„Być abo niy być – to ci je pytanie!” – czyli „Hamlet” po śląsku w Teatrze Śląskim. Krystian Węgrzynek opisał to, co tam widział i przede wszystkim – słyszał

Czym kusi śląski „Hamlet”, oprócz tych postkolonialnych kontekstów? Spójną reżysersko-scenograficzną wizją przekształcającą duński zamek w Metropolis à la Fritz Lang? Zapadającymi w pamięć aktorskimi kreacjami? Hipnotyzującą warstwą dźwiękową? Zrytmizowanymi z nią ekspresyjnymi układami choreograficznymi? Tak! A przede wszystkim językiem wybrzmiewającym z Dużej Sceny (Srogij Biny) Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego. „To perła w koronie śląskiego teatru!” – pisze autor recenzji wczorajszej, światowej prapremiery dzieła wystawionego w godce.

„Hamlet” – perła w koronie śląskiego teatru

Czym kusi Hamlet translatorów wszystkich języków świata i twórców teatralnych całego globu? Tym, że można się w nim – uważał wybitny krytyk teatralny, Jan Kott – przejrzeć jak w zwierciadle; że można zagrać tylko jednego z Hamletów zaprojektowanych przez Szekspira, że w Hamlecie jest wszystko, nie tylko przeszłość… Bo i forma dramatu jest pojemna, podobna do :„tragedyje, kōmedyje, sielanki, sielnakowyj kōmedyje, historycznyj sielanki, tragicznyj historyje, tragiczno-kōmiczno-historycznyj sielanki, scyn niypodzielōnych i poymatōw bez kōńca” (akt II, sc. 2., tłum. Mirosław Syniawa).

Ta formalna niespójność to przecież znak firmowy Szekspira – by wspomnieć chociażby scenę przy grobie Ofelii, w którym dochodzi do bójki bohaterów. Cóż z tego, skoro zapowiedzi samego ześląszczenia Szekspirowskiego arcydzieła wywołały silne emocje przywołane w posłowiu tłumacza do wydanej właśnie przez Bibliotekę Śląską książki Tragedyjŏ Hamleta, ksiyncia Dynymarku: „Nikt jeszcze nie czytał tekstu, nikt nie widział spektaklu, a krytycznych komentarzy – Jak z tragedii zrobić komedię, To jakiś koszmar!!!, Wystawianie Hamleta po śląsku szkodzi i tej pięknej gwarze, i Hamletowi, To będzie profanacja Szekspira – napisano całe mnóstwo”.

Ale są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło ni filozofom, ni filologom, ni genologom – nie dość, że powstał wspaniały przekład dokonany przez Mirosława Syniawę (nb. chemika z wykształcenia), to jeszcze w rolach grabarzy (kopidołōw) wystąpili na scenie i po śląsku godali profesorowie i rektorowie Uniwersytetu Śląskiego: Ryszard Koziołek (obecny) i Tadeusz Sławek (były). Czy można się było spodziewać większej legitymizacji tego przedsięwzięcia? Którego to dna się w ten sposób dokopujemy?

Nie mam wątpliwości – Hamlet jest perłą w koronie śląskiego teatru! Wymarzył sobie Robert Talarczyk „Elsynor na górniczych hałdach” i na takim gorącym gruncie pałac postawił.

Nie jest to jednak kraina z dawniejszych opowieści – taka, jaką na przykład zobaczył w drugiej części swojej trylogii Kazimierz Kutz. Taki tradycyjny (Perła w koronie, 1972), a momentami wręcz przaśny klimat (np. film Benek Roberta Glińskiego, 2007) pojawi się dopiero jako ironiczny cytat w V akcie – krupniokowy festyn, karczma piwna, dziołchy z galandami na głowie, regionalna nuta…Taka dynymarkowa przeszłość, z kostiumami zawieszonymi na łańcuszkach jak w górniczej łaźni, zstąpi przed oblicze norweskiego księcia, który wówczas obwieszcza: „ Z dawien/ dawna mam prawo do tego królestwa”.

„Tragedyje Hamleta, ksiyncia Dynymarku”

Bo Dynymark współczesny to bogate postindustrialne królestwo, gdzie starsi konsumują owoce gospodarczego wzrostu i świetnie się bawią na dworze samozwańca, a młodzi odurzeni ideami przywiezionymi z babilońskiego Berlina wiją się w heavy metalowym rytmie. Scenografia odwołuje się wprawdzie do tradycji Śląska, „jednak w sposób niedosłowny” (Marcel Sławiński). Bohaterowie chodzą kopalnianymi pochylniami jak po pałacowych krużgankach; patrzą z wysokości zamkowej wieży, czy może koła wieży szybowej; wchodzą do szklanych boksów, które a to przypominają górniczą windę, a to charakterystyczne glass-boksy Muzeum Śląskiego…

Czy coś gnije i rdzewieje w państwie dynymarskim? Owszem – a proces zepsucia zaczyna się od samej góry. Uzurpator Klaudiusz (Marcin Gaweł) i jego radca Poloniusz (Grażyna Bułka) to animatorzy despotycznego teatru władzy. Król nie poczuwa się do skruchy – wie, że jest beneficjentem nowego układu i uświadamia sobie, że modlić się już nie potrafi. Przypomina nieco Jacka Sparrowa, który wprawdzie jest już właścicielem Czarnej Perły – jakże niepoważnym na tle starego Hamleta (Robert Talarczyk) – ale obawia się celniejszego w żartach młodego Hamleta (Paweł Kempa). Poloniusz Grażyny Bułki jest jakby ogrywaniem roli ojca-przemocowca, chcącego uchodzić za patriarchę rodu. W tym świecie, w którym rozum ściera się z emocjami, Hamlet próbuje stanąć po stronie ratio. Jego riposty są cięte, a determinacja tak wielka ( jakże kłuje „Raus!” skierowane do Ofelii), że stawia tamę melancholii i obłędowi. To jest metoda z domieszką szaleństwa.

Część jego ôbłyndu bierze na siebie Horacjo (Dariusz Chojnacki). Od jego uśmiechu sztuka się zaczyna i na jego spojrzeniu schwytanym w szklaną pułapkę wszystko się kończy; koncepty, czy może po prostu wice Hamleta (gdy każe zagrać Guildensternowi nie na flecie, a na harmonijce albo gdy wyjaśnia, na jakiej „wieczerzy” znalazł się Poloniusz) bawią tego wice-Hamleta niezmiernie. Równie opanowany wydaje się i Laertes (Piotr Bułka), szczególnie wtedy, gdy zacznie realizację planu zemsty. Intrygująco wypadają sceny, w których występuje ze swoim ojcem, Poloniuszem, granym przez jego matkę! Widzowie teatru elżbietańskiego byliby zadziwieni!

Emocji nie kryją i sugestywnie je okazują Gertruda (Barbara Lubos-Rokita) i Ofelia (Ewelina Adamska- Porczyk). Szczególnie ta druga rola wykracza poza ramy wyznaczone przez Szekspira. Wynika to z konceptu obsadzenia w roli ukochanej Hamleta także autorki choreografii spektaklu. Najwyraźniej widać to w scenie teatru w teatrze, czy raczej koncertu – zamiast sztuki Zabójstwo Gonzagi Ofelia z zespołem dwórek i dworzan wykonuje ekstatyczny taniec do utworu Roots Bloody Roots Sepultury, który dosłownie wstrząsa Klaudiuszem, ale i całą widownią.

Ćmok, ôbłynd i tajymnica

Przeklęte korzenie plączą losy wszystkich w zasadzie Dynymarków (nie tylko pniokōw), co zrównuje w swoim ostatnim rozkazie Fortynbras („Godnie/Ich pochowajcie, bez wyjątku, wszystkich” – tłum. T. Sławek). Obsadzenie w tej roli Krzysztofa Głuchowskiego (dyr. Teatru Słowackiego w Krakowie), który – jako jedyny – posługuje się ogólną odmianą polszczyzny, uruchamia w widzach skojarzenia społeczno-polityczne, a wybrzmiewająca po chwili wokaliza, oparta na Rocie Feliksa Nowowiejskiego, takie skojarzenia zdecydowanie ugruntowuje. Zatem król Norwegii widzi nie tylko śmierć w starych dekoracjach, nie tylko przejmuje kwestię i opowieść Horacego („ja wygłoszę mowę, w której/Objaśnię wszystkim, co się tutaj stało”), ale i każe ocalić tego ostatniego żywego Dynymarka jako muzealny eksponat i zamknąć w klatce; a cały Dynymark (jakże ta nazwa podobna do prototypu hutniczego pieca – dymarki!) potraktować podobnie jak Wielka Brytania Indie – jewel in the crown!

Czym kusi śląski Hamlet? Oprócz tych postkolonialnych kontekstów? Spójną reżysersko-scenograficzną wizją przekształcającą duński zamek w, bez mała, Metropolis à la Fritz Lang? Zapadającymi w pamięć aktorskimi kreacjami? Hipnotyzującą warstwą dźwiękową nagraną w katowickim Tonarium przez Jerzego Mączyńskiego? Zrytmizowanymi z nią ekspresyjnymi układami choreograficznymi? Tak! A przede wszystkim językiem wybrzmiewającym z Dużej Sceny (Srogij Biny) Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego (tego samego, który przenosił akcję z Elsynoru na Wawel).

Słynny monolog („Być abo niy być – to ci je pytanie”), w dodatku przesunięty z aktu III do aktu V, gdzie poprzedza pojedynek z Laertesem, wybrzmiewa naturalnie i przekonująco, a przy tym stanowi klamrę pomiędzy częścią pokazującą stare i nowe królestwo. Podobnie zresztą jak i inne słynne frazy, które kuszą tłumacza do dokonywania gier słownych ( „Może jyn ranny lelyń łkać” lub wręcz do kusików („Biydny Yorick (…) Sam były te wargi, kerym żech doł niy wiym wiela kusików”).

A mnie Hamlet po śląsku po prostu wzrusza. Kiedy patrzę na twórców, którym tyle śląski teatr zawdzięcza: Robertowi Talarczykowi (np. Cholonek), Dariuszowi Chojnackiemu (narrator Piątej strony świata), Grażynie Bułce (Mianujom mie Hanka), Piotrowi Bułce (Korfanty. Hotel Brześć), Marcinowi Gawłowi (Synek), Barbarze Lubos-Rokicie (Kocham cię proszę pana) i widzę, jak wszyscy koncertowo grają z młodym aktorem, wychowankiem Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego, Pawłem Kempą, to ręce same składają się do oklasków.

A może tylko wpadłem w pułapkę myszy, „którą zastawił na Ślązaków i cały świat Robert Talarczyk” (Ryszard Koziołek)? A może nie zauważyłem, że trucizna (jakże przewrotny gift w tłumaczeniu Syniawy!) była podarunkiem ukrytym w perle wrzuconej do kielicha? A nie zauważyłem, bo nie mogłem się doczekać aż Melpomena nauczy mówić Hamleta po śląsku…?

Bo mógłbym wprawdzie trochę ponarzekać na jakieś inscenizacyjne rozwiązania, ale z premedytacją tego nie zrobię, bo dzisiaj mamy święto, dzisioj momy fajer i …”Wiyncyj gŏdać niy trza”.

Katowice, 15/16 maja 2026.

Literatura:

W. Szekspir, Tragedyjŏ Hamleta, ksiyncia Dynymarku. Teatr Śląski w Katowicach, prem. 15 maja 2026, reż. Robert Talarczyk.

W. Shakespeare, Tragedyjŏ Hamleta, ksiyncia Dynymarku. Przekłŏd ôd Mirosława Syniawy, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2026.

W. Szekspir, Hamlet książę Danii. Przełożył i posłowiem opatrzył Tadeusz Sławek, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej, Katowice 2026.

Czy Melpomena godo po śląsku? Premiera książki Krystiana Węgrzynka w Teatrze Śląskim

Może Cię zainteresować:

Melpomena godo po śląsku! Premiera książki Krystiana Węgrzynka o śląskim teatrze, czyli od „Cholonka” do „Hamleta”

Autor: Tomasz Borówka

08/10/2025

Cholonek Teatru Korez

Może Cię zainteresować:

„Cholonek” w Korezie. Spektakl, który na nowo opowiedział historię Ślązaków, i to po śląsku

Autor: Krystian Węgrzynek

10/10/2025

Cholonek

Może Cię zainteresować:

Zbigniew Rokita: Postawmy w Katowicach pomnik Cholonka. Symbol śląskiego humoru i zagubienia

Autor: Zbigniew Rokita

03/02/2023

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama