Podupadły Zameczek Leśny w Rudzie Śląskiej Halembie, którego oryginalna nazwa to Waldschloss, być może doczeka lepszego jutra.
Rada Miasta w Rudzie Śląskiej właśnie uchwaliła przyznanie tzw. dotacji konserwatorskich. Największa z nich (w sumie rozdysponowano ponad 200 tys. zł) pójdzie na "wykonanie I etapu prac dotyczących remontu dachu budynku przy ul. Piotra Skargi 1 w Rudzie Śląskiej - Halembie". Miasto dopłaci do remontu 90 tysięcy złotych.
Remont dachu ma zahamować postęp kolejnych zniszczeń we wnętrzu zabytku. Kwota dofinansowania to prawie 99 proc. ogólnego kosztu remontu dachu.
Budynek jest obecnie własnością firmy będącej w stanie upadłości, której mieniem zarządza syndyk.
Miasto nie chce kupić Zameczku (więcej o powodach poniżej, we fragmencie dotyczącym najnowszej historii obiektu). Pojawiają się głosy mieszkańców, że miasto nie powinno dotować własności przedsiębiorstw będących w kryzysie. "Uważam, że miasto nie powinno dotować prywatnych obiektów będących w rękach komornika, który nie ma na te obiekty żadnego sensownego planu poza sprzedażą za najwyższą możliwą cenę" - pisze na Facebooku Wojciech. Jednak inne osoby wskazują na potrzebę jak najszybszego ratowania obiektu. Kaziur pisze: "Od kilku dekad jestem za ratowaniem Zamku Leśnego to perła halembskiej Kuźnicy".
W naszej galerii zdjęciowej zobaczycie fotografie Zameczku Leśnego, wykonane w 2024 roku
Historia Zameczku Leśnego w Halembie
Zameczek to określenie nieco na wyrost. "Leśny" zresztą już też. Waldschloss, położony w dzisiejszej dzielnicy Halemba w Rudzie Śląskiej, a konkretniej w jej części - Starej Kuźnicy (lub Starej Kuźni - niem. Althammer, należącej historycznie nie do ziemi bytomskiej jak Halemba i Kłodnica, ale do ziemi pszczyńskiej), przy ul. Piotra Skargi 1, przypomina raczej kamienicę z niedużą narożną wieżyczką i dołożoną "halową" częścią. Ale w otoczeniu sąsiadów, niezbyt lotnych architektonicznie budynków tej "wsi w mieście", rzeczywiście robi wrażenie.
Wybudowano go w stylu secesyjnym. To obiekt dwukondygnacyjny, z charakterystyczną wieżyczką wieńczącą ryzalit, wzniesiony w tradycyjnej technologii, z bogatą dekoracją roślinną na opaskach okiennych. Jest to jeden z ciekawszych przykładów wczesnego modernizmu w mieście.

Kuźnicki "schloss" oczywiście nigdy nie był żadnym prawdziwym zamkiem czy chociażby pałacem. Jego pierwotna funkcja była bardziej przyziemna. Został zbudowany w 1905 roku z prywatnych pieniędzy i od początku był restauracją, ale taką "na wypasie", jakbyśmy dziś powiedzieli - z dużą salą balową i ładnym ogrodem z widokiem na las.

Znany był jako Waldschloss, ale też jako restauracja Schindlera. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony.

Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają lata świetności tego miejsca, gdy tętniło życiem i było miejscem spotkań mieszkańców Starej Kuźni.
Jeden z nich w komentarzu na Facebooku pisze: "Za bajtla (w latach 60. minionego wieku) bywałem tu z rodzicami na okoliczność organizowanych tu imprez o charakterze państwowym lub lokalnym (odpust, dożynki, majówka). Potańcówki - tych świadkiem nie byłem:) - były organizowane w sali balowej z nietypowymi, potężnym oknami. Do dziś pamiętam zdarzenie gdy jedno z tych okien bardzo ucierpiało za sprawą wymiany poglądów pewnych osobników rodzaju ludzkiego. Jednemu z nich tak spieszno było do opuszczenia lokalu, że bliżej mu było do okna niż drzwi i "wyszedł" na zewnątrz razem z futryną okienną poharatany szkłem stłuczonej szyby. Do podobnych "dialogów" dochodziło tu od czasu do czasu, ale społeczność tworzyła wspólnotę, znała się z imienia i po jakimś czasie niesnaski odchodziły w zapomnienie. Pamiętam też, że latem w niedziele po nieszporach spotykali się tu mieszkańcy Kuźnicy i Starej Kuźni. Był czynny szynkwas, w sali stał stół bilardowy z - wypaśnym na owe czasy - zielonym, aksamitnym suknem a na zewnątrz był prototyp tego, co dziś nazywane jest beer garden".
Krążyła nawet taka sprośna przyśpiewka o tym miejscu:
"Na Kuźnicy jest zabawa, tam się bawi trójka klawa, Antek z Mańkom tak wywijoł, aż ją chycił za szpecyjo, a łona z tej uciechy, chyciła go za łorzechy"

Zameczek jednak nie miał za dużo szczęścia do właścicieli. Zmieniali się dość często. Niektórzy, jak spółdzielnia inwalidów, zrobiła z pięknej sali balowej halę produkcyjną. Ostatni właściciel - gliwickie Przedsiębiorstwo Innowacyjno-Wdrożeniowe „Enpol” Sp. z o.o - nie dbał należycie o zabytkowy obiekt i przyczynił się do jego postępującego upadku. Syndyk masy upadłościowej "Enpolu" (firma jest w likwidacji) bezskutecznie próbuje sprzedać zameczek. Nie ma na niego jednak chętnych. W styczniu 2024 r. jego cena wywoławcza wynosiła 1 mln zł (w przetargu z marca 2023 r. - 1,4 mln zł, w 2022 r. - 1,6 mln zł).
Na początku 2024 r. z inicjatywy Marcina Buballi powstała petycja, która miała zmotywować władze Rudy Śląskiej do podjęcia natychmiastowych działań i zwrócenia uwagi na ten piękny obiekt, aby przywrócić go mieszkańcom. Podpisało ją ponad 700 osób.
Do Urzędu Miasta Ruda Śląska trafiło pismo, w którym wystosowano prośbę o zakup zameczku od Syndyka Masy Upadłości firmy Enpol z Gliwic.
Jednak odpowiedź miasta na tę petycję była negatywna.
– (...) Po przeprowadzeniu szczegółowej analizy zagadnienia, informuję, że nabycie przedmiotowej nieruchomości do gminnego zasobu nie jest aktualnie możliwe. O podjęciu negatywnej decyzji przesądził przede wszystkim fakt, że obecnie Gmina nie posiada możliwości pozyskania środków zewnętrznych za zakup, remont i utrzymanie obiektu, a nieruchomość ta nie jest niezbędna do realizacji zadań własnych Gminy – tak na list społeczników odpisała wiceprezydent Rudy Śląskiej Aleksandra Skowronek.
Może Cię zainteresować:

