Na przełomie XIX i XX wieku Roździeń i Szopienice, dziś dzielnice Katowic, przechodziły gwałtowne zmiany demograficzne i urbanistyczne. W krajobrazie dominowały kominy hut i wieże wyciągowe kopalń węgla kamiennego. Andrzej Woźniak, początkowo górnik, z czasem awansował na właściciela sklepu spożywczego – tzw. kaufmana. Ten awans społeczny pozwolił mu, wraz z żoną Franciszką z domu Habryka, stworzyć dom, w którym wychowywano dzieci w świecie zdominowanym przez pruską administrację. Była to rzeczywistość, pod której urzędową powierzchnią trwała polska tożsamość.
Przez Koścół do polskości
Tożsamość braci Woźniaków ukształtowały trzy siły: Kościół, edukacja poza zasięgiem germanizacji oraz ruch sokoli. W realiach Kulturkampfu Kościół katolicki był nie tylko instytucją religijną, ale przede wszystkim ostoją polskości. Decyzja aż trzech synów – Karola, Henryka i Wilhelma – o wstąpieniu do seminarium duchownego była świadomą deklaracją przynależności do polskiej wspólnoty.
Zamiast kształcić się w niemieckich seminariach, wyjechali do Belgii. Bracia podjęli formację najpewniej w środowisku Uniwersytetu w Liège, co było wówczas popularną ścieżką dla śląskiej młodzieży pragnącej uniknąć pruskiej indoktrynacji w alumnacie wrocławskim. To doświadczenie dało im szerszą perspektywę i utwierdziło w tożsamości nieograniczonej jedynie do lokalnego oporu.
Kolejnym filarem ich formacji było Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. W Roździeniu i Szopienicach gniazda sokole powstały już w 1898 i 1910 roku. „Sokół” był czymś więcej niż klubem sportowym – stał się platformą formacyjną. Pod hasłem „W zdrowym ciele zdrowy duch” kryła się idea wychowania pokolenia sprawnych fizycznie, świadomych narodowo Polaków. Organizacja prowadziła nie tylko ćwiczenia gimnastyczne, ale również działalność oświatową i kulturalną.
US Army, Błękitna Armia i wojna z bolszewikami
Wybuch I wojny światowej w 1914 roku postawił Polaków ze Śląska przed dylematem walki za niemieckiego cesarza. Karol Woźniak, który w tym właśnie roku przyjął święcenia kapłańskie, podjął decyzję definiującą jego dalsze losy. Aby uniknąć służby w armii niemieckiej, wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce dołączył do niego brat Henryk, który również podjął posługę duszpasterską wśród amerykańskiej Polonii.
Pobyt Karola w Ameryce nie był ucieczką od munduru. Wstąpił do armii amerykańskiej, gdzie służył jako kapelan. Choć w strukturze US Army kapelani posiadają stopnie oficerskie (Woźniak doszedł do stopnia kapitana), pozostają personelem nieuzbrojonym (non-combatant). Doświadczenie to dało mu ogładę organizacyjną i nowoczesne podejście do żołnierza, jednak przypisywanie mu zdobycia wówczas umiejętności taktycznych byłoby nadinterpretacją.
Gdy w 1917 roku we Francji zaczęto formować autonomiczną Armię Polską, znaną jako Błękitna Armia, pod dowództwem generała Józefa Hallera, na apel odpowiedzieli Polacy z całego świata. Pod koniec 1918 r. do jej szeregów wstąpili bracia Woźniakowie: Karol, Henryk oraz Fryderyk, który również wcześniej wyemigrował do USA. Wiosną 1919 r. bracia powrócili do odrodzonej Polski wraz z oddziałami Błękitnej Armii.
Karol wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, walcząc podczas wyprawy kijowskiej. To właśnie ten konflikt, w warunkach frontowego chaosu, stał się dla niego prawdziwą szkołą dowodzenia. Doświadczenie to zahartowało go, przygotowując do wyzwań na rodzinnej ziemi.
Ksiądz na czele szturmowego batalionu
Lata 1919–1921 na Górnym Śląsku były okresem niepokoju. Zgodnie z postanowieniami traktatu wersalskiego o przynależności państwowej tego regionu miał zadecydować plebiscyt. Na obszarze plebiscytowym władzę sprawowała Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa. W rzeczywistości trwała bezpardonowa walka propagandowa, a atmosfera gęstniała od aktów przemocy.
W odpowiedzi na apel wzywający polskich księży z zagranicy do wsparcia akcji plebiscytowej, bracia Woźniakowie – Karol, Henryk i Wilhelm – powrócili na Śląsk. Ich misja miała charakter polityczny. Karol aktywnie działał w powiecie kozielskim, agitując za Polską. Wilhelm, jako kapłan z innej diecezji, skupił się na organizowaniu wsparcia finansowego dla polskiej strony.
W nocy z 2 na 3 maja 1921 roku Górny Śląsk stanął w ogniu. Zsynchronizowana akcja wysadzania mostów dała sygnał do rozpoczęcia III powstania śląskiego. W powiecie katowickim sformowano 1. Katowicki Pułk Piechoty im. Józefa Piłsudskiego, na czele którego stanął porucznik Walenty Fojkis.
W szeregach tej jednostki, wchodzącej w skład Grupy „Wschód”, rozegrał się niezwykły akt sagi rodu Woźniaków. W strukturach dowódczych jednego pułku znalazło się aż czterech braci. Karol, łamiąc prawo kanoniczne w zakresie zakazu przelewania krwi przez duchownych (irregularitas), sformował i objął dowództwo nad batalionem szturmowym. Jego brat Fryderyk, posługujący się pseudonimem „King”, dowodził 4. batalionem. Duchową opiekę nad całym pułkiem sprawował trzeci brat-ksiądz, Henryk, pełniący funkcję kapelana. Czwarty, Wilhelm, był kapelanem całej 1. Dywizji. Dopełnieniem tego obrazu jest fakt, że ich siostra Helena poślubiła Alfonsa Zgrzebnioka, jednego z naczelnych dowódców zrywu, co pozycjonowało rodzinę w politycznej elicie Śląska.
Największym sprawdzianem dla pułku Fojkisa i braci Woźniaków była bitwa o Kędzierzyn w dniach 9–10 maja 1921 roku. Miasto, będące kluczowym węzłem kolejowym, miało ogromne znaczenie strategiczne. To tam rozegrał się najważniejszy epizod w wojskowej karierze Karola Woźniaka. 10 maja poprowadził on brawurowe natarcie na Kłodnicę, strategicznie położone przedpole Kędzierzyna, oskrzydlając pozycje niemieckie. Po zaciętej walce (w której po stronie niemieckiej brali udział również weterani I wojny światowej z Selbstschutzu) jego oddział zdobył miejscowość. To zwycięstwo ugruntowało sławę księdza jako dowódcy.
Postawa Karola Woźniaka, choć budziła podziw żołnierzy, była źródłem kontrowersji. Kapłan z karabinem w ręku wykraczał poza rolę duszpasterza. Jego aktywność bojowa stała w sprzeczności z dyplomatyczną strategią Watykanu i spotkała się z krytyką ze strony wizytatora apostolskiego, Giovanniego Battisty Ogno-Serry, którego zadaniem było utrzymanie neutralności Kościoła. Jednocześnie nazwisko Woźniaka znalazło się na niemieckiej „czarnej liście” księży podburzających parafian. Był to konflikt o podłożu zarówno politycznym, jak i kanonicznym – Woźniak stał się bohaterem narodowym, lecz rebeliantem kościelnym.
Walki III powstania śląskiego zakończyły się w lipcu 1921 roku. Zbrojny zryw, choć militarnie nierozstrzygnięty, okazał się sukcesem politycznym, zmuszając mocarstwa do rewizji planu podziału regionu. Decyzja Rady Ambasadorów przyznała Polsce przemysłowe serce Śląska. Odwaga księdza-majora Karola Woźniaka została doceniona Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Po zakończeniu walk pełnił on jeszcze jedną rolę – dyplomaty, reprezentując dowództwo powstańcze w kontaktach z Komisją Międzysojuszniczą.
Ostatnie dni
Wojna się skończyła, a major Woźniak znów stał się księdzem. Mimo możliwości kontynuowania kariery wojskowej, wybrał inną drogę. W Roździeniu podjął pracę jako nauczyciel języków w Gimnazjum Komunalnym i ponownie zaangażował się w działalność „Sokoła”, uznając pracę u podstaw za najpilniejsze zadanie w odrodzonej Polsce.
Ten rozdział jego życia został brutalnie przerwany. Karol Woźniak zmarł 6 grudnia 1923 r. Jego organizm, nadwątlony latami służby frontowej i stresem dowódczym, uległ chorobie – prawdopodobnie gruźlicy lub niewydolności nerek – co było losem wielu młodych weteranów tamtego pokolenia. Jego odejście było ciosem dla lokalnej społeczności. Dziedzictwo Karola Woźniaka przetrwało w nazwie ulicy w Katowicach-Szopienicach i w pamięci o powstańczej kwaterze cmentarza przy ulicy Brynicy. Narracja o jego życiu zatacza koło, dowodząc, że historia niezwykłego księdza-żołnierza i jego braci na trwałe wpisała się w tożsamość regionu.
Może Cię zainteresować:
Piotr Fuglewicz: Głos z ula, czyli o pożytkach z nieomylności. Rzecz o księdzu Janie Dzierżonie
Może Cię zainteresować:
