Zaczniemy nietypowo: od ustalenia, jakim imieniem będziemy się posługiwać w tym tekście. Zdecydowałem się na popularniejszego Jana II wraz z przydomkiem Dobry, a powody – mam nadzieję – staną się jasne pod koniec tekstu. Zaczynajmy.
Urodził się około roku 1460, rządy objął w 1476, a zmarł w 1532. Zjednoczone przez niego księstwo opolsko-raciborskie stało się fundamentem dla kształtowania granic Górnego Śląska – od granic, przez ustrój polityczny, aż po identyfikację wizualną. We wschodniej części regionu zasłynął z kolei jako współzałożyciel Tarnowskich Gór. Jeśli zaś spojrzymy na historię całego Górnego Śląska, to dzięki układom z Jerzym Hohenzollernem z Ansbach książę ten zapewnił Hohenzollernom 70 lat legalnych rządów na Śląsku oraz – przy okazji – 20 lat nielegalnego panowania ich bocznej linii (ale o tym kiedy indziej).
Wróćmy jednak do samego Jana. Jest on postacią niezwykle istotną dla polskiej historiografii, która w XIX wieku – wbrew źródłom i realiom wczesnonowożytnej Europy – ukuła mit „ostatniego Piasta-Polaka” na śląskim tronie. Nie ukrywam, że przyczyny tego zjawiska są dość oczywiste: brak krytycznej analizy źródeł, anachroniczne myślenie oraz niezrozumienie szesnastowiecznej mentalności dworskiej.
Ta sama XIX-wieczna historiografia przyjęła, że nasz Piast nazywał się Janem Opolskim. Z kolei badacze w następnym stuleciu nadali mu wtórnie przydomek „Dobry”, bazując na przychylnych opisach kronikarskich oraz realnych zasługach księcia. W tekstach z epoki jedynym określeniem dodawanym do jego imienia było bowiem właśnie „opolski”. A skoro o imieniu mowa…
Jan czy Hanusz?
Najsamprzód ustalmy, na czym stoimy. Niemiecka historiografia trzyma się zazwyczaj formy Johann von Oppeln, polskojęzyczna w większości nazywa go Janem, natomiast śląska (oraz nieliczna część polskiej) używa imion Hanusz lub Janusz. Dawne polskie kronikarstwo również bywa niekonsekwentne – choćby Długosz raz pisze o nim „Jan”, a innym razem „Janusz”.
A co mówią dokumenty wydawane za życia samego księcia?
W źródłach łacińskich – w tym w dokumentach i na pieczęciach książęcych – pojawiają się formy Janussius (Janussio), Ioanni oraz Johannes. W tekstach niemieckich spotkamy warianty Johann bądź Hanssen, a w polskim języku kancelaryjnym władca figuruje zarówno jako Jan, jak i Janusz. Lokalnie natomiast, w śląskiej odmianie czeskiego języka kancelaryjnego (nazywanej czasem po prostu śląskim językiem kancelaryjnym), występuje jako Hanuss, czyli – po uwspółcześnieniu pisowni – Hanusz. Co istotne, to właśnie tej ostatniej formy zachowało się zdecydowanie najwięcej. Polskie zapisy są sporadyczne, a lokalna dokumentacja przetrwała w znacznie większej liczbie niż akta łacińskie czy niemieckie.
A może jednak Janusz?
Jan i Janusz to w rzeczywistości jedno i to samo imię w dwóch wersjach. Oba pochodzą od hebrajskiego Jochanan („Jahwe/Jachu jest Jan i Janusz to w rzeczywistości dwa warianty tego samego imienia). Oba wywodzą się z hebrajskiego Jochanan („Jahwe/Jachu jest łaskawy”), a dokładniej z jego greckiej wersji Ioánnes (Ἰωάννης). W średniowiecznej Europie imię to funkcjonowało głównie jako Johannes i Johan. Jedną z jego form skróconych był Jan (dziś zresztą najpopularniejszy), od którego z czasem utworzono zdrobnienie Janus / Janusz. Wreszcie forma ta usamodzielniła się jako osobne imię – dokładnie tak samo jak Bartosz, który wyodrębnił się z Bartłomieja.
Proces tego usamodzielniania przebiegał jednak stopniowo i niejednolicie. Historyk Artur Łojek doszedł do wniosku, że w czasach poprzedzających panowanie ostatniego Piasta opolskiego Janusz (a dokładniej Hanuss) nie był powszechnym odpowiednikiem imienia Johannes – dominował wówczas Jan (choć bywało i tak, że oba warianty funkcjonowały jako dwa odrębne imiona). Za życia księcia podział ten nie był jednak sztywny i pisanie o Hanussie jako o Janie było w pełni akceptowalne.
Łojek zwraca ponadto uwagę na dokumenty wystawiane przez kancelarię księcia. Spisywano je głównie w śląskiej odmianie czeskiego języka kancelaryjnego (który – jak niemal każdy język prawniczy – był swoistym parajęzykiem, przypominającym częściej urzędniczy bełkot niż naturalną mowę). Najczęściej występuje w nich właśnie Hanuss, stanowiący lokalną domestykację (udomowienie) łacińskiego Johannesa. Na tej podstawie badacz stawia hipotezę, że książę mógł w istocie nosić imię Janusz – biorąc poprawkę na czeską ortografię języka kancelaryjnego.
Teza ta budzi jednak poważne wątpliwości. Po pierwsze, urzędowy zapis Hanuss, mógł się wywodzić z niemieckiego Hans i w kancelaryjnym uzusie był po prostu domyślnym odpowiednikiem łacińskiego Johannesa – nie musi więc wcale dowodzić, że w mowie potocznej używano słowiańskiego zdrobnienia Janusz. Po drugie, utożsamianie nawyków pisarskich kancelarii z tym, jak naprawdę mówiono na dworze, jest ryzykowne, bo nie wiemy nawet, jakim językiem książę posługiwał się na co dzień.
Niemal wszystkie przesłanki wskazują, że powinien znać zarówno niemiecki, którego używała część jego dworu, jak i słowiańską mowę śląskiego rycerstwa (z pewnością różniącą się od mowy chłopskiej). Kłopot sprawia jednak pewna wzmianka kronikarska, według której książę w ogóle nie znał niemieckiego i mówił wyłącznie po polsku. Historycy zwykle podważają wiarygodność tego zapisu, wskazując na niechęć kronikarza wobec władcy. To jedyne miejsce, w którym wspomniano o takiej barierze, a przecież znamy szereg sytuacji wymagających od Jana posługiwania się niemieckim. Oczywiście można zakładać, że korzystał z tłumaczy, o czym kroniki po prostu milczą, ale wśród badaczy jest to pogląd mniejszościowy.
Niezależnie od tego, jakim językiem mówił Jan II, nie jesteśmy w stanie ustalić, jakiej formy imienia sam używał. Wiemy jedynie, że jego kancelaria traktowała formę Hanuss jako wariant lokalny, a Johannes – jako odpowiednik łaciński. To, jak książę sam o sobie myślał i jak chciał, by się do niego zwracano, leży już poza naszym horyzontem zdarzeń.
Co z tym wszystkim zrobić?
Choć nie wiemy, jak o sobie myślał nasz książę, pisząc o nim, musimy w końcu zdecydować się na konkretny zapis, a co za tym idzie, również na numer porządkowy. Jeśli bowiem nazwiemy go Janem, będzie nosił numer II lub III (zależnie od tego, czy oprócz jego stryja wliczymy do pocztu władców także biskupa Jana Kropidłę, który rządził księstwem głównie formalnie). Jeśli natomiast uznamy Janusza za odrębne imię, nasz bohater stanie się po prostu Januszem I, bo żadnego innego władcy o tym imieniu w Opolu wcześniej nie było. I tak, decyzja jest nieunikniona, ponieważ wszystko sprowadza się tu do wyboru konwencji, a nie do odkrycia mitycznej prawdy.
Mamy w zasadzie dwie możliwości: korzystać z zapisu źródłowego albo dokonać domestykacji imienia. W pierwszym wypadku musimy konsekwentnie pisać Hanuss, co jednak rodzi pewne problemy. Po pierwsze, wymusza to używanie oryginalnych wersji również wobec innych postaci, takich jak Georg czy Jakob. Po drugie, dawna pisownia bywała chwiejna, więc prędzej czy później i tak musielibyśmy wybrać ten wariant, który najbardziej nam odpowiada. Po trzecie, trzymianie się nieintuicyjnej pisowni raczej nie sprzyja wygodzie czytelników.
Jeśli natomiast decydujemy się na domestykację, na placu boju pozostają Jan albo Janusz. Wiem, że pojawiają się głosy, iż tłumaczenie imion to wynalazek XIX-wiecznej polskiej propagandy, ale to mit. Tłumaczenie i adaptowanie imion znamy od starożytności, a jego najgłośniejszym przykładem jest oczywiście Septuaginta, czyli przekład Biblii hebrajskiej na grekę (choć zdaniem niektórych badaczy część jej ksiąg napisano od razu po grecku). Zresztą to właśnie dzięki starożytnym przekładom biblijnym – najpierw greckiej Septuagincie i Nowemu Testamentowi, a później łacińskiej Wulgacie – hebrajski Jochanan stał się greckim Ioánnesem, a następnie europejskim Johannesem.
Ponadto w polskiej historiografii przyjął się zwyczaj szeroko zakrojonej domestykacji imion władców. Dla przykładu: obecnie w Wielkiej Brytanii panuje Karol III, a nie Charles; jego matką była Elżbieta II, a nie Elizabeth; z kolei pierwszym polskim królem elekcyjnym był Henryk Walezy, a nie Henri de Valois. Dlatego pisząc po polsku, możemy albo trzymać się większościowego uzusu, albo pójść własną, niszową ścieżką. Praktyczny problem pojawia się jednak wtedy, gdy czytelnik chcący dowiedzieć się czegoś o Janie II Dobrym nie jest w stanie wyszukać publikacji, w których nawet informacyjnie nie pada tradycyjna wersja jego imienia.
Tak wygląda sprawa w języku polskim. Po niemiecku nie ma żadnej dyskusji, a w przypadku języka śląskiego – szczerze mówiąc – nie wiem, jaka wersja ostatecznie się przyjmie. Jestem otwarty na wiele opcji, przy czym Hanusz brzmi najsensowniej. Należy jednak pamiętać, że poruszamy się w obrębie konwencji, a każdy wybór ma swoje wady i zalety. Osobiście, ze względu na wygodę i rozpoznawalność, będę pisał Jan II Dobry, dodając gdzieniegdzie w nawiasach Hanusza, choć używanie innych wersji jest w pełni akceptowalne. Nieakceptowalny jest natomiast brak świadomości, że posługujemy się wyłącznie umowną konwencją.
Może Cię zainteresować:
Zabytkowy ratusz w Tarnowskich Górach lśni po renowacji. Odnowa kosztowała ponad 9 mln zł
Może Cię zainteresować:
