Patryk Osadnik
REGIOS

REGIOS: Potrzebujemy regionalistów, którzy działają aktywnie, a nie kanapowiczów

Era regionalizmu spod znaku Jerzego Gorzelika, Henryka Mercika i Leona Swaczyny już się skończyła? Śląskość to dla młodych ludzi moda czy realny wybór polityczny? Odbicie mandatów w Sejmiku Województwa Śląskiego jest możliwe tylko dzięki wspólnej liście? Czy prezydent Andrzej Duda już przeczytał książkę prof. Ryszarda Kaczmarka? Rozmawiamy z Tomaszem Skowronem i Łukaszem Giertlerem, czyli prezesem i wiceprezesem stowarzyszenia REGIOS, założonego niedawno przez młodych regionalistów.

REGIOS stworzyliście na bazie sprzeciwu wobec stagnacji w Śląskiej Partii Regionalnej. Co was tam najbardziej uwierało?
Tomasz Skowron: Największym problemem było to, że próbowaliśmy stworzyć nowoczesną partię - z konkretnym programem i rozwiązaniami, spozycjonowaną politycznie, aktywną - i robiliśmy to niespecjalnie zważając na pomoc innych działaczy, ale taki model grupie osób związanych z ŚPR nie odpowiadał. Oni uznali, że wolą swoje cele realizować po staremu, czyli rozsiadać się na kanapowych spotkaniach i narzekać, najlepiej na tych, którzy coś robią, co donikąd nie prowadzi. Ograniczało to naszą swobodę działania i z czasem uznaliśmy, że to po prostu nie ma przyszłości. Czarę goryczy przelały zmiany w zarządzie, z którego usunięto jedyne osoby młode i wstawiono niespecjalnie ruchliwych działaczy. Wówczas uznaliśmy, że musimy zrobić krok w przód.

Łukasz Giertler: Stagnacja to słowo kluczowe, kiedy mówimy o ŚPR i całym środowisku regionalnym na polu politycznym. Wielokrotnie spotykaliśmy się z tym, że kiedy pojawiał się dobry innowacyjny pomysł, rozpoczynała się rozciągnięta w czasie dyskusja… My stawiamy na śląski pragmatyzm i zamierzamy nie tylko mówić o naszych wizjach, ale przede wszystkim je realizować. W środowisku regionalnym mówiło się, że nie ma następców dla Jerzego Gorzelika, Henryka Mercika czy Leona Swaczyny. Chcemy pokazać, że jest inaczej i są to osoby młode, zaangażowane, gotowe do pracy, dla których jest to odpowiednie miejsce i czas.

Czy waszym zdaniem pomysł na regionalizm, a może zapał do działania RAŚ i Jerzego Gorzelika, ŚPR i Henryka Mercika czy Ślonzoków Razem i Leona Swaczyny już się wypalił?
ŁG: Tak. Zdecydowanie tak. Przede wszystkim spójrzmy na to, że kiedy oni startowali, zaczynało się to od licznych happeningów i ludzi młodych. Być może sam pomysł się nie wypalił, ale po prostu zestarzał. Planujemy to odświeżyć. Nie tylko w kontekście lokalnym, ale ogólnopolskim, ponieważ to nie jest tak, że zwolenników regionalizmu można spotkać tylko na Śląsku, a reszta Polski nas nie rozumie. Nie mamy monopolu na regionalizm, a poza tym chcemy, żeby Śląsk był inkluzywny. Polacy, Niemcy i Czesi, czy też sami Ślązacy, bardzo wiele osób, które nie mają głębokich śląskich korzeni, doskonale odnajduje się w idei regionalizmu, ale przez dotychczasową przesadną martyrologię, sprawdzanie drzewa genealogicznego do kilku pokoleń wstecz, czują się lekko wyautowani.

TS: Środowisku regionalnemu brakuje spojrzenia w przyszłość, zamiast wyłącznie skupiania się na polityce reakcyjnej - Warszawa coś zrobi, to my musimy pokazać w kontrze, że nie wszystko powinno być centralizowane. Brakuje długoterminowej strategii, wizji przyszłości, która nie będzie tylko hasłem rzuconym na wiatr: "Za trzy lata autonomia!", ale sprecyzowanym i jasno postawionym planem osiągania celów. Oczywiście nie za tydzień, miesiąc czy rok, ale za kilka lub kilkanaście lat. Tego musimy mieć świadomość. Dotąd mocny nacisk kładziono wyłącznie na kwestie tożsamościowe, historyczne i etniczne, ale ludzie się tym nie najedzą. Mamy doczesne problemy, którym trzeba sprostać.

Filip Springer

Może Cię zainteresować:

Filip Springer: Niezbędne są mieszkania. Czy niezbędny jest nowy stadion GKS-u Katowice?

Autor: Patryk Osadnik

10/06/2022

Wasze hasła: 1. Śląsk w Europie; 2. Samorząd, decentralizacja, deglomeracja; 3. Praworządność i prawa mniejszości; 4. Śląsk innowacyjny; 5. E-Śląsk - e-Region; 6. Śląsk wielokulturowy. Momentami wpada to w tony Łukasza Kohuta i wcale nie twierdzę, że to źle.
TS: Uważamy, że jednym z pierwszych elementów, które musi zaakcentować środowisko regionalne, jest jego określenie światopoglądowe i gospodarcze. Dla nas to m.in. bezwzględna równość wszystkich wobec prawa, z czego wynika chociażby kwestia tolerancji i poszanowania praw mniejszości, a także całkowita decentralizacja, czyli przekazanie jak największej liczby kompetencji samorządom, innowacyjność, przynależność do Unii Europejskiej itd. Można powiedzieć, że to wpada w tony Łukasza Kohuta, a z drugiej strony prawdziwa decentralizacja nie jest dziś możliwa we współpracy z partiami, które są w Sejmie, ponieważ ona wszystkie są mocno scentralizowane i wyznają jedynie charakter unitarny państwa.

ŁG: Pamiętamy doskonale, kiedyś Sejmikiem Województwa Śląskiego współrządziła Platforma Obywatelska i RAŚ. Dziś wszyscy ludzie PO przyznają, że decentralizacja to dobry pomysł, a w tym samym czasie tłumaczą, że np. muszą podnosić w jednym z miast opłaty za parking z uwagi na to, że wszystkie wpływy z VAT trafiają do Warszawy. Szkoda, że kiedy byli u władzy, nie odwrócili tego przepływu pieniędzy, aby więcej podatków zostawało w samorządach. Nie chcemy ludziom mydlić oczu, tylko realnie pokazać, nawet na tym przykładzie, że gdyby dokonać zmian w polityce fiskalnej, to więcej pieniędzy zostałoby w miastach, a tym samym w ich kieszeniach.

Kilka lat temu dużo mówiło się o modzie na śląskość wśród młodych. Mam tutaj na myśli m.in. popularność produktów z takich sklepów jak Gryfnie. Czy to da się przekuć na realny elektorat czy ruch polityczny? Wczoraj kupiłeś koszulkę z napisem "Hajer", a jutro zagłosujesz na regionalistów?
ŁG: Jak najbardziej, ponieważ Śląsk ma być otwarty dla wszystkich. To nie tylko moda na śląskość. Mamy przecież w województwie śląskim także Zagłębie, Śląsk Cieszyński czy Żywiecczyznę, gdzie nie brakuje osób, które identyfikują się jako regionaliści. I bardzo dobrze, bo tego nam brakowało. Cieszmy się, że możemy się tak różnić. Nawet mimo niedawnej inicjatywy, aby zmienić nazwę województwa śląskiego, w tych miejscach nie brakuje osób, które się z nim identyfikują, a wiele z nich wskazuje, że obecnie nie potrzebujemy zmiany nazwy lub granic, tylko musimy skupić się na konkretnych rozwiązaniach, aby np. zatrzymać depopulację miast i przekonać młodych ludzi, aby w nich zostali. Ważne jest trzymanie się regionalizmu nie tylko w aspekcie tożsamościowym, ale również w aspekcie pragmatycznym.

TS: Tożsamość to pewna wisienka na torcie, ale poza tym mamy w nim bardzo wiele smakowitych kąsków. Wywodzimy się z mniejszości, a to sprawia, że idea regionalizmu jest nam bliska, ale chcemy stworzyć ofertę decentralizacji dla całej Polski, opartej nie tylko na tożsamości, ale m.in. na innowacyjnych rozwiązaniach dla regionów.

Wybory samorządowe powinny odbyć się w 2023 roku, ale równie dobrze mogą się odbyć w 2024. Chcecie w nich wystartować jako REGIOS?
TS: Należy mocno zaznaczyć, że REGIOS nie przyczyni się do podziału poparcia dla regionalistów w województwie śląskim. Pojawiają się głosy, że będzie kolejna lista, do tego nie wiadomo, co z Łukaszem Kohutem i Ślōnskom Sztamom. Nie. Rozumiemy jak działa arytmetyka i nie chcemy podejmować działań, które zamiast wzmocnić, osłabią regionalistów. Poza tym, w środowisku jest taki kocioł i konflikty, że w naszym odczuciu walka o samorządy mija się z celem. Znów musielibyśmy wrócić do sporów z grupą pewnych, mówiąc wprost, leśnych dziadków, którzy stracili zdolność do konstruktywnego dialogu i sprawili, że regionaliści znaleźli się w dołku. Chcemy działać tam, gdzie realnie mamy możliwość zmiany polityki regionalnej, czyli w Sejmie i Senacie. Nie chcemy skupiać się na tym, kto komu nadepnął na odcisk.

Magazyn KAS

Może Cię zainteresować:

Tony tytoniu, tysiące maszyn do gry i skóry wilków. Widzieliśmy tajemnicze zakamarki magazynów skarbówki

Autor: Patryk Osadnik

25/06/2022

ŁG: Na pewno nie będziemy startować w najbliższych wyborach parlamentarnych. Dlaczego? Uczymy się na błędach poprzedników. Nie zamierzamy tworzyć marki tylko na wybory, na szybko i na wariackich papierach. Chcemy oprzeć się o analizy ekspertów, stworzyć program poparty praktykami, aby dać ludziom ofertę gotową. Poza tym kolejna lista do Sejmiku Województwa Śląskiego jest bez sensu. Nie mamy zamiaru rozbijać własnego towarzystwa, jesteśmy otwarci na współpracę aktywistyczną na płaszczyźnie idei regionalistycznej, ale na partnerskich zasadach. Nie interesują nas jednak personalne konflikty i działanie wyłącznie dla dobra własnych interesów. Nie chcemy wyłącznie opowiadać o swoich wizjach, ale je realizować.

Start w wyborach do Sejmu wymaga m.in. wyłonienia odpowiedniej liczby kandydatów i przekroczenia progu wyborczego.
ŁG: Tak, ale niewykluczone, że otwierając się na różne mniejszości, będziemy mogli skorzystać z mechanizmów, które ten próg znoszą.

Zejdźmy do czegoś, co bliżej nas. Uważacie, że regionaliści bez jednej listy mają szansę odzyskać mandaty w Sejmiku Województwa Śląskiego?
TS: Wszystko zależy od liderów tego ruchu. Na dwoje babka wróżyła, ale gdyby powstała jedna lista, to sami jesteśmy gotowi uczestniczyć w takim projekcie, zaznaczając oczywiście, że kwestie decentralizacyjne są dla nas najważniejsze, a tożsamościowe to tylko wisienka na torcie. Chcemy jednak odejść od myślenia kadencyjnego i zbierania sił raz na kilka lat. Potrzebujemy regionalistów, którzy działają aktywnie, a nie kanapowiczów, dla których jedynym powodem zasiadania we władzach samorządowych jest fakt, że są Ślązakami.

ŁG: Moim zdaniem powrót regionalistów do sejmiku jest niemal pewny. W tym miejscu apeluję: zrezygnujcie z własnego ego, przestańcie myśleć tylko w kategoriach korzyści własnych i własnych stowarzyszeń. Wróćmy do idei, które nas łączą. Na tym polega dojrzałość polityczna, aby uderzyć się w pierś i przyznać, że popełniło się błąd.

Wysłaliście prezydentowi Andrzejowi Dudzie książkę prof. Ryszarda Kaczmarka "Powstania śląskie 1919-1920-1921. Nieznana wojna polsko-niemiecka". Dostaliście odpowiedź na temat wrażeń po lekturze?
ŁG: Nie dostaliśmy jeszcze żadnej odpowiedzi, więc możemy przyjąć, że Andrzej Duda jest jeszcze w trakcie lektury. Cieszy nas za to, że do akcji przyłączył się europoseł Łukasz Kohut i sprezentował prezydentowi drugi egzemplarz. Dobrze, że politycy dostrzegają nasze działania. Poza tym, im więcej książek prof. Ryszarda Kaczmarka w kancelarii PAD, tym większa szansa, że ktoś po nie sięgnie.

Podczas uroczystości związanych z przyłączeniem części Górnego Śląska do Polski staliście z transparentem o treści podobnej do tytułu książki. Jakie były reakcje ludzi?
TS: Na początku pojawiło się kilka osób, którym nasz transparent przeszkadzał, ale nie ze względu na hasło, tylko dlatego, że zasłaniał widok. Jeden z panów nawet poszedł z tą sprawą do policjantów, ale oni nie dostrzegli w tym żadnego naruszenia przepisów. Później zaczęło podchodzić coraz więcej osób, które gratulowały nam tej akcji. Wyrazistym symbolem całego tego wydarzenia niech będzie fakt, że w kulminacyjnym momencie, kiedy zrzucano okowy i symbolicznie wprowadzano części Górnego Śląska do Polski, klaskało kilku sfrustrowanych naszą obecnością oficjeli. Cała reszta milczała. To pokazuje, że ludzie nie przyszli tam świętować i uczestniczyć w wydarzeniu, ale po prostu zobaczyć, co się dzieje. Staramy się zwalczać fałszywą narrację na temat historii Śląska i to był element tych działań. Uważamy, że rzetelna ocena historii zawsze się obroni, nawet jeśli jest ona trudna dla Polaków, Niemców czy Ślązaków, a pewnym sytuacją musimy powiedzieć: "Nigdy więcej", tak jak Niemcy powtarzają do bólu po II wojnie światowej. Nigdy więcej "Zgody" w Świętochłowicach, nigdy więcej obozów pracy, nigdy więcej wojny hybrydowej, a tzw. powstania śląskie były właśnie wojną hybrydową.

Kravare

Może Cię zainteresować:

Marcin Nowak: Autostradą Bursztynową na weekend? Tak, ale w drugą stronę. Bo czeski Śląsk jest piękny

Autor: Marcin Nowak

11/06/2022

ŁG: Dlaczego transparent i ulotki? Ponieważ nie chcieliśmy tam przyjść z gwizdkami i pokazać, że możemy takie obchody zepsuć. Nie chcemy być aroganckimi krzykaczami. Chcemy znaleźć miejsce dla poważnej dyskusji o historii, która nie jest czarno-biała. Wielu ludzi podchodziło, pytali lub gratulowali, cieszyli się, że regionaliści znów wyszli z domów. Nie ukrywajmy, że na obchodach więcej od samej widowni było zaproszonych gości. Zresztą TVP sprytnie tego nie pokazało, kierując kamerę na pierwszy rząd oficjeli, zamiast na pusty plac za nimi.

"Nie chcemy pokazywać Śląska wielobarwnego, wielokulturowego tylko starania o polskość Śląska", "Musimy tłamsić narrację, która jest przeciw Polsce" - to tylko dwa cytaty z Czesława Sobierajskiego, pomysłodawcy Alei Polskiego Dziedzictwa Śląska. Jak wam się podoba?

LG: Trudno zareagować na to inaczej niż życzliwym śmiechem. To całkowity brak poszanowania dla naszej spuścizny kulturowej i historycznej. Sam pomysł z aleją dębów jest jak najbardziej dobry, podobnie jak z Panteonem Górnośląskim, problem jest w samej realizacji. Słowa i pomysł Czesława Sobierajskiego są tym samym, co decyzja Przemysława Czarnka o zmniejszeniu liczby godzin nauczania języka niemieckiego dla mniejszości z trzech do jednej - to dyskryminacja obywateli tego kraju. Nie boli mnie to, że mniejszości są dyskryminowane, bo do tego się przyzwyczaiłem w Polsce. Boli mnie to, że mam mnóstwo przyjaciół i znajomych Polaków, którym dobrze żyje się na Śląsku, a wciska im się do głowy taką kłamliwą narrację historyczną.

TS: Widocznie brakuje tutaj zrozumienia różnicy pomiędzy spójnikami "lub" i "albo". Śląskość nie wyklucza polskości i odwrotnie. Po prostu chcemy regionów, w których każdy członek mniejszości będzie czuł się bezpiecznie i jak u siebie. Chodzi o wzajemny szacunek. Zaproponowana retoryka jest bardzo szkodliwa i wykluczająca.

LG: Czesław Sobierajski sam pochodzi z Kielc. Przyjechał na Śląsk i spotkał się z tutejszą gościnnością, a skoro się z nią spotkał, to powinien wziąć z niej przykład i czerpać garściami, ponieważ sam został przyjęty, stał się częścią tej społeczności, więc powinien reszcie osób, o odmiennych korzeniach, także pozwolić czuć się tutaj swobodnie.