Młodego ornitologa Marka Fabera spotkacie w czasie wschodu słońca na hałdzie. Wywiad z 17-letnim uczniem LO

Rozmowa z Markiem Faberem, młodym ornitologiem z Rudy Śląskiej, nagrodzonym w ostatniej edycji Nagród Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach „Zielone Czeki” w kategorii „Młody ekolog”

Rozmowa z Markiem Faberem, młodym ekologiem

Cieszysz się z nagrody „Zielonego Czeku”? Co ta nagroda dla ciebie znaczy?
Ta nagroda znaczy dla mnie bardzo dużo, między innymi to, że to, co robię na co dzień, czyli wszystkie działania ekologiczne, chodzenie po hałdach, obserwowanie ptaków i ich liczenie pokazuję innym ludziom, a pni doceniają to, co robię. Także daje mi to możliwość edukowania młodszych pokoleń, które za kilkadziesiąt lat będą decydowały o tym, co będzie się działo na świecie i w ekologii naszego regionu. Ta nagroda daje mi także możliwość rozpromowania m.in. ekologii w Rudzie Śląskiej, ale także na terenie naszego województwa.

Do jakiej szkoły chodzisz? Czy to jest klasa biologiczna, czy zwykła?
Chodzę do I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Rudzie Śląskiej, do klasy o profilu geograficznym. Mam 17 lat.

Czyli w przyszłym roku zdajesz maturę?
Tak, w przyszłym roku.

Z czego będziesz zdawał?
Waham się pomiędzy geografią a biologią. Geografię na pewno będę pisał, a co do biologii, to się jeszcze okaże.

Jakie masz plany na przyszłość? Słyszałam, że chcesz studiować gdzieś dalej, nie tutaj u nas, na Śląsku.
Planuję studiować w Gdańsku, ale zobaczymy, czy wszystko wypali tak, jakbym chciał. W planach jest też Wrocław, ale na drugim miejscu. Mimo że jest bliżej, to jednak zostaje opcją rezerwową. Planuję wiązać przyszłość z ornitologią, a w tak zwanym międzyczasie także z dziennikarstwem.

Dlaczego akurat Gdańsk? Co tam jest takiego szczególnego?
W Gdańsku szczególne jest to, że badania prowadzone są na ptakach siewkowych, które lubię najbardziej. We Wrocławiu badania prowadzi się na ptakach trzcinowych. To też jest fajne i jak najbardziej je lubię, ale mimo wszystko siewki są dla mnie numerem jeden, jeśli chodzi o ptaki.

A dlaczego właśnie siewki? Co w nich jest takiego szczególnego? Wydają się przecież dość pospolite.
Ciekawe jest to, że co roku przylatuje ich więcej. Jedną z takich siewek jest kamusznik, który jest bardzo ładnie wybarwiony. Ubarwienie tych ptaków w okresie godowym jest dla mnie szczególnie interesujące, ale fascynuje mnie także to, że pokonują setki kilometrów, aby założyć gniazda, a potem wracają z powrotem.

Marek Faber. Fot. Katarzyna Pachelska
Marek Faber. Fot. Katarzyna Pachelska

No właśnie, z ptaków wędrujących naszym numerem jeden jest bocian, ale to przecież duży ptak. A te małe ptaszki też potrafią pokonać tysiące kilometrów?
Tak, dokładnie. Pokonując te tysiące kilometrów, zatrzymują się po drodze na kilka dni, tak jak kamusznik, by odpocząć. To jest właśnie niesamowite w ptakach siewkowych.

Rozumiem. Wracając do Gdańska – wybierasz się tam na konkretną uczelnię i konkretny kierunek, jak się domyślam?
Tak, na Uniwersytet Gdański, kierunek biologia. Badania tam są typowo ukierunkowane na ptaki. Jeździ się w teren, obrączkuje się ptaki, co zresztą sam robię w wakacje. Dlatego właśnie wybrałem Gdańsk.

Jesteś młodym ornitologiem, widziałam, że prowadzisz też swoje profile na Facebooku i Instagramie pod takim szyldem. Kiedy właściwie zaczęła się twoja pasja do ornitologii?
Pasja typowo ornitologiczna zaczęła się 6 lat temu, w czasie pandemii, kiedy zacząłem jeździć na obrączkowanie ptaków do Zabrza, do tamtejszego ogrodu botanicznego. Równolegle uczestniczę w seminariach ornitologicznych Górnośląskiego Koła Ornitologicznego w Bytomiu. Tam co miesiąc mamy spotkania, ale wszystko zaczęło się od obrączkowania. Właściwie od zawsze ciągnęło mnie do przyrody; zwierzęta były ze mną od początku, ale te 6 lat temu zająłem się typowo ptakami. Potem szło to po kolei: pierwszy aparat, pierwsze obserwacje, wyjazdy na obrączkowanie z doktorem Jackiem Betleją, czy "twitche" z tatą – jak ten na początku tego roku, kiedy pojechaliśmy szybko nad zbiornik Kuźnica Warężyńska, żeby zobaczyć nura białodziobego.

Czym są "twitche"?
"Twitch" to wyjazd na obserwację konkretnego ptaka, którego ktoś wcześniej odkrył w danym miejscu, a my przyjechaliśmy, żeby ją zobaczyć.

Czyli to jest po prostu obserwacja konkretnego gatunku?
Tak. Głównie mówimy tak o wyjazdach na rzadkie ptaki – jeździmy na "twitche" rzadkich ptaków. W przypadku wspomnianego nura białodziobego ktoś go zauważył, a my, jako tak zwani "twitcherzy", przyjechaliśmy go wypatrywać. Byliśmy tam z grupą około 20 osób, które stały i obserwowały. Co ciekawe, zbiornik był niemal cały zamarznięty, a ptak pływał bardzo blisko brzegu, co jest nietypowe dla tego gatunku.

Wspominasz o tacie. Rozumiem, że rodzice wspierają cię w tej pasji?
Tak, rodzice bardzo mnie wspierają. Tata od początku pomagał mi w wyborze aparatu i optyki, bo sam zajmuje się fotografią – skończył odpowiednie kursy, ma też firmę operującą dronami. Z fotografią jesteśmy więc związani od początku. Tata fotografuje na weselach i imprezach, zna się na tym jak mało kto. Ale nie tylko rodzice mnie wspierają – dziadkowie i cała rodzina również. Cieszą się, że moje działania i nagrody pokazują innym dobry kierunek związany z ekologią. To na pewno dla nich duży plus, że rozwijam się w ten sposób.

Tata jeździ z tobą na te twitche, a mama?
Mama również z nami jeździ, jeździ też siostra. Staram się wciągać całą rodzinę w ornitologię. W zeszłym roku, a może dwa lata temu, pojechaliśmy na trzy dni do Warszawy. Okazało się, że przyleciała tam pokrzewka aksamitna – ptak śródziemnomorski, który zatrzymał się obok Pałacu Kultury, na tak zwanej "patelni". Tata stwierdził: "Idziemy na pokrzewkę, jesteśmy blisko!". W trzy minuty zeszliśmy na dół, przeszliśmy przez skrzyżowanie i udało się ją zobaczyć. Bardzo dziękuję rodzicom, że mimo pracy znajdują czas, by jeździć ze mną w teren, kiedy pojawi się coś rzadkiego.

Siostrę masz starszą czy młodszą?
Młodszą, ma 13 lat. Ją również staram się w to wciągać. Kiedy idę na hałdę, proponuję jej wspólny spacer. Staram się opowiadać jej o otaczającej nas przyrodzie, bo nie wiadomo, co będzie za kilkanaście lat – czy te ptaki i owady w ogóle przetrwają. Chcę, żeby doceniła każdą taką chwilę i zobaczyła, jak to wszystko wygląda z bliska.

Wyczytałam, że twoja przygoda z przyrodą zaczęła się, gdy jako mały chłopiec zbierałeś ptasie pióra. Czy to prawda?
Tak, to prawda. Pióra zbierałem jeszcze przed 2020 rokiem, ale wtedy wydawało mi się, że każde prążkowane pióro to sokół, każde białe to mewa, a inne to gołąb. Z czasem okazało się, że z tych moich "mew" i "sokołów" wyodrębniło się nagle z 20 różnych gatunków.

Co było najciekawszym znaleziskiem, które wzbudziło w tobie chęć poszukiwań?
Największe wrażenie zrobiło na mnie pióro raroga, które dostałem z sokolarni.

O, to drapieżnik!
Tak, raróg i białozór. Kiedy powiedziałem o tym mojemu kuzynowi, który również interesuje się ptakami i zbiera pióra, od razu chciał się wymienić. I tak zaczęła się moja przygoda z kolekcjonowaniem piór. Obecnie mam już cztery klasery z okazami nie tylko z Polski, ale z całego świata.

To sporo!
Tak, myślę, że mam około 300 gatunków piór. Cały czas ich przybywa. Gdy znajomi jadą na jakieś wyprawy i mają okazję, starają się przywozić mi nowe okazy.

Jesteś chyba ulubionym uczniem nauczycieli biologii i geografii...
Staram się opowiadać w szkole o tym, co robię. Moja pasja sprawiła nawet, że nauczyciele – i to nie tylko biologii czy geografii – zaczęli rywalizować między sobą w rozpoznawaniu ptasich głosów za pomocą aplikacji Merlin. Aplikacja ta rejestruje głosy ptaków i choć bywa omylna, w większości przypadków działa poprawnie. Czasem przechodząc przez korytarz, słyszę: "Marek, gdzie mam pojechać? Mam już 83 gatunki, a nie umiem znaleźć nic więcej, za to pani z biblioteki ma już 120!".

Prawdziwy szkolny wyścig...
Tak, jest normalny wyścig na liczbę gatunków. To mi pokazuje, że moja działalność ma sens.

No pewnie, skoro potrafisz zarazić pasją dorosłych, którzy pomimo pracy znajdują czas na poszukiwanie ptaków, to jest to świetna motywacja. A jak ty znajdujesz na to wszystko czas? Trzecia klasa liceum, matura za rogiem – to musi być wymagające. Kiedy jeździsz na te "twitche" i wyprawy?
Mimo że nauki jest dużo, staram się wychodzić w teren chociażby na wschody słońca. Zaczerpnięcie natury rano daje mi czystszy umysł do nauki. Choć fizycznie bywam po tym bardzo zmęczony i czasem w szkole ledwo żyję, to jednak głowa jest przewietrzona. Ustaliłem sobie, że jeśli mogę, to wychodzę na wschód lub zachód słońca. Staram się znaleźć chociaż godzinę dziennie, by pochodzić w terenie. Daje to niesamowity relaks i odpoczynek komuś, kto cały dzień spędza w ławce szkolnej. Dorośli zresztą też to przyznają – krótki spacer po lesie czy parku daje naprawdę wiele, mimo że to tylko chwila.

Zdjęcie autorstwa Marka Fabera
Zdjęcie autorstwa Marka Fabera

Zgadza się. Wspominasz często o hałdzie. O którą hałdę chodzi?
Mówię o hałdzie w Bielszowicach.

Często chodzisz na tę bielszowicką hałdę? Czy można tam spotkać jakieś ciekawe gatunki? Jest tam w ogóle życie?
Tak, życia jest tam bardzo dużo. Mimo że mówi się o jej "księżycowym krajobrazie", to ja spotkałem tam między innymi świergotka polnego, który w zeszłym roku miał tam lęgi. W tym roku naliczyłem przynajmniej dwie pary. Niestety, rozbudowa trasy N-S na odcinku Bielszowice-Halemba i związane z tym nasypy ziemi trochę mu zagrażają, zobaczymy, jak potoczą się jego losy. Można tam zaobserwować migrujące drapieżniki, takie jak kobczyk, kania ruda, kania czarna czy kobuz. Jest też cała masa ptaków, które występują tam regularnie: kląskawki, pokląskwy, potrzeszcze czy łabędzie.

Czyli można tam zobaczyć sporo gatunków.
Zdecydowanie. Naliczyłem na tym stosunkowo niedużym skrawku hałdy już około 140 gatunków ptaków.

Porozmawiajmy jeszcze o najrzadszych gatunkach ptaków, jakie udało ci się zaobserwować. Mamy już nura białodziobego, wiem że obserwowałeś też czaplę modronosą. Co jeszcze było dla ciebie tak wyjątkowe i oryginalne?
Razem z doktorem Jackiem Betleją i kilkoma innymi obserwatorami, jestem współodkrywcą pierwszego lęgu kormorana małego w Polsce. Z roku na rok obserwowaliśmy ich coraz więcej, wiedzieliśmy, że w końcu zaczną u nas gniazdować. Szykując się do liczenia gniazd ślepowronów i mew białogłowych, zauważyliśmy małego czarnego ptaka, który wleciał w zarośla. Okazało się, że to jego gniazdo. To było chyba moje najciekawsze odkrycie. Obserwowaliśmy także warzęchę – białego, brodzącego ptaka – podczas naszego corocznego "pochodu pierwszomajowego", kiedy płyniemy łódką po zbiorniku w Goczałkowicach. Do tego dochodzą rybitwy białoczelne, świergotki polne, kobczyki czy kuropatwy, których niestety z roku na rok ubywa. Tych gatunków było naprawdę wiele.

Gdzie wprowadzasz te szczegółowe dane?
Dane podaję głównie na stronie i w aplikacji eBird, a także w portalu Ornitho. Można tam dokładnie przejrzeć moje obserwacje. Bardzo zachęcam innych do dodawania swoich danych, bo to buduje wartość naukową – jest to nasza cegiełka dołożona do badań. Dzięki temu możemy weryfikować, jak zmieniają się populacje w danym miejscu, czy rosną, czy pojawiają się nowe gatunki. To niezwykle pomocne narzędzie.

Mam jeszcze takie nieco filozoficzne pytanie. Po co nam właściwie ptaki?
Przede wszystkim, gdyby nie ptaki, byłoby na świecie o wiele więcej owadów. Gdyby zabrakło ptaków, mogłoby się to dla nas skończyć bardzo źle. Nawet jeśli dzisiaj wydaje nam się, że komarów i owadów jest dużo, bez ptaków byłoby ich nieporównywalnie więcej. Są one niezwykle potrzebne do zachowania równowagi.

Oprócz obserwacji zajmujesz się również fotografią. Masz odpowiedni sprzęt, a robienie zdjęć przyrody uczy ogromnej cierpliwości. Pamiętasz zdjęcie, które kosztowało cię najwięcej wysiłku, czatowania lub dalekich wypraw?
Bardzo dużo cierpliwości kosztowały mnie zdjęcia lisa. Znalazłem lisią norę, usiadłem przy niej i po prostu czekałem. W końcu wyszedł młody lisek.

To te zdjęcia, które udostępniłeś niedawno na swoich profilach w mediach społecznościowych?
Tak, to te same. Po chwili z nory wyszła jeszcze czwórka innych młodych i matka. Kiedy mnie zauważyła, zrobiła się czujna i wyczuła, że coś jest nie tak. To kosztowało mnie najwięcej czasu. Dużo cierpliwości wymagają też wschody słońca. Nieraz czekam w wybranym miejscu, a ptaki po prostu nie przylatują. Zastanawiam się wtedy, czy to w ogóle ma sens. Ale dla mnie to zawsze ma sens – nawet jeśli nie zrobię żadnego zdjęcia, każdy wschód słońca jest wyjątkowy i inny. Często czatuję też na płasko na błocie, próbując sfotografować ptaki siewkowe z perspektywy ich oka. Polega to na długim leżeniu i czekaniu. Jednak zdecydowanie to lisy kosztowały mnie najwięcej czasu.

Na twoim profilu widziałam, że fotografujesz nie tylko ptaki, ale też inne zwierzęta, w tym lisy, sarny czy dziki.
Tak, uwieczniam wszystko, co wpadnie mi w obiektyw podczas spacerów lub zasiadek. Podchodzę zwierzynę lub po prostu na nią czekam. Ostatnio zrobiłem na przykład zdjęcie sarnie w rzepaku.

Sarna w rzepaku. Fot. Marek Faber
Sarna w rzepaku. Fot. Marek Faber

"Rzepiakara" – to zdjęcie było super! Myślałam, że to kwestia szczęścia – wychodzisz z domu, a tam stoi sarna w rzepaku.
Czekałem i liczyłem, że wyjdzie w to konkretne miejsce, w które chciałem. Dzień wcześniej też tam byłem i nie zobaczyłem niczego. Więc było w tym dużo szczęścia, że za kolejnym razem akurat tak idealnie trafiłem.

Odbierając nagrodę Zielonego Czeku, dziękowałeś osobom, które zaszczepiły w tobie miłość do przyrody. Wspomniałeś o doktorze Jacku Betlei z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu i Karolinie Skorb. Jak ważne jest to, by rozwijać pasję pod okiem doświadczonych dorosłych, by czuć się zaopiekowanym w tym temacie?
Ta pomoc jest dla mnie bezcenna. Bez nich na pewno nie wypłynąłbym na zbiornik goczałkowicki, nie uczestniczyłbym w badaniach nad rybitwą białoczelną i rzeczną, ani w akcjach obrączkowania. Bardzo wiele im zawdzięczam. Chętnie dzielą się ze mną swoją wiedzą i w każdej wolnej chwili przekazują mi nowe informacje. W Muzeum Górnośląskim w Bytomiu prowadziłem również badania nad zmiennością rozmiarów muszli szczeżui wielkiej – jestem zresztą współautorem pracy naukowej na ten temat.

A jak do twojej pasji podchodzą koledzy z klasy? Rozumieją cię i podzielają to zainteresowanie?
Z pewnością podziwiają to, co robię. Dzisiejsze społeczeństwo nie jest aż tak silnie zorientowane na naturę. Często pytają: "Chce ci się wstawać rano o czwartej, skoro zaraz potem idziesz do szkoły?". Odpowiadam, że czasami mi się nie chce. Zdarza się, że dzwoni budzik, a ja zastanawiam się, czy na pewno iść. Ale ostatecznie zawsze idę. Rówieśnicy są tym więc zainteresowani, choć sami z własnej woli by nie wstali.

Masz dwa wielkie marzenia. Jedno z nich to podróż do Australii. Dlaczego akurat tam?
Przede wszystkim żyją tam kazuary – duże ptaki nielotne, które bardzo chciałbym zobaczyć na żywo. Australia jest ogólnie niesamowicie bioróżnorodna. Występuje tam wiele unikalnych gatunków ssaków, takich jak kangury czy koale, a także węże i pająki. Doktor Jacek Betleja prowadził tam wycieczkę i potwierdza, że to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. To po prostu zupełnie inny świat niż nasz.

Twoim drugim marzeniem jest sfotografowanie ptaka, który nigdy wcześniej nie był widziany w naszym kraju.
Tak, marzy mi się odkrycie tzw. "jedynki dla Polski". Wymaga to spędzenia mnóstwa godzin w terenie na poszukiwaniach. Liczę na to, że kiedyś uda mi się znaleźć taki nowy gatunek na naszej hałdzie, dopóki tam jeszcze chodzę – zanim wyrobię prawo jazdy i zacznę podróżować dalej. To miejsce ma ogromny potencjał w trakcie sezonu migracyjnego; mógłby się tam zatrzymać na odpoczynek ptak, którego wcześniej w Polsce nie stwierdzono.

Zaczynałeś w wieku 12 lat, a dzisiaj, mając 17, jesteś fotografem i ekspertem w swojej dziedzinie. Co poradziłbyś młodym ludziom, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z podglądaniem przyrody?
Na pewno polecałbym zwracać większą uwagę na otaczającą nas naturę. Mimo że wydaje się, że jest jej coraz mniej, warto doceniać drzewa i ptaki. Nawet mieszkając w mieście, warto się na chwilę zatrzymać i dostrzec zielone zakątki. Radziłbym spędzać więcej czasu w naturze, odpocząć od mediów społecznościowych. Warto wybrać się na spacer, ze znajomymi lub samemu, posłuchać odgłosów przyrody i po prostu się wyciszyć.

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach – Logo.

Materiał dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Za jego treść odpowiedzialność ponosi redakcja.

Sekrety Slaska Cieszynskiego ksiazka

Może Cię zainteresować:

Wafelek, który rozpalił Islandczyków. Rozdział książki "Sekrety Śląska Cieszyńskiego", autorstwa Tomasza Wolffa

Autor: Redakcja

06/06/2026

Zabytkowy gmach poczty w Chorzowie

Może Cię zainteresować:

Neogotycki klasyk w centrum Chorzowa. Poczta, która wygląda jak średniowieczny zamek

Autor: Maciej Poloczek

05/06/2026

Wycieczki Slazag

Może Cię zainteresować:

Wycieczki i spacery Ślązaga w ramach festiwalu Kierunek GZM 2026: Mikołów, Katowice, Chorzów x2, Bytom, Sosnowiec

Autor: Katarzyna Pachelska

03/06/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama