A ma całkiem sporo, bowiem Ślązacy różnych proweniencji odegrali fundamentalną rolę w narodzinach światowego horroru. Serio. Od pojedynczych twórców po całe zespoły dawnych pracowni architektonicznych.
Przyjrzyjmy się temu, jak karkonoskie plenery dały nam jedną z pierwszych gotyckich baśni w historii kina, jak na świat przyszedł filmowy Golem oraz jak chorzowskie korzenie kompozytora Franza Waxmana zdefiniowały brzmienie potworów ze studia Universal.
Wrocławska architektura i karkonoski Duch Gór
Zacznijmy od jednego z pierwszych filmów z elementami grozy, którego to wygląd ukształtował naczelny architekt Wrocławia, Hans Poelzig. Słynna trylogia Paula Wegenera o ożywionym glinianym olbrzymie (swoją drogą niedawno do kin wszedł film o innym glinianym potworze – Clayface ze stajni DC Studios) składa się, jak przystało na trylogię, z trzech odsłon:
- częściowo zaginionego obrazu Der Golem z 1915 roku, z którego zachowały się zaledwie cztery minuty taśmy;
- całkowicie zaginionego, utrzymanego w tonie autoironicznej groteski Der Golem und die Tänzerin (1917),
- najsłynniejszego, ekspresjonistycznego prequela Der Golem, wie er in die Welt kam (Golem, jak przyszedł na świat, 1920), który – nieironicznie – sprawia wrażenie, że nie zestarzał się choćby o dzień, a to, że aktorzy nie mówią, wydaje się wynikać nie z rozwoju technologii, a z obranej konwencji.
Monumentalne scenografie widoczne w filmie, przedstawiające ulepioną z gliny Pragę, wyszły spod ręki Hansa Poelziga we współpracy z Kurtem Richterem. Poelzig – projektant m.in. wrocławskiego Pawilonu Czterech Kopuł – przeniósł na plan filmowy swoje wrocławskie eksperymenty z organiczną, wijącą się, ekspresjonistyczną formą. Historycy sztuki, a zwłaszcza ci wrocławscy, od lat tropią powiązania projektów ze stolicy Śląska z filmem i wskazują na bliskie pokrewieństwo chociażby między praskim gettem a projektem młyna nad Odrą Poelziga z 1906 roku.
Niemniej ciekawy jest karkonoski łącznik z Golemem. Dokładnie pomiędzy pierwszym a drugim filmem trylogii trzon ekipy odpowiedzialnej za Golema przyjechał na Śląsk. W karkonoskich plenerach nakręcili mroczną, protogotycką baśń Rübezahls Hochzeit (Wesele Liczyrzepy) o legendarnym Duchu Gór. Film ten nie dość, że jest pierwszą fabułą opowiadającą o Śląsku, to można go na spokojnie znaleźć w internecie.
Mówiąc o śląskich wątkach w cyklu filmów o glinianym potworze, nie sposób nie wspomnieć o Rochusie Gliese, który był pionierem idei filmowego Wrocławia. Najpierw zaprojektował on scenografię do pierwszego Golema, później współreżyserował z Wegenerem Golema i tancerkę (1917), a w Golemie z 1920 roku odpowiadał za kostiumy i współpracę scenograficzną u boku Poelziga. Tuż po sukcesie trzeciej części, w 1921 roku, założył własną wytwórnię Rochus-Gliese-Film AG, która podjęła próbę przekształcenia Wrocławia w drugie po Berlinie centrum niemieckiej kinematografii pod hasłem „Breslau soll Filmstadt werden” („Wrocław będzie miastem filmowym”), otwierając atelier filmowe w dawnym pawilonie małpiarni we wrocławskim ZOO. Niestety kryzys nie pomógł tym planom.
Symfonia grozy
Przenieśmy się na Górny Śląsk, skąd wywodzi się człowiek, który nadał brzmienie hollywoodzkim potworom (i nie, nie chodzi tu o bywalców wyspy Epsteina). Mowa bowiem o Franzie Waxmanie, urodzonym pod nazwiskiem Wachsmann w wigilię 1906 roku w Królewskiej Hucie. Dorastał w Opolu, później mieszkał w Dreźnie i Berlinie, a dojście nazistów do władzy zmusiło go do emigracji najpierw do Paryża i w końcu do krainy snów w Los Angeles. Tam Waxman został jednym z najwybitniejszych i najważniejszych kompozytorów Złotej Ery Hollywood. I choć swoje dwa Oscary zdobył za dramaty (Bulwar Zachodzącego Słońca i Miejsce pod słońcem), to właśnie kino grozy i gotycki thriller zawdzięczają mu przełomowe rozwiązania.
Jego dziełem jest pierwsza w pełni symfoniczna, nowoczesna ścieżka dźwiękowa w historii hollywoodzkiego horroru, skomponowana do Narzeczonej Frankensteina (The Bride of Frankenstein, 1935) w reżyserii Jamesa Whale'a. Waxman wprowadził tu wyrafinowany, znany z oper system motywów przewodnich (leitmotivów): osobny temat muzyczny dla Potwora, demoniczny motyw dla doktora Pretoriusa oraz trzydźwiękowy, hipnotyczny motyw tytułowej Narzeczonej, kulminujący w sekwencji The Creation i Danse Macabre z biciem kotłów przypominającym uderzenia serca. I chociaż dzisiaj brzmi to absolutnie nieodkrywczo i standardowo, to trzeba pamiętać, że każdy standard ktoś kiedyś opracował.
Ale nie tylko samym Frankensteinem stał Waxman; tak w zasadzie większość jego pierwszych zleceń miała charakter horrorowy. Na liście filmów Waxmana w kręgu grozy i mrocznego thrillera znajdują się:
- wspomniana Narzeczona Frankensteina (1935, reż. James Whale),
- Diabelska lalka (The Devil-Doll, 1936, reż. Tod Browning),
- Rebeka (Rebecca, 1940, reż. Alfred Hitchcock),
- Doktor Jekyll i pan Hyde (Dr. Jekyll and Mr. Hyde, 1941, reż. Victor Fleming).
Waxman nie jest też jedynym Ślązakiem, który podbił muzycznie Hollywood. Mowa oczywiście o Wojciechu Kilarze, Ślązaku z wyboru. Dzięki swoim dokonaniom w polskiej muzyce filmowej, a przede wszystkim dzięki premierze symfonii w Nowym Jorku, Kilar zwrócił na siebie uwagę amerykańskich filmowców. Efektem była monumentalna, neoromantyczna i awangardowa partytura do Draculi (Bram Stoker's Dracula, 1992) Francisa Forda Coppoli oraz ścieżka dźwiękowa do okultystycznych Dziewiątych wrót (The Ninth Gate, 1999) Romana Polańskiego, które na nowo zdefiniowały muzykę gotyckiego horroru u schyłku XX wieku. Nie sposób tu nie wspomnieć o tym, że nawet Peter Jackson zaproponował Kilarowi skomponowanie muzyki do Władcy Pierścieni.
W cieniu Caligariego, kopalni i Frankensteina
Śląskie powiązania z filmową grozą wykraczają jednak daleko poza Golema i twórczość wielkich kompozytorów. To przecież we Wrocławiu w 1873 roku w artystycznej rodzinie przyszedł na świat Robert Wiene, reżyser Gabinetu doktora Caligari (Das Cabinet des Dr. Caligari, 1920), uznawanego za pierwszy pełnoprawny horror w historii kinematografii i do dzisiaj zaskakującego finałowym plot twistem.
Z kolei w Nysie urodził się Carl Hoffmann (1885–1947), jeden z trzech najważniejszych operatorów niemieckiego ekspresjonizmu. Już w 1916 roku nakręcił on sześcioczęściowy proto-horror Homunculus (reż. Otto Rippert) o sztucznie wyhodowanym w retorcie człowieku pozbawionym duszy, który z poczucia odrzucenia wypowiada wojnę ludzkości. Hoffmann stanął także za kamerą pierwszego filmu Fritza Langa o hipnotyzerze-zbrodniarzu Doktor Mabuse (Dr. Mabuse, der Spieler, 1922) oraz monumentalnego Fausta (1926) Friedricha Wilhelma Murnaua, gdzie to właśnie operator z Nysy wyczarował słynną sekwencję, w której gigantyczny Mefistofeles (w tej roli Emil Jannings) rozpościera czarne skrzydła nad miasteczkiem, zsyłając na nie zarazę.
Również przed kamerą nie brakowało śląskich akcentów. Urodzony w górniczej Nowej Rudzie w Sudetach aktor teatralny i filmowy Friedrich Kayßler zagrał główną rolę w ekspresjonistycznym dramacie Algol – Tragödie der Macht z 1920 roku. Film rozpoczyna się sekwencją pod ziemią w kopalni węgla, gdzie górnik Robert Herne natrafia na wysłannika z demonicznej gwiazdy Algol. Posłaniec przekazuje mu technologię dającą absolutną władzę nad światem.
Ostatnie słowo naszej opowieści należy ponownie do Chorzowa. W tym samym mieście, które dało kinu Franza Waxmana, w 1943 roku urodziła się aktorka Hanna Schygulla. Wystąpiła ona m.in. w gotyckim thrillerze o reinkarnacji Umrzeć powtórnie (Dead Again, 1991) Kennetha Branagha, a w 2023 roku zagrała arystokratkę Martę von Kurtzroc w nagrodzonych czterema Oscarami Biednych istotach (Poor Things) Yorgosa Lanthimosa, przewrotnej wariacji na temat Frankensteina.
Kiedy więc w ten listopadowy wieczór zapalicie dyniowe świeczuchy i zasiądziecie przed ekranem, niezależnie od tego, czy wybierzecie nieme klasyki z lat 20., stare potwory Universalu, nieco mniej stare Hammera, krwawego Draculę Coppoli, czy oscarowe Biedne istoty – pamiętajcie, że gdzie się człowiek nie obróci, tam Śląsk mu wychodzi. Bez gliny znad Odry, karkonoskich mgieł, sudeckich kopalń oraz muzycznych geniuszy z Chorzowa i Katowic światowe kino grozy straszyłoby nas dziś zupełnie inaczej.
Może Cię zainteresować:
Poczujesz się mały, gdy zobaczysz ten film. Przebudowa EC Szombierki wręcz przytłacza
Może Cię zainteresować:
