarszego skarbca.

Od Berlina do Śląska: narodziny pruskiego urbanisty

Urodził się 15 września 1726 roku w zamożnej, berlińskiej rodzinie kupieckiej. Majętni krewni sfinansowali mu gruntowne wykształcenie inżynieryjne i matematyczne, a pierwsze zawodowe kroki stawiał pod czujnym okiem radcy wojskowego Dietricha. Jego talent i mocna rekomendacja dyrektora budowlanego Feldmanna sprawiły, że już jako dwudziestotrzylatek awansował na odpowiedzialne stanowisko inspektora budowlanego w stolicy Prus.

Berlin jednak dość szybko go rozczarował. Skostniałe środowisko i starsi architekci skutecznie dusili w zarodku jego innowacyjne, autorskie wizje. Nawet prestiżowa praca przy wielkiej przebudowie Poczdamu, zlecona osobiście przez Fryderyka II, nie zaspokoiła jego ambicji. Pohlmann dusił się w urzędniczym gorsecie i szukał szerokiej przestrzeni do działania.

Śląsk po wojnach: idealne pole do eksperymentów

Znalazł ją na terytoriach Śląska, który po krwawych wojnach śląskich przeszedł spod władzy habsburskiej pod kontrolę Prus. Region był w przededniu radykalnej transformacji gospodarczej. Król nakazał przekształcić dawną, anachroniczną gospodarkę ziemską w silny, tętniący życiem organizm przemysłowy.

Tę państwową machinę budowlaną napędzały zagraniczne pieniądze. Kiedy w 1782 roku pruski minister Martin Ernst von Schlieffen odpierał ataki ze strony hrabiego de Mirabeau – francuskiego publicysty, który ostro potępiał niemieckie elity za sprzedawanie żołnierzy na służbę brytyjską – zastosował sprytną linię obrony. Publicznie argumentował, że to właśnie brytyjskie fundusze pozwoliły sfinansować budowę zupełnie nowych osiedli robotniczych. Z tego potężnego kapitału Pohlmann czerpał pełnymi garściami.

Dolina Małej Panwi: narodziny hutniczych osad

Architekt piął się po szczeblach kariery urzędniczej, ostatecznie obejmując stanowisko szefa Wyższego Urzędu Budowlanego we Wrocławiu i działając w strukturach wojennej kamery. Swój wzrok skierował na dolinę rzeki Małej Panwi. Jej bystry nurt dostarczał energii dla ciężkich młotów hutniczych, a pobliskie bory dawały niemal nieograniczony dostęp do drewna potrzebnego do masowego wypału węgla drzewnego.

Pohlmann zaczął rysować na tamtejszych ziemiach od zera całe osady: Ozimek, Krasiejów, Zagwiździe i Jedlice.

Z żelazną konsekwencją wcielał w życie koncepcje wybitnie rygorystycznej urbanistyki. W tym samym czasie, gdy kreślił nowe mapy, za innowacje technologiczne na Śląsku odpowiadał Johann Friedrich Wedding, przygotowując grunt pod nadchodzącą rewolucję koksową.

Jedlice: idealny okrąg dla klasy robotniczej

W 1775 roku wytyczył w Jedlicach osadę dla klasy robotniczej. Całkowicie odrzucił typowy dla europejskiej wsi układ ulicówki. Sięgnął po cyrkiel, kreśląc wśród drzew idealny okrąg o średnicy 80 metrów.

Na środku tego placu próżno było szukać kościoła czy bogatego dworu. Zamiast nich wykopał publiczną studnię i obsadził ją wysoką zielenią. Chłodna woda z centralnego punktu służyła wszystkim hutnikom pracującym na zewnątrz tego układu.

Brukowany rynek otoczył pierścieniem dwunastu jednakowych, murowanych domów, osadzonych na skomplikowanych parcelach w kształcie trapezu. Taki radialny projekt działał niczym wszechwidzące oko fabrycznego imperium: maksymalnie skracał drogę z łóżka do rozgrzanego pieca, a jednocześnie umożliwiał nieprzerwany nadzór nad zachowaniem załogi.

Kup: heksagonalna forteca pruskiego porządku

Pięć lat później stworzył Kup, który zadedykował wyższej kadrze leśnej i hutniczej oraz urzędnikom administracji. Plany z 20 kwietnia 1780 roku pokazują majestatyczny, okrągły rynek o średnicy 150 metrów, ciasno otoczony przez doskonały sześciokąt.

W epicentrum tej ekskluzywnej fortecy postawił gmach pruskiego urzędu akcyzowo‑podatkowego. Stał tam jako groźne przypomnienie, że celem śląskiej industrializacji jest pomnażanie majątku królewskiego skarbu państwa.

Dookoła urzędu rozlokował kuźnię, browar, areszt izolacyjny i wygodne domy oficerów. Szkołę i publiczny zajazd wyrzucił poza rdzeń, izolując wyższe sfery od gwaru wędrowców. W głąb lasu wybiegały promieniście szerokie, proste trakty.

Koźle, Namysłów, twierdze: Pohlmann w służbie wojny

Pohlmann nie projektował wyłącznie cichych utopii. Pracował także pod presją działań zbrojnych. W 1786 roku, po błędach inspektora Schulze, król powierzył mu przejęcie prac nad kościołem ewangelickim w twierdzy Koźle. Architekt szybko dostarczył nowy, tnący koszty plan, który wygładził Carl Gotthard Langhans.

Inwestycja pochłonęła ponad 6000 talarów, a Pohlmann otrzymał za swoją pracę jedynie 25 talarów i 10 groszy premii. Równolegle zaplanował fundamenty świątyni w Namysłowie.

Król wysyłał go również na place budowy wielkich twierdz. Od 1783 roku nadzorował roboty ziemne i wznoszenie murów w ufortyfikowanym Wrocławiu, Kłodzku i mrocznym Koźlu.

Legenda i jej obalenie

Wpływ urzędnika na kształt regionu obrósł legendą. Badacze epoki oraz kronikarz Friedrich Albert Zimmermann przypisywali mu autorstwo domu kombatanckiego w Rybniku. Ten mit obalił dopiero w 1931 roku historyk sztuki Kurt Bimler, udowadniając, że archiwa nie zawierają żadnych dokumentów potwierdzających tę tezę.

Znikające dziedzictwo

Johann Martin Pohlmann zmarł we Wrocławiu w 1800 roku. Jego ślad na Śląsku powoli przegrywa z czasem. Huty żelaza ustąpiły miejsca kopalniom węgla. W latach 60. XX wieku komunistyczne władze zrównały z ziemią kościół w Namysłowie. Mieszkańcy Jedlic przebudowali domy tak radykalnie, że unikalna kompozycja trapezowych działek jest dziś uznawana za niezachowaną.

Rynek w Kup stracił gmach akcyzowy w 1945 roku, a przez jego serce poprowadzono asfaltową drogę wojewódzką. Dziś dawny porządek próbuje ratować system polskiego dziedzictwa narodowego. Nowe inwestycje zderzają się z procedurami, obciążeniami kapitałowymi i cyfrowymi barierami w systemach kartograficznych.

Niezwykła geometria Pohlmanna każdego dnia walczy o przetrwanie pośród chaosu nowoczesnej zabudowy.

Adam Han-Górski, w tle krakowskie getto podczas II wojny światowej

Może Cię zainteresować:

Skrzypek ocalały z Zagłady. Wojenne losy i światowa kariera Adama Han‑Górskiego

Autor: Piotr Fuglewicz

24/07/2026

Ludomir Różycki i kamienica przy Sobieskiego 24

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Katowicki azyl Ludomira Różyckiego. Jak Śląsk ocalił twórcę „Pana Twardowskiego”

Autor: Piotr Fuglewicz

10/07/2026

Polonia

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Imperium Tadeusza Kwolka. Jak przedwojenny kelner nakarmił prominentów i artystów

Autor: Piotr Fuglewicz

06/06/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama