Rakieta, która wystartowała tylko raz. Prima aprilis 1958, Artemis II i śląski sen o kosmosie

1 kwietnia 1958 roku „Trybuna Robotnicza” ogłosiła, że ze Śląska wystartowała pierwsza w dziejach ludzkości rakieta księżycowa — pilotowana ręcznie, z silnikiem stearynowo‑jądrowym i reporterem na pokładzie. Primaaprilisowy żart? Oczywiście. Ale powstał w czasie, gdy kosmos naprawdę zaglądał nad Śląsk, a Planetarium w Chorzowie śledziło Sputniki, odbierało sygnały z orbity i rozbudzało marzenia o lotach międzyplanetarnych. Dziś, gdy startuje Artemis II, warto przypomnieć tamten niezwykły moment, w którym fantazja i nauka spotkały się w jednym miejscu – w sercu WPKiW.

Rakieta z 1958 r oku to dowcip redakcji na Prima Aprilis

1 kwietnia 1958 roku czytelnicy „Trybuny Robotniczej” mogli poczuć, że Śląsk wyprzedził Rosjan, Amerykanów i całą resztę świata o dobrych kilka dekad. W nocy, dokładnie o 00:37, z terenu Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku miała wystartować pierwsza polska rakieta księżycowa – „Silesia 58”.

Nie byle jaka. Nie radiowo sterowana, lecz pilotowana ręką człowieka. Z silnikiem stearynowo‑jądrowym, który – jak zapewniała gazeta – pozwalał osiągnąć prędkość 240 km/s.

Gdyby to była prawda, Artemis II mogłaby dziś co najwyżej pomachać śląskiej rakiecie z rampy startowej.

Kosmiczny żart epoki

Rok 1958 był czasem, gdy świat dopiero uczył się słowa „kosmos”. Sputnik krążył od kilku miesięcy, Amerykanie dopiero tworzyli NASA (powstała kilka miesięcy później), a lot człowieka na orbitę pozostawał w sferze marzeń i science fiction.

W takim klimacie wszystko wydawało się możliwe. Nawet to, że reporter „Trybuny Robotniczej” nadaje depeszę z pokładu rakiety, narzekając, że atrament z jego Watermana nie chce spływać w stanie nieważkości.

To był żart idealny: podany z powagą, z technicznymi szczegółami, z tabelkami prędkości i trajektorii, z sygnałami odbieranymi rzekomo w Greenwich. Prima aprilis w wersji Space Age.

Ale jest w tej historii jeszcze jeden element, który sprawia, że żart nabiera dodatkowego smaku.

Planetarium Śląskie tu kosmos był naprawdę

W tym samym WPKiW, z którego miała wystartować „Silesia 58”, znajdowało się — i znajduje do dziś — Planetarium Śląskie. A tam, w latach 1957–1958, działy się rzeczy, które naprawdę mogły rozpalić wyobraźnię dziennikarzy.

To nie była zwykła placówka edukacyjna. Planetarium prowadziło nasłuch satelitów, analizowało efemerydy Sputników, odbierało telefony od mieszkańców, którzy widzieli satelity nad Śląskiem, współpracowało z siecią obserwatorów, a nawet przyjmowało wizyty ludzi z kręgu głownego konstruktora sowieckich rakiet, Siergieja Korolowa. Wiosną 1958 roku pojawił się tam Jurij Pobiedonoscew, w odróżnieniu od paranoicznie trzymanego w cieniu Korolowa dający twarz sowieckiemu programowi kosmicznemu.

To wszystko działo się dokładnie wtedy, gdy „Trybuna Robotnicza” przygotowywała swój primaaprilisowy żart. To była epoka, w której kosmos nie był abstrakcją. Stanowił popularny przedmiot obserwacji i temat rozmów. A Planetarium, wyjątkowo przeciez bliskie gwiazd, było tego ruchu śląkskim centrum.

Czy Planetarium miało udział w żarcie?

Nie wiemy. Ale pytanie samo się narzuca.

Styl artykułu z 1958 roku – pełen technicznych szczegółów, częstotliwości radiowych, opisów stanu nieważkości, trajektorii i apogeów – brzmi jak pastisz języka, którym Planetarium posługiwało się w swoich komunikatach o Sputnikach.

Czy ktoś z Planetarium podsunął pomysł? Czy dziennikarze konsultowali szczegóły, by żart brzmiał „naukowo”? A może atmosfera kosmicznej gorączki była tak intensywna, że redakcja sama nasiąkła tym językiem?

Nie musimy znać odpowiedzi. Wystarczy, że zadamy pytania.

Artemis II i „Silesia 58” – dwa światy, jedna tęsknota

Dziś, 1 kwietnia 2026 roku, gdy startuje Artemis II – misja, która po latach znowu naprawdę zabierze ludzi w stronę Księżyca – łatwo uśmiechnąć się do tamtego żartu sprzed 68 lat. Ale jest w nim coś więcej niż tylko primaaprilisowa zabawa.

Jest w nim marzenie, które łączy tamtą epokę z naszą: wiara, że człowiek poleci dalej, że technika pokona granice, że Śląsk może mieć swój udział w wielkiej historii. W 1958 roku to marzenie przybrało formę rakiety stearynowo‑jądrowej. Dziś ma postać Oriona i SLS‑a.

Ale emocja jest ta sama. I może właśnie dlatego „Silesia 58” wciąż działa na wyobraźnię. Bo choć nigdy nie wystartowała, to powstała z tej samej fascynacji, tego samego zachwytu nad kosmosem i tej samej potrzeby, by choć na chwilę poczuć, że Śląsk jest bliżej gwiazd. A jeśli gdzieś w tle tego żartu majaczyło Planetarium Śląskie — miejsce, które naprawdę słuchało kosmosu – to tylko dodaje mu uroku.

W końcu każdy wielki lot zaczyna się od wyobraźni. Nawet ten, który odbył się tylko na łamach gazety.

Sputnik 1 i Planetarium Śląskie.jpg

Może Cię zainteresować:

Czerwone gwiazdy nad Śląskiem cz. 1. Sputnik, Planetarium i „Po prostu” Polska Gomułki

Autor: Tomasz Borówka

26/12/2025

Czerwone gwiazdy

Może Cię zainteresować:

Czerwone gwiazdy nad Śląskiem cz. 2. Planetarium od Sputników do Tierieszkowej i Leonowa

Autor: Tomasz Borówka

03/01/2026

Planetarium Śląskie przed laty

Może Cię zainteresować:

Kto wymyślił Planetarium Śląskie? Za kulisami kluczowych decyzji i tropem Jerzego Beresia

Autor: Tomasz Borówka

29/11/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama