Muzeum, którego twórcą jest Tomek Chruściel, znajduje się w będzińskiej dzielnicy Grodziec, w jego własnym domu przy ul. Wolności. Eksponaty pokrywają ściany dwóch pokoi. Wstęp do muzeum jest wolny.
Siadamy w jednym z nich, pijemy kawę z tych idealnie okrągłych szklanek, które często służyły naszym babciom do porcjowania ciasta na pierogi. Może i za ich pomocą dało się odcisnąć idealne kółko, za to nagrzewają się do temperatury uniemożliwiającej podniesienie szklanki. Korzystamy z plastikowych koszyczków, które pamiętam z wczesnego dzieciństwa, i które babcia wyrzuciła, kiedy uznała je za bezwartościowe pamiątki z poprzedniego ustroju.
Rozmowa z Tomkiem Chruścielem
Maciej Baranowski: Palisz?
Tomek Chruściel: Nie, nigdy nie paliłem.
Dość nietypowe dla osoby, która ma największą kolekcję papierosów w Polsce.
Mój tata zbierał puste paczki. Miał ich chyba czterdzieści. Były tam Dimonty, Rottmansy, Downhille. Same puste. Czasami mi o nich opowiadał: „zobacz, takie to są dla bogatych”. Zaszczepił we mnie bakcyl kolekcjonerstwa. Zbierał też mosiężne tłuczki do pieprzu, miał ich chyba z piętnaście. Zainteresował się starymi meblami, niestety już po tym, jak dziadek porąbał wszystko, co sam uznał za bezwartościowe.
Kiedy pojawiła się decyzja, aby z kolekcji zrobić muzeum?
Wszystko zaczęło się w 2016 roku, 16 listopada tego roku będziemy obchodzić dziesięciolecie. Kolekcjonerzy z reguły zaczynają spokojnie: kupują pierwszy, potem drugi eksponat. Ja zdecydowałem się postawić wszystko na jedną kartę. Wykupowałem papierosy na aukcjach, pytałem o konkretne paczki na forach. Pierwsza była paczka Sportów. Rozmawialiśmy ze znajomymi, jakie to dziwaczne były czasy PRL-u. Szwagier zauważył, że nawet papierosy nazywały się „Sporty”. A że zawsze miałem zajawkę na to, co stare, zacząłem szukać na serwisach aukcyjnych. Potem poszło: Popularne, Klubowe, Zefiry, Wiarusy. W pierwszym tygodniu miałem już dziesięć paczek. Potem już zwariowałem - po ułożeniu ich obok siebie tak mi się spodobało, że po pierwszym miesiącu miałem sto.
O Twoich pierwszych paczkach można powiedzieć, choć brzmi to osobliwie, że to ikony Rzeczpospolitej Ludowej. W jakich dokładnie latach jesteśmy?
Zacząłem od lat 80. Papierosy naszych rodziców: Popularne, Klubowe, Sporty, Wiarusy czy Giewonty. Szedłem chronologicznie. Później przyszła pora na fajki z lat 90., następnie dwutysięcznych. Zbieram tylko papierosy wyprodukowane przed 2016 rokiem, czyli bez „ostrzeżeń obrazkowych”. Mówimy na to „raki”.
Istnieje dolna granica?
Absolutnie nie, chciałbym mieć jak najstarsze paczki. W kolekcji znajdują się Egipskie z 1925 roku. Takie palił Piłsudski. Mam też kilka zachodnich paczek z 1895 roku. Za początek produkcji seryjnych papierosów uznaje się Lucky Strike’i z 1872 roku i bardzo chciałbym je tutaj mieć. Mam za to pięć japońskich paczek wyprodukowanych między 1905 a 1910 rokiem. Wiem, że muzeum w Japonii ma takich paczek jedynie trzy. Jak będę w Japonii, a będę, to chcę im pokazać zdjęcia, bo nikt by mi w to nie uwierzył.
Mówisz o dalekiej Azji, ale kolekcjonujesz głównie polskie papierosy?
Polskie i zachodnie. Dziesięć tysięcy pełnych paczek z całego świata. Kolekcja polska liczy 2100 paczek i jest to najwięcej w kraju.
Teraz wszystkie fajki smakują tak samo...
Teraz papierosy się robi jak wszystko, czyli ilościowo a nie jakościowo. Ma być możliwie najtaniej w produkcji, przez co używa się różnego rodzaju wspomagaczy do jednego tytoniu. Dawniej dobierano mieszanki. Pracowało się tygodniami, aby tę mieszankę zmienić. Tytoń Virginia, tytoń Kentucky - poświęcano czas i środki, aby uzyskać najlepszy produkt. Jak się zapaliło Carmena, to jeszcze dwie godziny po skończonym papierosie można było wyczuć, że ktoś palił Carmena. Tak intensywny był aromat.
Jeśli Carmeny uchodziły za lepsze, musiały istnieć gorsze. Wyobraźmy sobie taki scenariusz: są lata 70. i jesteśmy równieśnikami. Ja ledwo wiążę koniec z końcem, a Ty jesteś szanowanym przedstawicielem państwowym. Jakie fajki palimy?
Ja bym palił Dimonty, ty byś palił „Popularne” albo „Sporty”. Zamożniejsze osoby wybierały „Marlboro” z Peweksu, ale wśród lepiej sytuowanych ludzi największą popularnością cieszyły się wspomniane Dimonty z oznaczeniem 120S. Wyróżniały się długością, miały 12 centymetrów. Najwyżsi rangą w PRL-u, w tym Gierek, palili kupowane za dolary Marlboro. Mogli też palić „zestawy dyrektorskie”. To były bardziej ekskluzywne papierosy, jak Piasty czy jak Syreny, w komplecie 150 sztuk. Można je było zobaczyć na biurkach osób pełniących ważne stanowiska w zakładach pracy, fabrykach czy urzędach.
A dla Ciebie, która paczka w kolekcji jest najwięcej warta?
Pierwsza paczka Sportów, bo od niej wszystko się zaczęło. Ważne są dla mnie papierosy Unijne, zrobiłem 900 km po tę paczkę. Nie kupiłem jej, tylko wymieniłem się z innym kolekcjonerem. Dużo paczek musiałem oddać za tę jedną. Unijne zamykają serię „Kamienna Góra”, sporo wartej dla kolekcjonerów. W naszej kolekcji znajduje się jedyna paczka w Polsce. Bardzo cenne też są paczki przedwojenne i okazjonalne, jubileuszowe. Zakład pracy w PRL-u, jak obchodził okrągłą rocznicę działalności, zamawiał - na przykład - 10 tysięcy paczek, następnie rozdawał je pracownikom. Huta Katowice, Polmozbyty, FSO. To były paczki na specjalną okazję i one dziś są najdroższe. Pracownik, który taką paczkę zdobył, a nie palił, tylko zachował na pamiątkę, dziś może mieć ramę papierosów wartą nawet 5 tysięcy złotych.
Chciałeś z tym trafić do szerszej publiki ze swoimi zbiorami?
Sześć lat temu założyłem TikToka, wtedy był modny. W rok udało się zrobić ponad 100 tysięcy obserwujących. Zaczęły się problemy: regularnie blokowali mi konta, tłumacząc to promocją używek. Usunęli jedno konto, drugie. Przeszedłem na YouTube’a, który miał być mniej rygorystyczny. Super mi szło: 36 tysięcy subskrypcji, miałem partnerstwo. Pamiętny 13 grudnia, zostawiłem telefon w domu, bo wychodziłem na spacer do lasu. Wracam i widzę, że cofnęli mi partnerstwo. Załamałem się, trzy dni o tym myślałem co zrobić.
Wymyśliłeś.
Moja żona wymyśliła. Zaproponowała, żebym otworzył kanał o trzeźwości. Nie ma opcji, żeby ten mi zablokowali. Na początku sprawdziłem, czy są podobne treści. Znalazłem kilka kanałów, ale żaden mnie nie porwał. Wiedziałem też, że ten temat jest trudny. To nie jest pokazywanie paczek, które są lekkie, czego nie można powiedzieć o zmaganiu się z nałogiem. Tak powstał kanał na YouTubie „Wolni od nałogu”.
Może Cię zainteresować:

