2025 rok Polska Grupa Górnicza (PGG) skończyła na minusie. Strata wyniosła ok. 5 mld zł. Jeszcze gorszy wynik zanotowała JSW: -6,25 mld zł. Niestety, to żaden incydent, tylko jak już, to tendencja stała, od dobrych paru lat. W 2026 roku nasze spółki miały wynik za I kwartał na poziomie -1,75 mld zł. Największy producent węgla, PGG przyznaje, że bez dotacji z budżetu państwa spółka straciłaby płynność.
- Oficjalnie zabezpieczono w tym roku jedynie 3,5 mld zł na dotacje podtrzymujące zatrudnienie dla śląskich kopalń, w porównaniu do 8,5 mld zł przekazanych w 2025 r. - akcentują eksperci z Fundacji Instrat
Dlaczego tak się dzieje? Z kilku powodów, wśród których najważniejsze dotyczą produkcji i sprzedaży, kosztów wydobycia, a także kosztów pracy.
Wydobycie węgla szura po dnie
A jak jest z tym polskim węglem, w takim razie? Nijak. Niech ten obraz namalują liczby. I cofnijmy się na chwilę do 2011 r. Te 15 lat temu, we wrześniu, wydobycie węgla było na poziomie 6,23 mln t. Wtedy tak produkcja węglowa wyglądała każdego miesiąca, zapewniając w rok tym samym ponad 70 mln t, co w zupełności wypełniało nasze zapotrzebowanie na poziomie 56–58 mln t.
Pięć lat później, we wrześniu 2016 r., z naszym wydobyciem dalej było całkiem nieźle. Wynik 6,17 mln t wstydu nie przynosił. No to skaczemy szybko do września 2021 r. I tutaj jest już wyraźnie gorzej: wydobycie węgla na poziomie tylko 4,27 mln t. Zresztą ciut wcześniej, w maju 2020 r. doszło do kolejnego, historycznego momentu. Produkcja węgla pierwszy raz w naszej historii spadła wtedy poniżej 4 mln t (3,19 mln t).
I obecnie taka też jest nasza węglowa rzeczywistość. Ostatni, miesięczny wynik powyżej 5 mln t pochodzi z marca 2022 r. (5,48 mln t). Potem jest tylko gorzej. W 2024 r. zaczęliśmy już systematycznie spadać poniżej 4 mln t, na tyle, że w obecnych 12 miesiącach nie udało nam się jeszcze ani razu być powyżej tej granicy. Wynik za lipiec 2026 r.: 3,43 mln t.
W ciągu 15 lat nasza produkcja węgla zmalała o ponad 81 proc.
Sprzedaż, czyli koszty produkcji i koszty pracy
I dokładnie w tym samym kierunku i tempie podąża sprzedaż węgla, co w oczywisty sposób łączy się z coraz mniejszymi przychodami naszych kopalni. W ten sposób kółko się zamyka. We wrześniu 2011 r. miesięczna sprzedaż węgla była na poziomie 6,15 mln t. Wtedy spadki poniżej 6 mln t zdarzały się bardzo rzadko.
We wrześniu 2016 r. jest pod tym względem wyśmienicie. Polskie kopalnie mogą poszczycić się wtedy jednym z najlepszych wyników od lat. Miesięczna sprzedaż osiągnęła poziom aż 8,42 mln t. Ale potem jest już z tymi wynikami znacznie gorzej.
Pięć lat później, we wrześniu 2021 r. miesięczna sprzedaż czarnego złota wynosi już tylko 4,71 mln t. O wynik powyżej 5 mln t jest już coraz trudniej. W maju 2020 r. pierwszy raz w historii sprzedaż czarnego złota spada poniżej 4 mln t (3,46 mln t).
A jak jest z tum teraz? Bardzo źle? W kwietniu i maju zeszłego roku pierwszy raz w historii naszego górnictwa węgla kamiennego spadliśmy pod tym względem poniżej 3 mln t (2,97 mln t i 2,96 mln t). I bardzo podobny wynik powtórzyliśmy w czerwcu 2026 r. - trzeci raz mając sprzedaż węgla poniżej 3 mln t (2,99 mln t).
A czemu tak się dzieje? Bo polski węgiel jest po prostu za drogi. Taki a nie inny jest koszt produkcji i też koszt pracy.
Jeszcze w 2021 r. średni koszt wyprodukowania w naszym kraju tony węgla wynosił 470 zł. W 2024 r. to było już 945 zł. Dzisiaj, bez dopłat z budżetu państwa pewnie bylibyśmy pod tym względem grubo ponad 1000 zł.
A przy okazji nabywców czarnego złota też jest z roku na rok mniej. I w kolejnych latach, jak wskazują różne analizy, w tym też te rządowe, ten proces ma się pogłębiać.
Może Cię zainteresować:

