„Życie jest grą, świat boiskiem, Bóg sędzią”. Długa podróż z Chorzowa do Wisły, czyli biografia Antoniego Piechniczka. Boniek: To jeden z najlepszych selekcjonerów w historii

Komentator Janek Ciszewski przyszedł pierwszy do mnie do pokoju. Odpiął protezę i zapytał, czy poczęstuję go jakimś dobrym trunkiem. Nalałem mu szklaneczkę whisky, a on do mnie tak: „Wiesz co, Antek? Ja na razie o tobie źle w telewizji nie mówię, ale muszę dbać o własny tyłek. Na twoim miejscu zrezygnowałbym z Bońka” – opowiada o kulisach hiszpańskiego mundialu Antoni Piechniczek w książce, której premiera odbyła się 3 maja, w 80. urodziny byłego selekcjonera reprezentacji Polski.

Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum trenera Antoniego Piechniczka. Fotografia została opublikowana w ramach promocji książki. Wszelkie prawa zastrzeżone
Antoni Piechniczek

„Antoni Piechniczek. Bezkompromisowa biografia” autorstwa dwójki dziennikarzy, Pawła Czado i Beaty Widłok-Żurek, to drugie, zaktualizowane i uzupełnione wydanie książki, która ukazała się w 2015 roku pod tytułem „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. W pozycji wprowadzonej na rynek przez Wydawnictwo SQN pojawiły się nowe rozdziały, uzupełnione zostały aneksy i statystyki. Dodajmy, że książka ukazała się jako część serii SQN Originals.

Pierwszy raz na mecz piłki nożnej wybrałem się z tatą 2 września 1981 roku. Pojechaliśmy tramwajem na Stadion Śląski, gdzie Polska zagrała z RFN. Była to drużyna Antoniego Piechniczka – mówi Paweł Czado. Później, pracując już jako dziennikarz (przez wiele lat w Gazecie Wyborczej, dziś w Interii), poznał selekcjonera osobiście. – Pewnego dnia Beata Żurek zaproponowała, żebyśmy napisali wspólnie biografię Antoniego Piechniczka. I tak to się zaczęło – wyjaśnia współautor „Bezkompromisowej biografii” i autor takich książek jak „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach” czy „Zieloni. Szombierki, niezwykły śląski klub”.

To pozycja obowiązkowa dla piłkarskich fanów – przypomnijmy, że urodzony w Chorzowie Antoni Piechniczek jest jedynym polskim selekcjonerem, który z reprezentacją dwukrotnie awansował do finałów mistrzostw świata. A w 1982 roku na mundialu w Hiszpanii doprowadził polski zespół do trzeciego miejsca. Nic zatem dziwnego, że wspomnienia z hiszpańskiego turnieju zajmują w książce sporo miejsca.

Autorzy biografii Piechniczka, pracując nad książką, rozmawiali z 80 osobami. Wśród nich byli piłkarze z reprezentacji, która pojechała na mundial – Józef Młynarczyk, Władysław Żmuda, Paweł Janas, Stefan Majewski, Andrzej Buncol, Grzegorz Lato, Janusz Kupcewicz, Waldemar Matysik czy Zbigniew Boniek. Ten ostatni stwierdził, że Piechniczek „to jeden z najlepszych selekcjonerów w historii”.

Antoni Piechniczek na płocie przy swoim domu w Wiśle przybił tabliczkę z napisem: „Życie jest grą, świat boiskiem, Bóg sędzią”. Jak sam mówi w książce: Autorem pierwszych dwóch zwrotów jest Baden Powell, twórca skautingu, a dopowiedzenie to już moje autorstwo.

Mamy dla Was fragmenty książki „Antoni Piechniczek. Bezkompromisowa biografia”.

Jeśli piłkarz się rozkraczył, to co trener winien?

Jedną z gwiazd tej drużyny ma być Andrzej Iwan. Cztery lata wcześniej napastnika Wisły Kraków zabiera na mundial Jacek Gmoch. Iwan w wieku 18 lat debiutuje w reprezentacji Polski w meczu z Tunezją. W Hiszpanii Piechniczek umieszcza go w podstawowym składzie. Iwan rozgrywa cały mecz z Włochami. W 25. minucie drugiego meczu z Kamerunem pada na murawę. Zerwanie mięśnia. Nie ma szans na dalszy udział w mistrzostwach. Piłkarz jest rozżalony. Uważa, że po kontuzji został bez pomocy. Wini za to selekcjonera. W swojej autobiografii jednocześnie rozbrajająco przyznaje, że był do Antoniego Piechniczka... uprzedzony. „Cóż to była za udręka – Piechniczek. Nie lubiłem go, jeszcze zanim się poznaliśmy. Macie tak czasami, prawda? Oceniacie kogoś z dystansu, nawet nie musicie podchodzić (...). Antoni Piechniczek nie spełniał ani jednego warunku, byśmy mogli znaleźć wspólny język. Wszystkie sygnały, które wysyłał, były sprzeczne z moimi. Kiedy został selekcjonerem, powiedziałem tylko: – O kurwa!” – napisał Iwan.

W trakcie kariery nigdy jednak selekcjonerowi nie mówi wprost, że go nie lubi, nie szanuje i że nie chce grać dla reprezentacji, którą on prowadzi. Ba, nie protestuje, kiedy Piechniczek powołuje go na mundial, i nie odmawia wejścia na pokład samolotu lecącego do Hiszpanii. Uzmysławia sobie jedynie, że „ma awersję do apodyktycznych trenerów”.

Antoni Piechniczek: – Mam żal do Iwana, bo dopiero po latach, długo po mundialu, dowiedziałem się, że miał do mnie jakieś pretensje. Do dziś właściwie nie wiem o co. Wtedy w oczy nic mi nie powiedział. A ja zawsze w niego wierzyłem. Do mundialu był u mnie jednym z najczęściej grających piłkarzy w reprezentacji. Zawsze występował na środku ataku, a że zdołał strzelić tylko jednego gola – w towarzyskim meczu z Irlandią – to inna sprawa. Po drugie, Iwanowi nie podobało się, jak został potraktowany, kiedy odniósł kontuzję, a przecież powiedzieliśmy mu od razu: „Andrzej, leczenie takiego urazu trwa około sześciu tygodni. Na mundialu już nie zagrasz. Albo od razu lecisz do kraju, żeby się leczyć, albo zostajesz z nami”.

Iwan kalkuluje: jeśli zostanie z drużyną, może liczyć na takie pieniądze jak wszyscy. Jeśli wyjedzie, nie wiadomo, jak będzie z premią. Zostaje z kolegami w Hiszpanii. Lekarz nie może się nim zajmować przez cały czas, ma na głowie pozostałych piłkarzy.

Zbigniew Boniek: – Andrzeja szanuję. Wiem, że miał różne problemy w życiu [alkohol – przyp. aut.] i radził sobie z nimi lepiej lub gorzej. Zawsze byliśmy dobrymi kolegami i na kadrze nigdyśmy sobie w paradę nie wchodzili. Ale uczciwie mówiąc, w sporze Piechniczek – Iwan biorę stronę trenera. Andrzej wyszedł na mundialu w pierwszym składzie, selekcjoner miał do niego zaufanie i liczył na niego. A jeśli w trakcie turnieju się rozkraczył, to co trener winien? To normalne, że selekcjoner liczy żołnierzy gotowych do bitwy i nie ma czasu zajmować się tymi, którzy walczyć nie mogą. Pretensje Iwana są niesłuszne.

– Nieładnie zachował się „Ajwen” – mówi Grzegorz Lato. – Po latach obraził prawie wszystkich w swoich wspomnieniach, przykro było słuchać. Ja tego gówna, które napisał, nie czytałem. Powiedziałem mu tylko, co o tym myślę. Mógł go przecież Piechniczek w Hiszpanii od razu wsadzić w samolot i do Polski wysłać. A pozwolił mu zostać.

Józef Młynarczyk: – Iwan to był taki fajny chłopak. Mógł powiedzieć, że brakuje mu pieniędzy, a nie pisać głupoty, poratowalibyśmy go. Nie utrzymuję z nim kontaktu.

Piechniczek: – Niedawno zauważyłem Iwana na Stadionie Narodowym w Warszawie podczas meczu reprezentacji. Rozmawiał ze Zdzisławem Kręciną. Podszedłem i powiedziałem: „Andrzej, na głowę upadłeś, że piszesz takie bzdury?”. A on mi na to: „Panie trenerze, trzeba, żeby coś się działo, żeby się sprzedawało”. Czasem piłkarze zachowują się jak prostytutki. Chodzi o to, że mówią coś, co dziennikarze chcą usłyszeć. Dokładają do pieca, bo wiedzą, że to się sprzeda – mówi Piechniczek.

Ryszard Komornicki: – Na miejscu trenera nie przejmowałbym się słowami Iwana. To był wprawdzie najlepszy piłkarz, z jakim grałem, ale często nie myślał trzeźwo.

Antek, ja na razie o tobie źle nie mówię

Atmosfera po meczu z Kamerunem fatalna. O sytuacji gorączkowo dyskutują działacze i trenerzy obserwatorzy. PZPN wysyła bowiem do Hiszpanii również kilku innych szkoleniowców: Edmunda Zientarę, Huberta Kostkę, Władysława Żmudę (nie mylić z piłkarzem o tym samym imieniu i nazwisku, młodszym o 15 lat) i Waldemara Obrębskiego. Oglądają mecze w innych grupach.

Piechniczek: – Po dwóch bezbramkowych remisach prasa chciała nas pożreć. Uznano, że to najsłabsza grupa, bo w jej meczach nie padały gole [w czterech pierwszych padły tylko dwa – przyp. Aut.]. Jakby średnia goli decydowała o poziomie gry. Niektórzy przestali pamiętać, że w stawce były aż trzy drużyny, które znalazły się w najlepszej ósemce poprzednich mistrzostw świata. Czy to nie ironia losu, że to właśnie z tej grupy wyszli późniejsi mistrzowie świata i zdobywcy trzeciego miejsca?

Ale dziennikarze skupiają się na tym, że w dwóch meczach Polska nie zdobyła nawet jednej bramki. Dostaje się Bońkowi, który miał być asem atutowym, a na razie nie potrafi tego pokazać. Po latach Piechniczek przyzna, że czas między meczami z Kamerunem i Peru był najtrudniejszy w jego trenerskiej karierze: – Przed meczem z Peru podchodzili do mnie różni ludzie i mówili: „Pokaż, że masz jaja, i posadź Bońka na ławce rezerwowych”. Inni chcieli więcej: „Posadź go na trybunach”. Komentator Janek Ciszewski przyszedł pierwszy do mnie do pokoju. Odpiął protezę i zapytał, czy poczęstuję go jakimś dobrym trunkiem. Nalałem mu szklaneczkę whisky, a on do mnie tak: „Wiesz co, Antek? Ja na razie o tobie źle w telewizji nie mówię, ale muszę dbać o własny tyłek. Na twoim miejscu zrezygnowałbym z Bońka”.

Odpowiedziałem mu: „Jasiu, na szczęście to ja decyduję. Zbyszka zawsze można posadzić na ławce, ale wtedy na pewno stracimy go na zawsze. A to nie jest przecież facet, z którego można łatwo zrezygnować. Jeśli wygramy z Peru, zobaczysz, że wszystko się zmieni”.

Boniek: – Ja nie z tych, którzy się łatwo obrażają. Na Jacka Gmocha też się nie obraziłem, gdy mundial w 1978 roku zaczynałem na ławce rezerwowych. A przecież właśnie tam mieliśmy najsilniejszą drużynę w historii, byłem w strasznym gazie. Katowicki „Sport” uznał mnie za najlepszego piłkarza wiosny, a i tak usiadłem na ławce. Dopiero przed meczem z Meksykiem Gmoch mi powiedział: „Wystawiam cię, bo cała Polska tego chce. Pokaż mi się z dobrej strony”. No to strzeliłem dwa gole. Czy po takiej szkole mógłbym się obrazić na Antoniego Piechniczka? Bez sensu...

– Uważam, że mecz z Kamerunem miał największy wpływ na to, co się dalej działo – wspomina Bogusław Hajdas, asystent Piechniczka.– Po tym spotkaniu spadła na nas totalna krytyka. Boniek był łasy na komplementy, nie przyjmował krytyki. Był charakterny, zawadiacki, zdarzało mu się wyładowywać złość na innych. Ale to świetny zawodnik.

Ta drużyna musi się odblokować

Grzegorz Lato: – Po nieszczęsnym meczu z Kamerunem Zbyszek zamknął się w pokoju, przeżywał. Rozmawialiśmy z trenerem, prosiliśmy, żeby nie robił rewolucji, że nie ma co mieszać w składzie, wiemy, o co gramy.

Boniek: – Byłem postrzegany jako lider tej drużyny, więc „po polsku” uznano, że lidera trzeba zmienić, a wtedy na pewno wszystko dobrze pójdzie. No bo jak to: Polska nie wygrywa z jakimś Kamerunem? „Panowie, trzeba kogoś odstrzelić”. Trener Piechniczek nie dał sobie jednak wejść na głowę. Wiem, że różni ludzie dawali mu rady, ale na szczęście „różni ludzie” nie decydowali o reprezentacji. Trener Piechniczek był zbyt doświadczony, żeby ulec takim podszeptom. Był fachowcem i wiedział, że ta drużyna musi się odblokować. Na szczęście nie oszalał. Zrobił zmiany, które okazały się trafione. Wrzucił do środka Kupcewicza, mnie przesunął do ataku. Miał nosa.

Po meczu z Kamerunem piłkarze próbują ratować atmosferę na własny sposób. Boniek: – Byliśmy zaszczuci tym remisem. Podszedłem do Piechniczka i powiedziałem: „Panie trenerze, chcemy dziś wieczorem wyjść na dwie–trzy godziny i pogadać we własnym gronie. Musimy odreagować”. Trener się zgodził. Śmiać mi się chciało, bo przed wejściem do hotelu stał Włodzimierz Reczek, prezes PZPN, i kategorycznie zapowiadał: „Kto przejdzie przez te drzwi, już nigdy więcej nie zagra w reprezentacji!”. Dobre! Powiedzieliśmy mu, że w takim razie sam będzie w niej grał, i... wyszliśmy. Jedynym, który bał się opuścić hotel głównym wyjściem, był Romek Wójcicki. Poszukał schodów przeciwpożarowych, spadł z nich i się pokaleczył.

Przy piwie Boniek tłumaczy kolegom z drużyny: – Chłopaki, za dwa, trzy dni gramy mecz o wszystko, ale nie ma co panikować. Jeśli wygramy, wszystko będzie w porządku. Po trzech godzinach zawodnicy zgodnie z obietnicą wracają do hotelu. Boniek: – Prezes PZPN nie był szczęśliwy, że wyszliśmy z hotelu, ale miał przynajmniej piłkarzy z jajami.

Paweł Janas: – Przed meczem z Peru wszyscy działacze byli już spakowani. Nakupili nawet egzotycznych owoców na prezenty do Polski. Potem musieli się rozpakować, a my te owoce jedliśmy. Boniek: – Graliśmy o nie w karty.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon

czytaj więcej:

Tramwaje 13N i N

Historia na torach, czyli niezapomniana podróż „eNką”

Lotnisko w Pyrzowicach

Katowice Airport, jakiego nie widzą pasażerowie. Zobaczcie

Produkcja Izery raczej nie rozpocznie się w 2024 roku

Elektromobilność w Polsce? Następne pytanie proszę

Ukraińska Wielkanoc

Wielkanoc po ukraińsku? Takie tradycje mają na wschodzie

Nelson-Club-pomaga

Nelson Club pomaga Ukraińcom w potrzebie

Sklep społeczny Tychy

W Tychach powstanie pierwszy sklep społeczny

Nasadzenia Tychy

Mieszkańcy mogą posadzić drzewo dla swojego dziecka