Piotr Fuglewicz. Człowiek, który czytał Śląsk jak palimpsest

Nie urodził się jako śląski regionalista. Przez lata był informatykiem, menedżerem i podróżnikiem odwiedzającym kolejne zakątki świata. Dopiero po zakończeniu zawodowej kariery zaczął odkrywać Śląsk na nowo. Efektem były spacery po Katowicach, setki opracowanych biogramów, książki i tysiące godzin poświęconych ludziom, których historia niemal zapomniała. Dla Piotra Fuglewicza, jak sam mówił, była to „matura ze Śląska”. Zdał ją celująco.

Piotr Fuglewicz

Trudno pisać o śmierci człowieka, który przez ostatnie lata tyle energii poświęcił przywracaniu do życia innych. Zapomnianych profesorów, przemysłowców, społeczników, wynalazców, lekarzy, Żydów, Niemców, Polaków i Ślązaków. Ludzi wyrzuconych poza margines zbiorowej pamięci. Dla Piotra Fuglewicza historia nigdy nie była bowiem zbiorem dat. Była przede wszystkim opowieścią o człowieku.

Można powiedzieć, że był informatykiem, przedsiębiorcą, menedżerem, wikipedystą, przewodnikiem, publicystą i autorem książek. Wszystko to prawda. Ale chyba najtrafniej opisał samego siebie, gdy przy okazji wydania „Cokołów przechodnich” mówił, że książka ta jest historią jego „dorastania do Śląska”. Przez większość zawodowego życia zajmował się informatyką, podróżował po świecie i sam przyznawał, że „Śląsk był miejscem do spania”. Dopiero później zaczął odkrywać go na nowo. I właśnie to odkrywanie było zaraźliwe.

Nie interesował go Śląsk pomnikowy, jednowymiarowy i wygładzony. Nie szukał historii wygodnej. Im bardziej była skomplikowana, tym bardziej go fascynowała. W jednym ze swoich tekstów napisał, że hajmat jest „danymi nieustrukturyzowanymi”, a wątki polskie, niemieckie, żydowskie i czeskie splatają się tutaj „w jeden, trudny do rozplątania, ale fascynujący warkocz”. To właściwie jego własne intelektualne credo. Nie próbował tych wątków rozdzielać. Nie wybierał jednych przeciw drugim. Przeciwnie. Pokazywał, że właśnie z ich współistnienia wyrasta niezwykłość Górnego Śląska.

Dlatego potrafił z równą pasją pisać o polskich powstańcach, żydowskich przedsiębiorcach, niemieckich architektach, śląskich społecznikach i czeskich śladach w historii regionu. W jego opowieściach nie było bohaterów z marmuru. Byli ludzie. Często wybitni, czasem pogubieni, niekiedy moralnie dwuznaczni, ale zawsze prawdziwi.

Być może właśnie dlatego tak często wracał do metafory palimpsestu. Katowice były dla niego miastem, na którym kolejne epoki próbowały zetrzeć poprzednie warstwy, ale nigdy nie robiły tego skutecznie. Niemieckie napisy, żydowskie biografie, śląskie doświadczenia i polskie aspiracje nie znikały. Przebijały spod spodu niczym stare litery na pergaminie.

Ta metafora pasowała zresztą nie tylko do Katowic. Pasowała także do samego Fuglewicza. Bo był człowiekiem wielu warstw. Inżynierem, który zakochał się w humanistyce. Informatykiem, który odnajdywał sens w starych cmentarzach, rodzinnych archiwach i zapomnianych życiorysach. Człowiekiem nowych technologii, który jednocześnie ostrzegał, że bez pamięci i kontekstu pozostaniemy jedynie „zbiorem zanonimizowanych danych w globalnej chmurze”. Zresztą nawet gdy pisał o przyszłości, pisał o niej językiem historii.

Uważał, że Śląsk nie może budować swojej tożsamości wyłącznie na folklorze czy symbolach. Powtarzał, że region powinien przypomnieć sobie własną tradycję nowoczesności, swoich inżynierów, wynalazców i technologicznych pionierów. Pisał, że Śląsk „na godce nie ustoi”, ale może oprzeć się na wyjątkowej historii techniki i innowacji.

W tym także był konsekwentny. Nie interesowała go nostalgia. Nie chciał zamieniać Śląska w skansen. Znacznie bardziej fascynował go ciąg dalszy opowieści.

Dlatego potrafił dostrzec naturalne pokrewieństwo między XVI-wiecznym Ordunkiem Gornym, hutnikami epoki przemysłowej i współczesnym hubem gamingowym powstającym w dawnej kopalni Wieczorek. W jego świecie przeszłość nie była przeciwieństwem nowoczesności. Była jej fundamentem.

A jednocześnie potrafił zachować wobec Śląska czuły dystans. Nigdy nie ulegał pokusie prostych odpowiedzi. W rozmowach podkreślał, że nie wierzy w czarno-białe historie o dobrych Polakach, złych Niemcach czy odwrotnie. Interesowali go ludzie pogranicza. Losy wymykające się schematom. Życiorysy, które bardziej komplikowały nasze myślenie o regionie, niż je upraszczały.

To była chyba jego największa lekcja. Że Śląska nie da się zrozumieć poprzez jedną opowieść i że trzeba słuchać wielu głosów naraz, bo czasami więcej prawdy kryje się w biografii zapomnianego urzędnika, lekarza czy przedsiębiorcy niż w setce politycznych deklaracji, a warto mieć odwagę przyznać, iż historia jest bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć.

Dzisiaj, gdy zabrakło Piotra Fuglewicza, łatwo byłoby napisać, że odszedł popularyzator historii Śląska. To prawda, ale niepełna. Bo odszedł również człowiek, który przez lata przypominał nam, że hajmat nie jest sloganem, herbem ani polityczną deklaracją. Gdyż jest pamięcią i świadomością wszystkich warstw zapisanych pod powierzchnią miejsc, ulic i ludzkich życiorysów .Dlatego tak ważna jest umiejętnośc, którą Fuglewicz miał opanowaną do perfekcji: dostrzeżenia pod współczesnym miastem dawnych miast, pod jedną historią wielu historii, a pod lokalnym patriotyzmem zwykłej ludzkiej ciekawości.

Piotr Fuglewicz zostawił po sobie właśnie taką mapę Śląska. Nieuporządkowaną. Pełną dygresji. Gęstą od nazwisk, szczegółów i zaskakujących powiązań. A przez to prawdziwą. Bo jak sam pisał, nasz hajmat jest zbiorem danych nieustrukturyzowanych. I może właśnie dlatego jest tak fascynujący.

Dzięki, Piotrze.

Piotr Fuglewicz

Może Cię zainteresować:

Nie żyje Piotr Fuglewicz - informatyk z zawodu, niestrudzony popularyzator historii Śląska i Katowic z powołania, publicysta Ślązaga

Autor: Katarzyna Pachelska

11/08/2026

Piotr Fuglewicz

Może Cię zainteresować:

„Katowice to palimpsest”. Piotr Fuglewicz w ŚLĄZAQ o mieście, które wciąż nadpisuje własną historię

Autor: Tomasz Borówka

05/06/2026

Komputer Pixabay

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Hajmat to dane nieustrukturyzowane. Wątki polskie, niemieckie, żydowskie i czeskie splatają się w jeden warkocz

Autor: Piotr Fuglewicz

05/10/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama