W poszukiwaniu własnej drogi
Juliusz August Roger przyszedł na świat 28 lutego 1819 roku w miejscowości Niederstotzingen, położonej niedaleko Ulm, na południu ówczesnego Królestwa Wirtembergii. To niewielkie miasto, leżące na skraju Jury Szwabskiej, miało długą i barwną historię. Rządzili nim kolejno przedstawiciele rodów rycerskich, a po 1809 roku dobra przejął hrabia Leopold von Maldeghem. To właśnie na jego dworze ojciec Juliusza pełnił funkcję urzędnika – co wskazuje, że przyszły lekarz i humanista pochodził z mieszczańskiej rodziny o silnych związkach z lokalną administracją i kulturą dworską.
Gdy Juliusz miał dziewięć lat, jego rodzina przeniosła się do Augsburga – jednego z najstarszych i najważniejszych miast południowych Niemiec. Tam rozpoczął naukę w renomowanym gimnazjum św. Stefana, słynącym z wysokiego poziomu nauczania i mocnych tradycji klasycznych. Młody Roger szybko dał się poznać jako uczeń pilny, gorliwy i wszechstronnie uzdolniony. Otrzymywał liczne nagrody za wyniki w nauce i rozwijał zainteresowania wykraczające poza szkolny program. W owym czasie szkołę przejęli benedyktyni, co okazało się dla Juliusza doświadczeniem formacyjnym.
Kontakt z duchowością zakonną był na tyle głęboki, że w 1839 roku – po ukończeniu gimnazjum – postanowił wstąpić do nowicjatu w opactwie benedyktyńskim Ottobeuren. Klasztor ten, założony w VIII wieku w czasach Karolingów, uchodził za jeden z najwspanialszych barokowych zespołów klasztornych w Europie. Mimo sekularyzacji przeprowadzonej w 1802 roku przez władze bawarskie, życie duchowe w Ottobeuren nie zamarło. Dla młodego Rogera było to środowisko zarówno religijne, jak i intelektualne – pełne ciszy, lektury i ładu. Benedyktyńska maksyma ora et labora mogła ukształtować w nim przekonanie, że nauka nie powinna służyć egoistycznym celom, lecz wspólnocie; że wiedza sama w sobie nie jest najwyższą wartością, lecz narzędziem służby i pokory.
O ile wiadomo, Roger opuścił mury opactwa z powodów zdrowotnych, a być może także dlatego, że życie zakonne wydawało mu się nazbyt ograniczające. Można przypuszczać, że krótki epizod klasztorny pozostawił trwały ślad w jego duchowości i etosie pracy. Wkrótce potem rozpoczął studia na Uniwersytecie w Monachium, gdzie ukończył filozofię. Okazało się jednak, że spekulatywna natura tej dziedziny nie współgra z jego żywym temperamentem. Szukając bardziej praktycznego zastosowania wiedzy, przeniósł się na Wydział Medyczny Uniwersytetu w Tybindze – jednej z najstarszych i najważniejszych uczelni niemieckich. Tam z pełnym zaangażowaniem poświęcił się studiom medycznym, które ukończył doktoratem około 1843 roku, już wtedy żywo interesując się najnowszymi osiągnięciami nauki. Następnie pracował jako asystent w szpitalu w Augsburgu, a w 1844 roku wyjechał do Wiednia, aby specjalizować się w okulistyce u profesora Friedricha Jägera – jednego z najwybitniejszych chirurgów okulistów XIX wieku. Pod jego kierunkiem zdobył nie tylko fachową wiedzę, lecz także świadomość znaczenia nowoczesnej medycyny klinicznej.
„Przede wszystkim leczyć ludzi i pomagać im”
Po powrocie z Wiednia Roger osiadł w Mergentheim w Wirtembergii, gdzie rozpoczął praktykę lekarską. Szybko zyskał uznanie jako lekarz oddany, kompetentny i serdeczny. Jego talent został dostrzeżony przez miejscowe władze – książę Hohenlohe-Bartenstein-Niederstetten mianował go swoim radcą medycznym. W 1846 roku Roger wrócił na Uniwersytet w Tybindze jako asystent kliniczny u profesora Karla Wunderlicha – wybitnego internisty i pioniera diagnostyki gorączki. Młody lekarz planował habilitację i karierę naukową. Droga do pracy akademickiej stała przed nim otworem, lecz wkrótce zdecydował się na krok, który całkowicie odmienił jego życie. W 1847 roku opuścił Tybingę i udał się na Górny Śląsk – do krainy, której mieszkańcy zmagali się z poważnymi problemami zdrowotnymi i społecznymi. Tam miał rozpocząć zupełnie nowy rozdział swojej biografii.
Kiedy Juliusz Roger przybył do Rud, niemal natychmiast stał się dla okolicznej ludności postacią wyjątkową. Książę Wiktor I uczynił go swym radcą dworskim. Początkowo przyjmował chorych w zamku książęcym, co odnotowano w lokalnej prasie – Rybniker Kreisblatt z 22 czerwca 1850 rokuinformował, że leczył i wydawał lekarstwa za darmo tak długo, jak tylko starczało mu własnych środków. Jego gabinet był nieustannie oblegany. O każdej porze dnia i nocy był gotów udać się do chorych, nawet do najbardziej zaniedbanych i brudnych chat, nie biorąc za swoją pomoc żadnych pieniędzy – przeciwnie, nierzadko wspierał biedaków z własnej kieszeni. Ta bezinteresowna postawa, streszczona w jego dewizie: „przede wszystkim leczyć ludzi i pomagać im jako lekarz i człowiek”, sprawiła, że cieszył się ogromnym szacunkiem nie tylko w Rudach, ale i w całej okolicy raciborsko-rybnickiej.
Znając dramatyczne realia zdrowotne Górnego Śląska, Roger podjął się dzieła, które przerosło zwykłą lekarską praktykę – rozpoczął organizację nowoczesnych szpitali. Najpierw w Rudach doprowadził do zastąpienia starego, drewnianego szpitala, pamiętającego jeszcze czasy klasztorne, przestronnym i murowanym budynkiem. Nowy szpital, którego budowę rozpoczęto w 1858 roku, a ukończono w 1861, otrzymał nazwę „Zakład św. Karola” – na cześć ojca księżnej Amalii von Fürstenberg. Fundatorami byli Amalia i książę Wiktor I, a placówka zapewniała darmową opiekę medyczną pracownikom i służbie książęcej, podczas gdy pozostali pacjenci wnosili jedynie symboliczne opłaty. Koszty utrzymania szpitala ponosiła para książęca, a w razie śmierci jednego z małżonków – obowiązek ten przechodził na żyjącego współmałżonka i jego następców. Kierownictwo lekarskie sprawował zawsze lekarz nadworny – najpierw Juliusz Roger, po nim kolejni medycy: dr Hufschmidt, chirurg Bauck i dr Wyrwoll. Posługę pielęgniarską pełniły Siostry Franciszkanki Szpitalne.
Kolejne szpitale
Drugim wielkim dziełem Rogera była rozbudowa i reorganizacja szpitala klasztornego w Pilchowicach. Historia tego miejsca sięga końca XVIII wieku. W 1793 roku Anton Welzel, podskarbi hrabiów Węgierskich, zapisał w testamencie 21 tysięcy talarów na rzecz budowy szpitala w Rybniku. Ostatecznie jednak fundacja została zrealizowana w Pilchowicach, dokąd rok później przybyli pierwsi bonifratrzy z Wrocławia. W 1802 roku poświęcono kamień węgielny pod nowy gmach, a po dwunastu latach – w 1814 roku – odbyło się uroczyste otwarcie klasztoru i szpitala. Od początku nosił on wezwanie św. Anny i szybko zyskał rangę jednego z najważniejszych ośrodków opieki w regionie. Bonifratrzy nie ograniczali się do samego leczenia. Prowadzili także aptekę, organizowali kuchnie polowe i spieszyli z pomocą ubogim w czasie epidemii, odwiedzając całe rodziny w ich domach.
Kiedy Roger objął stanowisko lekarza naczelnego, nie poprzestał na obowiązkach medycznych. Jako organizator i dobroczyńca zebrał znaczną sumę – źródła podają zarówno 7000 talarów, jak i 21 000 marek – dzięki czemu możliwe stało się powiększenie liczby łóżek oraz wzniesienie kaplicy. Roger zrzekł się także przysługującego mu honorarium na rzecz placówki, przeznaczając je w całości na potrzeby chorych. W jednym z oddziałów znajdowało się nawet łóżko opatrzone porcelanową tabliczką z jego nazwiskiem – fundowane przez niego z kapitału, którego odsetki służyły utrzymaniu ubogich pacjentów. Za swe niepospolite zasługi lekarskie otrzymał wiele odznaczeń – w tym także papieskie.
Największym organizacyjnym przedsięwzięciem Juliusza Rogera okazał się szpital dla kobiet w Rybniku. Idea jego powstania zrodziła się z głębokiego przekonania lekarza, że kobiety, zwłaszcza z warstw ludowych, wymagają szczególnej opieki medycznej. Roger zainicjował prawdziwą kampanię filantropijną: wysyłał setki listów do przyjaciół i dobroczyńców w całej Europie, a także korzystał z szerokiej sieci znajomości zdobytych jeszcze w czasach studenckich. Dzięki temu zgromadził fundusze pozwalające na rozpoczęcie budowy. Do inicjatywy włączył się również książę Wiktor wraz z małżonką Amalią i specjalnym komitetem. Razem z Rogerem, z własnych funduszy oraz dzięki dochodom z prywatnych zbiórek, ofiarowali sumę 9090 talarów na budowę instytucji. Powiat rybnicki przeznaczył dodatkowo 8000 talarów, a miasto podarowało plac budowlany, materiały, robociznę i dalsze datki. Administracja szpitala zobowiązała się natomiast do stałego i nieodpłatnego utrzymywania ośmiu łóżek dla chorych powiatowych.
Niemiecki lekarz nie ograniczał się jednak wyłącznie do wielkich inicjatyw – swoją troską obejmował także mniejsze instytucje. Był lekarzem domu sierot w Lyskach, gdzie zajmował się najbiedniejszymi dziećmi, dając kolejny dowód swojej wrażliwości i poczucia odpowiedzialności. W uznaniu jego zasług król pruski nadał mu tytuł Królewskiego Radcy Sanitarnego, co jeszcze bardziej umocniło jego pozycję w regionie.
Juliusz Roger nie doczekał jednak ukończenia swego największego dzieła. Szpital otwarto dopiero cztery lata po jego śmierci – 8 kwietnia 1869 roku – nadając mu imię „Juliusza” (Julius-Krankenhaus).
Pieśni Ludu Polskiego w Górnym Szląsku
Jako lekarz Roger codziennie stykał się z ludnością wiejską, w większości polskojęzyczną, dlatego uznał za konieczne nauczyć się języka polskiego.
Opanował go na tyle dobrze, że potrafił w nim swobodnie mówić i pisać. Umiejętność ta pozwalała mu lepiej porozumiewać się z prostymi ludźmi, pomagać im oraz poznawać ich kulturę. Śpiewy ludowe, które często słyszał wśród mieszkańców, głęboko go poruszały. Ich prostota i szczerość wyrazu zachwycały go i zbliżały do poezji, którą tak cenił. Z niezwykłą wytrwałością i cierpliwością gromadził pieśni, odwiedzając kolejne wsie i zaglądając do chłopskich chat – zarówno podczas specjalnie podejmowanych wypraw, jak i przy okazji wizyt u chorych. Niejednokrotnie pozyskiwał też utwory od osób napotkanych zupełnie przypadkiem. Z czasem te urzekające śląskie melodie, ubrane w proste słowa, stały się przedmiotem jego naukowych zainteresowań, których owocem było wyjątkowe dzieło Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku. Roger utrwalał w zapisie utwory niemal całkowicie już zapomniane, wykonywane przez mieszkańców wsi przy różnych okazjach.
Najczęściej pieśni przekazywały mu kobiety, wśród których szczególną rolę odegrała Emma Ohl – znająca ponad osiemdziesiąt pieśni z Górnego Śląska. Urodziła się 4 maja 1827 roku w Boronowie, w powiecie lublinieckim, jako córka kierownika szkoły i organisty Lorenza (Wawrzyńca) Ohla. W latach 1856–1888 była zatrudniona w majątku książąt raciborskich w Rudach Wielkich, gdzie zetknęła się z Juliuszem Rogerem i przekazała mu wiele pieśni, później włączonych do jego zbioru.
Wielką pomoc w notowaniu melodii świadczył mu Karol Schmidt – uzdolniony muzyk, oboista w orkiestrze gliwickiego pułku ułanów, który około 1855 roku został kapelmistrzem książęcej orkiestry w Rudach. Po przejściu na emeryturę w 1871 roku prowadził hotel Langenburger Hof w Rudach, którym kierował do 1877 roku. Zmarł w 1881 roku w Grodkowie. Był artystą wszechstronnie utalentowanym, który jako muzyk pozostawił trwały dorobek. Uczył wielu adeptów sztuki muzycznej, kształcił przyszłych muzyków, a z grona amatorów potrafił stworzyć orkiestrę odnoszącą sukcesy koncertowe. Organizował liczne występy, przedstawienia teatralne i uroczystości, podczas których jego zespół cieszył się dużym uznaniem. Był również kompozytorem – na motywach górnośląskich pieśni ludowych stworzył kadryla w stylu dworskim.
W pracy nad wydaniem Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku Rogera wspierało wiele osób, których wiedza, umiejętności i zaangażowanie miały istotny wpływ na ostateczny kształt dzieła. Obok Hoffmanna von Fallerslebena byli to między innymi dwaj Polacy: Józef Lompa oraz Paweł Stalmach.
Stalmach przekazał Rogerowi dwadzieścia sześć pieśni cieszyńskich, które znalazły się w jego zbiorze. Niewykluczone, że Roger znał również dzieło Stalmacha Zbiór pieśni słowiańskich. Wiadomo natomiast, że posiadał w swoich zbiorach Piosenki wieśniacze znad Dźwiny Jana Czeczota oraz Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego.
Po latach wytrwałej i gorliwej pracy Juliusz Roger w 1863 roku wydał swój zbiór Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku. Publikacja ukazała się nakładem wrocławskiej księgarni Schlettera, należącej do znanego wydawcy Hugo Skutscha. Pełny tytuł brzmiał: Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku z muzyką zebrał i wydał Juliusz Roger dr. med. Cena egzemplarza wynosiła trzy talary. Na początku dzieła zamieszczono stronę zatytułowaną „Prospekt”, w której podkreślano wyjątkowość przedsięwzięcia:
W powyższém dziele po raz piérwszy zjawia się zbiór pieśni ludu polskiego w Szląsku Górnym, które zwracać będą na siebie uwagę nietylko badaczy literatury słowiańskiéj, ale téż miłośników pieśni i muzyki gminnéj. Dzieło w 18 działach obejmuje 546 pieśni, których tekst i nuty po większéj części żywcem zebrano z ust ludu. Bezwątpienia zbiór ten niemało przyczyni się do zniweczenia przesądu dosyć rozpowszechnionego, jakoby język polski w Górnym Szląsku był li zepsutym dyalektem języka polskiego. Wydawca i nakładzca wszelkich dołożyli starań, aby książka powyższa w piękném okazała się wydaniu, a tylko znaczna rozprzedaż potrafi pokryć kosztów, których wymagało jéj wydanie. Upraszając o łaskawe uwzględnienie tego rodzimego przedsiębiorstwa, zbierającym subskrybentów, za 10 egzemplarzy udzielamy bezpłatnie po jednym egzemplarzu.
Prospekt informował również, że zbiór liczy „18 arkuszy w wielkiéj ósemce na mocnym papierze welinowym, elegancko oprawne”, a całe dzieło wykonano w drukarni Grassa, Bartha i Spółki (W. Friedrich) we Wrocławiu. Na prospekcie widnieje data październik 1862, natomiast na stronie tytułowej rok 1863, co sugeruje, że druk – kosztujący około dwóch tysięcy talarów – przedłużył się prawdopodobnie z przyczyn finansowych.
Roger zadedykował swoje dzieło księciu Wiktorowi I słowami:
„Jaśnie Oświeconemu Wiktorowi Książęciu Raciborskiemu, Przyjacielowi ludu, z największém poważaniem poświęca Wydawca.”
Warto zauważyć, że zarówno na prospekcie, jak i na stronie tytułowej zbioru Roger zapisał swoje imię w polskiej formie – Juliusz. Można to odczytać jako dyskretny, lecz wymowny gest identyfikacji z kulturą ludu, którego twórczość tak gorliwie pragnął ocalić od zapomnienia.
Juliusz Roger, opracowując swój zbiór, nie traktował pieśni wyłącznie jako przejawu lokalnej tradycji. W przypisach konsekwentnie odwoływał się do innych źródeł etnograficznych, zestawiając teksty i melodie Górnego Śląska z materiałem zebranym w różnych regionach Polski, a nawet wśród innych narodów słowiańskich. Podstawą jego metody była komparatystyka – Roger wskazywał podobieństwa, przywołując odpowiednie publikacje i zaznaczając, w których zbiorach można odnaleźć zbieżne wersje utworów.
Staranność, z jaką Roger opracował zarówno teksty, jak i melodie, sprawiła, że jego zbiór do dziś pozostaje źródłem o wyjątkowej wartości dokumentacyjnej i artystycznej. Publikacja ta stała się najważniejszym osiągnięciem jego działalności folklorystycznej, a zarazem ostatnim dziełem, które zdołał doprowadzić do końca – wkrótce bowiem jego życie przerwała nagła śmierć.
Śmierć
7 stycznia 1865 roku Śląsk obiegła wiadomość, która niczym grom z jasnego nieba wstrząsnęła zarówno pałacami, jak i wiejskimi chatami. Juliusz Roger – lekarz, przyrodnik, zbieracz pieśni i przyjaciel ludzi – zmarł nagle podczas polowania w lesie rachowickim.
śmierci był udar. Miał wówczas zaledwie czterdzieści sześć lat. Wieść o jego odejściu pogrążyła w głębokiej żałobie ród książęcy w Rudach, miejscową społeczność oraz wszystkich, którzy zetknęli się z nim osobiście bądź prowadzili z nim korespondencję. Dla wielu był kimś więcej niż tylko lekarzem – stał się symbolem bezinteresownej troski i oddania.
Może Cię zainteresować:

