Odpowiedź na pytanie nr 1: jaki jest ten nowy obraz?
Nuda. Nuda, Pani, Panie i wszyscy pozostali. Nuda wieje z każdego kąta kina. Siedzący przede mną widz pierwszego pełnoklatkowego ziewa zaliczył przed upływem dwudziestej minuty seansu. To spowodowało lawinę ziewnięć, w którą sam się wpisałem. Ale… jednak byłem ciekaw końca: czy coś się zmieni i będzie lepiej? Nie było.
Wyszliśmy z żoną z seansu i dopiero w aucie padło pierwsze pytanie: ale po co to było? Dla jakiej przyczyny film ten powstał? Pomimo że obydwoje jesteśmy wymowni ponad miarę, po tym jak pytajnik zawisnął w kokpicie pojazdu, nikt nie kwapił się do udzielenia na nie odpowiedzi. Rozmowa zaczęła się dopiero w domu.
Odpowiedź na pytanie nr 2: o czym jest?
Ten film jest jak dobry bigos – musi się przegryźć. Różne składniki muszą stanąć w szyku bitewnym, walcząc o dominację, by w końcu wyłoniło się z tego nowe doznanie. Co mam na myśli?
Trzy nowele: brat i siostra po dwóch latach odwiedzają ojca. Ojciec umiejętnie wykorzystuje syna. Córka na ojcowską ściemę nie daje się nabrać. Syn się daje nabrać, bo tęskni do posiadania rodziny. Dwie córki odwiedzają mamę pisarkę. Jedna stara się rodzicielce przypodobać, druga kłamie w żywe oczy. Spotkanie połączone ze źle skleconych banałów, komunałów i truizmów. Brat i siostra spotykają się, wspominając rodziców, którzy zginęli w wypadku. Mieli szczęśliwe dzieciństwo, chłopak jednak podpiera swój mózg sztuczną stymulacją, której źródłem jest mikrodozowanie.
Jaka jest więc treść filmu? O czym opowiada? Co nam mówi, pokazuje? Żyjemy w coraz bardziej sztucznym świecie, w którym za fasadą nie kryje się już nic. Rodzina jest jak kawałek styropianu, który został po ociepleniu domu. Jest bezużyteczna. Te dzisiejsze rodziny, połączone wspólnym genetycznym bagażem, są coraz mniejsze. Może ten film to w najwyższym stopniu moralitet – pytanie o nasze najgłębsze tęsknoty, wyrażane w utrzymywaniu fasady, za którą kiedyś może znów rozbłysnąć klejnot familijności, ogniska domowego, które nie jest pikselem na wyświetlaczu smartfonu?
Odpowiedź na pytanie: czy warto pójść do kina?
Ten film ma dwie fazy. Pierwsza to nieuzasadniony pobyt w kinie. Faza druga to zdumiewające efekty pojawiające się po upływie godzin bądź dni. To film do rozmawiania. Jeśli masz ludzi wokół siebie, z którymi chcesz porozmawiać o sprawach ważnych, od Jarmuscha otrzymujesz platformę do rozmowy. Schematyzm scen filmowych wysycić musisz pytaniami i odpowiedziami, konfrontowanymi z tymi, którzy na twoją szczerość odpowiedzą tym samym, a zwą się oni przyjaciele.
Dla koneserów: Tom Waits w filmie mamrocze, charkocze, tłoczy bulgotliwe dźwięki – to coś jak nowy rodzaj muzyki. Nie wiem, jak to nazwać? Jak to opisać? Żeby przybliżyć te dźwięki, potrzebuję odwołać się do wspomnień z dzieciństwa. Czy mieliście kiedyś okazję kupić gorący jeszcze chleb z piekarni, posmarować go szybko rozpuszczającym się masłem, posypać pajdę solą i zjeść ze smakiem? Ja miałem to szczęście. Do dziś pamiętam dotyk spodniej strony tego chleba i bruzdę, która szła po środku bochenka. Tak szorstko brzmi w tym filmie Waits: jest jak spodnia strona chrupiącego chleba, który jeszcze nie zdążył ostygnąć. Mniam.
Dla koneserów cz. 2: Cate Blanchett – cóż to za urocza kobieta, ileż w niej ciepła, serdeczności, figlarności. Klejnocik.
W filmie występuje plejada gwiazd: Tom Waits, Adam Driver, Mayim Bialik, Charlotte Rampling, Cate Blanchett, Vicky Krieps, Sarah Greene, Indya Moore, Luka Sabbat, Françoise Lebrun. Gwiazdy w tym filmie taktownie świecą.
Polecam film – do obejrzenia z przyjacielem i szczerą rozmowę o wartości rodziny.
Może Cię zainteresować:

