Rozmowa z Moniką Kasser, miejscową nauczycielką historii, regionalistką i pisarką tworzącą książki o Górnym Śląsku, animatorką kultury w jej rodzinnych Świętochłowicach
Spotykamy się w centrum Świętochłowic, gdzie na nowej ławeczce zasiadł książę Guido Henckel von Donnersmarck. Pani była inicjatorka tego przedsięwzięcia, prawda?
To było moje wielkie marzenie, które dojrzewało we mnie od kilku lat. Początkowo wyobrażałam sobie, że książę zasiądzie tyłem do naszego kościoła ewangelickiego, którego sama jestem parafianką. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ to teren prywatny. Wtedy podpowiedziano mi, bym skorzystała z budżetu obywatelskiego. Napisałam projekt i, ku mojej radości, mieszkańcy go poparli. Uznali, że to ważna postać dla miasta, bo to właśnie w Świętochłowicach pozostało po jego działalności najwięcej śladów. I tak oto książę „zamieszkał” w samym centrum.
Postać księcia Guido budzi jednak pewne kontrowersje. Dlaczego niektórzy postrzegają go w sposób negatywny?
To prawda, pojawiają się głosy krytyczne. Mówi się o nim: pruski magnat, Niemiec, a nawet „polakożerca”. Musimy jednak pamiętać o kontekście historycznym. W tamtym czasie Górny Śląsk był częścią państwa pruskiego, a później niemieckiego. Podatki, które książę płacił, trafiały do Berlina, a nie do Warszawy, bo Warszawa jako stolica niepodległego państwa wówczas nie funkcjonowała – to były czasy zaborów. Wszyscy magnaci przemysłowi działający tutaj byli obywatelami Niemiec. Gdybyśmy my żyli w tamtej epoce mieszkając w Świętochłowicach, również bylibyśmy obywatelami tego samego państwa.
Większość kojarzy Donnersmarcka głównie ze Świerklańcem. Co zostawił po sobie konkretnie tutaj, w Świętochłowicach?
W Świerklańcu opowiada się o legendarnych śladach, mają kościół, ale ich pałac i stary zamek już nie istnieją. My natomiast mamy niemal wszystko i wciąż z tego korzystamy! W centrum stoi dawna główna dyrekcja kopalń Donnersmarcka, gdzie dziś znajdują się mieszkania. Mamy dwa kościoły: ewangelicki oraz katolicki pw. św. Piotra i Pawła, na którego budowę książę kazał sprowadzić materiały. Dzisiejsza ulica Katowicka została poszerzona na jego życzenie, by ułatwić dojazd do dworca. Muzeum Powstań Śląskich mieści się w dawnym zarządzie biur dworskich księcia. Do tego dochodzą budynki urzędnicze, kolonie mieszkalne przy ulicy Polaka, dawny szpital huty Bethlen-Falva czy wreszcie same zakłady przemysłowe. Jeden z nich, dzisiejszy ArcelorMittal (dawna Huta Florian), ma już blisko 200 lat. Nie zapominajmy o Lipinach, Piaśnikach z tamtejszym pałacykiem czy wieżach kopalni „Polska”, która pierwotnie na cześć zjednoczenia Niemiec nazywała się „Deutschland”. Guido był blisko cesarza i Bismarcka, co pozwalało mu zarabiać ogromne pieniądze, które jednak tutaj inwestował, dając tysiącom ludzi pracę i mieszkania.
Przyjrzyjmy się samej rzeźbie. Jaką wersję księcia widzimy na tej ławeczce?
Przedstawiliśmy go w wersji nieco „odchudzonej”, ponieważ pod koniec życia książę był człowiekiem dość potężnej postury. Chcieliśmy jednak, aby był to wizerunek „miłego pana”. Dzieci, które go mijają, mówią o nim nawet „wujek”. Podoba nam się taki książę – patrzący łagodnym okiem na swoje miasto, na to dawne centrum dowodzenia jego przemysłowym imperium.
Mimo tej łagodności, postać zachowuje pewien majestat.
Oczywiście, to postać majestatyczna. Mam nadzieję, że stanie się magnesem dla turystów, którzy będą chcieli zrobić sobie z nim zdjęcie. Świętochłowice bywają czasem niesprawiedliwie postrzegane jako mało istotne miejsce, niektórzy mówią, że to dziura, inni mylą Świętochłowice z Siemianowicami, a przecież mamy tutaj historię wielkiego przemysłu dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Czy książę jest „podpisany”?
Tak, z tyłu znajduje się inskrypcja: „Książę Guido Henckel von Donnersmarck 1830–1916”. Wszystko jest na swoim miejscu


