Według danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) z 2024 roku, na które powołują się eksperci Fundacji Instrat (ośrodka analitycznego z misją wspierania debaty i polityk publicznych otwartymi danymi i badaniami na rzecz sprawiedliwej, zielonej i cyfrowej gospodarki), Polska jest niekwestionowanym liderem emisji ołowiu w Unii Europejskiej. Głównym winowajcą, odpowiadającym za prawie 60% ołowiu trafiającego do naszego powietrza, jest przemysł, a przede wszystkim hutnictwo.
Problem dotyczy wielu regionów kraju. Do atmosfery każdego roku trafiają tysiące kilogramów tego toksycznego pierwiastka. W 2024 roku łącznie ponad 5 ton ołowiu wyemitowały zakłady takie jak:
- huty stali w Dąbrowie Górniczej i Warszawie,
- huty miedzi w Legnicy i Głogowie,
- huta cynku w Miasteczku Śląskim.
Polskie huty są „podwójnym” zagrożeniem
Fundacja Instrat zwraca uwagę, że emisje ołowiu są ściśle powiązane z modelem energetycznym polskiego hutnictwa. Szkodliwe substancje pochodzą nie tylko z samego przetwarzania metali, ale również ze spalania ogromnych ilości węgla w procesach produkcyjnych. W związku z tym – jak wskazują eksperci fundacji - polskie huty są „podwójnym” zagrożeniem – dla zdrowia lokalnych społeczności oraz dla klimatu.
- Sama huta w Dąbrowie Górniczej, będąca największym emitentem CO₂ wśród polskich zakładów przemysłowych, odpowiada za 2,5% całkowitych rocznych emisji dwutlenku węgla w Polsce – podkreślają w Fundacji Instrat.
Mieszkańcy sąsiadujący z takimi zakładami wciąż są więc narażeni na kontakt z metalami ciężkimi - ołowiem, kadmem, arsenem.
Zapotrzebowanie na stal rośnie, a polskie huty nie dają rady
W Fundacji Instrat wskazują, że zapotrzebowanie na stal w różnych sektorach gospodarki rośnie – m.in. w branży motoryzacyjnej, zbrojeniowej, czy budownictwie. Dodają, że bez stali nie ma też takich inwestycji jak morskie farmy wiatrowe czy koleje dużych prędkości.
Tymczasem – jak podkreślają eksperci fundacji - polskie huty nie mają wystarczających mocy, żeby pokryć to zapotrzebowanie. W 2024 r. wytopiły jedynie 7,1 mln stali – był to najniższy poziom od lat 60. XX wieku, a Polska stała się jednym z największych importerów tego metalu w UE. W 2040 r. konwencjonalna i emisyjna produkcja tony stali może kosztować ponad dwa razy więcej niż dziś.
- Już w tej chwili nie mamy pełnej zdolności do produkcji wyrobów płaskich ze stali pierwotnej, kluczowych dla inwestycji transformacyjnych, a odwracanie wzroku przez kolejne rządy uzależnia nas coraz bardziej od importerów i geopolitycznych zawirowań – mówi Michał Hetmański, Prezes Fundacji Instrat.
Rozwiązaniem huta zasilana wodorem?
Jak wskazuje Raport Fundacji Instrat, jedyną zaufaną technologią jest budowa nowej huty zasilanej wodorem. Analitycy szacują koszt budowy takiej bezpiecznej huty na ok. 14 mld złotych, czyli tyle ile wynosi półtora roku dotacji dla górnictwa węgla kamiennego.
- Istnieją technologiczne możliwości wyeliminowania węgla z procesów hutniczych, a więc zmniejszenia emisji ołowiu. Potrzebujemy inwestycji w nowe, bezpieczne huty, które nie będą stanowić zagrożenia dla ludzi, środowiska i klimatu. Stal jest niezbędna dla gospodarki i nowa huta to projekt, który prędzej czy później się zwróci. Pozwoli też zachować miejsca pracy w hutnictwie oraz ograniczyć import – komentuje Kamil Laskowski, Lider Projektów Przemysłowych w Fundacji Instrat.
Huta wykorzystująca gaz ziemny może być bardziej opłacalna w krótkim okresie, ale to tzw. ścieżka wodorowa jest długofalowo perspektywiczna. – To sprawdzona i obecnie najczęściej wdrażana technologia, w Europie Zachodniej projektów DRI jest już kilkanaście – dodaje Kamil Laskowski.
W Fundacji Instrat zaznaczają, że historia „Ołowianych dzieci” jest przestrogą, że koszty zaniechania transformacji ponoszą zwykli ludzie. I wskazują, że rozwiązaniem są nowoczesne technologie, wdrażane już w Niemczech, Szwecji czy Francji, które pozwalają na czystą i bezpieczną produkcję stali.
Materiał dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Za treści zawarte w materiale dofinansowanym ze środków WFOŚiGW w Katowicach odpowiedzialność ponosi Redakcja.
Może Cię zainteresować:

