Przez siedem lat jej codziennością był hałas, pył i ciężka praca fizyczna na zakładzie przeróbki węgla w Kopalni Węgla Kamiennego "Zofiówka" w Jastrzębiu-Zdroju.
Dziś Malwina Nowak, znana w sieci jako autorka popularnego profilu „Życie Malwiny”, występuje w telewizji, rozwija własne projekty i udowadnia, że nigdy nie jest za późno na odważną zmianę.
W niezwykle szczerym wywiadzie wideo z cyklu Ślązaq była górniczka opowiada o kulisach pracy pod ziemią i na powierzchni, zderzeniu z kopalnianym tabu oraz o trudnej decyzji o ostatecznym zrzuceniu roboczych ciuchów.
Motywacja? „Na kopalni się pracuje dla pieniędzy”
Z wykształcenia jest cukierniczką, a przed podjęciem pracy w górnictwie jeździła m.in. wózkiem widłowym na magazynie. Gdy miała 30 lat, po latach zmagania się z niskimi zarobkami i życiem „od pierwszego do pierwszego”, postanowiła ubiegać się o etat w kopalni. Jak sama wspomina, skłoniły ją do tego wyłącznie względy finansowe i chęć zyskania stabilizacji.
- To była taka jedyna możliwość w sumie na tamten czas, żeby znaleźć lepiej płatną pracę fizyczną – mówi wprost Malwina, dodając bez ogródek: - Na kopalni się pracuje dla pieniędzy tylko
Siedem lat na najcięższym stanowisku
Po przejściu rozmów kwalifikacyjnych trafiła do zakładu przeróbki mechanicznej węgla na kruszarnię. Zastała realia rodem z lat 60., robaki w łaźni i trudne warunki. Przez siedem lat wykonywała jedno z najcięższych zadań – łopatowanie urobku, czyli ręczne zgarnianie setek kilogramów i ton węgla wypadającego z taśm transmisyjnych.
- Kopalnia jest brudna, brzydka, śmierdzi, ciemno, czarno, hałas. (...) Ja dostałam najgorsze [stanowisko] od samego początku i przez 7 lat byłam na najgorszym. Kruszarnia to jest właśnie to, że tam jest najwięcej hałasu, najwięcej brudu, najwięcej pyłu, łopatowanie - wspomina Malwina Nowak, podkreślając kontrast między pracą w czystej hali jako operatorka wózka widłowego a realiami roboty na grubie
Dlaczego odeszła z kopalni? Zdrowie, presja i zderzenie z systemem
Mimo że zarobki były dobre i pozwalały na pierwsze podróże, praca w stałym hałasie i pod ogromnym obciążeniem fizycznym zaczęła demolować jej zdrowie – pojawiła się m.in. dokuczliwa rwa kulszowa.
Wcześniej jednak Malwina poczuła misję edukowania społeczeństwa o roli kobiet w górnictwie, o realiach szycht w zakładzie przeróbki węgla i o znaczeniu węgla koksującego, więc zaczęła nagrywać krótkie filmy w mediach społecznościowych.
Spotkało się to jednak z niezrozumieniem, falą hejtu ze strony części środowiska górniczego oraz sprzeciwem władz kopalni.
- Dostałam taki przykaz od władz kopalni, przekazany mi przez związki (...), żeby lepiej żebym nie opowiadała już więcej o kopalni – ujawnia w rozmowie
Narastające zmęczenie psychiczne i fizyczne doprowadziło ją do przełomowego wniosku.
- Jeżeli chcę żyć, życie mieć właśnie po pracy i w ogóle w przyszłości, to nie mogę pracować na tej kopalni - wspomina
Gdy pojawiła się możliwość skorzystania z programu dobrowolnych odejść i odprawy w wysokości 170 tysięcy złotych, podpisała dokumenty i zamknęła za sobą kopalniany rozdział.
Teraz Malwina spełnia się jako influencerka, prowadząc kanał Życie Malwiny na platformach społecznościowych, gdzie m.in. gotuje (w tym ze swoją mamą Grażynką, którą widzowie pokochali), testuje jedzenie w lokalach gastronomicznych czy nagrywa filmy ze swoich podróży. Komentuje też filmy i seriale na Googlebox, i chce się rozwijać właśnie jako twórczyni treści. Ma też konkretny plan, na co przeznaczy część pieniędzy z odprawy. Zdradza go w rozmowie w studiu Ślązaga.
Może Cię zainteresować:

