Koniec mitu roszczeniowego górnika. Czego naprawdę boi się Śląsk po odejściu od węgla? Zbadał to dr Kosma Lechowicz, Poznaniak ze szwedzkiego uniwersytetu

Czy górnicy, a szerzej - mieszkańcy Śląska - nie chcą transformacji "bo nie"? Dr Kosma Lechowicz, który właśnie obronił doktorat dotyczący polskich regionów węglowych na Uniwersytecie w Uppsali w Szwecji, mówi, że lęk przed transformacją wynika z czego innego. - Panuje silny lęk przed zatraceniem kultury stworzonej przez przemysł oraz rozpadem dawnych więzi społecznych. Ludzie boją się, że nowe miejsca pracy - chociażby w magazynach dla międzynarodowych korporacji, takich jak Amazon - nie zrekompensują im utraconego poczucia sensu oraz wpływu na rozwój regionu - wyjaśnia. Przeczytajcie cały wywiad z badaczem pochodzącym z Poznania.

Kosma Lechowicz Kop Wujek

Rozmowa z Kosmą Lechowiczem, doktorem w zakresie zasobów naturalnych i zrównoważonego rozwoju na Uniwersytecie w Uppsali w Szwecji

Jest pan z Poznania, ale tematem pańskiej pracy badawczej i rozprawy doktorskiej (tytuł oryginalny "Retooling human-energy entanglements: A grounded exploration of Polish coal regions in transition", pol. „Przeobrażanie powiązań między człowiekiem a energią: ugruntowane badanie polskich regionów węglowych w transformacji”) stał się m.in. Śląsk i transformacja energetyczna. Jak do tego doszło?
Zaczęło się od aktywizmu klimatycznego w Wielkopolsce, m.in. wokół Obozu dla Klimatu. Szybko jednak zrozumiałem, że interesuje mnie bardziej naukowe i badawcze podejście do tego tematu. Zostałem zrekrutowany do istniejącego już projektu na szwedzkim Uniwersytecie w Uppsali, prowadzonego przez Magdalenę Kuchler i Gavina Bridge'a. Badania dotyczyły tego, jak odejść od wysokowęglowych wizji przyszłości na rzecz tych niskoemisyjnych w sposób, który nie wyklucza społeczności związanych z węglem. Zaproponowałem dwie lokalizacje w Polsce: Wielkopolskę Wschodnią w okolicach Konina oraz, co w kontekście transformacji nasuwa się naturalnie, Górny Śląsk. Spędziłem u was trzy miesiące na badaniach etnograficznych, w trakcie których przeprowadziłem 27 wywiadów.

Dlaczego tak ważne było dla pana osobiste spotkanie i rozmowa z mieszkańcami, zamiast oparcia się wyłącznie na teorii?
Ukończyłem antropologię, więc zawsze interesuje mnie oddolna perspektywa ludzi. Chciałem zestawić oficjalne narracje tworzone na szczeblu centralnym z tym, jak ludzie rzeczywiście czują, jakie relacje budują ze sobą, z węglem oraz z przyszłością po transformacji. Aby to osiągnąć, niezbędny był wyjazd w teren. Spośród 27 moich śląskich rozmówców, 10 osób było bezpośrednio związanych z górnictwem – aktywnych i emerytowanych górników, a także innych pracowników kopalń. Pozostali to aktywiści klimatyczni, społecznicy, działacze na rzecz lokalnej społeczności LGBT+ i inni mieszkańcy Śląska. Interesowało mnie zbadanie, czy ich spojrzenie na świat faktycznie dzieli tak głęboka przepaść, jak sugeruje to dominująca narracja.

Z pańskiej rozprawy wynika, że stosunek tych osób do kopalni nie sprowadza się tylko do kwestii ekonomicznych. Czy zaskoczyło pana, jak silna i emocjonalna jest ta więź?
Szczerze mówiąc, liczyłem na odkrycie takich głębszych, wręcz intymnych relacji, ale ich siła i tak mnie zaskoczyła. Zdarzały się sytuacje, w których górnicy, podczas wywiadów, nie kryli łez – zupełnie się tego nie spodziewałem. To piękne doświadczenie uświadomiło mi, że węgiel znaczy dla nich znacznie więcej niż mówi ogólnopolska narracja, w której jest on postrzegany jedynie jako zasób na sprzedaż lub gwarant narodowej niezależności. Na poziomie lokalnym kopalnia funkcjonuje jako gwarant dobrego życia społecznego, ciepła domowego i przypomnienie o kruchości relacji człowieka z naturą. Mówiono o niej wręcz jako o „żywicielce”, a do węgla odnoszono się z szacunkiem należnym żywiołowi. Zrozumienie tych głębokich relacji to ważna informacja o tym, jak powinniśmy budować więzi ze źródłami energii, które mają zastąpić węgiel.

W jaki sposób dobierał pan pytania, aby uniknąć powielania krzywdzących stereotypów i nie wywoływać postawy obronnej, skoro pana rozmówcy wiedzieli, że projekt, w którym pan uczestniczy, zakłada jednak odejście od węgla?
Zależało mi na pełnej transparentności; moi rozmówcy wiedzieli, że projekt jest finansowany przez szwedzki odpowiednik Narodowego Centrum Nauki i opiera się na założeniu odejścia od węgla. Ta informacja czasami faktycznie budziła początkowy sceptycyzm i postawę defensywną. Zamiast konfrontować poglądy, stawiałem bardzo otwarte pytania: z czym kojarzy się panu Śląsk, czym jest dla pani węgiel? Przystępowałem do nich z empatią i obiektywną ciekawością, chcąc uniknąć narracji, w której górnicy to grupa spowalniająca transformację. Sprawiedliwa transformacja musi szanować i brać pod uwagę kulturę wytworzoną wokół przemysłu wydobywczego; tempo tych zmian nie zależy w końcu wyłącznie od samych górników.

Wielu Polakom spoza Śląska górnik kojarzy się głównie z roszczeniowym związkowcem palącym opony w Warszawie w obronie branży, do której wszyscy dopłacamy miliardy złotych rocznie. Na ile ten stereotyp mija się z prawdą?
Oczywiście istnieją konserwatywne, antyunijne i antytransformacyjne związki zawodowe. Część z nich, widząc opis mojego projektu, nawet nie odpowiedziała na zaproszenie do rozmowy. Jednak sytuacja jest znacznie bardziej zniuansowana, a te związki nie reprezentują całej wspólnoty górniczej. Rozmawiałem z ludźmi z branży, którzy mają zupełnie inne podejście i nie czują się reprezentowani przez związkowców, określanych przez nich mianem „krzykaczy”. Zdecydowana większość lokalnej społeczności pragnie po prostu dobrego życia dla siebie i swoich rodzin. Wiedzą, jak kosztowne i niebezpieczne jest obecne wydobycie, i akceptują fakt, że węgiel nie jest w stanie dłużej tego dobrego życia zapewnić. Otwartość na zmiany jest tu znacznie większa, niż wydaje się z zewnątrz.

Skoro akceptują koniec węgla, to czego obawiają się najbardziej? Utraty tego małego, lokalnego świata opisanego więziami i silną wspólnotą?
Dokładnie. Panuje silny lęk przed zatraceniem kultury stworzonej przez przemysł oraz rozpadem dawnych więzi społecznych. Ludzie boją się, że nowe miejsca pracy - chociażby w magazynach dla międzynarodowych korporacji, takich jak Amazon - nie zrekompensują im utraconego poczucia sensu oraz wpływu na rozwój regionu. Kiedyś kopalnie czy huty otaczały pracownika opieką, budując żłobki, przedszkola i domy kultury. Dziś pracownicy obawiają się bezdusznej, neoliberalnej transformacji, w której dbałość o dobro wspólne zostanie zastąpiona zindywidualizowaną pracą dla obcego kapitału, niedającą społecznego szacunku, jakim niegdyś cieszył się zawód górnika. Istnieje pragnienie zinstytucjonalizowania dziedzictwa powęglowego w muzeach czy wydarzeniach, by dawna duma i tożsamość przetrwały. Interesującą, akceptowalną alternatywą wydają się tu chociażby kooperatywy energetyczne -rozwiązania nienamacalne w przeciwieństwie do węgla, ale mające pozytywny, własnościowy wpływ na lokalny dobrostan.

Z pańskich badań wynika zatem, że potrzeby lokalnych społeczności rozmijają się z odgórną narracją transformacyjną. Z czego wynika ten dysonans?
Na szczeblu narodowym priorytetem w transformacji jest opłacalność, zysk i dopinanie budżetu. Na dole priorytetami są historia, kultura i opiekuńcze relacje sąsiedzkie. Diagnoza tak zniuansowanych potrzeb wymaga dużo czasu, zaangażowania i obecności w terenie, na co zazwyczaj brakuje zasobów. Trzeba też przyznać brutalną prawdę: inwestowanie we wspólnoty i ochronę kultury opłaca się politycznie znacznie mniej niż wielkie, widowiskowe inwestycje - autostrady czy przecinanie wstęg. Czteroletni cykl kadencyjny zniechęca polityków do żmudnej pracy polegającej na naprawianiu środowiska lub wspieraniu lokalnych ośrodków kultury.

W jaki sposób decydenci powinni więc rozmawiać ze społecznościami o transformacji, aby uniknąć pogłębiania konfliktów?
Przede wszystkim powinni czerpać wiedzę i inspirację od lokalnych działaczy i aktywistów, którzy wiedzą, jak dotrzeć do mieszkańców. Należy budować świadomość współpowiązań: przypominać, że transformacja leży w interesie nas wszystkich, a nie dzielić społeczeństwo na roszczeniowych górników i resztę. Śląsk wcale nie potrzebuje importowania z zewnątrz "technooptymistycznych" wizji tworzenia nowej Doliny Krzemowej - te pomysły często zupełnie rozmijają się z oczekiwaniami ludzi. Wizje przyszłości już tu są, trzeba je tylko wydobyć na powierzchnię.

Na jakich śląskich wartościach można oprzeć te lokalne wizje transformacji?
Zdecydowanie na etosie szacunku do ciężkiej, wartościowej pracy i samowystarczalności. Wielu z moich starszych rozmówców ubolewa nad rosnącym obecnie indywidualizmem i konsumpcjonizmem - chęcią gromadzenia gadżetów w celu wyróżnienia się na tle sąsiadów. Tradycyjne wartości śląskich i górniczych wspólnot opierały się na solidarności, dbałości o dobro wspólne oraz wzajemnej pomocy. Ta sąsiedzka solidarność to gotowy, wspaniały kapitał do budowy nowych, lokalnych systemów energetycznych i sieci samopomocowych.

Badał pan też Wielkopolskę Wschodnią. Czym transformacja wokół Konina różni się od tej śląskiej, szczególnie w kontekście zdewastowanego środowiska?
Różnice są znaczące, chociażby dlatego, że w Wielkopolsce mamy do czynienia z wydobyciem węgla brunatnego, które rozpoczęło się na masową skalę później niż na Śląsku. Stąd więzi społeczne i tradycje są nieco słabsze - choć lokalnym pracownikom należy się pełne uznanie jako górnikom. Transformacja postępuje tam znacznie szybciej; region obrał bardzo ambitny cel osiągnięcia neutralności klimatycznej już do 2040 roku, zamykając niedawno ostatnią kopalnię. Niestety ten pęd ma swoje skutki: snute są tam plany budowy centrów danych AI czy nawet elektrowni atomowych - inwestycji niezwykle wodożernych, podczas gdy mówimy o bodaj najsuchszym i najsilniej pustynniejącym regionie w Polsce. Kontrowersje budzi też pospieszne, masowe zalewanie wodą wyrobisk po odkrywkach. Widać tam mocny kontrast między nowoczesną cyfryzacją a wymogiem powolnego, niezwykle uważnego uzdrawiania środowiska. Co ciekawe, na samym Śląsku stosunek do środowiska bywa dwojaki: część osób krytykuje dawną pogoń za zyskiem, inni czują przywiązanie do zdewastowanych terenów - zapadlisk czy hałd - dostrzegając w nich rekreacyjny potencjał i unikalny krajobraz współtworzony przez przemysł, który warto w jakiś sposób zachować i celebrować.

Na koniec prywatne pytanie o pańską karierę naukową - właśnie udało się panu obronić pracę w Szwecji. Co dalej?
Tak, uzyskałem interdyscyplinarny tytuł doktora z zakresu zasobów naturalnych i zrównoważonego rozwoju. Niestety, wraz z obroną zakończyła się moja umowa z uczelnią, więc obecnie mam status bezrobotnego doktora poszukującego pracy. Staram się znaleźć zatrudnienie w Szwecji, ponieważ dobrze mi się tutaj żyje, chociaż badawczo najprawdopodobniej nadal będę skupiał się na Polsce, bo to prawdziwa kopalnia fascynujących tematów

Patryk Bialas

Może Cię zainteresować:

Patryk Białas obala mity o górnictwie, sprawiedliwej transformacji i Unii Europejskiej. Rozmowa wideo z cyklu Ślązaq

Autor: Katarzyna Pachelska

10/07/2026

Katowice i Gdynia

Może Cię zainteresować:

Bez Śląska nie byłoby Gdyni. Sto lat miasta, które urodził węgiel

Autor: Tomasz Borówka

10/02/2026

KWK Wujek

Może Cię zainteresować:

Fotograficzne pożegnanie Kopalni "Wujek". Kadry, ale też historie ludzi w numerze specjalnym gazety-fotograficznej.org

Autor: Katarzyna Pachelska

04/05/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama