Zaproszenie do Muzeum Saturn w Czeladzi na konferencję podsumowującą projekt "Górnicza tożsamość Zagłębia" skłoniło mnie do refleksji nad różnicami w tworzeniu i wykorzystywaniu dziedzictwa przemysłowego w Zagłębiu Dąbrowskim i na Górnym Śląsku.
Różnice te wydają się oczywiste, jeśli spojrzymy na dąbrowską reprezentację na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Poza czeladzkim Saturnem wśród szlakowych obiektów znajduje się jeszcze Muzeum Sztygarka w Dąbrowie Górniczej.
Wnioski podsumować można w dwóch punktach:
- Słabość strony producenckiej
Producenci dziedzictwa przemysłowego w Zagłębiu Dąbrowskim są wyraźnie słabsi niż na Górnym Śląsku - nie merytorycznie, lecz instytucjonalnie i finansowo. Industrialna przeszłość to programowy punkt ciężkości dwóch wspomnianych muzeów miejskich. Ich dotacje podmiotowe mieszczą się w przedziale 3-3,5 miliona rocznie. To mniej więcej tyle, ile w przypadku Muzeum Hutnictwa w Chorzowie. Dla Czeladzi to przy tym spory wysiłek - wysokość finansowania placówki sięga niemal 1 proc. budżetu (w Chorzowie to ok. 0,32 proc.). W górnośląskiej części województwa funkcjonują jednak muzea finansowane w całości lub niemal w całości ze środków województwa (a więc także zagłębiowskich), dla których przemysł stanowi główny lub jeden z głównych obszarów aktywności: Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu (ok. 17 milionów dotacji), czy Muzeum Śląskie w Katowicach (ok. 28 milionów dotacji). Tendencja przy tym jest taka, że województwo przejmuje finansowanie kolejnych instytucji, z którymi nie radzą sobie miasta (MGW w Zabrzu, Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach), jednak nie w Zagłębiu Dąbrowskim. Uprzedzam uwagi: nie jest to żaden górnośląski spisek. W zarządzie województwa nie było do niedawna żadnego Górnoślązaka (obecnie jest jeden). Warto zauważyć, że w grudniu 2023 r. województwo podjęło się współprowadzenia filharmonii w Częstochowie. Na tym tle Zagłębie jest wyraźnie poszkodowane, nie partycypując w wojewódzkim budżecie na kulturę w zakresie dotacji podmiotowych dla instytucji. - Inne oczekiwania konsumentów
Szlak Zabytków Techniki skrojony jest pod oczekiwania mieszkańców śląskiej części województwa. W górnośląskich tekstach kultury utrwalany był od XIX w. pozytywny obraz kapitalistycznej industrializacji. Został on podprogowo zawarty nawet w "Paciorkach jednego różańca" Kazimierza Kutza z 1980 roku, gdzie poniemiecki Giszowiec zyskuje rangę swojskiej idylli przeciwstawionej "szufladom na ludzi", jak Habryka nazywa bloki z wielkiej płyty. Inaczej w Zagłębiu. Po pierwsze, polska metanarracja zwraca się ku tradycjom agrarnym (dworek, zagroda chłopska), a nie przemysłowym. Kapitalistyczna industrializacja jest przedstawiana w ciemnych barwach jako nieludzka i przyniesiona przez obcych ("Ziemia obiecana" Reymonta i film Wajdy). Obraz ten funkcjonuje także w odniesieniu do Zagłębia ("Ludzie bezdomni" Żeromskiego). Po drugie, zagłębiowski "złoty wiek" to dekada Gierka, budowa Huty "Katowice" i awans tysięcy migrantów z ubogich terenów wiejskich, dla których wielka płyta stała się symbolem nowej jakości życia. Wydaje się zatem, że dzieje przemysłu należy tu opowiadać inaczej niż na Górnym Śląsku. Mimo wszystko zaskakuje mnie, że przez te wszystkie lata istnienia Szlaku Zabytków Techniki nie podjęto starań o wpisanie nań zespołu kolonii robotniczych z bardzo interesującym kościołem w czeladzkich Piaskach.
*Komentarz ukazał się w pierwotnej wersji jako post na profilu na Facebooku Jerzego Gorzelika. Autor jest historykiem sztuki, doktorem habilitowanym w dziedzinie nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o sztuce, profesorem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, przewodniczącym Ruchu Autonomii Śląska.
Może Cię zainteresować:
Zabytkowe polichromie odkryte podczas remontu maszynowni w kopalni Saturn
Może Cię zainteresować:

