Bohaterstwo w cieniu wojny
Mieszkańcy Górnego Śląska doskonale znali jego kadry. Oglądali je na pierwszych stronach „Trybuny Robotniczej” oraz kultowego w regionie „Dziennika Zachodniego”. Wykonane przez niego fotografie trafiały na setki tysięcy popularnych widokówek i wielkoformatowych plakatów miejskich. Przez kilkadziesiąt lat Kazimierz Seko z aparatem w dłoni przemierzał region. Celnie i przenikliwie utrwalał godność, mozół oraz urok codziennego życia Ślązaków. Współpracownicy cenili jego bystre oko i perfekcyjny warsztat, mało kto jednak znał wojenną przeszłość tego mistrza fotoreportażu. W młodości, zanim zaczął kadrować rzeczywistość na Śląsku, wziął udział w śmiertelnie niebezpiecznej grze o ludzkie życie.
Losy urodzonego 21 lutego 1917 roku fotografa zmieniły swój bieg w małym, galicyjskim sztetlu Jaworów. W czasie niemieckiej okupacji pracował tam jako księgowy w warsztacie naprawy traktorów. To właśnie w tym zakładzie poznał Szymona Haana – żydowskiego uciekiniera, który cudem uniknął wcześniejszych łapanek, a nowa posada miała chronić go przed deportacją. Mężczyźni szybko obdarzyli się zaufaniem, budując niezwykle silną nić przyjaźni.
Kiedy w listopadzie 1942 roku Niemcy przystąpili do ostatecznej, krwawej likwidacji jaworowskiego getta, Szymon wyrwał się z kordonu i ukrył we wnętrzu wagonu-cysterny, porzuconego na pobliskiej stacji kolejowej. Kazimierz Seko działał instynktownie. Słysząc pogłoski o żydowskim zbiegu, pod osłoną nocy wyruszył wzdłuż torów na poszukiwania i odnalazł wycieńczonego przyjaciela. Natychmiast przystąpił do skomplikowanego kamuflażu. Załatwił mężczyźnie wiarygodne fałszywe dokumenty na nazwisko „Tadeusz Górski” i zorganizował mu pracę w innej miejscowości. Gdy jednak i w nowym miejscu widmo dekonspiracji zaczęło narastać, Seko uknuł radykalny plan ewakuacji. Wymagał on bezprecedensowej odwagi: zdobył mundur ochotnika formacji Wehrmachtu, przebrał w niego Haana i wysłał zbiega prosto na linię frontu wschodniego.
Brawurowa mistyfikacja zakończyła się pełnym sukcesem. Szymon przekroczył linię wroga, by ostatecznie – po ciężkich przejściach w sowieckim łagrze – odzyskać wolność. Równolegle we Lwowie przetrwał w ukryciu jego malutki syn, Arno Haan. Ochrzczony w konspiracji chłopiec, występujący początkowo jako Adam Witz, a wreszcie jako Adam Han-Górski, zachwycił dekady później cały świat, wyrastając na wybitnego wirtuoza skrzypiec i koncertmistrza.
Śląski kronikarz i mistrz fotografii
Po wojnie Kazimierz Seko na zawsze porzucił księgi rachunkowe i osiadł na Śląsku. Zamieszkał w Katowicach, a na lokalny cmentarz przy ulicy Francuskiej sprowadził z podkarpackiego Łańcuta szczątki swoich zmarłych rodziców. Zawodowo wszedł na wymagający front kształtowania opinii publicznej w strukturach Centralnej Agencji Fotograficznej (CAF). Jego nową bronią stał się aparat. Fotografował z niezwykłą precyzją, szybko wyrastając na niekwestionowany autorytet w środowisku. Przygotowywał artystyczne powiększenia do dziesiątek najważniejszych wystaw – od głośnej ekspozycji retrospektywnej w Gorzowie w 1988 roku, po indywidualny wernisaż w toruńskiej Małej Galerii Fotografiki w roku 1985. Seko aktywnie integrował też lokalnych twórców prasowych. Jako współzałożyciel Śląskiego Klubu Fotografii Prasowej w Katowicach, przewodził mu przez siedem nieprzerwanych, wyczerpujących kadencji, aż do swojej rezygnacji w 1982 roku.
Jego kunszt szybko przebił żelazną kurtynę. Seko wyłamał się poza granice kraju i jako absolutnie pierwszy Polak w historii branży zasiadł w elitarnym jury prestiżowego, międzynarodowego konkursu World Press Photo w holenderskiej Hadze. Wcześniej na tej samej arenie trzykrotnie odbierał zaszczytny Dyplom Honorowy w latach 1962, 1963 i 1966. Sukcesy szły w dziesiątki. W 1965 roku zgarnął Nagrodę CAF za najlepsze zdjęcie reporterskie uchwycone w akcji, a rok później krakowska publiczność uhonorowała go statuetką za „Prasowe Zdjęcie Roku”. Rozległy reportaż „Pawła Wróbla wędrówki...” o śląskim artyście naiwnym przyniósł mu prestiżową Złotą Plakietkę w 1979 roku. Przywoził liczne laury z zagranicy, w tym wyróżnienie z wielkich targów Photokina oraz Złoty Medal z konkursu FIAP „Praca i wypoczynek” w niemieckiej Kolonii. Ukoronowaniem nierozerwalnej więzi z górnikami i Ślązakami był Złoty Medal, wywalczony w 1980 roku podczas IX Międzynarodowego Salonu Fotografii Artystycznej w Katowicach.
Seko realizował się także pisarsko – na łamach „Zarania Śląskiego” publikował artykuły badające fotograficzną pasję Gustawa Morcinka. Pozostawił po sobie imponujące i bogate zbiory, przez co w archiwach często figuruje pod mianem „wiejskiego dokumentalisty czasu tworzenia Polski”.
Wybitny fotograf zmarł w sędziwym wieku 28 czerwca 2006 roku i spoczął na katowickim cmentarzu. Aż do końca swoich dni nikomu z redakcyjnych kolegów nie pochwalił się bohaterskim czynem w Jaworowie.
Odkrycie tajemnicy i późne uhonorowanie
Pozostawił jednak dowód – milczący, typowy dla kronikarza. W 2007 roku córka fotografa, Tekla Seko, przeglądała zbiory pozostawione w katowickim domu, natrafiając na doskonale zorganizowaną teczkę archiwalną. Ojciec przez lata starannie wycinał z gazet dziesiątki artykułów i gromadził fotografie dokumentujące karierę Adama Han-Górskiego. Wśród nich znalazły się między innymi unikalne kadry z głośnego muzycznego debiutu „cudownego dziecka” w Rybniku w 1948 roku.
Tekla odnalazła adres wirtuoza w dalekim Minneapolis i wysłała do niego poruszający list. Han-Górski zareagował od razu. Przygotował obszerną, popartą dowodami dokumentację i przekazał ją do historycznego Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, kategorycznie domagając się pośmiertnego uhonorowania człowieka, który uratował jego ojca.
17 kwietnia 2012 roku w murach Senatu Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się uroczysta ceremonia. Wdowa po fotografie, Barbara Karwat-Seko odebrała medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Na scenie pojawił się sam Adam Han-Górski, dając dedykowany na tę okazję kameralny koncert. Dźwięki wirtuozerskich skrzypiec stały się najpiękniejszym hołdem dla człowieka z Katowic, który najpierw zaryzykował życie, organizując ucieczkę skazańca w mundurze wroga, by przez kolejne dekady z czułością i nieomylnym wyczuciem zapisywać rytm życia Śląska na czarno-białej kliszy.


