mal. John Vanderlyn/źr. Architect of the Capitol/Wikipedia
Krzysztof Kolumb przysłużył się śląskiej kuchni

Są trzej ojcowie śląskiej kuchni. Po pierwsze: Kolumb. Tak, Kolumb. I Pizarro, i Fryderyk Wielki

Śląska kuchnia ma trzech ojców, a pierwszym z nich jest sam Krzysztof Kolumb. I nie dlatego, że w admiralskiej kabinie flagowego galeonu służący serwował mu roladę z kluskami, a załogi Santa Marii, Niñi i Pinty zajadały się szałotem. Wręcz przeciwnie. Przed wyprawą Kolumba do nieznanych wcześniej lądów za Oceanem Atlantyckim byłoby to po prostu niemożliwe. Nawet, gdyby jakimś cudem śląski kucharz z XXI wieku, choćby i będący arcymistrzem swego fachu, przeniósł się w czasie do Hiszpanii w rok 1492 i zamustrował na pokład któregoś ze statków Kolumba jako kuk, w ładowni żadnego z nich nie znalazłby podstawowego składnika śląskiej kuchni.

Śląska kuchnia posiada dwie potrawy, które nie miałyby racji bytu, gdyby nie odkrycie Ameryki przez Kolumba. To dwa filary kuchni śląskiej. Z dziurką czy bez? Czy lepiej ze śledziem? Oto pytania, które w ogóle nie przyszłyby nikomu do głowy. Bo nie istniałyby śląskie kluski ani szałot. Nie mówiąc już o kartoffelsalad ani kluskach w ogóle.

Bo żeby zrobić te kluski i szałot, niezbędny jest jeden zasadniczy składnik.

Tak, domyśliliście się:

Kartofle.

(Albo, jeśli kto woli - ziemniaki).

Europa przed epoką wielkich odkryć geograficznych nie znała kartofli. A i w czasach nowożytnych - bo dzieje nowożytne zwykło się liczyć od pierwszej wyprawy Kolumba w roku 1492 - nie od razu.

Konkwistadorzy i kartofle

Kolumb Amerykę odkrył, ale poznanie i zbadanie całego Nowego Świata miało jeszcze zająć wiele lat. W jego części, którą zbadał słynny odkrywca, kartofli jeszcze nie było. Do kartoflanych krain dotarł dopiero jeden z kolejnych odkrywców (a przy tym awanturników i łupieżców) - Franciszek Pizarro w roku 1532.

Nie kartofli wprawdzie szukał. Hiszpański zdobywca i jego konkwistadorzy podbili andyjskie państwo Inków w zachodniej części Ameryki Południowej w poszukiwaniu złota. Ale niechcący opanowali też ziemie, na których naturalnie występowały kartofle - obecne tereny Peru, Chile, Boliwii, Ekwadoru i Kolumbii. Właśnie w Kolumbii ziemniaki doczekały się pierwszego opisania przez Europejczyka i nastąpiło to właśnie już w kilka lat po zdobywczej wyprawie Pizarra, bo w 1537 roku. Z czasem uczeni ustalili, że dzikie ziemniaki rosną w wielu amerykańskich krajach, od Paragwaju na południu aż po USA na północy. Zaś dzięki genetykom wiemy już, że wszystkie odmiany ziemniaków (a są bardzo liczne, można ich wyróżnić więcej niż 200!) wywodzą się z południowego Peru, a więc państwa będącego centrum imperium Inków, z którego podboju najbardziej znany jest Pizarro. Były tam uprawiane przez człowieka już na kilka tysięcy lat przed przybyciem białych zdobywców.

Wróćmy jednak do Europy. Tak jak w XVI wieku zaczęły doń powracać hiszpańskie statki z bulwami ziemniaków w ładowniach. Kartofel, jak wiadomo odporny jest. Rośliny bez problemu znosiły rejs przez Atlantyk. W Hiszpanii (początkowo prawdopodobnie na należących do niej Wyspach Kanaryjskich) łatwo adaptowały się do miejscowych warunków. Uprawiano je tam nie później, niż już w latach 70. XVI w. Jeszcze przed upływem tego stulecia poznały je i inne kraje Europy, np. Niderlandy.

Prawdziwą karierę ziemniaki zrobiły jednak w wieku XVIII. I tutaj pojawia się trzeci ojciec śląskiej kuchni. A jest nim nie kto inny, jak słynny król Prus Fryderyk Wielki.

Nic dziwnego, że łatwy do uprawy, wydajny i tak bogaty w składniki odżywcze ziemniak (dziś wiemy, że zawiera skrobia, stanowiące nawet do 21% masy bulwy, a prócz tego białka, aminokwasy, cukry, kwasy tłuszczowe, minerały oraz witaminy) wzbudził zainteresowanie jednego z modelowych monarchów europejskiego Oświecenia, wieku rozumu i nauki. Fryderyk II Hohenzollern nie był może humanistą, a serce miewał z kamienia, jednak o swój lud starał się dbać. Przynajmniej w takim zakresie, by chłopi byli w stanie płacić podatki oraz nadawali się do poboru w rekruty. W związku z tym powinni się przyzwoicie odżywiać. Toteż monarcha nakazał swojemu pruskiemu ludowi uprawiać kartofle. I za sprawą królewskiego rozkazu ich uprawa rozpowszechniła się w Prusach szeroko. Świadczy o tym znamienny fakt.

Kartoffelkrieg

Po trzech słynnych wojnach śląskich Fryderyka, w latach 1778-1779 Prusy stoczyły czwartą - wojnę o sukcesję bawarską. Konflikt ten szyderczo przezwano wojną kartoflaną (Kartoffelkrieg), gdyż kiepsko zaopatrywani żołnierze żywili się podczas niej na własną rękę, wykopując i kradnąc ziemniaki rosnące na polach. Jak więc widać, uprawiano je już wtedy na znaczacą skalę.

Także na Śląsku, którego mieszkańcy, na trwałe trafiwszy pod pruskie rządy w rezultacie wojen śląskich Fryderyka, szybko mieli docenić wartość niepozornych bulw.

Oraz obmyślić ich tyleż ekonomiczne, co smakowite przyrządzanie. Z czasem potrawy przyrządzane z wykorzystaniem ziemniaków - na Śląsku zwanych z niemiecka kartoflami - stały się podstawą klasycznych śląskich potraw, jak szałot i kluski. Nie mielibyśmy ich wcale, gdyby nie trzej ludzie: Kolumb, Pizarro i Fryderyk Wielki.