Nie polscy nacjonaliści za niby-ukraińskie barwy a słowaccy kompani od szklanki pobili Ślązaka na rowerze!

Pobicie Chorzowianina, który wyruszył rowerem granicami Górnego Śląska, by zebrać środki na leczenie jego ciężko chorej partnerki, poruszyło opinię publiczną. »Rajza dla Marceliny« otworzyła wówczas serca ludzi oburzonych bandyckim incydentem. Okazuje się jednak, że opowieść pokrzywdzonego znacząco różni się od faktów, które ustalili czescy śledczy.

O nowych ustaleniach czeskiej policji informowały wczoraj szeroko tamtejsze media, a relacje przytoczyła u nas »Siła Charakteru«. Jak wynika ze śledztwa, Jakub Heisig miał w Ostrawie wdać się w awanturę ze Słowakami, z którymi wcześniej spożywał alkohol, a ci mieli przyznać się do winy. Wygląda więc na to, że historia o złych polskich nacjonalistach, niepotrafiących odróżnić barw górnośląskich od ukraińskich, którzy biją za ich noszenie, była wymyślona. Nabrało się na nią wielu zapewne szlachetnych ludzi. A my? My także daliśmy się nabrać…

Źli Polacy przeciw dobremu Ślązakowi?

9 września 2026 roku Jakub Heisig wyruszył w charytatywną »Rajzę dla Marceliny«. Rowerowa wyprawa wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska, licząca około 800 kilometrów, miała nagłośnić zbiórkę na leczenie jego ciężarnej partnerki, chorującej na raka szyjki macicy. Para spodziewała się swojego drugiego wspólnego dziecka (razem wychowują jeszcze dwoje dzieci z jej poprzedniego związku).

12 września w Ostrawie doszło do pobicia. Według pierwotnej relacji Heisiga napastnicy mieli być Polakami. Żółto-niebieskie barwy jego kapelusza mieli uznać za ukraińskie barwy mimo widniejącego na nim napisu GŌRNY ŚLŌNSK i zacząć wyzywać rowerzystę od banderowców. Historia szybko obiegła media społecznościowe i ogólnopolskie tytuły. Ludzie uwierzyli w narrację Heisiga, wyrażając oburzenie, dezaprobatę a nawet wstyd z powodu bycia Polakiem. Od razu wykorzystali sytuację politycy do rozgrywania swojej gry na „antynacjonalistyczną” i „antyfaszystowską” nutę. Akcja nabrała rozgłosu a zbiórka gwałtownie przyspieszyła.

Ponad 650 tysięcy złotych i wielkie oskarżenie Polaków

14 września Ruch Autonomii Śląska i Cargo Familia ogłosiły, że dzięki solidarności internautów udało się zebrać ponad pół miliona złotych. Pierwotnym celem było 300 tysięcy. Dziś, 3 listopada 2026, licznik zbiórki na Pomagam.pl wskazywał już 653.490 złotych od ponad 17 tysięcy osób, a sama zbiórka nadal trwa.

Tysiące ludzi wpłaciły pieniądze, wiele osób udostępniało historię na swoich kanałach, a media, znani blogerzy i influencerzy włączyli się w promocję zbiórki. Zapewne w większości działając w najlepszej wierze.

Zaskakujący, może nawet szokujący zwrot akcji

Czescy policjanci odtworzyli przebieg zdarzenia w trwającym dochodzeniu, między innymi korzystając z zapisu z monitoringów. Jak podały Novinky.cz i iDNES.cz, Heisig odwiedził feralnej nocy nocny klub, gdzie poznał dwóch Słowaków. Wspólnie pili alkohol, a około piątej nad ranem wyszli na ulicę. Tam doszło między nimi do sprzeczki, którą miały sprowokować uwagi Chorzowianina na temat matki jednego ze Słowaków. Kłótnia przerodziła się w bójkę.

Obaj 26-letni Słowacy zostali już ustaleni i usłyszeli zarzuty. Przyznali się do udziału w zdarzeniu. Jednemu grozi do trzech lat więzienia, drugiemu do dwóch. Jest jeszcze szczegół, który kompromituje pierwotną opowieść Heisiga: z nagrań wynika, że przed i podczas bójki nie miał on na głowie żółto-niebieskiego kapelusza ani nie było go również widać przy nim.

Utrata zaufania, cynizm polityków i szkody wizerunkowe dla kraju

Zbiórka zakończyła się sukcesem, nawet ponaddwukrotnie przekraczającym postawiony cel. Ale czy jeśli ktoś świadomie buduje kłamliwą opowieść, to czy szczytny cel usprawiedliwia szkody, które wyrządził? A są to szkody znacznie poważniejsze, niż tylko skompromitowanie samego siebie.

Najbardziej oczywistym negatywnym skutkiem jest pogorszenie się wzajemnego zaufania między ludźmi, które już nie jest na szczególnie wysokim poziomie. Następnym razem ktoś zrezygnuje z pomocy potrzebującej osobie, bo będzie się obawiał bycia zmanipulowanym. Ale nie tylko w takiej sytuacji. W każdej innej – ludzie będą traktować wszystkich z większą podejrzliwością.

Drugim efektem jest dalsza polaryzacja społeczeństwa. Miliony osób uwierzyły w narrację o nacjonalistach, ksenofobach, faszystach i wszystkich najgorszych, którzy tylko czekają, by napaść na kogoś za ukraińską narodowość, język czy choćby sympatie. Ludzie nienawidzący wszystkiego, co ukraińskie, oczywiście istnieją. Jest ich jednak znacznie mniej, niż mówi dominująca narracja. A wśród nich zaledwie niewielki ułamek jest zdolny do przemocy, która wynika z ich uprzedzeń. Rowy niechęci między Polakami są coraz głębsze, a zasypać je znacznie trudniej niż wykopać.

Sytuacja została też politycznie wykorzystywana przeciwko konkretnym środowiskom i ich sympatykom. Wystarczy przejrzeć setki wpisów polityków i sprzyjających im mediów oraz dziesiątki tysięcy komentarzy internautów w mediach społecznościowych po wrześniowych doniesieniach. A kto – poza cynicznymi politykami w Polsce – na tym zyskuje i w jakim kraju mieszka? Odpowiedzcie sobie sami.

I wreszcie bardzo tracimy wizerunkowo wszyscy jako Polacy. Fałszywy przekaz poszedł w świat i ten nas tak właśnie zapamięta. Sensacyjne doniesienia czyta wiele osób, zaś dementi – mało kto. Mamy bardzo zły wizerunek jako nacjonaliści, antysemici, ksenofoby i w ogóle niemal dzikusy. Tymczasem historia pokazuje coś zupełnie innego.
To do Polski uciekali przez wieki Żydzi gnębieni w innych państwach Europy, choć przecież wcześniej też żyli tu tacy, którzy nie lubią Żydów.
To Polacy – ryzykując życiem swoim i najbliższych – pomagali Żydom, których chciał wymordować naród naszych sąsiadów. Także wielu z tych, którzy sympatyzowali z tymi strasznymi narodowcami od Dmowskiego i byli zatwardziałymi katolikami.
Wreszcie to Polacy przyjęli uciekających przed wojną mieszkańców Ukrainy, a Polska przekazuje broniącemu się państwu ogromną pomoc. I niczego za to nie oczekuje, znosząc nawet gesty jawnie nieprzyjazne w drugą stronę. To wszystko już przez 12 lat (w 2014 roku zaczęła się rosyjska agresja na Donbas, a w 2022 pełnoskalowa napaść Rosji na Ukrainę).
Wiele państw, których obywatele patrzą na nas z góry, mają o wiele mniej chlubne zapisy na kartach swojej historii.

Ojkofobia i narodowe samobiczowanie

Przy tej okazji warto poruszyć jeszcze jedno. Jest w Polsce grupa ludzi, którzy zdają się odczuwać niechęć, a czasem wręcz odrazę do własnego narodu. Ojkofobia to coś więcej niż krytyczne spojrzenie na swoją historię czy przywary własnego otoczenia. To niemal odruchowe przekonanie, że Polacy są głupsi, bardziej agresywni, zacofani, nietolerancyjni, i w ogóle gorsi od innych narodów. Wystarczy odpowiednio dramatyczna opowieść, by uruchomić kolejną falę narodowego samobiczowania.

Widzieliśmy już podobne historie. Kilkanaście lat temu dziennikarz Jacek Hugo-Bader ucharakteryzował się na czarnoskórego uczestnika Marszu Niepodległości, by sprawdzić reakcje maszerujących. Jak się okazało, nikogo z uczestników marszu domniemany intruz z Afryki nie sprowokował do agresji. Zapewne ku rozczarowaniu jego samego oraz zwolenników narracji o marszu polskich rasistów.

Innym razem aktywista Bart Staszewski fotografował się z tabliczkami z napisem „Strefa wolna od LGBT”, które sam wcześniej spreparował i umieszczał pod znakami oznaczającymi początek miejscowości. Przekaz poszedł w świat jako rzekomy obraz Polaków, którzy dyskryminują homoseksualistów, a wyjaśnień, że to kłamstwo, nikt przecież nie słucha. Za uczynione szkody autor akcji nigdy nie odpowiedział, a ostatnio zrobił kolejną fałszywkę, która obiegła Polskę przy okazji wojny o Trybunał Konstytucyjny.

Polacy nie są ani lepsi, ani gorsi od innych narodów. W każdej społeczności są ludzie dobrzy i podli, uczciwi i nieuczciwi, życzliwi i agresywni. Każdy naród ma często występujące zalety i przywary, jak to jest z członkami każdej zbiorowości. Demonizowanie własnych i idealizowanie cudzych jest nie tylko kłamstwem ale również szkodzi nam samym. Wszystkim, nie oszczędzając fajnistów, którym się wydaje, że są lepsi od pozostałych Polaków.

Można się dziś śmiać z głupców, którzy nie odróżniają śląskich barw od ukraińskich, bo tacy istnieją. Można się śmiać z oburzonych napisem „Zawsze wierni banderze”, którzy dopatrują się banderyzmu w… deklaracji wierności banderze polskiej marynarki wojennej. Ale nie można kreować rzeczywistości, która nigdy nie zaistniała.

Marcelinie pomogliśmy. To bardzo dobrze. Ale nie musimy przy okazji urządzać kolejnego seansu zbiorowego zawstydzania Polski i Polaków przed światem. Oraz obrzydzania nas nam samym. W dodatku w oparciu o kłamstwo.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama