Kulisy „Kuchennych rewolucji” w barze Frelka i Hanys w Chorzowie. "Mama kompletnie nie uważała Magdy Gessler za autorytet w dziedzinie kuchni śląskiej"

Już jest po premierze 3. odcinka 33. serii programu „Kuchenne rewolucje”. Tym razem Magda Gessler zawitała do baru Frelka i Hanys w Chorzowie. Jego właściciel, Nicolas Harazim, opowiada nam, jak nagrywa się taki program, co się dzieje w trakcie czterech dni realizacji, i obala mit, jakoby stacji trzeba było płacić za udział w „Kuchennych rewolucjach”. I wyjaśnia, jak jego mama Danusia dogadywała się z Magdą Gessler.

W trzecim odcinku aktualnej serii "Kuchennych rewolucji" Magda Gessler zawitała do Chorzowa, do braku "Frelka i Hanys". Rozmawiamy z właścicielem lokalu, 21-letnim Nicolasem Harazimem.

Rozmowa z Nicolasem Harazimem z "Frelki i Hanysa"

Udział w tak popularnym programie telewizyjnym jak „Kuchenne rewolucje” jest obrośnięty wieloma mitami. Wiele osób uważa, że pierwsze spotkanie z restauratorami jest wyreżyserowane, a prowadząca dokładnie wie, do kogo przyjeżdża. Jak wygląda rzeczywistość?
To mit. Magda Gessler naprawdę do samego końca nie wie, dokąd jedzie ani kim są właściciele lokalu. Poznaje nas dopiero w momencie, gdy podaje nam rękę, mówi „cześć, dzień dobry” i zaczyna z nami rozmawiać. Poza kamerami również mówi wszystko wprost – bez ogródek powiedziała nam na przykład, że nasz lokal znajduje się w konkretnej dzielnicy, a nie w centrum, i trzeba mieć tego świadomość przy prowadzeniu biznesu.

Jak wyglądały wasze pierwsze chwile na planie „Kuchennych rewolucji” i powitanie Magdy Gessler?
Przygotowania na planie ruszyły jeszcze zanim Magda Gessler pojawiła się w lokalu – ekipa telewizyjna przyjechała dzień lub dwa wcześniej, aby zamontować oświetlenie oraz poukrywać w sali i na kuchni mikrokamery. Na około trzy godziny przed jej przyjazdem dźwiękowcy podpięli nas pod mikrofony i przeprowadzili testy sprzętu. Stres był ogromny – sam z powodu nerwów przeszedłem mikroudar na trzy dni przed rozpoczęciem nagrań. Samo powitanie było jednak zupełnie nietypowe jak na ten program. Zamiast zamkniętych drzwi i przerażonej obsługi chowającej się za barem, drzwi naszej restauracji były otwarte na oścież. Staliśmy z mamą w progu i od razu przywitaliśmy Magdę Gessler uściskami oraz buziakami na dzień dobry, mimo że widzieliśmy się pierwszy raz w życiu.

Jak na prowadzącą zareagowała twoja mama, znana z bezkompromisowego podejścia do tradycyjnej śląskiej kuchni?
Jeśli chodzi o moją mamę Danusię, to na początku była nastawiona bardzo sceptycznie. Zgodziła się na udział w rewolucjach wyłącznie ze względu na mnie – chciała uchronić lokal przed zamknięciem, a mnie przed wylądowaniem w szpitalu z powodu wykończenia. Mama kompletnie nie uważała Magdy Gessler za autorytet w dziedzinie kuchni śląskiej, wychodząc z założenia, że takim autorytetem może być tylko ktoś, kto urodził się na Śląsku i ma tu korzenie od dziada pradziada. Mama broniła swojego pokoleniowego przepisu na kluski jak niepodległości i bez ogródek zapowiedziała reżyserowi oraz producentowi, że jeśli Gessler skrytykuje jej kluski śląskie, to „najwyżej dostanie czymś w łeb”. Ze względu na swój twardy i bezkompromisowy charakter mama zyskała nawet wśród gości żartobliwy przydomek „Pitbull”.

Magda Gessler znana jest z surowej oceny i bezkompromisowego podejścia na planie, a w wielu odcinkach dochodzi do rzucania talerzami. Jak zareagowała, gdy po raz pierwszy spróbowała tradycyjnych, śląskich potraw przygotowanych przez twoją mamę?
To był dla nas ogromny szok, bo zamiast krytyki czy głośnych awantur, Magda Gessler po prostu popłakała się ze wzruszenia. Wyznała mojej mamie, że już od bardzo dawna nie jadła tak pysznego jedzenia. Od tego momentu relacja między nimi stała się niezwykle ciepła – na kuchni panowała świetna atmosfera, a obie panie żartowały ze sobą m.in. o tym, jak prawidłowo robić dziurki w śląskich kluskach. Pierwszy dzień degustacji podsumowała w swoim stylu: „Ja tu chyba przyjechałam tylko na reklamę. Mam się podpisać, nic więcej”, sugerując że jedzenie mamy bardzo dobre. Co więcej, w wywiadzie telewizyjnym ogłosiła później, że gumiklyjzy robione przez moją mamę są najlepsze w całej Polsce. Nie mogła się też oderwać od domowego tortu z bezami, który mama upiekła na jej specjalne życzenie, a przy degustacji ćwikły żartowała, czy mama nie ukradła nielegalnie przepisu jej babci. Na pożegnanie nie dostała od nas tradycyjnych kwiatów.

A co dostała?
Zamiast tego zabrała ze sobą do Portugalii na Święta Wielkanocne 10 słoików naszego domowego chrzanu (przy czym ostatni słoik wręcz nam podkradła) oraz cały, 15-kilogramowy worek śląskich kartofli.

Wśród widzów panuje przekonanie, że produkcja programu ma nieograniczony budżet i finansuje wymianę każdego elementu w restauracji. Czy tak jest w istocie?
Budżet telewizji wcale nie jest nieograniczony. Przykładowo Magda Gessler chciała u nas wymienić stare drzwi w lokalu, ale produkcja nie miała na to wystarczających środków. Sam musiałem zająć się ich odnowieniem: od zewnątrz okleiłem je reklamą naszej marki i imprez okolicznościowych, a od wewnątrz okleiną w kolorze antracytowym, dopasowaną do wnętrza oraz złotą klamką. Wiele elementów wymaga też własnych nakładów – sam zamówiłem na zapas 20 metrów kwadratowych tapety za 1200 zł, żeby mieć rezerwę w razie docięć.

Często wydaje się, że po przyjeździe ekipy całe dotychczasowe wyposażenie lokalu jest wyrzucane. Co stało się z waszymi meblami?
Wszystkie stoły, które wcześniej znajdowały się w dwóch osobnych salach, po prostu przenieśliśmy i ustawiliśmy na nowo. Nic z podstawowych mebli nie zostało wyrzucone. Mam spisany przez panie dekoratorki pełny schemat – wiem dokładnie, gdzie zamawiać ramki na obrazy czy lampy, więc w razie potrzeby sam mogę dokonywać zmian.

W telewizji przemiana restauracji wygląda na idealną i płynną. Jak wspomina pan samą pracę na planie oraz efekty dekoratorskie?
Praca na planie bywa bardzo męcząca i emocjonująca. Dziewczyny od dekoracji przyjechały dopiero przed południem czwartego dnia, żeby dokończyć malowanie wzorów na ścianach i wieszać lampy. Kolory początkowo wydawały nam się z mamą trochę za ciemne, choć przytulne i o niebo lepsze od wcześniejszego, sterylnego i białego wystroju. Co więcej, nie wszystkie pomysły kreatorek się sprawdziły – przywiezione przez nie kwiaty doniczkowe, np. krzak róży, wsadzono do ozdobnej donicy bez rozsadówki i zalano wodą, przez co po dwóch tygodniach korzenie zgniły i musiałem sam zająć się ich odpowiednią pielęgnacją przy użyciu torfu. Podczas nagrań dochodziło też do nerwowych sytuacji. Moja mama była tak zmęczona i podirytowana sesją zdjęciową, że fotograf w pewnym momencie prawie dostał w twarz ciastem! Jej wyraz twarzy na powieszonym obrazie wyszedł przez to tak groźnie, że wujek żartował, iż zdjęcie powinno nosić tytuł „mama gryzie dzieci”.

Czy udział w programie wiąże się ze sztywnymi umowami prawnymi?
Tak, udział wymaga podpisania konkretnych dokumentów. Podpisywaliśmy umowę dającą zgodę na przeprowadzenie rewolucji w lokalu oraz kontrakt na nagrywanie, a wszyscy pracownicy musieli podpisać zgody na rozpowszechnianie wizerunku w telewizji. Trzeba być też przygotowanym na reakcje w mediach społecznościowych – po emisji rolek na Instagramie pojawiają się memy, z którymi trzeba się zmierzyć.

Czy sama telewizyjna rewolucja gwarantuje natychmiastowy sukces finansowy?
Mimo że rozpoznawalność rośnie i salę mamy pełną, prawdziwy sukces finansowy wymaga dalszej ciężkiej pracy i budowania opinii, a nie tylko dwóch czy trzech miesięcy po rewolucji. Udział w programie był jednak dla nas kluczowy, bo przed przyjazdem ekipy z powodu braku gości czuliśmy z mamą ogromne wypalenie i brak sensu dalszego prowadzenia lokalu. Rewolucja dała nam impuls do działania i motywację, by dbać o jakość oraz trzymać wysoki standard, chociaż muszę przyznać, że niektóre komentarze pod rolkami na profilu "Kuchennych rewolucji" są dla mnie bardzo trudne do zaakceptowania, ktoś mi np. wytyka, że mam długi, i jednocześnie używam nowego modelu IPhone'a, podczas gdy ja ten telefon dostałem w prezencie bożonarodzeniowym. Goście, którzy do nas przychodzą, bardzo chwalą nasze dania, i nie zgadzają się z opiniami na Google'u.

Bar "Frelka i Hanys", Chorzów, po "Kuchennych Rewolucjach"

Może Cię zainteresować:

Magda Gessler popłakała się ze szczęścia. "Kuchenne rewolucje" w barze Frelka i Hanys w Chorzowie

Autor: Katarzyna Pachelska

15/09/2026

Kuchenne Rewolucje, Pierwsza Polka, Gliwice

Może Cię zainteresować:

Nowy sezon "Kuchennych rewolucji" startuje od dramy w Gliwicach. Już wiadomo, że Pierwsza Polka nie przetrwała, rewolucje się tu nie udały

Autor: Katarzyna Pachelska

03/09/2026

Foodball Milik

Może Cię zainteresować:

Restauracja Arkadiusza Milika zamknięta. Działała przez osiem lat w katowickiej galerii handlowej

Autor: Katarzyna Pachelska

16/08/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama