Dostaję od Naczelnej zadanie – znaleźć jakiś nieoczywisty pomysł na wycieczkę Metrorowerem w Zagłębiu i go osobiście wypróbować. Jako osoba jeżdżąca cały rok i wszędzie, jestem nieco sceptyczny, bo jednak najlepszy rower to ten swój, ukochany. Ale przecież ten, na którym choćby testowałem mapy na telefon na Śląsku, niedawno mi skradziono. Skoro teraz i tak korzystam z niezbyt fajnego odziedziczonego, więc co mi szkodzi spróbować też takiego, z którego mogą skorzystać wszyscy?

Metrorower GZM czyli proste pożyczanie przez apkę
Wcześniej nie przyszło mi do głowy, by skorzystać z Metroroweru i doprawdy nie potrafię powiedzieć dlaczego. Zwłaszcza, że straciłem mój własny jednoślad a stację wypożyczania mam rzut beretem od domu. Może podświadomie obawiałem się skomplikowanej obsługi? Jeśli tak, to niepotrzebnie, bo to całkiem łatwe.

Z systemu roweru metropolitalnego możemy skorzystać używając jednej z dwóch aplikacji:
- NextBike
- Metrorower GZM.
Zdecydowanie polecam tę pierwszą. Przede wszystkim dlatego, że działa nie tylko u nas, ale we wszystkich miastach Europy, w których system wypożyczania rowerów obsługuje NextBike. Znajomość takiej apki może się nam przydać także gdzie indziej. Druga apka - Metrorower GZM – działa tylko w rejonie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, ale nie udaje mi się jej wypróbować – nie jest przewidziana na starsze telefony (6-letni telefon już zalicza się do starych?). Aplikacja NextBike instaluje się na taki „stary” telefon bez problemu i wszystko działa jak powinno.

Warto jednak
przygotować pierwsze użycie wcześniej na spokojnie. Po instalacji
trzeba się zalogować, następnie potwierdzić rejestrację i albo
doładować konto kwotą przynajmniej za 10 zł albo określić
sposób samoczynnego doładowywania się – mamy do wyboru kilka
metod.
Przyznaję, że nie zrobiłem tego w domu lecz dopiero na
ławce w Siewierzu. Przez późną porę działam trochę nerwowo i
mi nie idzie. Telefonuję więc na całodobową infolinię, szybko
odbiera miły człowiek i tłumaczy, co zrobiłem nie tak i pomaga mi
dokończyć rejestrację. Za obsługę telefoniczną – duży plus.

Do Siewierza docierają autobusy sieci transportu GZM z kilku miejscowości metropolii, choć można oczywiście przyjechać samochodem i zaparkować go na przykład na sporym parkingu w pobliżu zamku. Tam też jest stacja Metroroweru, na którą docieram z Sosnowca odziedziczonym po przodku rowerem, co okazuje się – ku mojemu zdumieniu – możliwe. Są tam 4 rowery – wszystkie z dostatecznie napompowanymi oponami, wyglądające dobrze i z mojego punktu widzenia mające ważny atut. Otóż wysokość siodełka reguluje się bardzo łatwo a zakres jest naprawdę duży – mam 186 cm wzrostu, a gdybym miał nawet więcej, tobym prawidłową wysokość także znalazł. Odryglowuję blokadę kliknięciem w aplikacji (ale to łatwe), przejeżdżam kilkanaście metrów i już wiem, że sprzęt jest dużo lepszy od tego, na którym przyjechałem na miejsce.

Skoro udaje się pokonać cyfrowe wykluczenie redaktora, czas na właściwe atrakcje.
Siewierz czyli północ. Zagłębia i metropolii
Nazwa miasteczka, które w tym roku obchodzi 750-lecie nadania praw miejskich, pochodzi od słowiańskiego określenia oznaczającego północ. Nie wiadomo dokładnie, o północ czego wówczas chodziło, ale dziś Siewierz leży blisko północnych rubieży Zagłębia Dąbrowskiego, więc tego się trzymajmy.

Stacja Metroroweru znajduje się w kompleksie wypoczynkowo-sportowym przy zamku. Są tam: boiska, korty, siłownia zewnętrzna, bieżnia, ścianka wspinaczkowa, skatepark i plac zabaw. Docieram tam około 18:30 w środku tygodnia a mimo tego zastaję sporo mieszkańców w trakcie przeróżnych aktywności. Optymistyczne.

Kompleks leży w pobliżu Czarnej Przemszy. Najbardziej znana rzeka Zagłębia mocno tutaj meandruje i ma dość dziki charakter – wszak jesteśmy znacznie bliżej źródeł niż w Sosnowcu czy Będzinie. Także nad Przemszą usypano niewielki kopiec, na którym zbudowano w XIII wieku zamek – najbardziej efektowną budowlę Siewierza. Ten był siedzibą książąt siewierskich – zarówno śląskich (dość krótko) jak i krakowskich – aż do włączenia księstwa do Rzeczpospolitej. Jednak to reportaż z wycieczki, więc resztę dziejów zostawiamy na artykuł historyczny.

Do środka za późno, ale jaki zachód Słońca!
To popołuniowo-wieczorna wycieczka po pracy. Pora ta ma wiele uroków (przyjemny, orzeźwiający wiaterek i wyjątkowe krajobrazy przed, w trakcie i po zachodzie Słońca) ale i pewne ograniczenia. W przypadku zamku – nie można go już zwiedzać w środku. Rada na to jest prosta – przyjeżdżać nieco wcześniej, niż ja i mieć wcześniej ukończoną rejestrację apki do pożyczania roweru. No ale nawet bez wejścia do wewnątrz zamkowych murów i tak widoki są świetne – i to z każdej strony. A z zachodzącym Słońcem – coraz bardziej efektowne. Co i raz nad zamkiem przelatuje samolot, zmierzający do nieodległego, zagłębiowskiego portu lotniczego Pyrzowice.

Co pół godziny odzywa się dzwon. Ale to nie z kościółka przy zamku a z największego w mieście, wybudowanego w XV wieku kościoła Świętego Macieja Apostoła. Co ciekawe – w granicach Siewierza znajduje się też kościół Świętego Jana Chrzciciela, który jest jedną z najstarszych budowli sakralnych w Polsce! Obecnie pełni rolę kaplicy cmentarnej i aby go zobaczyć trzeba przyjechać o nieco wcześniej porze, gdyż położony jest trochę na odludziu.

Niedaleko od dużego kościoła położona jest Izba Tradycji i Kultury Dawnej Księstwa Siewierskiego, której odwiedzenie także wymaga wcześniejszego przyjazdu. W drodze do Rynku mijam jeszcze wiele budynków, które mają za sobą nawet kilkaset lat historii. Jest też pomnik poświęcony Józefowi Piłsudskiemu (dlaczego?) oraz kilka innych obiektów, jakby je ktoś tu zostawił na chwilę i zapomniał po nie wrócić. Mimo tego jest w Siewierzu przyjemnie i… swojsko? To chyba najlepsze słowo.

Siewierski Rynek. Choć stary – bardzo zraniony
Sam Rynek nosi na sobie niegojącą się ranę w postaci przecinającej go w poprzek drogi przelotowej. Do niedawna był to ruchliwy szlak od Gierkówki w kierunku Myszkowa i Zawiercia, ale oddana kilka lat temu obwodnica szczęśliwie ograniczyła ruch przez stare miasto. Kiedy w latach PRL budowano drogę, zniszczono bezpowrotnie historyczne zabudowania. Tuż przy niej sterczy z ziemi pozostałość murów dawnego Ratusza, który kiedyś musiał ustąpić miejsca samochodom. Jak widać, „zdobycze socjalizmu” nie mogły powstawać bez niszczenia tego, co zbudowano dawniej – nie tylko w Będzinie, Dąbrowie czy Sosnowcu, ale nawet w prowincjonalnych dziś miasteczkach. Skoro powstała obwodnica, to może doczekamy odbudowania znów tego, co tak lekkomyślnie zburzono?

Ale siewierski Rynek wciąż nosi ślady dawnej świetności. Z nich chyba najbardziej przykuwa wzrok okazała kamienica o nietypowym kształcie ściany frontowej. Można sobie tylko wyobrażać, jak musiała wyglądać cała pierzeja, zanim zburzono „przestarzałe”, by w ich miejsce wznieść „nowoczesne”, takie jak remiza strażacka czy sklepy i lokale z czasów socjalizmu. Widać jednak sporo pracy, jaką wykonano przez ostatnie lata, by główny plac miasta stał się bardziej przyjazny ludziom, mimo ran zadanych w czasach słusznie minionych (i nie tylko).

Przy wspomnianej drodze, w samym Rynku, zlokalizowano przystanek autobusowy i stację Metroroweru. To może być dobre miejsce na przesiadkę, gdybyście wybrali wycieczkę do Siewierza autobusem. A jakby jednak roweru tam akurat nie było, to w miasteczku jest w sumie aż 9 takich stacji. Aby znaleźć wolny rower i zaplanować podróż, wystarczy zajrzeć na odpowiednią stronę Transportu GZM.

Nakarmi Was Złota Gęś (o ile zdążycie, zanim odleci)
Także w rynku jest całkiem okazała fontanna, przy której można usiąść po posiłku. A ten można zjeść choćby w jednym z dwóch stosunkowo nowych lokali – z burgerami lub z kebabami kraftowymi (czyli po polsku – rzemieślniczymi). Rzuty okiem do wnętrza obu obiecuje niezłe jedzenie. I oba czynne w sumie długo, bo do godziny 21:00.

Jednak najciekawszym miejscem w Siewierzu, by coś zjeść, jest restauracja »Złota Gęś«. W niepozornym budynku serwuje się potrawy z gęsi, kaczki i innego drobiu. Szczególnie polecam żurek (nie żur – wszak to nie Śląsk) oraz gęsie lub kacze żołądki. W dawnych czasach były to potrawy bardziej pospolite, niż droższe mięsa. Dziś to coś wykwintnego i rzadko spotykanego, a w Siewierzu przyrządza się je bardzo smacznie. Niestety ja się tym razem muszę obejść pamięcią smaku, bo przyjechałem za późno i spóźnienie to jest najmniej przyjemną częścią wycieczki. »Złota Gęś« czynna jest codziennie do godziny 18:00, a w soboty i niedzielę – tylko do 16:00. Jednak wierzcie mi, że naprawdę warto tam zjeść.

Naprzeciwko restauracji, przy ulicy Bytomskiej, znajdują się trzy ciekawe, budynki, które są charakterystycznymi przykładami architektury wiejskiej w krajobrazie małomiasteczkowym zachodniej Małopolski, a więc również Zagłębia Dąbrowskiego. Podobne przykłady spotkać można w innych, mniejszych miastach po wschodniej stronie Brynicy, Przemszy, Wisły oraz Białej. Niestety coraz rzadziej, gdyż są burzone lub przebudowywane i modernizowane, tracąc swój pierwotny charakter i urok.

Na zakończenie wycieczki wracam pod zamek, by zrobić mu trochę nocnych fotografii. I zwrócić rower tam, gdzie go pożyczyłem. Mógłbym to zrobić w dowolnej stacji Metroroweru, choćby wracając nim w Sosnowcu. Jednak muszę zabrać nieszczęsny jednoślad, na którym przyjechałem wcześniej z domu. Choć niezabezpieczony – w odludnym już o tej porze miejscu – wciąż stoi. Wsiadam na niego i się krzywię. Hej, NextBike – może się jednak zamienicie?

Ekonomiczny City Break na popołudnie
Prawie dwugodzinna wycieczka po Siewierzu kosztuje mnie 7 złotych. Gdybym zakupy zostawił na później, mieszcząc się z czasem wypożyczenia w półtorej godziny, zapłaciłbym 4,50. Do tego musicie doliczyć bilet na autobus, o ile nie macie jakiegoś okresowego albo koszt paliwa. No i żołądki oraz żurek do popicia. Czy znacie tańszy sposób na fajny City Break?

*partnerem artykułu jest NextBike
Może Cię zainteresować:

