30 grudnia 2025 r. z KWK Bobrek w Bytomiu wyjechała ostatnia tona węgla. Symboliczny moment, będący początkiem długiego procesu wygaszania zakładu, w ciszy obserwowali pracownicy i wszyscy związani z kopalnią uczestnicy wydarzenia.
- Trochę dzisiaj ten czas zwolnił, zatrzymał się na chwilę. Dla nas, dla spółki to jest coś, co dało się przewidzieć… w roku 2015, gdy kupowaliśmy kopalnię, ona była skazana na zamknięcie. Udało nam się pokonać ekonomię, ale natury w dłuższej perspektywie niestety nie uda nam się pokonać… - powiedział Grzegorz Wacławek, prezes Węglokoks Kraj.
Zrąb Józef odwiedziła w tym dniu m.in. pani Anna Łuczyńska, z lokalną kopalną związana od sierpnia 1988 roku.
- Po prostu skończyłam szkołę i przyszłam tutaj do pracy. Tata tutaj pracował, na dole. Moja mama za to w kontroli jakości węgla. Mój zmarły mąż także na dole. Całkiem inaczej to wszystko wyglądało. Ja od początku związana byłam z działem księgowości. Kiedyś było tu bardzo rodzinnie - wspomina pracowniczka KWK Bobrek.
Mieszkanka Bobrka zwróciła także uwagę na utracony charakter dzielnicy.
- Karbidownia, Linodrut, Bytomskie Zakłady Urządzeń Technicznych. Ta dzielnica po prostu żyła. Z biegiem lat to wszystko zaczęło się likwidować, teraz jest tak… - dodała mieszkanka Bobrka.
Ostatnią tonę węgla wyjeżdżającą na powierzchnię z ostatniej państwowej kopalni w mieście przyjechało zobaczyć także wielu emerytowanych górników. Krystian Sokołowski w bytomskich kopalniach przepracował łącznie 14 lat. Fedrować zaczął znacznie wcześniej, w zabrzańskiej kopalni Pstrowski. Ostatnie 7 lat pracy w zawodzie górnika spędził właśnie w Bobrku.
- Zjazd to była normalna rzecz. Na początku wydaje się to może dziwne, ale jak się przepracuje swoje, to się nie odczuwa tego. Człowiek się przyzwyczaja. Były przodki przygotowawcze, jak się je urabiało, to się zrobiła ściana i główne wydobycie - tłumaczy emerytowany górnik.
Pan Krystian nie spodziewał się, że ostatnia kopalnia - mimo ciążącego nad nią widma likwidacji - przestanie fedrować tak szybko.
- Myślałem, że jeszcze kilka lat, chociaż 6-7. Nie spodziewałem się tego, dlatego musiałem tu przyjechać, żeby jeszcze raz to wszystko zobaczyć, żeby wróciły moje wspomnienia. Łzy poleciały. Człowiek ma za dużo sentymentu do tej kopalni. Stąd na emeryturę poszedłem - dodaje były pracownik.
Górnictwo w Bytomiu żegnali także pracownicy, którzy z lokalnym zakładem związali się stosunkowo niedawno. Mimo krótkiego stażu pracy zgodnie stwierdzili jednak, że na dole pracowało się dobrze.
- Przepracowałem tu tylko 2 lata, ale atmosfera wśród załogi zawsze była bardzo dobra. Gdybym tylko wiedział, że to wszystko tak szybko… Nie spodziewałem się.
- Mam ogromny sentyment do tej kopalni. Pracowało się tu bardzo dobrze. Zgrana załoga i wielu dobrych kolegów. Mieliśmy fedrować jeszcze kilka lat...
Zakończenie wydobycia to konieczność
Przypomnijmy, że lokalnej kopalni, prowadzącej wydobycie w granicach Bytomia, Zabrza i Rudy Śląskiej od 1907 roku, już raz groziło widmo likwidacji. Dekadę temu. Po sprzedaży nowy właściciel - Węglokoks Kraj - utworzył dwuruchową Kopalnię Węgla Kamiennego "Bobrek-Piekary". W takiej formie zakład rozpoczął działalność 15 grudnia 2015 r. Z piekarskiego ruchu ostatnia, symboliczna tona węgla wyjechała 31 stycznia 2020 roku. Został więc tylko "Bobrek". Kopalnia miała fedrować w spokoju do 2040 roku. Nieoczekiwany zwrot akcji nastąpił w czerwcu 2024, kiedy to zarząd spółki Węglokoks Kraj, pozostający właścicielem KWK "Bobrek", poinformował, że wraz z dniem 30 grudnia 2025 r. kopalnia zakończy wydobycie. Powodem takiej decyzji było wydanie negatywnej opinii dotyczącej możliwości bezpiecznego prowadzenia robót górniczych w tym rejonie przez Komisję ds. Zagrożeń Naturalnych Wyższego Urzędu Górniczego, które nastąpiło 27 czerwca 2024. W tym samym roku, dokładnie 3 miesiące wcześniej, w kopalni, z powodu podziemnego wstrząsu doszło do śmiertelnego wypadku.
Może Cię zainteresować:

