Maciej Mischok: Henryk Bereska. Setna rocznica urodzin wybitnego tłumacza z Szopienic

To kolejna niezrozumiała historia ze śląska, szczerze nawet dla mnie historia Henryka Bereski jest nie wytłumaczalna. Ale ten przypadek najbardziej obrazuje trudność zrozumienia ludzi urodzonych na śląsku. W mojej ocenie Bereska zrobił dużo więcej dla t kultury, niż szopienicki reżyser Kazimierz Kutz. Jego życie w oddalonym o 530 km Berlinie i zbliżaniu kultury polskiej pod strzechy niemieckiej kultury, odzwierciedla tęsknotę za Polską. Nasuwa się pytanie, dlaczego Henryk Bereska jest tak mało znany i popularny w samych Szopienicach, czy Katowicach? Choć dla kultury polskiej wykonał kawał dobrej roboty, za co otrzymał w 1998 roku Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej .Ta nietuzinkowa postać jest dobrze znana na uczelniach w Krakowie, we Wrocławiu, czy w Poznaniu. Ale czy na pewno w samych Katowicach ?

W zeszłym roku odbyła się konferencja z okazji 20 rocznicy śmierci Henryka Berezki. na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą oraz w Collegium Polonicum w Słubicach. To doświadczenie pokazuje nam, jak ważną postacią dla obu narodów jest Henryk Bereska.

Analizując jego historię, można zacytować piosenkę Republiki "Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele… ?" Henryk zmarł 11 września 2005 roku, a jego przyjaciele z którymi się tu spotkał po zmianach ustrojowych, większości też zmarli, jak: Szewczyk, czy Smolorz. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku na chwilę zagościł w rodzimych Szopienicach. Co ciekawe, Telewizja Katowice zarejestrowała reportaż o naszym niemieckim slawiście.

Kim był Bereska ?

Henryk Bereska jest jednym z najwybitniejszych – jeśli nie najwybitniejszym – tłumaczy literatury polskiej na język niemiecki. Przełożył około dwustu książek, wprowadzając polską literaturę do niemieckiego obiegu kulturowego w stopniu.

Urodził się w 1926 roku w Szopienicach – na Górnym Śląsku, w regionie, gdzie wielojęzyczność i wielokulturowość była codziennością. Należał do tych śląskich rodzin, które w sposób naturalny funkcjonowały pomiędzy językiem niemieckim, polskim i śląskim. Choć nie był rdzennym mieszkańcem w sensie wielopokoleniowego zakorzenienia, silnie utożsamiał się ze „śląskim placem” – podwórkiem, które stanowiło przestrzeń wspólnoty i codziennego życia.

W wywiadach jego córka, Odette Bereska, wyraźnie podkreślała obecność trzech języków w domu rodzinnym. Z kolei prof. Grażyna Szewczyk, która miała okazję poznać Henryka, wskazywała dodatkowo na znajomość języka rosyjskiego. Możliwe, że to spowodowało wybranie wschodnich niemiec?

W chwili jego narodzin Szopienice, podobnie jak część wschodniego Górnego Śląska, znajdowały się już w granicach państwa polskiego. Jeszcze niedawno obszar pogranicza, pozostawały jednak przestrzenią sprzyjającą wielokulturowej integracji, także dzięki bliskości Sosnowca, leżącego po drugiej stronie dawnej granicy.

Życie Ślązaków w pierwszej połowie XX wieku nie należało do łatwych, a biografia Bereski jest tego wymownym przykładem. Pierwsze lata spędził na Burowcu, będącym częścią Szopienic, a następnie zamieszkał na osiedlu familoków patronackich huty cynku Wilhelmina, w części Szopienic zwanej Helgoland. Nazwa ta nawiązywała do wyspy Helgoland na Morzu Północnym i odnosiła się do specyfiki ukształtowania terenu.

Jako dobrze zapowiadający się uczeń, otrzymał stypendium od ówczesnego proboszcza z Szopienic na dalsze kształcenie się w gimnazjum w Mysłowicach. Jako młody człowiek aktywnie uczestniczył w polskim harcerstwie i brał udział w szkole modelarskiej (najprawdopodobniej w Szopienicach przy hucie). W 1944 roku, jako 18 latek został powołany do wojska na szkolenie w Luftwaffe pod Monachium. Pod koniec wojny dostał się do niewoli amerykańskiej, z której po jej zakończeniu wrócił do rodzinnego domu w Szopienicach.

Inne Szopienice

Sytuacja na Górnym Śląsku po 1945 roku szybko stała się dla niego nie do zaakceptowania. Po powrocie do rodzimych Szopienic, Beraska nie potrafił się odnaleźć w nowej innej rzeczywistości. Jako młody człowiek został poddany szykaną. Nazywających go przez niektórych mieszkańców jako Niemca, zaś przez UB nakazując mu do donoszenia na swoich kolegów i koleżanki z okresu przedwojennego i wojennego. Wobec tych nacisków Bereska podjął decyzję o ucieczce na Zachód – do Niemiec, skąd niedawno przybył. Po podziale państwa niemieckiego pozostał jednak po jego wschodniej stronie i osiadł w Berlinie Wschodnim.

Nie unikał pracy fizycznej – pracował m.in. w gospodarstwie rolnym. Równocześnie uczył się, zdał upragnioną maturę, którą chciał skończyć w Polsce. Następnie rozpoczął studia slawistyczne na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie. Po ich ukończeniu podjął pracę jako redaktor w wydawnictwie, które – zgodnie z realiami NRD – promowało literaturę robotniczą i radziecką.

Jako naoczny świadek dramatów związanych z budową i funkcjonowaniem Muru Berlińskiego, Bereska stopniowo wycofywał się z życia podzielonego miasta. Przeniósł się do niewielkiego domku letniskowego w Kolbergu pod Berlinem. To właśnie tam rozpoczął to, co można nazwać jego osobistą misją – a może cichym manifestem przeciwko kolejnemu reżimowi.

System nadzoru w NRD należał do najbardziej wyrafinowanych w bloku wschodnim, co znakomicie ukazuje film Floriana Henckla von Donnersmarcka „Życie na podsłuchu”. Paradoksalnie jednak właśnie ta marginalizacja pozwoliła Beresce tworzyć i tłumaczyć. Przekładał Mickiewicza, Kochanowskiego, Wyspiańskiego, Iwaszkiewicza, Różewicza, Mrożka – autorów, których twórczość w takiej formie nie mogłaby powstać w NRD. Dzięki jego znakomitym przekładom literatura ta była „przemycana” do wschodnioniemieckiego odbiorcy.

Wszystkie tłumaczenia Bereska spisywał ręcznie. W przepisaniu ich na maszynie pomagała mu żona, Gilda – pracująca zawodowo, prowadząca dom i będąca najbliższą współpracowniczką męża. Wiele z przełożonych wierszy wspólnie omawiali i recytowali.

Co znamienne, ani Henryk Bereska, ani jego żona nie padli ofiarą bezpośredniego, fizycznego terroru Stasi. Nie oznacza to jednak, że nie byli inwigilowani, w aktach służb znalazły się tysiące stron informacji na jego temat. W ich otoczeniu byli ludzie składający raporty, choć – jak się wydaje – nie uznano Bereski za realne zagrożenie dla systemu. Dzięki znajomości języka polskiego utrzymywał kontakty z polskimi opozycjonistami, co również nie wzbudzało szczególnej reakcji służb. Żona nie straciła pracy, Bereska nie był zastraszany ani fizycznie atakowany – co w realiach NRD wcale nie było oczywiste.

Ich dom w Kolbergu pozostawał domem otwartym, gdzie pojawiali się również artyści polscy.

Dopiero po transformacji ustrojowej w Europie Środkowo-Wschodniej zaczęto w Polsce w pełni doceniać wkład Bereski w kulturę. Otrzymał m.in.:

  • Nagrodę Literacką ZAiKS-u dla tłumaczy (1967)
  • Nagrodę Funduszu Kultury
  • Nagrodę im. Stanisława Ignacego Witkiewicza (1986)
  • Nagrodę Polskiego PEN Clubu (1994)
  • Nagrodę Literacką im. Hansa Sahla (2000)
  • Nagrodę Śląska Kraju Dolnej Saksonii
  • Nagrodę Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. Samuela Bogumiła Lindego (2001)
  • tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego (2001)
  • Nagrodę Transatlantyk Instytutu Książki (2005)

I mimo tego wszystkiego – w Katowicach jakby o nim zapomniano.

Czy jako społeczeństwo naprawdę nie potrafimy uznać, że człowiek urodzony na Śląsku przed 1922 czy 1945 rokiem jest Ślązakiem i ma prawo do godności oraz dziedzictwa swoich przodków?

Być może nadszedł właściwy moment, by na nowo ukazać wielokulturowe oblicze Katowic – miasta młodego, a zarazem obdarzonego bogatą i złożoną spuścizną.

Henryk Bereska jest jedną z tych postaci, które powinny stanowić powód do dumy dla Katowic. Niestety, do dziś nie doczekał się nawet ulicy nazwanej swoim imieniem.

Bereska to postać wyjątkowa, której dziedzictwo wymaga troski i pielęgnacji. Jako intelektualny pośrednik między kulturami doskonale wpisuje się w ideę budowania relacji oraz wspólnej pamięci między Polską a Niemcami.

Jest postacią wymykającą się prostym kategoriom – jego dorobek i złożona biografia stanowią znakomity przykład budowania mostów porozumienia. Nie pozwólmy, by pamięć o tym wybitnym katowiczaninie uległa zapomnieniu.

Warto uhonorować tę postać – w Katowicach wciąż niedocenioną, choć docenianą poza nimi.

Tym bardziej że w tym roku przypada setna rocznica jego urodzin. To najlepszy moment, by na serio podjąć refleksję nad jego dziedzictwem i należnym mu miejscem w historii miasta.

Bereska nie miał możliwości częstego odwiedzania rodziców w Szopienicach, jednak nigdy nie zapomniał o swojej rodzinnej miejscowości. Wyraził życzenie, aby w razie jego śmierci środki przeznaczone na zakup kwiatów przekazać na rzecz katolickiego sierocińca w Katowicach-Szopienicach. Dzięki tej zbiórce udało się zgromadzić znaczną sumę pieniędzy.

Maciej Mischok

Adalbert Saurma

Może Cię zainteresować:

Maciej Mischok: Wspomnienie o dr. Johannesie Auguście Adalbercie hrabim Saurmie, baronie von und zu der Jeltsch

Autor: Maciej Mischok

15/05/2026

Zeppelin zawital do Opola

Może Cię zainteresować:

Maciej Mischok: Zeppelin nad Opolem. Wystawa w wieży ratuszowej zaskakuje rozmachem

Autor: Maciej Mischok

04/03/2026

Friedrich Daniel Ernst Schleiermacher

Może Cię zainteresować:

Maciej Mischok: Friedrich Daniel Ernst Schleiermacher – śląski Kant, ojciec nowożytnej hermeneutyki

Autor: Maciej Mischok

28/11/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama