Staw Kalina

Swoje „Szopienice” ma w pewnym sensie niemal każde miasto aglomeracji. Pisze Iwona Szoka

Niewidoczne skażenia po epoce przemysłu wciąż pozostają w glebie i wodach gruntowych Śląska. Renesans zainteresowania tematem niewidocznego skażenia na Śląsku zawdzięczamy dziś między innymi głośnej produkcji „Ołowiane dzieci”, która przypomina o problemie zatrucia ołowiem katowickich Szopienic. Pisze: Iwona Szoka

Dyskurs publiczny wywołany tą produkcją przypomniał wielu osobom, że skutki działalności przemysłowej nie znikają wraz z zamknięciem zakładów. A toksyczne dziś jest nie tylko to, co wygląda brzydko lub wydaje nieprzyjemny zapach.

Nie bez znaczenia jest również to, że temat ten coraz mocniej podejmują dziś środowiska naukowe. Na Uniwersytecie Śląskim powstało Centrum Badań nad Środowiskiem Poprzemysłowym im. Jolanty Wadowskiej-Król, a podobne działania rozwija także Śląski Uniwersytet Medyczny. Obie uczelnie zapowiadają wspólne badania nad długofalowymi skutkami działalności przemysłowej – dla środowiska, zdrowia ludzi i funkcjonowania społeczności żyjących na terenach poprzemysłowych.

Hajduki - tu przemysł pozostawił niechlubne dziedzictwo

Skutki działalności przemysłowej pozostają w glebie, w wodach gruntowych i w krajobrazie miast – oddziałując na ludzi i dziś, tak jak przez dziesięciolecia w przeszłości, choć na co dzień ich nie widzimy.

O ekologicznej bombie otoczonej sarkofagiem w Tarnowskich Górach pisze Katarzyna Pachelska na łamach Ślązag. W artykule pojawiają się również wyniki badań przygotowanych przez firmę REMEA, która pracuje nad oceną stanu środowiska na terenie dawnych Zakładów Chemicznych.

Czytając ten tekst, trudno nie pomyśleć o innych miejscach regionu, gdzie historia przemysłu pozostawiła podobne dziedzictwo. Jednym z nich są właśnie Hajduki.

Czy przy okazji dyskusji o tykającej bombie ekologicznej w Tarnowskich Górach wrócimy także do tematu ogromnej hałdy toksycznych odpadów po zakładach Hajduki – znajdującej się w samym sercu aglomeracji, na granicy Chorzowa i Świętochłowic? Tuż przy zabudowie mieszkaniowej na Zgodzie w Świętochłowicach i w Chorzowie Batorym.

Zakłady Hajduki pozostawiły po sobie wielką hałdę toksyn ze stawem u swego podnóża – Stawem Kalina, który przez lata uchodził za jedną z największych bomb ekologicznych w Europie.

Co ze składowiskiem toksyn na pograniczu Świętochłowic i Chorzowa?

W ostatnim czasie słyszymy o milionach złotych przeznaczanych na likwidację nielegalnych składowisk toksycznych odpadów. To ważne działania, ale co z legalnymi składowiskami toksyn i ich usuwaniem? Co istotne, były one tworzone systemowo przez dekady – przez co stały się ogromnymi składowiskami o skali niewspółmiernej do składowisk nielegalnych.

Są to miejsca o gigantycznej skali oddziaływania, obejmującej nie tylko jeden teren, lecz całe dzielnice miast, gleby i wody gruntowe przemieszczające się pod aglomeracją do dziś.

Czytając proekologiczny tekst o Tarnowskich Górach, zaglądam do zbiorów czasopism sprzed dekad. I powiem jedno – w wielu przypadkach zmieniło się mniej, niż moglibyśmy się spodziewać.

Już w 1989 roku – w artykule opublikowanym 28 lipca w „Trybunie Robotniczej” – zwracano uwagę na działalność zakładów w Hajdukach i na toksyczne odpady trafiające tam „do utylizacji”, również spoza Śląska.

Warto pamiętać, że był to rok szczególny. Zaledwie kilka tygodni wcześniej, 4 czerwca 1989 roku, Polacy po raz pierwszy od dekad poszli do częściowo wolnych wyborów. Tamten moment stał się jednym z kamieni milowych końca PRL i początkiem nowej rzeczywistości politycznej.

Ekologiczna wolność słowa

Wraz z rodzącą się demokracją zaczęła pojawiać się również ekologiczna wolność słowa. Coraz częściej można było mówić głośno o sprawach, które przez lata pozostawały na marginesie – o skażonej ziemi, zatrutych wodach i o tym, że przemysłowa potęga regionu ma również swoją ciemną stronę.

W tekście Jolanty Matiakowskiej z 1989 roku możemy przeczytać: „Póki co bowiem wobec niedoboru środków na cele ochrony środowiska, wciąż zmieniającej się sytuacji politycznej w kraju, ścierania się rozmaitych interesów - ten ekologiczny musi być także na Śląsku respektowany przede wszystkim. Jest to zadanie także dla posłów i senatorów, reprezentujących najbardziej zagrożony region woj. katowickiego. Tym bardziej, że podjęte zadania ekologiczne są mocno spóźnione i jak na skalę zagrożenia - naprawdę minimalne.”

Problem nie dotyczył i nie dotyczy dziś abstrakcyjnych liczb w raportach. Dotyczył i dotyczy życia ludzi – także tych, którzy sprawowali i sprawują władzę, mieszkali i mieszkają wraz ze swoimi rodzinami tutaj, na Śląsku.

Niestety utylizacja tego, co pozostawało po procesach technologicznych, w praktyce często oznaczała po prostu zakopywanie odpadów.

Obrazem takiego podejścia jest dziś choćby sarkofag w Tarnowskich Górach czy hałda na granicy Chorzowa i Świętochłowic – otoczona terenami zamieszkałymi, z osiedlami, szkołami, przedszkolami i placami zabaw. Przykłady można mnożyć. I tak we współczesności na stronie miasta Świętochłowice czytamy: „W środkowo-zachodniej części miasta istnieją hałdy powstałe w wyniku działalności Huty „Pokój” oraz Huty „Florian”. (…) Hałdy te są niezrekultywowane. Część hałd została zagospodarowana pod budowę Drogowej Trasy Średnicowej i obecnie trwa jej rozbiórka.”

Jak widać, do dziś utylizacja często polega na usuwaniu problemu z pola widzenia, przy pozostawieniu zanieczyszczeń w środowisku.

Pozostałości po zakładach koksochemicznych w Wielkich Hajdukach

Dziś, po ponad trzydziestu latach od odzyskania przez Polskę demokratycznej suwerenności, pytania o konsekwencje tamtej przemysłowej epoki powracają z nową siłą. Zwłaszcza że wokół takich odpadów – jak w przypadku pozostałości po ponad stu latach działalności zakładów koksochemicznych w Wielkich Hajdukach – znajdują się osiedla mieszkaniowe, szkoły, przedszkola i place zabaw.

Przy tej okazji odrobina historii. Zakłady Hajduki powstały w 1888 roku. Produkowano w nich m.in. benzole, smołę i inne produkty koksochemiczne. Po 1945 roku zakład funkcjonował dalej jako przedsiębiorstwo państwowe, a jego działalność zakończyła się dopiero w 2012 roku.

Warto przy tym pamiętać, że produkcja prowadzona w Hajdukach nie była przedsięwzięciem wyłącznie lokalnym. Produkty powstające w tych zakładach trafiały do przemysłu w różnych częściach kraju.

Zakłady Hajduki miały swój udział m.in. w wytwarzaniu materiałów wykorzystywanych przy budowie dróg w całej Polsce.

Innymi słowy – z efektów działalności tego przemysłu korzystała gospodarka całego kraju, natomiast środowiskowe konsekwencje tej działalności w dużej mierze pozostały właśnie tutaj – na granicy Chorzowa i Świętochłowic.

Najbardziej widocznym symbolem tych problemów przez lata był Staw Kalina znajdujący się u podnóża hałdy.

Zbiornik ten został silnie skażony odpadami poprzemysłowymi – przede wszystkim fenolami przemieszczającymi się z hałdy na cały teren wokół, nie tylko do samego stawu.

W niektórych okresach ich stężenia przekraczały dopuszczalne normy o dziesiątki tysięcy razy, co dobrze pokazuje skalę tego problemu środowiskowego. To właśnie zanieczyszczenia przemieszczające się wraz z wodami gruntowymi trafiały do tego zbiornika i na cały teren wokół wielkiej toksycznej hałdy.

Ze zbiornikami wodnymi jest jednak tak, że czuć i widać, gdy umiera w nich życie. Dlatego to właśnie na nim skupiła się uwaga. Przez lata Kalina była najbardziej widocznym symbolem skażenia – swoistym czubkiem góry lodowej – skutkiem, nie przyczyną – ułamkiem problemu, który zalega do dziś.

Toksyczne imisje można było odczuć dosłownie „nosem”, bez żadnej aparatury pomiarowej. Właśnie dlatego mieszkanki i mieszkańcy wiedzieli, że dzieje się coś poważnego. Znacznie trudniej mówić o zagrożeniach, których nie widać i nie da się wyczuć – takich jak skażone gleby czy wody gruntowe.

Staw Kalina został w eksperymentalny sposób poddany rewitalizacji. Usunięto część osadów i podjęto próby ograniczenia napływu zanieczyszczeń.

Remediację wraz z rewitalizacją stawu w latach 2020–2023 realizowało polsko-francuskie konsorcjum firm REMEA oraz Menard. Był to jeden z największych tego typu projektów w kraju. Proces oczyszczania stawu trwa do dziś.

O ile sam staw dziś tylko miejscami daje jeszcze o sobie znać charakterystycznym zapachem, o tyle gleba i wody gruntowe wokół całej hałdy wciąż pozostają niemymi świadkami tej historii.

Nie widać ich.

Nie słychać.

Nie czuć.

A jednak to właśnie one niezmiennie przenoszą zanieczyszczenia pod ziemią – pod osiedlami, ulicami i całymi dzielnicami miast.

Dlatego warto dziś zadawać pytanie:

Co z likwidacją toksycznych składowisk odpadów rozsianych po całym Śląsku, które przez lata funkcjonowały legalnie, a dziś po cichu nadal nas trują? Z tymi, które powstały za wiedzą i w interesie gospodarki całego kraju.

Problem komplikuje także podział administracyjny. Większa część hałdy znajduje się w Chorzowie, lecz granica miasta ze Świętochłowicami przebiega przez samo składowisko toksyn. Pojawiają się kłopoty organizacyjne wymagające współpracy obydwu miast. Zatruwane wody gruntowe i toksyny nie pytają o podziały administracyjne. Toksyczne odpady zakopywane przez dekady nie znikają wraz z końcem epoki przemysłu. Zostają w ziemi.

Teren byłych Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry"

Może Cię zainteresować:

Sarkofag zabezpiecza niebezpieczne odpady, ale bomba ekologiczna w Tarnowskich Górach wciąż tyka. Wyniki najnowszych badań

Autor: Katarzyna Pachelska

14/03/2026

Świętochłowice staw Kalina

Może Cię zainteresować:

Historia świętochłowickiego stawu Kalina. W okresie międzywojennym był miejscem rekreacji i sportów wodnych

Autor: Redakcja NGS24

16/10/2023

Ruiny pałacu w Sławikowie

Może Cię zainteresować:

XIX-wieczny pałac na Śląsku walczy z czasem. Zobaczcie, jaka to magiczna budowla

Autor: Arkadiusz Szymczak

28/03/2026