Parafrazując słowa przypisywane Tadeuszowi Konwickiemu można powiedzieć, że aby uniknąć problemów Polacy mają dwa wyjścia: normalne i cudowne. Normalne to takie, że Matka Boska jak zwykle zrobi cud i nas uratuje. Zaś cudowne to takie, że wszyscy zaczną uczciwie wypełniać swoje obowiązki oraz wykażą więcej chęci i dobrej woli. „wTOP 5” 2025 Zagłębia Dąbrowskiego zdaje się dowodzić, że liczenie na cud za sprawą Matki Boskiej jest wciąż uważane za normę.
Kolejność nie ma znaczenia.
Drogi powiatowe w zarządzie starosty będzińskiego
Wiele osób nie wie, że na terenie jednej miejscowości droga publiczna podlega jednemu z aż czterech możliwych organów administracji: gminnemu, powiatowemu, wojewódzkiemu lub krajowemu. Gdy coś z drogą jest nie tak, mieszkańcy bardzo często mają o to żal do wójta, burmistrza lub prezydenta, nie bacząc na to, czyja jest droga. Odciąga to uwagę od faktycznego winowajcy, a mechanizm ten doskonale widać na terenie powiatu będzińskiego. Całego powiatu, choć dla czytelności pokażemy to na jednym przykładzie.
Ulica Katowicka prowadzi od sosnowieckich Milowic do samego centrum Czeladzi. Jednak miasto nie ma w jej sprawie nic „do gadania”, gdyż to droga powiatowa. Od kilku lat wygląda tak, jakby Starostwo Powiatowe w Będzinie zupełnie ją porzuciło, o czym świadczą choćby masy zgniłych liści i innego brudu bliżej skraja jezdni – obojętne kiedy byśmy tamtędy nie jechali. Autor niniejszego tekstu stawia dwie zapiekanki osobie, która w ciągu minionych pięciu lat zrobiła zdjęcie pracującej tam zamiatarki, na odcinku między Józefowem a skrzyżowaniem z ulicą Nowopogońską. Ale nie przez zgniłe liście starostwo znalazło się na liście…
Najbardziej dramatyczny jest stan chodnika wzdłuż ulicy Katowickiej. Połamane płyty, pełne wyrw i dziur, podobnie asfaltowane fragmenty. Przy czym tego często nie widać, bo przez większość roku chodnik przykrywa dywan z liści i brudu, których nikt nie sprząta. Co wcale zresztą nie dziwi, bo po co sprzątać chodnik, po którym nie sposób iść, skoro miejscami całą jego niewielką szerokością zawładnął rosnący po sąsiedzku żywopłot, którego nikt nie przycinał od lat?
Napisaliśmy o tym z początkiem wiosny. Potem jeszcze dwukrotnie w ciągu prawie pół roku – bez jakiejkolwiek reakcji. Dopiero nasz komentarz pod wpisem Starosty Będzińskiego w mediach społecznościowych przyniósł reakcję. Naprawiono jedynie najgorsze miejsca – w tym takie, gdzie ubytek w chodniku miał głębokość do połowy łydki dorosłej osoby, a złamanie przez kogoś nogi, rozbicie głowy lub wpadnięcie pod samochód było tylko kwestią czasu. Oraz przycięto żywopłot. Cała reszta – fatalny stan nawierzchni oraz niesprzątane liście – pozostały jak były.
Dodatkowo
Starosta Będziński poradził nam w komentarzu, by takie sprawy
zgłaszać do Powiatowego Zarządu Dróg, co było kolejnym kuriozum
w tej sytuacji.
Szanowny Panie Starosto – obowiązek dbania o stan
drogi, zapewniający bezpieczeństwo na niej, nakłada ustawa na
starostę – niezależnie od tego, jak wygląda wewnętrzna
organizacja pracy w starostwie. To obowiązek starosty wynikający z
prawa, a nie na wniosek mieszkańców czy z marudzenia lokalnych
mediów. My możemy najwyżej zwracać uwagę, kiedy coś urzędom
umknie. Jakim cudem latami umyka Wam jedna z najważniejszych dróg w Waszym
zarządzie, trudno pojąć. A dlaczego nie korzystacie z podpowiedzi
mediów, skoro już umykają Wam obowiązki i jeszcze nas
instruujecie jak petentów, gdzie mamy zgłaszać swoje uwagi, to już
pozostawiamy ocenie mieszkańców i wyborców. Szerzej opisaliśmy
temat tutaj.
Przebudowa wszystkich wiaduktów kolejowych w Sosnowcu naraz
Nic chyba tak nie dokuczyło poruszającym się drogami przez największe miasto Zagłębia w minionym roku, jak przebudowa linii kolejowej nr 1 (E65) i związane z tym ogromne korki. I nie chodzi o to, że konieczne było zamknięcie przejazdu pod przebudowywanymi wiaduktami, bo to było niezbędne. Problem był w tym, że przebudowywano je jednocześnie.
Linia kolejowa przecina miasto na dwie części, zaś przejazd umożliwiały dotąd trzy wiadukty (w tym dwa jednokierunkowe), dwie estakady (tzw. „ślimak” i DK94) oraz jeden tradycyjny przejazd kolejowy. Niby dużo, ale tylko w teorii, bowiem praktycznie stale dostępna była tylko jedna z tych przepraw.
Wiosną,
niemal jednocześnie, zamknięto dwa wiadukty: nad ulicą
Nowopogońską – do końca roku (właśnie go otwarto) oraz
kluczowy, nad ulicą Józefa Piłsudskiego – na miesiąc. Po
tymczasowym przywróceniu ruchu na nim, zamknięto przejazd pod
trzecim wiaduktem – nad ulicą Stefana Żeromskiego. Dwa ostatnie przejazdy zamykano na przemian, przy czym był taki czas, że zamknięte dla samochodów były wszystkie trzy wiadukty jednocześnie. Główny objazd
prowadził przez „ślimak”, powodując ogromne korki na Pogoni i
Starym Sosnowcu. W tym samym czasie przebudowywana była droga
krajowa nr 94 właśnie na odcinku z estakadą nad torami, więc i
tam korkowało się potężnie przez zwężenia dwóch pasów do
jednego.
Kiedy zakończyły się roboty na DK94 i wybudowano
jedną z łącznic z ulicą Piotrkowską, zlikwidowano na stałe
przejazd tradycyjny między ulicami Piotrkowską / Stanisława
Staszica a Chemiczną.

Prace na linii kolejowej, włączając w to wiadukty, przejazdy i wszelką infrastrukturę towarzyszącą, wykonawca («ZUE» S.A. z Krakowa) przeprowadza bardzo sprawnie, prawie bez poślizgów (jeden zauważalny to ten na ulicy Nowopogońskiej), a nawet oddając kolejne etapy przed planowanymi terminami i trudno go winić za powyższe utrudnienia. Inwestorem jest w tym przypadku «PKP Polskie Linie Kolejowe» S.A., zaś w przypadku DK 94 – miasto Sosnowiec. Na pojawiające się pytania, dlaczego wszystko naraz, padały najczęściej argumenty o
- nierozwlekaniu robót w czasie,
- konieczności zmieszczenia się w konkretnym terminie, gdyż tego wymaga dofinansowanie inwestycji ze środków europejskich.
Jeśli chodzi o argument pierwszy – ani gruntowny remont DK94 dokładnie w czasie przebudowy wiaduktów nad linią kolejową ani likwidacja na stałe tradycyjnego przejazdu kolejowego w tym akurat momencie – nie bronią się.
Natomiast co do argumentu dotyczącego środków z UE, to dla jednych jest on usprawiedliwieniem, a dla innych – argumentem przeciw Unii. Czy na pewno tego chcą posługujący się takim właśnie tłumaczeniem?
Obiekt nad ulicą Żeromskiego wymaga więcej pracy i będzie jeszcze nieczynny dłuższy czas w tym roku, zaś przejazd ulicą Piłsudskiego będzie zamknięty jeszcze raz – wiosną, na około 5 tygodni. Utrudnienia nie powinny być tak wielkie, jak w 2025 roku, bowiem część ruchu przejmie ukończona DK 94 i poszerzony przepust pod wiaduktem na ulicy Nowopogońskiej. Pisaliśmy o tym wiele razy, ostatni raz tutaj.
Rondo w Dańdowce oraz notoryczne obsuwy Silesia Invest
Do czego innego, niż wyżej opisany, sprawny wykonawca wielkich inwestycji, przyzwyczaiła nas dobrze znana spółka Silesia Invest. Naprawdę nie chcieliśmy się bardziej pastwić nad lokalną firmą, która już jest bardzo dobrze znana wielu mieszkańcom Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego głównie z opóźnień. Spodziewaliśmy się, że budowa niewielkiego ronda w miejscu skrzyżowania w kształcie litery „T” będzie okazją do zmiany wizerunku tego wykonawcy w oczach mieszkańców. Tymczasem firma na to: „potrzymajcie nam piw… kubek z kawą”…
Pisząc o rozpoczęciu budowy ronda w miejscu skrzyżowania ulic Wojska Polskiego i Romualda Traugutta w Sosnowcu na początku grudnia 2024 roku informowaliśmy, że planowany termin zakończenia prac to maj 2025 roku, choć może się on wydłużyć w przypadku trudnej, zimowej pogody. Z tych dwóch rzeczy jedna nie wystąpiła (trudy zimy), a druga (solidne opóźnienia) – owszem. Przy czym nie chodzi o jakieś tam kilkanaście dni, tylko całe miesiące. A nie jest to jedyna wtopa «Silesii Invest» w tym roku, czemu warto poświęcić osobny artykuł. I szykują się dwie duże okazje by firma mogła znaleźć się w naszym rankingach w kolejnych latach, bowiem wygrała przetargi na przebudowę infrastruktury tramwajowej w Sosnowcu i w Będzinie. A może nas tym razem zaskoczą pozytywnie?
Przy okazji ronda w Dańdówce nie można nie przypomnieć uwag mieszkańców Sosnowca odnoszących się do planowania inwestycji. Budowa wspomnianego ronda oraz przebudowa skrzyżowania ulic Wojska Polskiego i Niweckiej rozpoczęły się niedługo po oddaniu do użytku zupełnie nowego wiaduktu, w czasie budowy którego droga była całkowicie zamknięta. Dlaczego tych prac nie prowadzono równocześnie, co znacząco zmniejszyłoby uciążliwości dla kierowców, ale i pasażerów autobusów, przynajmniej o kilka miesięcy? Otóż chodzi o dofinansowanie zewnętrzne. Kolejny raz zatem rodzi się pytanie – czy tłumaczącym dodatkowe, kilkumiesięczne i technicznie zbędne utrudnienia zależy, by kojarzyć je z Unią Europejską? Nie chodzi nam bynajmniej, by ktokolwiek się usprawiedliwiał czy tłumaczył, ale by takich sytuacji unikać na przyszłość.
Remont wodociągów – niedbalstwo przyczyną tragedii w Będzinie
Na początku marca, na będzińskiej Ksawerze, zginął człowiek. Starszy pan wracał nocą do domu, lecz do niego nie dotarł. Znaleziono go martwego tuż przed nim, na dnie jednego z wykopów osiedlowych, w których prowadzono prace na instalacji wodociągowej. Mylą się jednak ci, którzy twierdzili, że powodem nieszczęścia była noc, wiek ofiary lub jego nieuwaga. Jedynym powodem było lekceważenie przepisów i niedbalstwo przez wykonawcę prac, czyli Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów.
Świadkowie zdarzenia opisywali rażące uchybienia w zabezpieczeniu miejsca prac, w licznych wykopach. Mężczyzna wpadł do głębokiego rowu i uderzył się na dnie, gdyż ogrodzenie nie okalało wykopu, ale… biegło nad nim!
Kiedy byliśmy na miejscu jeszcze dwukrotnie, to jest zaraz po tragedii oraz 3 dni po niej, zabezpieczenia, choć poprawione, wciąż nie spełniały ani wymogów nałożonych przepisami, instrukcją użytkowania ani zdrowym rozsądkiem. Równie źle było z wytyczeniem dróg tymczasowych dla pieszych na czas remontu, o oznaczeniu ich nie mówiąc. Szczegóły opisaliśmy tutaj, lecz chyba tragedia nie była wystarczająca, by dać komuś wystarczająco do myślenia, o czym piszemy poniżej.
Nadzór nad robotami na drogach publicznych
To, że śmierć niewinnego, przypadkowego człowieka niestety nie uczy niczego tych, których powinna, pokazuje remont alei Hugona Kołłątaja wraz z „nerką” w Będzinie, czyli drogi wojewódzkiej nr 910. Ogrodzenie, które może przewrócić nawet małe dziecko, niezabezpieczone uskoki w lub przy chodnikach, wystające pręty przy nich, odkryte studzienki, nieoznaczone dziury w jezdni, które pokonają każde zawieszenie…. I to nie jednostkowe uchybienia, ale cała masa. Napisaliśmy o tym, licznie dokumentując wszystko zdjęciami. Czy nasza publikacja lub śmierć człowieka tuż obok coś zmieniły? Nic!
Podobna sytuacja miała miejsce wiosną na sosnowieckiej Pogoni. Tam wymieniano gazociągi. Liczne wykopy „zabezpieczono” równie źle, jak w obu powyższych przypadkach w Będzinie.
„Nie są państwo dla nas stroną i nie musimy odpowiadać na żadne pytania.” — powiedział nam Jacek Kłosek – Prezes Zarządu Instal-Tech sp. z o. o. z Raciborza – firmy, która wykonywała prace.
Lepiej zareagował zleceniodawca, czyli Polska Spółka Gazownictwa sp. z o. o., który obiecał nam zająć się sprawą. Na drugi dzień zabezpieczenia poprawiono, choć liczba prętów wystających z chodników i dróg dla rowerów, na które się można było nadziać, pozostała duża.

Moglibyśmy przytoczyć inne, podobne sytuacje w Zagłębiu Dąbrowskim z ubiegłego roku, ale znów – były tak liczne, że ten artykuł zmieniłby się w esej. Wszystkie jednak sprowadziłyby się do pytania – gdzie był nadzór, którego obowiązkiem jest pilnować takich rzeczy? Gdzie są inne służby? Więc na sam koniec dwa przykłady z Sosnowca:
- remontowany budynek nr 35 przy ulicy 3 Maja; ten, w którym mają siedzibę biura poselskie oraz ten, który sąsiaduje z budynkiem Urzędu Miasta; zajęty cały chodnik, brak wytyczonej drogi zastępczej, oznaczenie tabliczką „przejście drugą stroną ulicy” (dla niewtajemniczonych – trzeba by wrócić, pokonać ponad kilometr pieszo i dwa przejścia podziemne dodatkowo, gdyby chcieć się zastosować – tylko dlatego, że ktoś miał w nosie przepisy i oraz normy współżycia społecznego); czy powiatowy (czyli w przypadku Sosnowca – miejski) nadzór się zainteresował? A może często przechodzący tamtędy strażnicy miejscy, przez kilka tygodni trwania sytuacji? Nie.
- ulica Władysława Andersa, naprzeciw «Biedronki»; rury zniszczonego parkanu, wystające nad drogą dla rowerów, które zagrażają życiu, zwłaszcza po zmroku; uchylony stale właz do studzienki instalacyjnej na chodniku tuż obok, „zabezpieczony” czterema ostrymi prętami, na które się można nabić; obie rzeczy zgłoszone (przez autora niniejszego tekstu) Straży Miejskiej w Sosnowcu w ostatni piątek sierpnia; stosownej reakcji brak; elementy parkanu, zagrażające życiu, usuwali co jakiś czas sami rowerzyści (są jeszcze jego resztki), natomiast właz zamknął i pręty usunął po 4 miesiącach nie robienia tam niczego prawdopodobnie sam wykonawca prac.

I jak, po takich obserwacjach, można wierzyć, że będzie dobrze?
„Jakoś to będzie – nieważne czy dobrze, byle szło do przodu”
Jak wspomnieliśmy – wybór był subiektywny, a kryterium było wskazanie istotnych, negatywnych wydarzeń lub zjawisk, których można by dość łatwo uniknąć, przy właściwym podejściu do obowiązków lub wykazaniu się chęciami.
Murowany kandydat, czyli Prokuratura Rejonowa w Będzinie, która pod koniec roku uwolniła od zarzutów człowieka odpowiedzialnego za śmierć niewinnej osoby, tłumacząc decyzję tym, że sprawca… jest alkoholikiem – będzie miała szansę naprawić blamaż, gdyż w sprawie rodzina ofiary odwołała się do sądu.
Inny kandydat, czyli instytucje bezradne wobec jawnego gwałcenia przez kierowców zasad bezpieczeństwa pieszych, także mają szansę coś zmienić, gdyż problem sygnalizowaliśmy prezydentowi Sosnowca w ciekawej rozmowie, której obejrzenie gorąco polecamy.
Czy wybraliśmy słusznie, czy może przeoczyliśmy coś ważniejszego, może z innego miasta? Napiszcie.


