Ołomuniec: miasto, które się nie spieszy - i na które trzeba zarezerwować cały dzień
Zaskoczenie numer jeden to Ołomuniec: drugie pod względem liczby zabytków miasto Czech - i jedno z tych, które najłatwiej przeoczyć na mapie, planując wyjazd do Pragi. Tymczasem to właśnie tu Jan III Sobieski zatrzymał się w drodze pod Wiedeń i w liście do Marysieńki narzekał na drożyznę i hałas zegara ratuszowego. Zegar ratuszowy, co prawda już inny, ale zdecydowanie wart zobaczenia wybija godziny tak samo głośno jak wtedy. Hugo Kołłątaj siedział tu w więzieniu dwukrotnie - miasto ma więcej polskich wątków wpisanych w swoje mury, niż można się spodziewać.

Ołomuniec to jednak nie tylko historia w podręcznikowym sensie. To miasto z fontannami, plantami, ogrodem botanicznym i zoologicznym, gdzie zieleni jest więcej niż w niejednej metropolii, a kolumna Trójcy Świętej na górnym rynku wpisana jest na listę UNESCO. Na spokojne zwiedzanie potrzeba tu co najmniej całego dnia - i najlepiej bez zegarka. Wieczorem warto wsiąść na stateczek Ololoď i zobaczyć miasto z wody. Ołomuniec z rzeki to inne miasto niż Ołomuniec z chodnika, bo widziane z perspektywy, której nie daje żaden przewodnik.
Tuż przy rzece działa Veslařský klub Olomouc - jeden z aktywniejszych klubów wioślarskich w regionie, z własną przystanią i sekcją młodzieżową. Wiosłowanie na Morawie to w Ołomuńcu sport z tradycjami, a widok łodzi ślizgających się po rzece i o poranku i o zachodzie słońca jest stałym elementem krajobrazu miasta.

Kolację warto zarezerwować w Long Story Short - restauracji w dawnej piekarni wojskowej z XVII wieku, z Bib Gourmand od Michelina i miejscem wśród trzydziestu najlepszych restauracji w Czechach według Gault & Millau. Menu bez menu: na stole pojawiają się składniki zamiast nazw dań, efekt jest nieprzewidywalny i właśnie o to chodzi.

Ser, który pachnie wyzywająco - i browar obok
Idealny przystankek poza miastem - Velké Bystřice i minibrowar Tvarg. Historia miejsca jest prosta: on wniósł tradycje browarnicze, ona serowarnicze. Efekt: piwo i tvarůžky pod jednym dachem. Serki ołomunieckie to jedyny czeski ser objęty Chronionym Oznaczeniem Geograficznym - wytwarzane z chudego twarogu, bez konserwantów i barwników, z intensywnym zapachem i zaskakująco kremowym smakiem. W Tvargu po raz pierwszy można trafić na tatar z tvarůžků - i odkryć, że ten zapach wcale nie był ostrzeżeniem.
Warto wiedzieć, że w Czechach bardzo popularny jest smażony ser - i nie chodzi wyłącznie o tvarůžky. Smażony ser w panierce to tu klasyk równie obecny w menu jak svíčková, dostępny praktycznie wszędzie, od przydrożnej restauracji po miejską kawiarnię.
Kuchnia morawska: dwie twarze, kilka odsłon
Przy morawskim stole można siedzieć kilka razy dziennie - i za każdym razem będzie inaczej. To jeden z mocniejszych argumentów za tym kierunkiem podróży.
Tradycyjna twarz tutejszej kuchni to Hanácké hospodě w centrum Ołomuńca - kolacja w stylu, który nie udaje niczego, czym nie jest. Solidna kuchnia regionalna, duże porcje, obsługa z charakterem. Tu warto odkryć, że kaše to nie kasza, ale puree ziemniaczane - różnica pozornie drobna. Bistro Paulus to z kolei bufet z tacą i menu na tablicy - zupa kulajda, kremowa z grzybami i koperkiem, i pieczeń. Klasyka w wykonaniu kogoś, kto wie, co robi. Oprócz stałej karty Paulus prowadzi tygodniowe menu z nowoczesnymi daniami - warto zapytać o aktualną propozycję.
Jest też strona, o której łatwo zapomnieć - ryby. Kuchnia czeska sięga po nie chętniej niż można się spodziewać, i to przez cały rok, nie tylko przy okazji Wigilii. I wino - Morawy uprawiają ponad czterdzieści odmian winogron. Nie spróbować morawskiego wina będąc na Morawach to jedyny grzech, którego tu naprawdę łatwo uniknąć.
Dla dzieci: jaskinie, spływ i złoto w patelni
Morawy działają na dzieci inaczej niż większość europejskich kierunków turystycznych. Nie dlatego, że ktoś specjalnie zaprojektował tu atrakcje rodzinne. Dlatego, że region ma w sobie coś, co sprawia, że pytania zadają się same.
Jaskinie Mladečskie kryją ślady obecności człowieka sprzed ponad 30 tysięcy lat – kości ludzi Cro-Magnon znalezione tu przez Josefa Szombathyego w 1881 roku należą do najstarszych w Europie Środkowej, starszych niż ich słynne odpowiedniki z Francji. W tym samym miejscu żył lew jaskiniowy, niedźwiedź jaskiniowy, mamut, żubr i hiena. Jaskinia składa się z trzech pięter i sięga 40 metrów pod powierzchnię – najgłębsza część ma 17 metrów wysokości i stałą temperaturę 10,5°C, warunki na tyle szczególne, że w przeszłości prowadzono tu speleoterapię dla dzieci chorych na astmę. Dla dzieci to miejsce, gdzie historia przestaje być abstrakcją - i gdzie po wyjściu można zwiedzić kolejne pobliskie jaskinie.

Spływ pontonem lub kajakiem odnogami Morawy przez Krajobrazowy Park Chroniony Litovelské Pomoraví to całe popołudnie na rzece - spokojnej, bezpiecznej, z meandrami i lasami łęgowymi po obu stronach. Rzeka tu jest żywa: zmienia koryto, podmywa brzegi, przewraca drzewa. Dwie przenoski przez powalone pnie ratują honor dzikiej odnogi Morawy, a przy okazji są niesamowitą przygodą nie tylko dla młodszych uczestników spływów. Nad głową startują czaple, po kamieniach śmigają zimorodki. Park obejmuje 96 kilometrów kwadratowych unikalnego ekosystemu - jedynej w Europie śródlądowej delty rzecznej tego rodzaju.

Osada poszukiwaczy złota w Złotych Górach to inna liga atrakcji - taka, z której dzieci wychodzą z historią do opowiedzenia. Z patelniami w dłoniach płucze się piasek w nadziei na choćby okruszek. Coś do zrobienia, coś do szukania, coś do pamiętania. Daje to więcej niż jakakolwiek gablota z eksponatem.

Pevnost poznání w Ołomuńcu - interaktywne centrum nauki zaprojektowane dla dzieci, które każde zdanie zaczynają od „dlaczego" - i dla dorosłych, którzy pamiętają, że sami tacy byli. Eksponaty do dotykania, eksperymenty do przeprowadzania, zjawiska fizyczne do obserwowania z bliska. Miejsce, gdzie dzieci nie pytają, kiedy wychodzimy. Na aktywne zwiedzanie potrzeba tu co najmniej trzech godzin.

Zamek, bazylika, elektrownia i sześć saun
Zamek Šternberk, jeden z tych obiektów, które na typowej trasie turystycznej bywają obowiązkowe i przewidywalne. Tu jest inaczej. Zbiory po Liechtensteinach - malarstwo holenderskie, włoskie i czeskie, piece kaflowe, meble. Ale nie to robi największe wrażenie. Robi je sposób opowiadania - historia prowadzona tak by dobrze bawić się wśród eksponatów i znaleźć motywy, które każdego zainteresują.

Kilka kilometrów od Ołomuńca, na wzgórzu, stoi bazylika mniejsza Svatý Kopeček z XVII wieku. Historia zaczęła się od kupca winem, który wybudował tu kapliczkę w podzięce za powodzenie w interesach. W 1995 roku odwiedził to miejsce Jan Paweł II. Bez pielgrzymów cisza i widok, których może pozazdrościć niejedno sanktuarium.
Elektrownia szczytowo-pompowa Dlouhé Stráně to zmiana scenerii co najmniej brutalna - i właśnie o to chodzi. Gogle VR, strumień wody zapierający dech, wietrzny spacer wokół górnego zbiornika i widok na Jesioniki. Dla dzieci punkt obowiązkowy. Dla dorosłych - dowód, że inżynieria potrafi być równie imponująca co natura.

Po elektrowni i jaskiniach Resort Sobotín działa jak reset. Basen z widokiem na wzgórza, sześć różnych saun do wyboru - ziołowe, solne, suche, mokre. Tu czas można spędzić bez planu i bez wyrzutów sumienia, i właśnie taka baza noclegowa sprawia, że Morawy zamieniają się z szybkiego tripu w prawdziwy urlop.

Drogi kręte i rzeczy odkryte przez przypadek
Dla tych, którzy chcą, znajdą się też specjalne atrakcje. Przez mokrą od rosy trawę przy resorcie prowadzi ścieżka do mauzoleum rodziny Kleinów - neorenesansowej budowli z lat 1881-1885, zaprojektowanej przez wiedeńskiego architekta Wenzela Baumheyera. Kleinowie to morawski ród przemysłowców, którzy budowali w Austrii między innymi koleje i mosty. O poranku, w ciszy, zanim obudzi się reszta grupy - taki spacer jest prawdopodobnie najlepszą częścią każdego wyjazdu.

W drodze do Złotych Gór, przy krętej drodze przez góry, stoi kościół świętego Michała Archanioła w Maršíkovie. Renesansowy, o konstrukcji zrębowej, zbudowany w 1609 roku - jeden z najstarszych zachowanych obiektów ludowej architektury sakralnej w regionie. Znaleziony przez przypadek, bo ktoś spojrzał w bok zamiast przed siebie. Na Morawach takich miejsc jest więcej - bez tablicy przy autostradzie, bez kolejki do kasy. Wystarczy jechać wolniej.

Wróć za tydzień
Morawy działają najlepiej wtedy, gdy nikt się nie spieszy. Jaskinie, po których można potem zwiedzić kolejną i kolejną jaskinię. Ołomuniec, w którym warto usiąść na kawie i nie wstawać przez godzinę. Restauracja, do której warto wrócić następnego wieczoru. Resort z basenem i sześcioma saunami, przy którym nie trzeba nigdzie jechać.
Sto trzydzieści kilometrów od granicy, tydzień urlopu i brak szczegółowego planu. To wystarczy.
Może Cię zainteresować:
Ponadstuletni, zabytkowy tramwaj z Krakowa co niedzielę na górnośląskich torach. Jak na Majorce!
Może Cię zainteresować:
