Ze śmiercią Lecha Szarańca Górny Śląsk stracił nie tylko historyka, muzealnika i autora dziesiątek publikacji. Stracił także jednego z tych ludzi, którzy przez całe życie konsekwentnie budowali pamięć o regionie, jego kulturze i mieszkańcach.
To on przywrócił Muzeum Śląskie
W biografii Lecha Szarańca nie brakuje ważnych funkcji i wyróżnień. Był historykiem, nauczycielem akademickim, działaczem społecznym, autorem licznych książek i publikacji poświęconych Śląskowi. Najważniejszym dziełem jego życia pozostanie jednak bez wątpienia udział w odrodzeniu Muzeum Śląskiego.
W 1984 roku został organizatorem i dyrektorem restytuowanego muzeum. Kierował nim do przejścia na emeryturę w 2008 roku. To za jego kadencji odbudowano instytucję zlikwidowaną po wojnie, rozwijano jej zbiory, przygotowywano nową siedzibę i tworzono fundamenty nowoczesnego muzeum regionalnego.
Jak podkreślało po jego śmierci Stowarzyszenie Muzealników Polskich, odegrał kluczową rolę w restytuowaniu muzeum, odbudowie jego kolekcji i ponownym określeniu jego tożsamości jako ważnego ośrodka naukowego i kulturalnego regionu.
Bezgranicznie kochał Katowice
Choć zajmował się całym Górnym Śląskiem, szczególne miejsce w jego działalności zajmowały Katowice.
Był autorem lub współautorem licznych publikacji poświęconych historii miasta, jego osiedlom, architekturze i mieszkańcom. W ostatnich latach wielu czytelników znało go przede wszystkim jako autora kolejnych tomów „Moich Katowic”, w których utrwalał historie miejsc, ludzi i wydarzeń, często pomijanych przez wielkie syntezy historyczne.Nieprzypadkowo w pożegnaniu opublikowanym przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki napisano, że bezgranicznie kochał „swoje” Katowice.
Niepospolita spuścizna
Dorobek Lecha Szarańca imponuje skalą. Był autorem prac o historii Katowic, Górnego Śląska, muzealnictwa, architektury, zabytków i kultury regionu. Publikował również poezję i zajmował się rysunkiem.
Szczególnie charakterystyczne było jednak jego przekonanie, że historia regionalna nie jest dziedziną drugorzędną. Przeciwnie. To właśnie z losów pojedynczych miejscowości, ulic, instytucji czy rodzin buduje się opowieść o całym regionie. Dlatego przez dziesięciolecia dokumentował i opisywał śląskie dziedzictwo z konsekwencją, która dziś staje się coraz rzadsza.
Nie tylko historyk
Wspomnienia publikowane po jego śmierci pokazują człowieka znacznie bardziej wszechstronnego niż sugerowałyby same tytuły naukowe.
Był animatorem życia kulturalnego i społecznikiem zaangażowanym w działalność licznych organizacji. Przez lata działał m.in. w Stowarzyszeniu Muzealników Polskich, Stowarzyszeniu Historyków Sztuki oraz wielu regionalnych organizacjach naukowych i kulturalnych. Był również poetą, rysownikiem, a nawet kolekcjonerem pocztówek. Nic więc dziwnego, że we wspomnieniach o nim pojawiają się nie tylko słowa o badaczu, lecz także o życzliwym koledze, mentorze i człowieku głęboko oddanym ludziom oraz instytucjom, którym służył.
Strażnik pamięci
Łatwo wyliczyć stanowiska, książki, odznaczenia czy nagrody. Trudniej zmierzyć coś znacznie ważniejszego.
Przez ponad pół wieku Lech Szaraniec należał do grona ludzi, którzy pilnowali, by historia Górnego Śląska nie rozpłynęła się w zapomnieniu. Opisywał ją, popularyzował, gromadził jej materialne ślady i tworzył instytucje, które mają ją chronić dla następnych pokoleń. Dlatego określenie „strażnik śląskiej pamięci” nie brzmi w jego przypadku jak publicystyczna figura. Jest po prostu trafnym podsumowaniem życia poświęconego w ogromnej mierze historii regionu.
Może Cię zainteresować:

